Gdy po raz pierwszy tej zimy spadł śnieg nie było nawet możliwości by się nim nacieszyć, bądź narzekać na jego obecność. Zniknął bowiem tak szybko jak się pojawił. Przez następne dni nic nie wskazywało na to by miał pojawić się ponownie. Gdy mieszkańcy bunkra wychodzili na zewnątrz w celu zrobienia zakupów, bądź udania się na polowanie witał ich jedynie mróz oraz przygnębiające szare niebo.

Bunkier usytułowany był z dala od miejsca pobytu innych ludzi, nikt tu się raczej bez potrzeby nie zapuszczał. Wszystko wokół wydawało się więc puste i martwe. Drzewa pozbawione liści, szczególnie wieczorami wyglądały jak wyjęte z horroru, a świszczący wiatr tylko pogłębiał te niepokojące odczucie. Podczas takiej nieprzyjaznej pory można było się tylko cieszyć, że w bunkrze nie było okien, bo widok tych szarości mógł wywołać jedynie depresję.

Jednakże nawet pomimo braku okien można było odczuć panującą niechęć, lenistwo i przygnębienie. Nawet, gdy było coś do zrobienia to nikt nie przejawiał chęci by się za to zabierać. Nawet Sam, który lubił mieć wszystko dopięte na ostatni guzik tym razem odpuścił. Także Castiel, na którego pogoda nie powinna mieć wpływu wydawał się być jakiś przybity. Nikt nie wspominał o świętach i ich możliwej organizacji. Nikt i tak nie kwapiłby się by cokolwiek w tej kwestii zrobić. Siedzenie przed telewizorem, bądź komputerem było zdecydowanie ciekawszym zajęciem. Niestety długo tak się nie dało

-Mam dość, muszę stąd wyjść, choć na chwilę –stwierdził Dean odrzucając swoje plany pozostania w bunkrze aż do wiosny. Zdecydowanie nie wytrzyma tu dłużej, musiał odetchnąć świeżym powietrzem. Nawet seans Doktora Sexy nie był w stanie przetrzymać go dłużej na kanapie. Towarzyszący mu przed telewizorem Castiel również podniósł się z miejsca. On zaś w ogóle nie przejawiał zainteresowania oglądanym serialem, siedział tak tylko po to by dotrzymać Deanowi towarzystwa.

Obaj skierowali się do wyjścia. Po drodze Dean rozejrzał się po głównych pomieszczeniach jednak nie zastał w nich Sama czy Kevina, widocznie ci siedzieli w swoich pokojach.

Gdy Winchester otworzył drzwi prowadzące na zewnątrz od razu uderzyło w niego mroźne powietrze. Chciał wtedy jednak zatrzasnąć drzwi i stwierdzić, że to był zdecydowanie głupi pomysł. Jednakże widok za drzwiami powstrzymał go od tej decyzji. Pomimo iż była noc, wokół zdawało się być jaśniej. Wszystko dzięki cienkiej warstwie śniegu, która pokryła otaczający ich teren. Pomimo iż był to mroźny puch to jednak sprawił, że było jakoś pogodniej. Szarość nagle zniknęła, ustępując miejsca połyskującej bieli.

Dean uśmiechnął się lekko do siebie. Może nie cieszył się ze śniegu jak małe dziecko, ale jednak zmiana pogody poprawiła mu humor. Pewnie z czasem również na śnieg będzie narzekał, jednak teraz nie było mu to w głowie.

Stojący koło niego Castiel skierował spojrzenie w ciemne niebo obserwując pojedyncze płatki śniegu, które tańczyły na wietrze. Uważał to za coś pięknego, kolejne wspaniałe dzieło jego ojca. W końcu każdy śnieżny płatek był niepowtarzalnym dziełem sztuki. Castiel wiedział, że często w czymś z pozoru nieistotnym można było odkryć jednak piękno. Coś, co na pierwszy rzut oka wydawało się nie godne uwagi i bliższego poznania okazywało się czymś wyjątkowym, czymś co zdecydowanie należy podziwiać. Castiel spojrzał na Deana i uśmiechnął się nieznacznie. Chciał by jego bracia i siostry również mogli spojrzeć na świat tak jak on i dostrzec to piękno, które stworzył ich ojciec. Wszystko tu miało swoje miejsce i cel. Z rozmyślań wyrwał anioła głos Winchestera

-Dobra, wystarczy mi tego świeżego powietrza, bo zaczynam zamarzać –mruknął pocierając dłońmi ramiona –Wracam do środka.

Castiel przytaknął i skierował się za Deanem pomimo tego, że nie czuł zimna i chętnie poobserwowałby jeszcze migoczące śnieżne płatki. Jednakże zdecydowanie bardziej wolał przebywać obok ludzi, będących najwspanialszym dziełem jego ojca.