Tego dnia wszystko znikało, przynajmniej Dean odniósł takie wrażenie. Najpierw dostrzegł, że zniknął koc, który rzucił do prania tydzień temu. Tym jednak szczególnie się nie przejął. Najwięcej braków zauważył jednak w kuchni. Brakowało sporej ilości jedzenia, a był pewien, że jeszcze wczoraj wszystko było na swoim miejscu. Nie sądził, by ktokolwiek z mieszkańców bunkra mógł mieć aż taki apetyt. Nawet Sam, pomimo swojej wielkości nie był aż takim żarłokiem. Najgorsze było to, że ktoś nawet połasił się na placek z owocami, który Dean ukrył w dolnej szufladzie lodówki. To dla Winchestera było już ciosem poniżej pasa. Ktokolwiek zabrał placek z pewnością tego pożałuje.

W bunkrze panowała jednak zupełna cisza, zupełnie jakby był opuszczony. Dean przez chwilę zastanawiał się czy aby przypadkiem o czymś nie zapomniał i gdzie mogli się wszyscy podziewać. Niestety nic szczególnego nie przyszło mu do głowy. Ruszył więc korytarzem mając nadzieję jednak kogoś spotkać.

Miał właśnie zapukać do pokoju Sama, gdy zza zakrętu wyszedł Kevin z kubkiem kawy w dłoni.

-A gdzie się reszta podziewa? –zapytał go Dean

-Castiel i Sam wyszli gdzieś razem –odpowiedział mu Kevin upijając kilka łyków z kubka

-Wyszli? Gdzie?

-Tego już nie wiem –prorok wzruszył nieznacznie ramionami, po czym minął Winchestera i udał się do kuchni.

Dean był wyraźnie zaskoczony tą wiadomością. Nie miał pojęcia gdzie Cas i Sam mogli pójść. Gdyby było to jakieś polowanie to chociaż zostawiliby jakąś wiadomość. Na wspólne zakupy też raczej nie poszli. Nie pozostawało więc nic innego jak tylko ich poszukać.

Gdy tylko wyszedł na zewnątrz od razu poczuł przeszywające mroźne powietrze. Nawet ciepła kurtka jaką miał na sobie nie dawała całkowitej ochrony. Dean poprawił kołnierz i wsunął dłonie do kieszeni rozglądając się uważnie. Miał zamiar ruszyć na poszukiwania a nawet nie widział, w którą stronę iść. Westchnął cicho do siebie i skręcił w lewo sam nie wiedząc dlaczego. Po kilkudziesięciu minutach już miał zawrócić, gdy dostrzegł Sama i Castiela zmierzający w jego stronę.

-Gdzie wyście się podziewali? –rzucił do nich na powitanie

-A co martwiłeś się? –zażartował Sam spoglądając z rozbawieniem na brata

-Chciałbyś… -prychnął Dean –A więc gdzie byliście?

-Dokarmialiśmy zwierzęta –odpowiedział Castiel wyraźnie zadowolony.

-No to już wiem gdzie podziało się całe żarcie. Nawet mój placek zniknął… A co ty tam masz? –zapytał zaraz potem dostrzegając jak Castiel chowa coś pod płaszczem. Słysząc zaś pytanie anioł drgnął lekko i spuścił wzrok jakby zdenerwowany. Dean już wiedział, że odpowiedź z pewnością mu się nie spodoba.

-Kotki –odpowiedział po chwili Castiel ukazując dwa małe kociaki. Maleństwa mogły mieć nie więcej niż trzy miesiące –Chcę je zatrzymać.

-Nie ma mowy! –odpowiedział od razu Dean. Nie chciał w bunkrze żadnych zwierząt a już tym bardziej kotów.

-Dean, one nie poradzą sobie zimą –próbował przekonać brata Sam.

-Moja odpowiedź nadal brzmi nie.

-Będę się nimi zajmował, nawet nie zauważysz ich obecności –wtrącił Castiel przytulając do siebie kociaki i choć Dean musiał w duchu przyznać, że był to zdecydowanie uroczy widok to jednak nie zamierzał zmieniać swojej decyzji.

-Nie zgadzam się na zwierzęta. Cas, odnieś je tam gdzie je znalazłeś.

-Nie! -odpowiedział anioł pewnie nie uciekając już spojrzeniem. Teraz to Dean poczuł się niepewnie –Nie będziesz mi mówił co mam robić.

Castiel wyminął starszego Winchestera i szybkim krokiem ruszył w stronę bunkra. Cokolwiek Dean by nie powiedział to nie zamierzał oddawać czy pozbywać się kotków. Dean będzie musiał pogodzić się z nowymi współlokatorami czy mu się to podobało czy nie.

W tym czasie Kevin zajadał się ostatnim kawałkiem placka. Jeśli Dean sądził, że jego kryjówka jest dobra to zdecydowanie się przeliczył.