Nadzieja, że wszystkie potwory zapadły w sen zimowy szybko się ulotniła i Winchesterowie musieli opuścić na jakiś czas ciepły bunkier. Zdecydowanie im się to nie podobało, ale liczyli na to, że szybko uporają się z problemem. Tak też na szczęście się stało, ot trafiło im się nieduże gniazdo wampirów, z którym szybko się uporali. Po powrocie do domu to jednak nie potwór tygodnia był tematem rozmów. Wydawać by się mogło, że bracia wrócili ze spaceru po galeriach handlowych a nie z polowania.
-To okropne. Niedługo już w czerwcu będzie można spotkać w sklepach świąteczne rzeczy –mruknął Sam rzucając swoją podróżną torbę na stół.
-Nie zapominaj o Halloween, najpierw na tym trzeba zarobić –stwierdził Dean z niezadowoleniem dostrzegając, że jedna z jego ulubionych kurtek pochlapana była krwią wampira –Po prostu super –mruknął cicho do siebie.
-Może i nie jestem znawcą typowych, rodzinnych świąt, ale nawet ja wiem, że te święta mają swój wyjątkowy urok dzięki tej specyficznej atmosferze. Szkoda tylko, że przywołuje się ją już w listopadzie.
Dean przygryzł lekko dolną wargę nadal oglądając swoją kurtkę. Zastanawiał się jednak czy może ich niechęć do tego całego przedświątecznego szaleństwa wiązała się z tym, że sami nie obchodzili zbytnio świąt. Przynajmniej nie tak jak ukazywały to wszystkie możliwe reklamy i filmy. Nie było radosnych, rodzinnych spotkań, masy różnego rodzaju potraw i stosów prezentów pod bogato zdobioną choinką.
-Dosłownie wszystko ma teraz świąteczny motyw. Naprawdę nie zdziwię się, gdy zobaczę papier toaletowy w reniferki czy bałwanki –nadal wyżalał się Sam. Prawdą było, że uważał, iż cała ta świąteczna otoczka była całkiem urocza, jednakże co za dużo to zdecydowanie nie zdrowo. Nie podobało mu się, że wszystko już popadało w skrajność.
-Ja to co roku zastanawiam się czy ludzie przypadkiem nie popadli w jakiś obłęd. Biegają po tych sklepach jak opętani. Myślałem, że mnie szlag trafi, gdy chcąc kupić placek musiałem stać w kilometrowej kolejce.
-To prawda. Na dodatek robią tak wielkie te zakupy, że aż próbuję sobie przypomnieć czy przypadkiem nie zapomniałem o jakiejś zbliżającej się apokalipsie.
-No cóż, mam kolejny powód by nie wychodzić stąd aż do wiosny.
Dyskusję tę przerwał Kevin, który wszedł do pomieszczenia i skierował na braci rozbawione spojrzenie.
-Ależ z was marudy. Narzekacie gorzej niż 80 letnie dziadki… W tym roku jednak nie uciekniecie przed świętami.
-A to niby dlaczego? –zapytał Sam
-To chyba oczywiste. Również zorganizujemy wspólne święta.
-Nie ma mowy… -stwierdził od razu Dean, po czym chwycił swoją torbę i skierował się do pokoju. Tak naprawdę, w głębi czuł podekscytowanie na myśl o rodzinnych świętach. Chciał by każdy z ich dziwnej rodziny mógł, choć przez krótki czas poczuć tę wszechobecną radość. Wiedział doskonale, że na to zasłużyli. W końcu mieli tu swój dom i chyba mogli sobie pozwolić na przerwę chociaż ten jeden raz w roku. Sądził, że był w stanie znieść tę całą komercję, tłumy ludzi i ogóle zamieszanie. Tak, ta myśl coraz bardziej mu się podobała.
