Rozdział 3
- Wow.
Przytaknęłam powoli, rozglądając się wokół. Zgadzałam się z Eleną.
Po prostu… wow.
Zamknęłam buzię, kiedy zorientowałam się, że mam ją szeroko otwartą, tak, jakbym znów była małym dzieckiem, zachwyconym Świętym Mikołajem.
Przełknęłam ślinę nerwowo.
Czego innego się spodziewałam? No cóż, sądziłam, że będzie tu tak bogato, że aż kiczowato, jednak, ku mojemu zaskoczeniu było elegancko i pięknie.
Kremowe ściany, jasno różowe akcenty, piękne, złotawe żyrandole, na samym środku parkiet do tańca, a wokół wspaniale przyozdobione stoły. Z boku był barek, muzyka była żwawa, większość mężczyzn było w smokingach, a kobiety w przepięknych sukniach.
Zerknęłam w dół z niepokojem. Miałam na sobie zieloną suknię bez ramiączek.
Była piękna, stylowa i wyglądała jak z bajki, jednak czułam się… goło. Goło przy tych wszystkich pięknościach, które wyglądały tak pewnie siebie.
Wdech, wydech.
Kim ja jestem, do cholery, że mam stracha? Od kiedy to ja czegoś się boję? Przewróciłam oczyma, automatycznie prostując się i uśmiechając szeroko.
Ten wieczór ma być wspaniały. I w końcu wyswatam Elenę z Oliverem. Zerknęłam na nią. Stała tuż obok mnie, a w jej oczach widziałam coś niespotykanego dla niej. Nerwowość. Elena była zdenerwowana tym wszystkim. Coś podobnego.
Wyglądała pięknie w niebieskiej sukni, która idealnie podkreślała kolor jej oczu. Zauważyła moje spojrzenie i posłała mi uśmiech.
Nadal stałyśmy przy samych drzwiach, jak te idiotki, patrząc na wszystko zafascynowane, więc odrzuciłam swoje włosy na plecy i z uniesioną głową ruszyłam przed siebie.
- Musimy znaleźć Olivera.
Mruknęłam sama do siebie, rozglądając się za znajomą czupryną blond włosów.
- Dlaczego?
Prychnęłam, odwróciwszy się do Eleny.
- Bo jest sam. I ty też.
- Przecież jestem z tobą.
Litości. Chyba nie zrozumiała mojej aluzji. No to z innej beczki.
- Oliver zna sporo ludzi. Zapozna cię z paroma osobami.
Jej twarz od razu się rozświetliła.
Spojrzałam przed siebie. Odetchnęłam z ulgą. Oliver rozmawiał z jakimś mężczyzną, popijając szampana. Smoking mu służył.
Ruszyłyśmy do niego.
Czułam, jak napięcie opuszcza moje barki. Oliver przyszedł. Przynajmniej nie będę sama pośród tej nudy. Z ukosa obserwowałam Elene. Była najwyraźniej zafascynowana... wszystkim.
Na nią nie ma co liczyć. Od zawsze była wolnym ptakiem i kiedy tylko nadarzy się okazja, to wyfrunie. Jeśli wiecie, o co mi chodzi.
Wyminęłam wysokiego mężczyznę, który rozmawiał z Olliem i nie zwracając na niego uwagi uścisnęłam go z radością.
Roześmiał się zaskoczony w moje włosy.
- Sądziłem, że nie przyjdziesz.
Odsunęłam się, podnosząc brwi do góry.
- Ale jestem. To źle?
Szybko zerknął na Elene, stojącą tuż przy moim prawym boku. Nieznajomy nadal stał po mojej lewej stronie. No dobra, może byłam nie kulturalna nawet nie posyłając mu jednego spojrzenia jednak miałam teraz nadrzędny cel.
- Wręcz przeciwnie.- Mruknął konspiracyjnie. Zachichotałam. Traktował mnie jak swoją koleżankę. Być może nie wyjawił mi sekretu, że podoba mu się Elena, ale też nigdy nie zaprzeczał.
Czyli ufał mi. Druga rzecz jest taka, ze wywaliłby mnie na zbity pysk, gdybym powiedziała coś Elenie, a ta by się wygadała. Uwierzcie mi, Ollie ma pełne prawo to zrobić. Ma chody u prezesa.
Jednak to był inny rodzaj ufania. Spoglądałam to na Olivera, to na Elenę, kiedy to wymieniali powitalne uściski.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Ach, znam ten wyraz twarzy Eleny. Zaintrygowany i zaskoczony jednocześnie, tak, jakby zastanawiała się, jakim cudem jeszcze nie dostrzegła tak dobrego towaru wcześniej. A Oliver... no cóż, jej piękna suknia sprawiła, że zadurzył się w niej jeszcze bardziej.
Misja udana. Elena teraz na pewno mu nie odpuści. Trochę było mi żal Olivera. Elena angażowała się 100% w każdy związek. Ten nie będzie wyjątkiem, a zaangażowana Elena, to niekoniecznie ta sama pewna siebie osoba, którą każdy facet wcześniej się fascynuje. Jeśli zaczyna rozumieć, że coś jest na poważnie, to zamartwia się i staje się niepewną siebie osóbką, myśląc, że nie jest wystarczająco dobra dla drugiej osoby.
Właśnie, dlatego potrzebowała kogoś takiego jak Oliver. On jej pomoże. Miałam do tego przedziwne przeczucie.
Zmarszczyłam nos brzydko. Byłam zbyt dumna z siebie, więc po prostu ignorowałam te upierdliwe swędzenie na szyi. Ale teraz wiedziałam. Ktoś mnie obserwował. Bonnie zawsze śmiała sie ze mnie mówiąc, że mam czujnik. W przedziwny sposób była to prawda. Zawsze wiedziałam, kiedy ktoś patrzy w moja stronę.
Usłyszałam głośne chrząkniecie. Odwróciłam się w stronę rozmówcy Olivera, którego wcześniej najzwyczajniej w świecie zignorowałam.
A to był błąd. Patrzyłam w znajome błękitne oczy z oszołomieniem.
To ten idiota, co wylał na mnie kawę. Pewny siebie, arogancki, denerwujący i... niesamowicie przystojny mężczyzna.
Przewiercał mnie wzrokiem, patrząc na mnie z ironią i rozbawieniem zarazem. I wtedy uśmiechnął się. Sztucznie, z nutką sarkazmu, jednak, co to był za uśmiech.
Cholera. Zaczerwieniłam się. Ja się nigdy nie rumienię.
Patrzyłam, nie, sorry, gapiłam się na niego ze zbytnio mocno otwartymi oczyma. Co jest, do jasnej ciasnej? Przecież uśmiechał się już do mnie. Wtedy, kiedy zauważył, że moja koszula jest poplamiona kawą. Wyglądał nawet jakby się dobrze bawił. Ale chyba byłam zbyt przejęta swoim spóźnieniem.
Teraz był nawet przystojniejszy niż zapamiętałam.
I był w smokingu. Wspominałam już, jak bardzo uwielbiam facetów w smokingu? Nie? No to mówię teraz: większość facetów w smokingu wygląda dla mnie jak skrzyżowanie Brada Pitta w Joem Blacku i James Bond w Golden Eye. Cholernie seksownie.
- Och, nie poznałem cię jeszcze z panem Mikalesonem. Niezdara ze mnie.
W końcu. Oliver ujął mnie za łokieć, jakimś cudem uwalniając mnie z tej okropnej sytuacji, w której nie mogłam oderwać wzroku od niebieskookiego. Czar prysł, kiedy Ollie przypomniał sobie, że istnieje też słowo świat, oczywiście oprócz imienia Elena.
Elena stanęła obok mnie rozpromieniona. Rozmawiali ze sobą. Musieli, słyszałam stłumione szepty, ale czułam się, jak w zamkniętej bańce. Cholera, ile się na niego gapiłam? Parę sekund? Wnioskując z jego drapieżnego uśmiechu, chyba trwało to więcej.
Co za wstyd. Niemal słyszałam naganny głos mamy "Nie okazuj swojego zauroczenia. Wtedy pomyśli, że jesteś łatwą zdobyczą."
Zmarszczyłam brwi na swoje własne myśli. A czy ja w ogóle chciałam być zdobyczą w tym przypadku?
Próbując uspokoić galopujące serce zerknęłam na Elenę. Poczułam do niej większą miłość niż zazwyczaj. Z ustami złożonymi w dziubek obserwowała to mnie, to Mikaelsona, jak go nazwał Ollie.
Mikaelson.. Zaraz, zaraz. Znałam skądś te nazwisko.
- Panie Mikaelson, to jest Elena Gilbert. – Oliver na dłuższą chwile zawiesił wzrok na niej a potem leniwie, z ociąganiem spojrzał na mnie. Gdybym nie wiedziała, że oszalał na jej punkcie, to byłabym obrażona. - A to moja pracownica...
- Caroline Forbes.
Przez moment nie wiedziałam, o co chodzi. Patrzyłam na Olivera, ale z jego ust nie wyszło moje nazwisko.
Straciłam oddech na chwile. Podniosłam głowę, patrząc na biały uśmiech Mikaelsona. Tylko, że ten uśmiech nie dochodził do oczu.
Skąd znał moje imię? A kij z tym, najważniejsze jest to, jak pięknie je wymawiał. Brzmiało niemal, jak pieszczota w jego ustach, a nie tak twardo jak u reszty osób.
Znów miałam to uczucie, kiedy patrzył na mnie. Tak, jakby swoją obecnością tworzył ścianę, a poza nią mogłam wejść tylko ja. Żadnych emocji, tylko zaintrygowanie. Był ciekawy mojej reakcji.
Zmrużyłam oczy złowieszczo. Gostek zaczynał mi się nie podobać. Biła z niego jakaś mroczna energia.
Przegryzłam wargę, aby się nie roześmiać. Za dużo czasu z Bonnie. Seriale fantasy były jej obsesją
Wypuściłam powietrze z sykiem, kiedy zauważyłam, że jego wzrok podąża do moich ust.
Zacisnęłam je w wąską linie.
- Ach, tak. Zapomniałem. - Oliver roześmiał się nerwowo. Co jest? Zapomniał, czego? Będę musiała wypytać Olivera, co ten konspiracyjny język oznacza. - Caroline, poznaj pana Mikalesona.
Mikaelson wysunął swoją rękę do przodu. Spojrzałam na nią z niepokojem. Boże, miałam go dotknąć, żeby już kompletnie nie móc odwrócić od niego wzroku?
Jego oczy wwiercały się we mnie, kiedy nieznacznie uniósł brwi, nadal z wystawioną ręką przed sobą. Jego same spojrzenie paliło, bałam się pomyśleć, co robi jego dotyk.
Skinęłam sztywno. Byłam niekulturalna, a Oliver nawet sapnął u mojego boku. Nie wiem czy było to z przerażenia czy może z zaskoczenia.
Może ten Mikaelson był jakąś szychą.
Nabrałam powietrza i powoli wsunęłam swoją dłoń w jego.
Ścisnęłam ją szybko, koncentrując się na kobiecie w różowej obcisłej sukni, która stała za Mikaelsonem.
Poczułam lekki opór. Nie mogłam wyciągnąć swojej dłoni z jego cholernej łapy! Jak on to robił? Wyglądał jakby był zrelaksowany po godzinnej kąpieli, jednak czułam jak mocno, jednocześnie delikatnie trzyma ją w swoim uścisku.
Wiedziałam. Widziałam to w jego oczach. On pragnął zabawy. No dobra, to się zabawimy.
Spojrzałam na niego stalowym spojrzeniem, którego nauczyły mnie dziesiątki filmów ze Stevenem Seagalem.
Wydał z siebie coś pokroju prychnięcia i puścił moja dłoń. Tak po prostu.
Zorientowałam się, że Elena przemieściła się w międzyczasie na drugą stronę Olivera i wzięła go pod pachę.
Mrugnęła do mnie tajemniczo. Jej oczy błyszczały.
- Oliver, obiecałeś mnie poznać z Madame Hilney.
Oblicze Olivera rozświetliło się.
- Z przyjemnością.
Ruszyli naprzód, kiedy zorientowałam się, co się szykuje.
- Czekajcie na mnie. - Mruknęłam.
Elena odwróciła głowę przez ramię ze słodkim, anielskim uśmiechem na twarzy. Dlaczego nigdy nie ufałam temu uśmiechowi?
- Caroline, proszę, musisz dotrzymać towarzystwa panu Mikaelsonowi.
Zacisnęłam szczękę.
- Ale ja też chciałam poznać Madame Hilney.
Naburmuszyłam się niczym dziecko. Co mnie obchodzi, że nawet nie znam tej babki. Im dalej od niego, tym lepiej.
Przewróciła oczyma i oddalając się skupiła uwagę na Oliverze.
Och, ta zołza. Jak mogła mi to zrobić? Ten facet napawał mnie strachem. Nigdy nie lubiłam zbyt pewnych siebie mężczyzn. Zachowują się jakby zjedli wszystkie rozumy.
- Więc na czym skończyliśmy?
Przymknęłam oczy. Może by tak uciec? Co ja gadam… Przecież nie jestem taka. Dobra, Forbes, po prostu nie patrz mu się w oczy.
Na piękne, pełne usta, męską szczękę, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, błyszczące gęste włosy, nawet na idealny łuk brwiowy, tylko nie na oczy.
Pamiętaj, Forbes.
Cholera, akurat teraz to Elena miała ochotę się pobawić w swatkę?
I kiedy tak użalałam się nad swoim losem, usłyszałam jego głęboki, nieco ochrypły głos, od którego można się uzależnić.
- Caroline?
Spojrzałam. I zostałam pochłonięta.
Odzyskałam swój głos po paru sekundach.
- Miło pana znów widzieć. - Mruknęłam nieszczerze.
Kiwnął głową. Jego oczy śmiały się, jakby doskonale wiedział co tak naprawdę myślę.
- Nawzajem. Jak się ma pani koszula?
Gdybym miała jakąkolwiek ślinę w buzi, zakrztusiłabym się. On jeszcze śmiał pytać o moją koszule?
- Wspaniale. - Syknęłam. Westchnęłam powoli, zauważywszy jak skrupulatnie mnie obserwuje. Każdy ruch, każdy oddech, każde zakłopotanie.
- Co pan tu robi?
Kąciki jego ust drgnęły do góry. Musiał być jeszcze bardziej seksowny kiedy jego twarz rozświetlał szczery uśmiech.
- Sugeruje coś pani?
Tak, łajdaku. Śledzisz mnie. Boże, traciłam przy nim rozum. Niby czemu miał za mną łazić?
Uniosłam podbródek do góry.
- Czy każde zdanie musi mieć jakiś podtekst?
Przytaknął, choć jego spojrzenie mówiło, że się ze mną nie zgadzał.
- Moja matka organizuje ten bal. - Stwierdził lakonicznie. Przerwał na chwile, po czym z gorzkim uśmiechem dodał - Jestem gościem honorowym.
Czy słyszałam sarkazm? Jeśli tak, to czemu?
- A pani komuś towarzyszy?
Zacisnęłam szczękę. Uśmiechał się do mnie szyderczo a w jego oczach widziałam chłód. No dobra, w tym na pewno był podtekst.
- Nie. - Powiedziałam szybko.
Jego uśmiech poszerzył się, tym razem z oczu biło zadowoleniem. Zdążyłam zauważyć, że kiedy się uśmiecha jego usta są idealne. Idealne do całowania. Mogłam niemal wyobrazić sobie jakby to było, gdyby całował mnie tymi ustami w szyje, w moim czułym miejscu. Po moich plecach przebiegł dreszcz.
Mrugnęłam parę razy. Rozejrzałam się wokół. Parę kobiet patrzyło na nas ukradkiem. Niektóre z nich praktycznie pożerały go wzrokiem, za to reszta gromiła mnie spojrzeniem. Chyba był dobrym kąskiem. Poczułam lekką ulgę. Czyli nie zwariowałam, bo tylko nie ja reagowałam tak na niego.
- Świetnie. - Mruknął cicho. - A więc bez obaw możemy zatańczyć.
- Zatańczyć? - Powtórzyłam jak echo. On chce tańczyć? Przecież to... to nie pasowało do niego.
Roześmiał się cicho, a ja w szoku obserwowałam jak jego oblicze całkowicie ulega zmianie. Niebieskie oczy nie były już tak niedostępne jak przedtem, usta wygięły się seksownie i wyglądał niemal ludzko. Mogłabym ze spokojem się przyzwyczaić do tego szczerego i prawdziwie radosnego śmiechu.
- Tak, Caroline. - Powiedział, specjalnie wymawiając dłużej moje imię. Łajdak doskonale wiedział jak to na mnie działa. - Tańczyć. Właśnie to się robi na parkiecie, prawda?
Przecież to wiedziałam. Chodziło mi o to, że chciał tańczyć. Tańczyć ze mną. Zmrużył oczy, przez co dziwnie przypominał mi sępa na łowach.
Zerknęłam w bok, próbując zerwać z nim kontakt wzrokowy. Tyler, w smokingu z drugiego końca sali spoglądał na nas niepewnie ze zmarszczonym czołem.
A jemu o co znowu chodziło? Przecież świnia zakończył naszą znajomość. Odwróciłam się do Mikalesona, uśmiechając się słodko.
- A co jeśli miałabym partnera?
Uśmiechnął się drapieżnie i nonszalancko zarazem, jakby w tym uśmiechu była powierzana mi tajemnica.
- Nie miałbym z nim problemu.
Nachylił się nade mną, tak że byliśmy siebie jeszcze bliżej. Patrzył na mnie spod rzęs ze spojrzeniem typu Och-popatrz-na-mnie-jaki-to-ze-mnie-mężczyzna-alfa, a ja stałam wmurowana z nieco za bardzo otwartymi oczyma i zaciśniętymi ustami. Było to lepsze niż rozdziawiona buzia.
- Zaufaj mi. - Szepnął.
No i właśnie w tym problem. Nigdy nie mogłabym zaufać tym oczom, w których widać tyle emocji. Emocji, które zmieniają się co sekundę. Emocji, które niekoniecznie chciałam poznać.
Na litość boską, przecież nadal byłam tą samą dziewczyną, która paplała to co miała na myśli. Więc dlaczego jego obecność sprawiała, że zaczęłam zastanawiać się nad każdym swoim słowem?
Wyprostowałam się.
- Przykro mi, panie Mikaelson, nie mogę.
Nadal nachylał się nade mną, jednak w jego oczach widziałam konsternacje, a uśmiech błyskawicznie zniknął.
Doskonale mnie zrozumiał. Nie odmawiałam tutaj jedynie tańca, jednak jeszcze czemuś zupełnie innemu. Rzeczy, której w ogóle nie wypowiedział, jednak każde z nas wiedziało o co toczy się gra.
Zignorowałam jego grymas na twarzy i szybko odwróciłam się na piecie.
Ruszyłam przed siebie, cały czas czując na sobie jego taksujące spojrzenie.
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX XXX
Dajcie znać, czy póki co wszystko wam się podoba!
