Był niemalże pewien, że Dean oszalał albo zbyt mocno uderzył się w głowę, bo zdecydowanie nie zachowywał się normalnie. Nawet Castiel, który na ludzkich zwyczajach nie znał się zbyt dobrze mógł stwierdzić, że coś tu jest nie tak jak być powinno.

Za pierwszym razem Dean naprawdę wystraszył Castiela, gdy znienacka wyskoczył zza rogu i zadzwonił aniołowi metalowym dzwoneczkiem przed twarzą. Przez chwilę spoglądali sobie w oczy, Castiel z wyraźnym zaskoczeniem i niepokojem, Dean zaś z nadzieją, jakby na coś czekał. Po chwili jednak Winchester westchnął cicho z niezadowoleniem, odwrócił się na pięcie i odszedł w swoim kierunku zostawiając Castiela z mentlikiem w głowie.

To było niepokojące, szczególnie, że sytuacja nie była jednorazowa. Na początku można było to jakoś wytrzymać, uznać to za jakiś dziwny, ludzki żart, którego Castiel nie rozumiał. Jednakże po kilkudziesięciu takich przypadkach zrobiło się to irytujące. Za którymś razem Castiel po prostu nie wytrzymał:

-Dean, co ty robisz?

Winchester drgnął lekko spoglądając teraz na anioła z zakłopotaniem. Otworzył usta jakby chciał już coś powiedzieć, ale szybko z tego zrezygnował.

-A nic takiego, nieważne –mruknął po chwili i ponownie odszedł w swoją stronę.

Ku zadowoleniu Castiela dziwna sytuacja z dzwonkiem się już nie powtórzyła. Pomimo tego nie dawało to spokoju. Anioł zastanawiał się co to wszystko miało oznaczać i jak powinien na to zareagować. Może w jakiś sposób uraził Deana nawet o tym nie wiedząc, a tego zdecydowanie by nie chciał.

Wiedział, że najlepiej będzie w takim wypadku zapytać o to Sama. Młodszy z braci powinien wiedzieć o co tak naprawdę w tym chodzi.

-Sam, masz może chwilę? –zapytał pojawiając się nagle przy Samie, który siedział przy stole studiując jakąś wyjątkowo grubą książkę. Skarcił się cicho w myślach widząc jak Winchester podskoczył wystraszony.

-Cas, nie powinieneś tak zaskakiwać ludzi, można dostać ataku serca –mruknął Sam, po czym zmierzył anioła uważnym spojrzeniem –Tak, mam chwilę. O co chodzi?

-Dean się dziwnie zachowuje…

-Jak to dziwnie?

-Dzwoni mi przed nosem różnego rodzaju dzwoneczkami, to dość niepokojące. Nie wiem co to w ogóle oznacza i jak mam na to reagować. Czy to coś normalnego wśród ludzi?

-Dzwoni dzwonkami? –przez chwilę Sam był równie zaskoczony co i Castiel. Szybko jednak zrozumiał, co jego brat próbował osiągnąć i uśmiechnął się do siebie.

-Myślę, że on w ten sposób próbował sprawić ci nową parę skrzydeł –wyjaśnił młodszy z braci. Widząc jednak nierozumiejącą minę Castiela kontynuował – To taki ludzki przesąd. Podobno dźwięk dzwoneczków może sprawić, że aniołom wyrastają skrzydła.

-To absurdalne. Czy Dean nie wie, że to niemożliwe?

-Pewnie wie –pokiwał głową Sam uśmiechając się szerzej –Jednak naprawdę już wiele przesądów, które zdawały się być całkowicie idiotyczne stawały się jednak rzeczywistością. Myślę, że po prostu chciał spróbować… Może znalazł jakieś dzwonki w magazynie bunkra i chciał sprawdzić czy przypadkiem nie mają magicznych właściwości?

-Och, to miłe z jego strony… Tak sądzę… -zawahał się Castiel –No cóż, dziękuję Sam.

Castiel nie wierzył w możliwość by dźwięk dzwoneczków mógł mu podarować nowe skrzydła. Starania Deana sprawiły jednak aniołowi radość. Nie miał nic przeciwko temu by Dean przetestował na nim wszystkie dzwonki jakie znalazł. A może w tych przesądach jest nutka prawdy?