Dziękuje wszystkim za komentarze i polubienie mojego opowiadania! To znaczy dla mnie bardzo dużo :) Mam nadzieję, że mimo błędów moja historia się Wam podoba. Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy!
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
Gdzie, do cholery podziewała się Elena? Nigdy więcej. Nigdy więcej już nigdzie z nią nie pójdę.
Pociągnęłam kolejny łyk Martini i zaczynałam się rozluźniać. Siedząc przy barze miałam świetny widok na całą salę.
Minęło dwadzieścia minut, a Mikaelson gdzieś zniknął, co zauważyłam z ulgą. Kim on był? Mogłabym przysiąc, że już gdzieś słyszałam te nazwisko. Tak czy inaczej, musiał być kimś ważnym. Jego własna matka organizowała ten bal. To samo w sobie znaczyło, że nie jest byle kim.
A ja i tak go spławiłam. Oliver będzie na mnie wściekły. Podejrzewam, że robią jakieś interesy, a kiedy Mikaelson poskarży się Olliemu, to będę miała przechlapane. Mikaelson nie jest tym typem, któremu się odmawia bezkarnie. Wygląda na człowieka, który posiada wszystko co dusza zapragnie. A jeśli jeszcze czegoś nie ma, to uparcie dąży do jego zdobycia.
- Lubi pani uciekać, co?
No właśnie. O wilku mowa.
Przewróciłam oczyma, nawet nie zaszczycając go jednym spojrzeniem. Nie usiadł na stołku obok, tylko stanął blisko mnie. Zbyt blisko, bo czułam jego perfumy i świeży, kojący zapach.
Ale czego on ode mnie chce? No, bo na pewno nie chce mnie zdobyć. Nie byłam najbrzydsza, ale też nie najpiękniejsza. Czym mogłam zachwycić takiego faceta?
Swoim brakiem kultury i niewyparzonym językiem?
- A pan lubi prześladować. - Bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
Usłyszałam cmoknięcie.
- No cóż, nie nazwałbym tak tego.
Spojrzałam na niego gwałtownie.
- Ach, doprawdy?
Przytaknął powoli, niemalże pożerając mnie wzrokiem.
- Nie lubię, kiedy ktoś mi odmawia.
Prychnęłam.
- To niech się pan przyzwyczaja. Nie posiada pan wszystkiego, panie Mikaelson. Każdy ma prawo do wyboru.
Jego zęby zalśniły w psotnym uśmiechu. Nagle wydał się wolny, szczęśliwy i skory do szaleństw.
- Oczywiście, Caroline. - Mruknął, kładąc lewy łokieć na blacie i podpierając nadgarstkiem szczękę. Wyglądał tak świetnie, że przez moment uznałam to za nierealne. - Jednak nadal mam możliwość negocjacji. Negocjacji do chwili, kiedy druga strona zaczyna rozumieć, że odmowa nie ma sensu.
Wariat.
Przystojny i seksowny wariat.
- Jak to dobrze się składa, że jestem konsekwentna w swoich decyzjach.
Zmrużył oczy, posyłając mi spojrzenie, które mówiło Jeszcze-Zobaczymy. Odrywając się od jego stalowego spojrzenia zerknęłam w bok.
Tyler Lockwood. Skrzywiłam się. Był w towarzystwie jakieś blond lali. I wydawało się, że bawią się świetnie. Szybko znalazł pocieszenie.
- Czułaś coś do nie niego?
Zaskoczona spojrzałam na mojego niechcianego towarzysza. Wydawał się... poważny. Jego oczy znów nie wyrażały żadnych emocji i wydawało się, że tak szybko jak się nieco otworzył, tak szybko się zamknął z powrotem.
- Panie Mikaelson, nie przywykłam rozmawiać o swoich sprawach sercowych z nieznajomymi.
Spojrzał na mnie ostro.
- Czułaś coś do niego? - Powtórzył, tym razem dosadniej.
Przegryzłam wargę, mój wzrok automatycznie powędrował do Tylera.
Czy czułam coś do niego? Uśmiechnęłam się z nostalgią. Był miłą odskocznią i zawsze spędzałam z nim miło czas, ale czy mogłoby z tego wyjść coś więcej? Nie sądzę.
- Nie. Czuję tylko lekkie rozgoryczenie, że straciłam na niego swój czas.
Jego spojrzenie złagodniało i znów rozluźnił się. Wyglądał niemal tak, jakby okazało się, że ma już jakiś problem z głowy.
- To dobrze.
Zaraz. Że co? To dobrze? Dlaczego dobrze?
I wtedy zrozumiałam.
Spytał się mnie czy czułam coś do Tylera. Czułam. Czas przeszły. Po pierwsze, skąd on do cholery wiedział, że kręcę z Tylerem, a nawet, jeśli to skąd wiedział, że cokolwiek między nami było, to się skończyło?
Przypomniałam sobie dzień, kiedy poznałam Mikaelsona przed moim biurem. Następnego dnia Tyler praktycznie ze mną zerwał. Dzisiaj, spotykam ponownie Mikaelsona na tym głupim balu, który poważnie zaczyna działać mi na nerwy i ten, zna moje imię. A teraz wydaje się, że jest doskonale poinformowany o moim życiu intymnym. I do tego jeszcze spojrzenia Tylera. Te ukradkowe spojrzenia w kierunku Mikaelsona. Niemal widziałam w jego oczach... strach.
O boże. O to chodziło? Naprawdę? Przecież...
Mogło być tylko jedno wytłumaczenie. Mikaelson skutecznie odradził Tylerowi spotykania się ze mną.
Ale dlaczego miałby tak robić? Przecież mnie nie zna. A nawet jeśli, to brzmi to tak, jakby był nadopiekuńczym ojcem.
Skrzywiłam się i wystawiłam swój wskazujący palec przed siebie.
- Ty...- Dźgnęłam jego pierś palcem.
Wydawał się świetnie bawić. Patrzył z oczekiwaniem, na moją dalszą reakcję.
- Ja. - Szepnął.
- Ty go spławiłeś!
Uśmiechnął się z satysfakcją. Z wyższością spojrzał na barmana i mruknął:
- Bourbon.
Spojrzał na mnie ponownie z zadowoleniem
- Ach, jak dobrze wiedzieć, że za piękną twarzą kryje się także inteligencja.
Gdybym może nie była wściekła, to zarumieniłabym się na komplement dotyczący mojej buzi, ale nie... Byłam nabuzowana i groziło mi wybuchnięcie.
- Ty, chory, psychopatyczny prześladowco. Tak, Mikaelson. Właśnie tym jesteś. Psychopata. Wtrącasz mi się w życie? Facet, ty mnie nawet nie znasz. - Wysyczałam, zaczynając gestykulować.
- Caroline, to nie był facet dla ciebie.
Zapowietrzyłam się. Patrzyłam na jego znudzoną, tak przystojną twarz i czułam narastający gniew.
- Ach, tak?
Po raz pierwszy zobaczyłam, jak przewraca oczyma. Wyparłam ten obraz z umysłu. Był on zbyt ludzki, w porównaniu do jego dziwnej aury, którą roztaczał wokół siebie.
- Wiesz, jaki to typ. Onieśmielająco przystojny, bogaty, inteligentny i czekający tylko na złotą rybkę, aby zarzucić swoją sieć. A jeśli uda ci się spełnić mu trzy życzenia to wyrzuca cię z powrotem do morza.
Boże, cóż za porównania.
-Co pan nie powie? Czyli dokładny opis pana. - Mruknęłam sarkastycznie.
Uśmiechnął się czarująco, jakbym co najmniej sprawiła mu komplement.
- Uważasz, że jestem onieśmielająco przystojny? Będę musiał sobie to zapamiętać.
Westchnęłam ciężko. Dlaczego nie potrafiłam na niego porządnie nakrzyczeć? Ten jego przeklęty wyraz twarzy. Sprawiał wrażenie tak młodego, szczęśliwego zarazem i świadomość przez moment, że to ja sprawiłam, że jego twarz jest jeszcze bardziej przystojniejsza, sprawiła, że straciłam oddech.
I potem pomyślałam sobie, że mogłabym robić to częściej. Sprawiać, aby wyglądał tak spokojnie i na luzie.
Otrząsnęłam się z tego głupiego pomysłu.
- Milion za twoje myśli. - Szepnął nachylając się bliżej.
- E...eee, przepraszam najmocniej panie Mikaelson.
Spojrzałam zaskoczona na Olivera. Stał za nami z uwieszoną Eleną u jego boku. Spoglądał na nas niepewnie.
Za to Elena była wniebowzięta. Uśmiechała się od ucha do ucha i posyłała mi konspiracyjne spojrzenia.
Oliver i Mikaelson zaczęli rozmawiać o interesach, a ja wzrokowo toczyłam bitwę z Eleną, tak zwaną moją przyjaciółką. Żmija zostawiła mnie na pastwę losu. Długo jej tego nie wybaczę.
- Nie ma potrzeby, Oliver. - Władczy ton Mikaelsona przypomniał mi o ich rozmowie. Mikaelson spojrzał na mnie, uśmiechając się sztucznie. Niespodziewanie, delikatnie ujął moje plecy. - Poprosiłem o to już Caroline.
Zaschło mi w gardle, niemal czułam, jak Elena ostatkami siły walczy z chęcią skakania z radości.
Co?
- Prawda, Caroline?
Posłałam temu łajdakowi moje najchłodniejsze spojrzenie, a potem ze słodkim uśmiechem spojrzałam na Olivera.
- Oczywiście, Ollie.
Nie miałam kompletnego pojęcia, co powiedział Oliverowi, ale i tak byłam zdenerwowana.
Oliver przytaknął, Elena pociągnęła go w drugą stronę, zdążył tylko skinąć w stronę Mikaelsona i już ich znów nie było.
Odczekałam parę sekund, obserwując, jak stają koło jakieś kobiety.
Zrobiłam krok do przodu i nie oglądając się za siebie ruszyłam do Eleny. Oliver, całe szczęście stał trochę dalej od niej.
Zbliżyłam się do niej ze złowrogą miną. Wydawała się radosna, jak małe dziecko i chyba nawet nie zauważyła mojej frustracji.
- O boże, Care. Słuchaj. Facet nazywa się Niklaus Mikaelson. Nie cierpi kiedy mówi się do niego Niklaus. Jest synem Barbary Ward. TEJ Barbary. Znaczy się, Esther Mikaelson, ale to pod tym pseudonimem zrobiła karierę. Mikaelson posiada wiele firm, ale to na nieruchomościach zbił miliony. Jest na liście Forbesa 100 najbogatszych na miejscu...
- Wychodzę. - Syknęłam. Przestała nawijać i spojrzała na mnie zszokowana.
Nawet nie chciałam pytać skąd ona to wszystko wie. Kiwnęłam jej na pożegnanie i ruszyłam do wyjścia.
Boże, w moją stronę zbliżał się kelner. I lampki z szampanem. Przyda mi się alkohol. Ten wieczór nie mógł być gorszy.
Z tacy zabrałam dwie lampi, jeden wypiłam duszkiem i odstawiłam na tacy u kolejnego kelnera.
Poczułam jak ktoś zrównuje sie z moim krokiem.
To był znowu on.
Serio? Co jest?
Otworzyłam drzwi, nie czekając na niego i wyszłam na chłodne powietrze. Zeszłam po schodkach i czekałam na taksówkę.
Dalej był tuż za mną. Odwróciłam się wściekle.
- Śledzisz mnie?
Nie odpowiedział. Patrzył na mnie po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru ze zdziwieniem.
- Nie jestem zabawką, Mikaelson. Nie pozwolę sobą pomiatać. Prawda jest taka, że jesteś chorym psychicznie facetem, który chce posiadać wszystko wokół siebie. Psychol.
Uśmiechnął się, jednak jego oczy pozostały chłodne.
- Nie mówiłabyś tak, gdybyś wiedziała kim jestem.
Przymknęłam oczy.
- Jest mi ciebie żal, Mikaelson. Naprawdę. Sądzisz, że pieniądze mogą kupić wszystko i wszystkich. Są takie rzeczy na świecie, które są bezcenne.
Obserwował mnie uważnie. Zerknęłam na swoją lampkę szampana z zamiarem wypicia zawartości, kiedy usłyszałam, jak moja taksówka już podjechała.
Uśmiechnęłam się złośliwie na swój świetny pomysł.
- I gówno mnie obchodzi kim jesteś. – Syknęłam.
Chlusnęłam mu w twarz szampanem. O boże, nie wierzę, że to zrobiłam. Korzystając z jego zaskoczenia odstawiłam kieliszek na chodniku i szybko otworzyłam drzwi taksówki. Nie żebym się bała, czy coś, ale...
No dobra, po nim mogłam się spodziewać wszystkiego.
Jedną nogę miałam już w taksówce kiedy zauważyłam, że z niedowierzaniem malującym się na twarzy wytarł oczy i spojrzał na mnie groźnie.
Uśmiechnęłam się sprośnie.
- No to jesteśmy kwita, Niklaus.
Szybko wskoczyłam do auta, bo zaczynał wyglądać niebezpiecznie i z podekscytowaniem warknęłam do kierowcy:
- Panie, jak życie ci miłe to jedź.
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX XXXXXXXXXXXXXXXXXX
Nieco krótki, jednak mam nadzieję, że się podoba :)
