Chłodne powietrze wdarło się do pokoju i owiało twarz Kagamiego. Niezadowolony zmarszczył nos i zakopał się głębiej pod kołdrę. Z jakiegoś powodu był potwornie zmęczony i za nic nie miał ochoty choćby dotknąć podłogi dużym palcem u stopy, mimo że zwykle nie miał problemów ze wstawaniem. Teraz nie bardzo wiedział co ze sobą począć, obudzony, ale nie rozbudzony. Na wpół otwartym okiem zlustrował wnętrze własnego pokoju. Jego własna firanka łopotała, poruszana wiatrem. Widocznie zapomniał zamknąć wieczorem okno. Dalej wszystko było tak jak zawsze, ale czuł jakiś... niepokój. Leżał we własnym łóżku, pod własną kołdrą z... och, kurwa, na pewno nie własnym Kuroko. Istota ta, która zmaterializowała się podstępem w jego łóżku, zapomniała chyba o swoich ubraniach. Wielkie, straszne, przenikliwe oczy wdzierały się w jego duszę, jak zwykle. Usta natomiast, niespodziewanie, wyginały się w lekkim, niepewnym uśmiechu.

- Wstałeś, Kagami-kun - powiedział cicho. Następnie szybko cmoknął chłopaka.

Dotychczasowy brak reakcji Taigi można było przypisać szokowi. Bo owszem, był zszokowany. Obudził się pewnego dnia w domu z nagim kolegą z drużyny u swojego boku, który jak gdyby nigdy nic daje mu całusa na dzień dobry. Poza tym, pościel podejrzanie śmierdzi potem i innymi rzeczami, o których licealista nie chce myśleć. Na dokładkę, jak bardzo by się nie wysilał, nie ma pojęcia, co stało się w nocy. Ani wczoraj. Ani nawet przez kilka ostatnich dni.

- Kuroko, co tu się stało? - zadał to pytanie wprost. Jego głos tłumiły dłonie, którymi zasłonił twarz, nie mogąc poradzić sobie z rzeczywistością.

- Kagami-kun, ty...

Nagle chłopak nie chce słyszeć tłumaczeń. Naprawdę, naprawdę nie chce. Nie chce usłyszeć, że spędził z Tetsuyą noc. W łóżku. I to nie było zwykle nocowanie. To po prostu za dużo.

- Wyjdź. Nie chcę wiedzieć, proszę, wyjdź. - To nie był rozkaz. Raczej smutne błaganie. I ten ton podniósł niebieskowłosego, sprawił, że ubrał się szybko, zabrał najważniejsze rzeczy - w końcu mieszkał tu jakiś czas i zniósł sporo szpargałów - i wyszedł.

Kagami usiadł, oparł głowę na łokciach i pozostał tak, póki mróz zza okna nie wdarł mu się we wszystkie zakamarki ciała, pokrywając go gęsią skórką.


Kuroko natomiast szedł. Sam nie wiedział dokąd. Na pewno nie kierował się do domu - może i był mistrzem ukrywania emocji, ale matka zawsze potrafiła go przejrzeć. Nie chciał się tłumaczyć. Nie zmierzał do żadnej konkretnej osoby. Choć gdyby to były inne okoliczności, inna sytuacja, mógłby odwiedzić Taigę. Niestety, jedyny, który mógł go jakoś podnieść na duchu, sam był przyczyną jego smutku. Pewnie normalnie wyciągnąłby go na boisko - Tetsuya skrzywił się, zdając sobie sprawę, że podczas gry, pewien towarzyszący mu od rana dyskomfort tylko by się nasilił.

Miał też powód do radości. Jego światło odzyskało pamięć, Kagami był zdrowy i nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo. Czuł, że zapłacił za ten stan bardzo dużo. Jego jedyny od czasów gimnazjalnych przyjaciel odwrócił się od niego i nic nie wskazywało na to, że istnieje jakaś szansa, by to naprawić. Z drugiej strony, felerna sytuacja okazała się remedium. Gdyby nie to, mógłby nie odzyskać "starego" kolegi. Zerwane relacje z Kagamim, czy jego stan zdrowia? Nie miał pojęcia, którą opcję woli. I wiedział, jak bardzo egoistycznie się zachowuje, nie decydując się bez namysłu na pierwszą. On, Kuroko, propagujący grę zespołową i tępiący wszelki egoizm stawiał swoje pragnienia ponad zdrowiem przyjaciela. Tu nie było jednak opcji. Wszystko już się stało i stawianie sobie ultimatum w niczym nie pomoże. Lecz... Gdyby wiedział wcześnie, też by to zrobił...? Nie wyrwałby się, zgodził? Poddałby mu się, gdyby znał konsekwencje?

Poczuł wibracje telefonu w kieszeni - szczęśliwie pamiętał, by go zabrać. Spojrzał na wyświetlacz, który informował go, że dzwoni Riko.

- Tak, słucham? - odebrał. Jego głos brzmiał jak zwykle, starał nie dać po sobie nic poznać.

- Kuroko-kun, musimy dzisiaj jechać do lekarza - zaczęła. - Umówmy się o...

- Nie ma potrzeby. Odzyskał pamięć.

- Wspaniale! Kuroko-kun! Czemu nie dzwoniłeś...? Kuroko-kun? Co tam się dzieje? Czy ty... płaczesz? - jedyną odpowiedzią był sygnał świadczący o przerwaniu połączenia.