Pomysł organizacji świąt, choć póki co nie został w żaden sposób zaakceptowany przez Winchesterów to i tak był powoli wprowadzany w życie. Kevin znalazł sprzymierzeńca w Castielu, który chętnie przystał do tego pomysłu, szczególnie, że to miały być pierwsze święta jakie obchodziłby wśród ludzi. Zdecydowanie był tym zainteresowany i chciał poznać ludzkie obyczaje, szczególnie jeśli chodziło o celebrowanie narodzin Zbawiciela.

Jednak gdy ta dwójka dobrała się razem poczęły powstawać naprawdę dziwne pomysły. Castiel zaproponował nawet, że może sprowadzić żywe renifery, na szczęście Dean szybko wybił mu ten pomysł z głowy. Niestety to wiele nie zmieniło i natychmiast pojawiały się nowe wizje idealnych świąt.

-Chłopaki a może przejedziecie się do jakiegoś centrum handlowego? Może tam coś przykuje waszą uwagę? –zaproponował Sam wchodząc do głównego pomieszczenie w bunkrze, gdzie Castiel i Kevin ustalali właśnie jaka jest wysokość do sufitu i jak dużą choinkę trzeba będzie załatwić. Sam wiedział, że musi mieć chwilę by na spokojnie pogadać z bratem zanim to wszystko wymknie się spod kontroli. Dean zaś zniknął w swoim pokoju uciekając od tego szaleństwa, przynajmniej na jakiś czas. Prawdą jednak było, że coraz bardziej wkręcał się w całe te przygotowania. Już zaczął myśleć nad tym jak przewieźć choinkę tak by Impala nie ucierpiała i zarazem nie wzbudzać zainteresowania osób trzecich.

Kevin i Castiel o dziwo zgodzili się wybyć z bunkra ruszając na podbój marketów i centrów handlowych. Sam nie zamierzał się o nich martwić. Kevin będzie pilnował Castiela w przypadku ludzkich zachowań, Cas zaś był aniołem, więc poradzi sobie za to z paranormalnymi stworami.

Castiel nigdy wcześniej nie był w centrum handlowym. Nie miał potrzeby by tam chodzić, a Winchesterowie również nie odwiedzali takich przybytków. Anioł rozglądał się uważnie dookoła obserwując uważnie tłum ludzi, którzy krzątali się po centrum zajęci swoimi sprawami. Wszędzie wokół widać było świąteczne ozdoby i masę plakatów informujących o świątecznych obniżkach. Anioł musiał przyznać, że to wszystko było dość przytłaczające. Wiedział już co miał na myśli Dean mówiąc by nie dał się wciągnąć w to całe świąteczne zamieszanie.

Razem z Kevinem ruszyli szeroką alejką, szukając czegoś. W sumie to Castiel nawet nie wiedział po co tak naprawdę tu są. Już miał o to zapytać, gdy nagle świąteczna wystawa obok której przechodził poruszyła się. Duży, pluszowy renifer zaczął kręcić głową i śpiewać jakąś wesołą piosenkę o śniegu i dzwonkach. Castiel spoglądał na to najpierw nieco zaniepokojony, by po chwili uśmiechnąć się nieznacznie. Musiał przyznać, że było to całkiem urocze, szczególnie, gdy do śpiewającego renifera dołączyły dwa pluszowe misie, tworząc razem całkiem przyjemnie brzmiący chórek. Co chwila do wystawy podchodziły dzieci zaciekawione poruszającymi się maskotkami. Castiel po chwili oderwał wzrok od wystawy i obejrzał się za Kevinem, niestety nigdzie go nie dostrzegł. Musieli zgubić się nawzajem. Anioł drgnął z niepokojem, w końcu miał pilnować proroka. Rozejrzał się jeszcze raz dookoła, po czym ruszył na poszukiwania przeciskając się pomiędzy ludźmi.

Kevin w tym czasie zdążył przejść już naprawdę spory odcinek, gdy dostrzegł, że zgubił swojego towarzysza. Szybko się zawrócił wiedząc, że musi znaleźć anioła zanim ten wpakuje się w jakieś kłopoty. Wiedział, że o to nietrudno biorąc pod uwagę to jaki Castiel był nieporadny wśród ludzi.

Castiel westchnął cicho nie mogąc nigdzie dostrzec Kevina. Wiedział, że nie mógł tu użyć swoich anielskich skrzydeł by przemieszczać się szybciej, wokół bowiem kręciło się zbyt wielu ludzi i nie chciał wzbudzać paniki. W końcu zwykli ludzie nie przywykli do widoku znikających i pojawiających się znikąd mężczyzn. Wtedy to właśnie uwagę Castiela przykuła duża tablica informująca o spotkaniu ze Świętym Mikołajem. Anioł zamarł na dłuższą chwilę spoglądając niedowierzająco na tę informację. W końcu był pewien, że Mikołaj już dawno nie żyje i jest w niebie. Jak mógłby zejść tak po prostu na Ziemię? Choć po ostatnim zamieszaniu w niebie wiele mogło się wydarzyć. Anioł stwierdził, że najlepiej będzie to sprawdzić, może też Święty pomoże mu odnaleźć Kevina.

Na szczęście miejsce przebywania Mikołaja szybko udało mu się odnaleźć, przynajmniej kierując się tym co było opisane na tablicy. Na podeście, na wielkim krześle siedział opasły, starszy mężczyzna z długą białą brodą. Ubrany był w czerwony strój obszywany białym futrem. Wokół podestu kręciło się wiele dzieci, by pojedynczo wdrapywać się na kolana białobrodego mężczyzny. Castiel drgnął lekko, gdy białobrody zaśmiał się donośnie. Gdzie jednak podział się Święty Mikołaj? Anioł nigdzie go tu w pobliżu nie widział, a z pewnością byłby w stanie go rozpoznać.

-Ach tu jesteś, a ja cię szukam –usłyszał nagle za swoimi plecami. Castiel odwrócił się szybko i odetchnął z ulgą dostrzegając Kevina.

-Też cię szukałem –mruknął w odpowiedzi. Cieszył się z odnalezienia proroka, jednakże zdecydowanie nie podobał mu się fakt, że okłamywano ludzi informując ich o przybyciu Świętego. Wiedział, że można kusić promocjami, ale to już zdecydowanie było przesadą. Gdy tylko wrócą do bunkra napisze skargę, że takie zachowanie jest zdecydowanie nieodpowiednie.