Poproszono o dodanie, to dodaję. ;)


Rozdział 3.

Materializując się z powrotem w centrum Torchwood, Jack specjalnie ustawił swoje przybycie tak, by dokładnie wpasować się w moment, gdy on i Ianto zniknęli.

- Profesor River Song – kobieta przedstawiła się z uśmiechem, wyciągając rękę w stronę Gwen, która całkowicie zignorowała ten gest. – Archeolog.

- River Song. – Jack zagwizdał, udając podziw. Podszedł bliżej, przyglądając się jej dokładnie. – Kobieta, która zabije Doktora, mam rację?

- Dokładnie – przyznała bez wahania, niewzruszenie patrząc prosto w oczy kapitana, ignorując odgłosy zaskoczenia ze strony Gwen i Owena. – Tak, to ja go zabiłam. W Utah, nad Lake Silencio, dwudziestego drugiego kwietnia dwutysięcznego jedenastego roku.

Jack zmrużył oczy, podnosząc w jej kierunku swoją własną broń.

- Po co nam to mówisz? – zapytał. – Dobrze wiesz, że spróbuję cię powstrzymać, Doktor był jednym z moich przyjaciół i zarazem najlepszym, co zdarzyło się w tym wszechświecie.

- Zgadzam się.

- Więc dlaczego zamordowałaś go z zimną krwią?

- Nie miałam wyboru. – River wzruszyła ramionami. – To nie tak, że zrobiłam to dobrowolnie, prawda? Nawet ty musiałeś słyszeć o zakonie Ciszy.

- Cisza zapadnie, gdy zostanie zadane pytanie? Bzdura. – Odbezpieczył pistolet powoli. – Jaki mam powód, żeby nie zabić cię na miejscu, River Song?

Zaśmiała się.

- Linia czasowa w której zabijam Doktora? Jestem tutaj, żeby z twoją pomocą wymazać ją całkowicie. Jego śmierć jest teraz w mojej przeszłości, chciałabym jednak pozmieniać trochę wydarzenia. Bez żadnych sztuczek, po prostu Lake Silencio nigdy się nie zdarzy.

- Nie opowiadaj kłamstw. To stały punkt, nic nie jest w stanie go zmienić, wiem o tym.

- Tak, to stały punkt, tak długo jak ja żyję.

- Co takiego?

River westchnęła.

- Tak długo jak żyję ja i żyje Doktor, oboje zmierzamy do Lake Silencio, dla nas ono zawsze musi się wydarzyć. Niezależnie od wyniku spotkania, zawsze będziemy na miejscu. Ale jeżeli usuniesz jeden czynnik z równania... – Spojrzała na niego wymownie, skłaniając go, by kontynuował. Jack bezwolnie opuścił broń, marszcząc brwi w zamyśleniu.

- Wtedy stały punkt nie może nastąpić. Genialne! Z tym, że wtedy co się stanie z tobą?

- Nic. – River klasnęła w ręce. – I właśnie o to chodzi.

- Profesor Song…

- Kapitanie, biorąc pod uwagę, że przed sekundą usiłowałeś mnie zastrzelić, twoje zmartwienie nie jest ani potrzebne, ani dobrze odbierane. Potrzebuję tylko twojej pomocy w uratowaniu Doktora, nie współczucia. – Wyciągnęła rękę w jego kierunku. – A jeżeli mogę na nią liczyć, to będę nalegać, żebyś mówił mi po imieniu.

- River, w takim razie. – Uścisnął jej dłoń. – Jestem Jack Harkness, ale przypuszczam, że wiesz już o tym, skoro zjawiłaś się tutaj. To Gwen Cooper i Owen Harper, należący do Torchwood.

River posłała uśmiech w ich stronę.

- A ten przystojny mężczyzna z którym zniknąłeś przed chwilą?

- Ianto Jones, chwilowo zajęty. – Mrugnął do niej. – Chyba, że jesteś zainteresowana przyłączeniem się do zabawy?

- Może innym razem, Jack. – River uśmiechnęła się, chociaż oboje zdawali sobie sprawę, że jeżeli wszystko się uda, to innej okazji już nie będzie.

- Szkoda. W takim razie, w czym możemy pomóc?

- Chciałabym, żebyście pomogli mi zlokalizować Rose Tyler.

- Rose Tyler nie żyje. – Jack spoważniał znów, patrząc na River z uwagą. – Zginęła przy upadku Torchwood I.

- Och, to wy tak tylko twierdzicie. – River wstukała ciąg kodu w usadowiony na jej nadgarstku manipulator czasoprzestrzenny, przywołując odpowiednie informacje.

- Jesteś agentką? – zapytał Jack, nagle zaniepokojony.

- Skąd. Zwykły podróżnik w czasie. – Pokazała mu odpowiedni fragment. – Dane o jej śmierci zostały dodane później, przez Doktora. Tak naprawdę, Rose została zamknięta w innym wymiarze, bez możliwości powrotu. Ale, to jej oczywiście nie powstrzymało, chociaż nawet Doktor postanowił się poddać.

- To nasza Rose! – zaśmiał się, ale jego uśmiech znikł natychmiast, gdy Jack dostrzegł reakcję River. Ta zbladła odrobinę i wyraźnie walczyła ze sobą, by utrzymać neutralny wyraz twarzy. – Ale w jaki sposób miałaby to zrobić?

- Ich wersja Torchwood postanowiła wyprodukować coś, co nazwali Działem Międzywymiarowym.

Jack skrzywił się.

- Niezbyt ambitna nazwa. - River skinęła głową, przyznając mu rację. – Jak to działa?

- Z tego co wiem, to wyrzuca ją w losowym miejscu w jednym z równoległych wymiarów. Z pewnością kilka razy znajdzie się też u nas.

- Co my mamy zrobić?

- Użyjcie mocy szczeliny pod Cardiff, żeby zlokalizować miejsce i czas, kiedy się pojawi. Tutaj echa powinny być najsilniejsze, bo linie czasowe i struktura barier pomiędzy naszymi wymiarami jest najsłabsza. Poproście o pomoc Sarah Jane Smith i jej superkomputer, jeżeli będzie trzeba. Gdy wam się uda, dajcie znać mnie. Znajdę ją i dostarczę do niego, upewniając się, że nic jej nie będzie.

- River…

- Możesz wybrać się po nią ze mną, jeżeli zechcesz – zaproponowała, przewidując jego obiekcje. – Wiem, że nie masz powodu, żeby mi zaufać.

- Jeżeli nam się uda, ty przestaniesz istnieć. Dlaczego planujesz to zrobić dla kogoś, kogo wcześniej zabiłaś?

- Właśnie dlatego, Jack. Nie mogę pozwolić, żeby Doktor zginął. Oboje wiemy, że moje życie nie jest zbyt wysoką ceną. – Westchnęła, widząc jak jego ręka drgnęła. – Jeżeli spróbujesz mi zasalutować, odstrzelę ci głowę, dobrze wiem, że nic ci potem nie będzie!

- Och, River, mogę zapewnić, że nawet jeżeli wiesz o tym, to wciąż skrywam wiele innych, dużo ciekawszych niespodzianek…

- To bardzo miło, ale jestem mężatką. – Uniosła ręce w obronnym geście. – Niestety na mnie twój urok jest stracony.

- Nie umiem wypowiedzieć jak wielka to szkoda.

- Wierzę ci na słowo – wymruczała sugestywnie, wstając. – Zostawiłam wam namiary na swój odbiornik, jak tylko coś znajdziecie, to natychmiast mnie powiadomcie.

- Nie zostaniesz z nami?

- Nie. Mam niestety kogoś do przypilnowania. Mam nadzieję, że zobaczymy się prędko – powiedziała, z ręką na własnym manipulatorze czasoprzestrzennym. Gdy skinął jej głową, przycisnęła przycisk i zniknęła.

- Jack – odezwała się niezwykle cicha jak dotąd Gwen. Ona i Owen wycofali się, słysząc imię Doktora, ale słyszeli każde wymienione pomiędzy Jackiem i River słowo. Chociaż wiedział, że Gwen będzie miała obiekcje, Jack był wdzięczny, że nie protestowali wcześniej. – Myślisz, że możemy jej zaufać?

- Myślę, że nie zaszkodzi sprawdzić – powiedział po namyśle, wskazując na urządzenie na swoim nadgarstku. – Sprowadźcie Tosh, jak tylko będzie przytomna i zdolna do pracy. Rozpocznijcie poszukiwania, wiecie jakich śladów aktywności szukać. Ja sprawdzę, czego mogę się dowiedzieć o profesor River Song.


Donna nie mogła powstrzymać swojej ciekawości. Spędziła już na pokładzie TARDIS trochę czasu, przyzwyczajając się odrobinę do tego, jak szalone było życie z Doktorem. Z trudem udało im się właśnie wrócić z krótkiego pobytu na Messaline, który okazał się tragiczny w skutkach. Doktor zniknął gdzieś w głębi TARDIS, całkowicie odmawiając rozmawiania z nią o Jenny, więc Donna pozostawiona samej sobie zaczęła szukać konstruktywnego zajęcia. Nie chciała błądzić po nieznajomym labiryncie korytarzy, gubiąc się co chwilę, więc wychodzenie poza sterownię nie wchodziło w grę. Powinna poprosić w końcu o mapę...

Niebieski notes leżał na głównej konsoli od samego początku ich wspólnej podróży, jednak Donna nie widziała, by Doktor chociażby zerknął w jego kierunku. Nigdy nie zapytała o niego, obiecując sobie rzucić okiem przy pierwszej okazji, a ta nadarzyła się właśnie teraz. Uważając, żeby nie zrobić za dużo hałasu i nie zwrócić na siebie uwagi Władcy Czasu, który zapewne znalazłby tysiąc powodów, by zabronić jej zerkania do środka, Donna podkradła się do tajemniczego obiektu i porwała go. Niemalże spodziewała się wywołania jakiegoś alarmu, ale nic się nie stało. Z cichą satysfakcją - chociaż jak zawsze ciężko było jej zachować milczenie - usiadła na rozlatującym się fotelu i zaczęła czytać.

Doktor znalazł ją kilka godzin później, wciąż siedzącą w tej samej pozycji, ze śladami łez na twarzy i dłońmi dygoczącymi przy każdym ruchu. Gdy spytał ją, czy wszystko w porządku, pokręciła głową, ale nie wyjaśniła nic więcej, a on nie dociekał. Notes River Song nie wrócił na swoje miejsce. Donna schowała go bezpiecznie wśród własnych rzeczy. Nie wspomniała o nim ani słowem. Wiedza o tym, co dopiero miało nastąpić była niebezpieczna, zwłaszcza dla Doktora. Była to jedna z rzeczy, których nauczyła ją historia Melody Pond.


- Nie krwawisz już i myślę, że nie będzie potrzeby nastawiania niczego - stwierdził Rory, przykładając do jego bolącego nosa kompres ochładzający. - Będziesz mieć siniaka i nic poza tym.

- Zadowolona, Pond? - wymamrotał Doktor, brzmiąc komicznie z niedziałającymi kanałami oddechowymi. Nawet fakt, że mógł nie oddychać przez dłuższe okresy czasu nie uratował go przed nosowym głosem. - Twoja próba zamachu tym razem się nie powiodła.

- Nie udawaj, że na to nie zasługujesz. - Amy skrzyżowała ręce na piersi, patrząc na niego ze złością. - Gdybyś nie był moim przyjacielem, to uszkodziłabym cię bardziej, i nie myśl, że tego nie zrobię, jeżeli będzie trzeba!

- Niewątpię - mruknął, kątem oka widząc, że Clara pokazała Amy podniesione kciuki. - Oi, ty też przeciwko mnie?!

- Wolę być po tej stronie, która ma szansę wygrać, Doktorze, zwłaszcza, że pani Williams może mieć rację.

Amy skrzywiła się komicznie.

- Amy, proszę, po prostu Amy. A to jest Rory - poklepała go po ramieniu, odrobinę mocniej niż było trzeba.

- Ach, tak. - Clara rozpromieniła się, przypominając sobie dręczenie Rory'ego imieniem Nina. - Dobrze w końcu poznać was osobiście. Jestem Clara. - Uścisnęła ich ręce. Doktor westchnął z ulgą, słysząc, że specjalnie opuściła swoje nazwisko. - Szkoda, że znów musimy spotkać się w takich okolicznościach, ale przypuszczam, że nie wezwaliście nas tu bez powodu? Zwłaszcza, że Amy była z pewnością na nas przygotowana, jeżeli jej prawy sierpowy jest jakimkolwiek wyznacznikiem.

- Znowu? - zdziwił się Rory, ale wbijający się w jego żebra łokieć jego żony natychmiast mu przerwał. - Ach, tak. Doktorze, chodzi o River.

- Co z nią? - spytał, próbując zasugerować, że nie wie, co Rory miał na myśli. Clara rzuciła mu potępiające spojrzenie, co sprawiło, że wyprostował się i, opuszczając lodowy kompres, porzucił próbę udawania, że wszystko jest w porządku. - Ach, tak, Pondsowie, zapomniałem, że was nigdy nie da się zmylić, naprawdę, wybraliście najgorszą możliwą rodzinną tradycję. Słowo daję, najbardziej problematyczni ludzie pod słońcem. - Zaczął krążyć nerwowo po kuchni, gestykulując zamaszyście. - A River jest dokładnie taka sama, zawsze usiłuje naprawiać świat, niezależnie od tego jakim kosztem, mam nadzieję, że jesteście dumni…

- Doktorze. Co się właściwie stało?

Doktor nabrał głęboko powietrza, jak gdyby chcąc rozpocząć kolejną tyradę, ale po chwili oklapł, zrezygnowany.

- Nie mam pojęcia - przyznał w końcu. - River trafiła na jedną z moich starszych regeneracji, w czasach kiedy absolutnie nie powinienem jej znać. Jeszcze przed naszym pierwszym spotkaniem, tym właściwym. I to wpłynęło na moją przyszłość od tamtego momentu. - Spojrzał na nich niepewnie. - Jak śnieżka wywołująca lawinę, wszystko nagle zmieniło miejsce.

- River była u nas niedawno, dlatego nawiązaliśmy z tobą kontakt. - Rory pokręcił głową. - Powiedziała mi, że chce zmienić coś w twojej przyszłości.

- Uh, River! Dlaczego nigdy nie może poddać się w takich sprawach...

- Doktorze, ona uważała, że to, co zrobi, naprawi wiele rzeczy. Że… Odzyskasz kogoś, na kim ci zależy.

Doktor uderzył nagle w blat z całą siłą, sprawiając, że Clara podskoczyła, przestraszona, gdy szkło w szafkach zabrzęczało głośno.

- Tak, ale w efekcie stracę ją, więc żadne naprawianie przeszłości nie jest tego warte! - warknął ze złością, przecierając dłonią oczy. W ciszy, która nagle zapadła, Amy ruszyła do przodu, podchodząc do Doktora i przytulając go mocno. - Pond…

- Wciąż możemy to naprawić, prawda? - Amy zauważyła stanowczo, nie wypuszczając go z objęć i ignorując jakiekolwiek protesty z jego strony. - Nie jest jeszcze za późno. I następnym razem jak ją zobaczysz, Doktorze, nie uznawaj, że wszystko to, co jest niewypowiedziane, jest jasne, zgoda? Być może ty wiesz, co siedzi w twojej głowie, ale to nie znaczy, że wszyscy są na tej samej stronie.

- Amy…

- Poza tym - przerwała mu natychmiast - obiecałeś opiekować się Melody. Więc znajdź ją i tym razem sprowadź bezpiecznie do domu. Inaczej to Rory będzie musiał skopać ci tyłek, a dobrze wiesz, że jeżeli on sięgnie po miecz, to żadne z nas nie ma szans. - Odsunęła się od niego na odległość ramienia. - Więc? Bierzemy się do roboty?

- Najpierw - zauważyła z uśmiechem Clara, wtrącając się do ich rozmowy - będzie nam potrzebny plan. I myślę, że mam pomysł, co możemy zrobić…


Jack postanowił zacząć swoje poszukiwania od najprostszych źródeł, z których mógł skorzystać. Archiwa Agencji Czasu w drugiej połowie piędziesiątego pierwszego wieku znajdowały się w podziemiach San Francisco, stolicy dawnego wielkiego ludzkiego imperium, rozciągającego się przez niemalże całą galaktykę. Teraz, wiele lat po jego podziale i upadku, miasto wydawało się niemal puste, tylko nieliczne osoby odważały się wyjść na niebezpieczne ulice metropolii. Jack zmaterializował się tak blisko, jak pozwalały na to przepisy, szybkim krokiem zmierzając w kierunku znajomego budynku. Większość stanowisk w czytelni była nieużywana, usiadł więc przy urządzeniu w najdalszym kącie pomieszczenia, starając nie martwić się, że wciąż nikt nie poprosił go o odgórną autoryzację. Kody dostępu do bazy danych, chociaż przydzielone mu wiele lat wcześniej, wciąż jeszcze działały, więc bez problemu zalogował się do systemu, ściągając wszystkie informacje, jakie inni agenci zebrali na temat profesor River Song. Raportów było tyle, że nie wiedział nawet, co przeczytać jako pierwsze. Przewijał większość z nich, szukając tych bardziej znaczących.

Większość była pełna samych wzmianek o kobiecie, bez żadnych konkretnych informacji. Wyglądało na to, że River zostawała zauważana bardzo często, jednak jej kontakt z ludźmi Agencji był ograniczony. Napotykano ją wszędzie, pomiędzy końcem czasu, a jego początkiem, od jednego krańca wszechświata do drugiego, ale zawsze znikała zanim ktoś zdołał ją zatrzymać. Chociaż nie dowiedział się wciąż nic nowego, Jack zapisał część koordynatów, obiecując sobie sprawdzenie jej poczynań na własną rękę.

Część plików pokrywała się z plikami o Doktorze i te uznał za najważniejsze. Większość była dokładnie tym, czego się spodziewał. Dowody przestępstwa, wyznanie przed sądem, nagrania i dane ze Stormcage... Uśmiechnął się pod nosem, czytając, że River nigdy nie była wzorowym więźniem, jakoś domyślał się tego już wcześniej. Znalazł informacje o jej pracach naukowych i przewertował je z gasnącym zapałem. Próbując innego podejścia, wywołał dokumenty dotyczące Demon's Run i zakonu Ciszy.

Do dwóch raportów dołączone były dwa pliki podpisane jako pochodzące z Teselecty. Jack, który był już wcześniej świadomy istnienia tego projektu, skrzywił się, widząc, że nawiązali kontakt z Doktorem. Mógł się założyć, że Władca Czasu nie był zachwycony ich sposobem użycia technologii pozwalającej na podróże w czasie. Jedno z nagrań pochodziło z Berlina, drugie z Utah. Jack włączył najpierw to pierwsze, przewijając momenty, których nie uznał za ważne, chociaż już po chwili obserwował ekran z uwagą. Doktor miał inną twarz, jeszcze młodszą od poprzedniej, a jego gestykulacja, o ile to w ogóle możliwe, stała się tylko dziwniejsza. Przyzwyczajenie się do jego nowej regeneracji było trudne, a Jack nie mógł powstrzymać się przed myślą, jak wiele innych wcieleń zobaczy jeszcze w przyszłości. Cała sytuacja nagrana przez kamery wydawała się dziwna. Fakt, że Melody Pond-Williams była córką podróżującego z Doktorem małżeństwa był zapisany już we wcześniejszych informacjach, jednak relacji między nimi nie dało się uchwycić w słowach. Kiedy załoga opuściła maszynę, kamery wciąż działały, więc nagranie urwało się dopiero, gdy Doktor, dwójka jego towarzyszy i nieprzytomna River Song zniknęli we wnętrzu TARDIS. Wciąż nie wierząc w to, co zobaczył, Jack załączył drugi plik.

W chwilę później ekran zamrugał i, zanim zdołał obejrzeć klip do końca, system uruchomił się ponownie. Żaden z plików, które wyszukał wcześniej, nie znajdował się już na serwerze. Uznał jednak, ze zobaczył dość. Przynajmniej na tyle, by zakwestionować wszystko to, co River powiedziała mu o sobie. Jeżeli miała być kobietą, która zabiła Doktora, albo wyszła za niego, to dlaczego twierdziła, że on jest martwy, jednocześnie zasłaniając się małżeństwem? I dlaczego oddała swoje własne regeneracje, żeby go uratować, tylko po to, by później zamordować? W tej historii nic nie miało sensu i Jack postanowił na własne oczy przekonać się o tym, jak wyglądały relacje między River Song, a Doktorem. Wpisując koordynaty jednego z potwierdzonych miejsc, zniknął z wnętrza Archiwum, wciąż rozumiejąc zbyt mało, by wyciągnąć wnioski.