Dziękuje wszystkim za komentarze! Nie będę nawijać, więc zapraszam do czytania :)


Rozdział 5

Rzuciłam torebkę w kąt i ruszyłam do kuchni.

- Bonnie, gdzie jesteś? - Krzyknęłam. Było już po pierwszej, ale pewnie jeszcze nie spała.

Wyczerpana psychicznie i fizycznie wskoczyłam na blat kuchenny i zdjęłam szpilki z moich obolałych stóp.

- Herbaty?

Spojrzałam na Bonnie, wyrastającą przede mną jak duch. Nawet nie usłyszałam, jak weszła do salonu. Miała na sobie pidżamę z wielką podobizną Jacka Sparrowa na piersi. Mój prezent dla niej na Mikołajki. Stanęła przy czajniku, przyglądając mi się uważnie. Dobrze było widzieć ją po tych wszystkich przeżyciach.

Przytaknęłam powoli, próbując się uśmiechnąć. Niestety, wyszedł z tego grymas niezadowolenia.

- Co się stało?

Westchnęłam w duchu. Znała mnie za dobrze. Nawet nie pytała czy ewentualnie coś się stało, tylko od razu, prosto z mostu, co się stało.

- Nic.

Jej wyregulowane przed paroma godzinami brwi wygięły się w idealny łuk.

- No dobra. Masz dwie możliwości. Możemy to przedłużać, ale i tak w końcu powiesz mi, co jest grane albo od razu przejdziemy do sedna i się nad wszystkim dłużej zastanowimy. To jak?

Tylko, że ja się nie chciałam nad niczym zastanawiać. Tym bardziej nad Klausem Mikaelsonem. Wzdrygnęłam się na samo wspomnienie jego przenikliwego, błękitnego spojrzenia.

- Parę dni temu wpadłam na pewnego faceta przed moim biurem. Kompletny idiota. Do tego arogancki. Wylał na mnie swoją kawę i nawet nie przeprosił. Następnego dnia Tyler ze mną zerwał, a dzisiaj na przyjęciu znów spotkałam tego nieznajomego. Okazało się, ze nazywa się Klaus Mikaelson i...

Przerwało mi głośne chrząkniecie Bonnie. Wyrzuciłam ręce w górę w geście bezradności.

- Boże, czy tylko ja nie wiem, kim on do cholery jest?

Bonnie zmarszczyła czoło. To była jej myśląca mina. A jak zaczynała to robić, to wieczór jakimś cudem robił się bardzo długi.

- Mów dalej.

Zamknęłam oczy.

- Znał moje imię, zaprosił mnie do tańca. Odmówiłam. Później okazało sie, że to on spławił Tylera. Do tego wszystkiego Mikaleson robi jakieś interesy z Olliem i Mikaelson wrobił mnie w zrobienie czegoś. Cholera, nawet nie mam pojęcia czego. Tak czy inaczej, wyszłam z przyjęcia, a on ze mną. Powiedziałam mu, że jest psychopatą i gówno mnie obchodzi, kim jest.

- Powiedziałaś? - Spytała podejrzliwie.

Przewróciłam oczyma.

- No dobra. Wykrzyczałam. Praktycznie wywrzeszczałam.

Bonnie wyglądała nadzwyczaj spokojnie, co zaczynało mnie niepokoić.

- I, na tym nie skończyłaś, znając ciebie.

Uśmiechnęłam się przepraszająco, wzruszając ramionami.

- No, i potem chlusnęłam mu w twarz szampanem.

Z jej twarzy zniknęły wszelkie kolory. Patrzyła na mnie w milczeniu, nie wyrażając żadnych emocji. Powoli, zalała wrzątkiem moją herbatę, oparła się o lodówkę i ze stoickim spokojem oznajmiła:

- Oblałaś Klausa Mikaelsona szampanem.

Złapałam się za głowę z irytacją.

- Możecie przestać wymawiać "Klaus Mikaelson" takim tonem, jakby to co najmniej oznaczało koniec świata?!

Patrzyła na mnie beznamiętnie.

- Care, powinnaś się cieszyć, że dotarłaś do domu w jednym kawałku.

Mrugnęłam parę razy.

- Przecież Mikaelson nie jest damskim bokserem. - Mruknęłam.

Bonnie puściła mi oczko.

- No dobra, może przesadzam.

- No to, kim on jest?

Uśmiechnęła się diabolicznie.

- Niewiele wiadomo o jego życiu intymnym. Bardzo ceni dyskrecje. Znany jest też Efekt Mikaelsona. Sprawia takie wrażenie na kobietach, że każda, na którą spojrzy zaczyna szaleć na jego punkcie. Wiem tylko tyle z plotkarskich gazet, że jest najlepszą partią w Nowym Jorku. I tak się składa, że ta partia zainteresowała się tobą.

- Najlepsza? - Spytałam, przełykając ślinę.

- Niklaus Mikaelson. Lat 29. Muli-miliarder. Ma praktycznie wszystko. Nierealnie przystojny, inteligentny i błyskotliwy. Poza tym, nie jest playboyem. Cóż więcej chcieć?

Prychnęłam.

- Uwierz mi. Jest nie do wytrzymania.

Bonnie roześmiała się.

- Ta, i powiedz mi jeszcze, że nie chciałabyś go zobaczyć po raz drugi.

- Nie chciałabym zoba... - Przerwałam w połowie zdania. Bonnie patrzyła na mnie zaintrygowana. Cmoknęła głośno, uśmiechając się pod nosem

- No właśnie. - Mruknęła.

Zmrużyłam oczy, patrząc na nią oskarżycielsko. Miałaś mi pomóc, a nie dobijać.

- Idę spać. Mam dosyć wrażeń, jak na jeden dzień.

Syknęłam, udając się do mojego pokoju.

- A herbata?

- Nie chcę, i tak jest mi gorąco!

- A nie mówiłam? Efekt Mikaelsona, Care! – Krzyknęła z chwilą, kiedy zamknęłam drzwi. Oparłam się o nie czołem, wzdychając.

Efekt Mikaelsona. Większej głupoty w życiu nie słyszałam.


Wściekła rzuciłam kołdrę na podłogę. Spojrzałam na zegarek. Trzecia w nocy, a ja dalej nie mogę zasnąć.

Co za okropne uczucie. Chce ci się przeraźliwie spać, ale twój mózg i wyobraźnia ci nie pozwalają.

Wstałam, wyszłam z sypialni i ruszyłam do kuchni. Zaglądnęłam do zamrażalki. Uśmiechnęłam się, czując, jak mój humor ulega lekkiej poprawie.

Lody czekoladowe, jak dobrze, że jesteście. Wzięłam dużą łyżkę i zaczęłam jeść z pudełka, siadając przy stole.

Zaraz, Efekt Mikaelsona, tak? Będę się musiała zapytać Bonnie, czy zalicza się do tego bezsenność. Prychnęłam niedowierzająco. Głupota.

Zamarłam z łyżką w drodze do moich ust. Ktoś otwierał drzwi od mieszkania. Po paru minutach Elena weszła do salonu.

- Kogo my tu mamy. - Mruknęłam kpiąco.

Spojrzałam na nią. Patrzyła na mnie błagalnie, choć w jej oczach nadal widziałam błysk radości. Pewnie dobrze bawiła się z Oliverem. To dobrze. Chociaż ona.

- Care... - Szepnęła cicho, stając po drugiej stronie stołu, jakby bała się do mnie podejść. - Jesteś obrażona?

Skrzywiłam się.

- Ja się nigdy nie obrażam.

- Czyli jesteś.

Spojrzałam na nią ze zmarszczonym nosem.

- Nie rozumiem.

Wzruszyła ramionami.

- Kiedy naprawdę nie jesteś obrażona to, kiedy się ciebie pytam to warczysz, że jesteś i już po chwili śmiejesz się głośno. A kiedy naprawdę jesteś obrażona, to udajesz, że nie jesteś.

Przekrzywiłam głowę na bok. Czasami było tak trudno nadążyć za jej tokiem myślenia.

- Nie jestem obrażona. - Powtórzyłam głośniej.

Elena machnęła ręką, wzięła drugą łyżkę, usiadła obok mnie i zabrała się za pudełko lodów razem ze mną.

- Możesz sobie nawet być obrażona. I tak nie zmienisz mojego zdania.

- A twoje zdanie jest jakie? - Warknęłam.

Uśmiechnęła się z satysfakcją. Podniosła swoją łyżkę do góry i dźgnęła nią powietrze.

- Mikaelson jest tobą zainteresowany.

- Błagam cię, powiedz mi, że się zmówiłaś z Bonnie, co?

Prychnęła.

- Widzisz? Jeśli nie chcesz słuchać mnie, to chociaż posłuchaj mózgu Bonnie. Na klasówkach w liceum nigdy nas nie zawodził.

- Dobra, dobra. Przechodź do sedna sprawy.

Elena zachichotała, zakrywając wolną ręką usta. Chyba wypiła o jednego drinka za dużo.

- Coś ty mu zrobiła, co?

Uśmiechnęłam się z wyższością.

- A co? Przyszedł zmoknięty, jak kura?

Elena spoważniała, patrząc na mnie w ciszy.

- Nie, ale... Zaraz, zaraz... - Pokręciła głową z niedowierzaniem. - Czy ja myślę to, co powinnam myśleć?

Nachyliła się bliżej i patrzyła na mnie z wyczekiwaniem.

- Poszedł za mną do taksówki. Więc wylałam na niego lampkę szampana.

- Wylałaś na niego kieliszek szampana! - Powtórzyła jak echo, z błyskiem podekscytowania w oczach. - Szampana!

- Lampkę szampana. - Poprawiłam ją szybko.

Machnęła ręką lekceważąco.

- Teraz wszystko ma sens.

- Nie rozumiem.

Patrzyła na mnie z dumą.

- Wrócił na przyjęcie po kwadransie.

- Nie był mokry? - Spytałam zdziwiona.

Posłała mi pobłażliwe spojrzenie.

- To Klaus Mikaelson, Nat. Nie pokazałby się mokry na jakimkolwiek przyjęciu.

Miała racje. Przytaknęłam niechętnie. Miałabym lepszy humor wiedząc, że został publicznie upokorzony.

- Tak czy inaczej, wrócił. Całkowicie suchy. Pewnie ma jakiś swoich ludzi i przywieźli mu nową koszule. No nie wiem! Tak czy inaczej, wiem, że wrócił czysty, jak gdyby nigdy nic. Czysty i wściekły.

- Wściekły?

Powtórzyłam, mrużąc oczy.

- Mikaelson to całkowicie inny rodzaj wściekłości. Wiesz, to nie ten typ, który demoluje mieszkanie, kiedy jest w furii. To bardziej człowiek pokroju, który chodzi po pokoju niczym lampart, czeka na twoje potknięcie i szykuje plan zemsty. A swoją wściekłość okazuje zaciśniętymi ustami i chłodnym spojrzeniem. Właśnie taki jest Mikaelson.

Przełknęłam ślinę. Nie cierpiałam takich. Nie wiedzieć, czemu, taka cicha złość przerażała mnie o wiele bardziej niż wybuch wściekłości.

- Nie chcesz usłyszeć szczegółów? - Szczerzyła się zbytnio radośnie, według mnie.

- I tak mi zaraz wszystko powiesz, prawda? - Spytałam retorycznie

Jej brwi wygięły się uwodzicielsko, kiedy nachylała się nad kubłem z lodami.

- Przez resztę wieczoru rzadko z kim wymieniał zdania. Oliver postanowił do niego podejść. Wrócił po dwóch minutach, całkowicie speszony. Skomentował wszystko tylko tak, że " Klaus chyba nie jest w dobrym nastroju ". Obserwowałam go potem i faktycznie. Wiele kobiet do niego podchodziło, ale żadną się nie interesował. W końcu, obrażone odchodziły a i on nie wydawał się zbytnio tym przejęty. Myślały, że jak odejdą, to poleci za nimi, tak jak to zrobił z tobą.

Ścisnęłam usta w wąską kreskę.

- On nie poleciał za mną. - Syknęłam.

Zachichotała.

- Błagam cię. Z chwilą, gdy się tylko odwróciłaś, ten pobiegł za tobą, jakbyś rzuciła na niego czar. Wyglądał tak, jakby zapomniał o całym świecie.

Zacisnęłam powieki. Po co mówiła mi to wszystko? Abym czuła się źle z tym, co mu zrobiłam?

Przed oczyma stanął mi obraz Mikaelsona. Tego uśmiechniętego, rozluźnionego i tak szaleńczo przystojnego.

Otworzyłam je szybko.

- I? – Spytałam.

Patrzyła na mnie zdziwiona.

- Jak to, co, idiotko? - Warknęła, przewróciwszy oczyma. Chyba zaczynała tracić cierpliwość. Nie żebym była złośliwa, ale uwielbiałam, kiedy się denerwowała, jej policzki się wtedy tak śmiesznie rumieniły. - Klaus to nie mężczyzna, który wylatuje za kobietą. To one lecą za nim, jak ćmy do ognia. I to za tobą wodził wzrokiem.

Przegryzłam wargę.

Co z tego? Nawet, jeśli był mną zainteresowany to miał dosyć ciekawy sposób okazywania tego. Taki związek nie wróży nic dobrego. Prychnęłam.

O ile w ogóle Mikaelson chciał jakiegokolwiek związku.

- Słyszałaś kiedykolwiek o jego kobiecie? – Spytałam.

Elena zmarszczyła czoło.

- Tylko o jednej. Ale to było wieki temu.

Pstryknęłam palcami prawej ręki w powietrzu.

- No właśnie. Klaus nie jest zainteresowany jakimkolwiek uczuciem, tylko seksem.

Opuściła ramiona w geście rezygnacji.

- Niby skąd to wiesz?

- Elena, chyba nie sadzisz, ze on żyje w celibacie, prawda? Mikaelson przeżywa jednonocne przygody. A ja nie jestem tym zainteresowana.

Elena oparła się na krześle, podnosząc jedną brew do góry. Chyba mi nie wierzyła.

- Gadaj zdrów, a głupiemu radość, Care. Ja wiem swoje. - Wstała, zostawiła szpilki na środku kuchni i ruszyła do swojego pokoju.

Zamykawszy drzwi, odwróciła się na chwile, patrząc na mnie przenikliwie i ze swoim wszech wiedzącym głosem oznajmiła:

- Prędzej czy później, mówię ci, coś z tego wyjdzie.

Zamknęła drzwi za sobą, a ja spojrzałam zniesmaczona na ścianę.

- Coś, nie oznacza czegoś koniecznie dobrego.


Z zaciśniętymi ustami wyszłam z windy na dobrze mi znany korytarz.

Oliver na mój widok uśmiechnął się miło, tak, jakby doskonale przewidział moją reakcję.

- Nie odzywam się do ciebie, Judaszu. - Syknęłam do niego na powitanie.

Wyminęłam go, stojącego przy recepcji i ruszyłam do ekspresu z kawą. Po chwili, stanął u mojego boku.

- Rozumiem. – Powiedział wyrozumiale. - Sam byłbym wściekły. Ale musisz mnie zrozumieć, Caroline. Klausowi się nie odmawia.

Wciągnęłam głośno powietrze, ściskając mocniej rączkę od kubka.

Ludzie, litości. Miałam dosyć słuchania tego, jak bardzo potężny i groźny ten facet jest. Wczoraj wylałam na niego lampkę szampana i jakoś jeszcze żyje.

Ha! Nie jest taki groźny, jak sądziliście, co?

Odwróciłam się na pięcie i nie zwracając na niego uwagi objęłam swój gabinet, jako cel.

- Caroline! Chodź do mojego pokoju.

Stanęłam szybko.

Byłam w pracy i ignorowanie to jedno, ale polecenie szefa to drugie. Zmieniłam kierunek i ruszyłam w jego stronę.

Prawdę powiedziawszy, był moim szefem, ale nasze biura nie różniły się wiele. Przede wszystkim miał je nieco większe i wystawniejsze, jednak widok z okna był taki sam.

Powoli zasiadł za swoim biurkiem, a ja nadal stałam prosto i czekałam na ewentualne polecenia.

- Rozumiesz mnie, prawda?

Odwróciłam wzrok, próbując nie prychnąć. Miałam siedzieć cicho, ale nie mogę go już słuchać.

- Doskonale wiedziałeś, że nie przepadam za nim. A kiedy zaproponował... - Przerwałam szybko, uświadamiając sobie, że tak naprawdę nie wiem, co Mikaelson określał, jako " Caroline się tym zajmie", byłam wtedy zbyt zajęta Eleną i jej podekscytowanym spojrzeniem, które mówiło więcej niż tysiąc słów.

Oliver posłał mi ten denerwujący uśmiech, którymi obdarzają bracia swoje młodsze siostry, kiedy po raz setny powtarzają im, że znów nie zabiorą je na mecz bejsbolowy, bo jest to sport wyłącznie dla mężczyzn.

- Masz przekazać Klausowi umowę do podpisania. Pewnie i tak jej nie podpisze, ale zawsze można pomarzyć.

Zmarszczyłam czoło.

- Umowę? A nie powinno się jej najpierw przedstawić zarządowi jego firmy?

Roześmiał się mrocznie.

- On nie ma zarządu, Caroline. Swoją główną firmą, na której się wzbogacił, zarządza całkowicie sam. W innych oddziałach powołał prezesów, ale umowa dotyczy MikaelsonCentral, jego głównej siedziby. A więc decyzje podejmuje samodzielnie.

Zaczęłam przystępować z nogi na nogę.

- Czuję się poniżona, Oliver.

- Poniżona? - Spytał cicho.

- Mam mu zanieść jakieś gówniane papiery, co powinien zrobić chłopczyk na posyłki, a nie prawnik!

Potarł skronie palcami.

- Nie mogłem nic zrobić. Mikaelson chce cię widzieć. - Obserwował mnie czujnie spod półprzymkniętych powiek.- Najwyraźniej, chce cię poznać bliżej.

Wyczułam ironie.

- Wtedy, na tym pioruńskim balu, mogłeś powiedzieć, że to nie najlepszy pomysł, abym to ja zaniosła te papiery!

- Nie wyglądałaś na zbytnio niezadowoloną z tego faktu.

- Robiłam dobrą minę do złej gry!

Westchnął ciężko i opadł na swoje krzesło. Przyjrzałam mu się uważnie.

Wcześniej patrzyłam, ale nie widziałam. Był zmęczony. Bruzdy wokół oczu stały się widoczne, zielone, zazwyczaj święcące tęczówki były mętne, a blond, piaskowe włosy wyglądały, jakby straciły swój blask.

Moja twarz złagodniała. Zrobiło mi się go żal.

Wiedziałam, że ta umowa z Klausem jest bardzo poważna. To była jedna z największych transakcji, którymi się zajmował w swojej całej karierze i najzwyczajniej w świecie był już wykończony.

I dodatkowo, ja nie pomagałam. Dobra, nadal czuję złość, że potraktowano mnie jak chłopca na posyłki, ale zacisnę usta i nie będę się zachowywać, jak małolata.

Zauważył moje spojrzenie i uśmiechnął się ciepło.

- Klaus to naprawdę wrzód na tyłku. – Mruknął.

- Więc dlaczego robicie z nim interesy?

- Długa historia.

Przytaknęłam. No dobra. Tak czy inaczej, będę musiała mu dać te papiery, więc czym prędzej tym lepiej.

Wyciągnęłam dłoń przed siebie.

- Dawaj co masz. Zaraz do niego pojadę i za parę godzin będziemy się cieszyć, że zniknął z naszego życia.

Zaśmiał się cicho. Podał mi teczkę.

- Nie powiedziałbym tak.

Nie zagłębiałam się w szczegóły. Udałam się do drzwi, kiedy zatrzymał mnie jego głos. Odwróciłam się przez ramie i z zaskoczeniem zauważyłam, że jego twarz jest już inna.

Uśmiechał się szeroko, w oczach widziałam błysk, a zarost dodawał mu uroku.

- Pozdrów Elenę.

Pokręciłam głową niczym narzekająca, stara kobieta, choć w środku się cieszyłam. Więc Oliver praktycznie radował się na same wspomnienie o niej.

Elena opluję się z wrażenia.

- I bądź miła dla Klausa!

Udałam, że nie słyszę.