Castiel siedział właśnie w bibliotece przeglądając jakąś starą księgę, gdy podszedł do niego Dean i położył na stoliku koło niego czystą kartkę oraz długopis.

-Napisz swój list do Świętego Mikołaja –powiedział Winchester jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie. Niestety nie dla Castiela, który spoglądał na Deana z miną oznaczającą, że nic nie rozumie. Winchester nie raz już widział ten wyraz twarzy, więc bez problemu odgadł, że anioł nie miał pojęcia o co się go prosi.

-Wiesz, że na święta ludzie dają sobie nawzajem prezenty, tak? –zapytał Dean mając nadzieję, że anioł zna chociaż podstawowe świąteczne tradycje.

-Owszem, ale nie wiem co ma do tego pisanie listów do świętych.

Dean wetchnął cicho. Zdecydowanie wolał by to Sam uświadamiał Castiela w ludzkich tradycjach, on sam bowiem nie miał tyle cierpliwości by wszystko dokładnie tłumaczyć. Wiedział jednak, że teraz nie może tak po prostu odejść, gdy Castiel nadal spoglądał na niego pytająco.

-Tak się tylko mówi, wiesz? Chodzi o to, że to niby Święty Mikołaj rozdaje prezenty, ot taki zwyczaj –wzruszył lekko ramionami –Po prostu napisz co chciałbyś dostać, żebyśmy wiedzieli co ci kupić. Wszyscy robimy takie listy, żeby nie było problemów z prezentami.

Castiel pokiwał głową ze zrozumieniem. Ludzkie obyczaje były niekiedy dość dziwne, jednakże wzajemne obdarowywanie się prezentami było czymś naprawdę miłym i godnym kultywowania. Skierował spojrzenie na pustą kartkę, którą dał mu Dean i nagle coś sobie uświadomił.

-Dean, a co jeśli mam już wszystko czego chciałem?

Winchester znów westchnął, a już miał nadzieję, że wszystko poszło dobrze i anioł grzecznie wykona swoje zadanie bez szukania kolejnych problemów.

-Naprawdę niczego nie potrzebujesz? Jakiejś pasty nabłyszczającej do swojej aureolki czy dodatkowych strun do harfy? –zapytał Dean z lekkim uśmiechem, jednak widząc znowu nic nierozumiejącą minę Castiela odpuścił sobie dalsze żarty.

-Mam już wszystko co jest naprawdę ważne. Mam ciebie Dean i Sama oraz Kevina. Jesteście dla mnie prawdziwą rodziną. Mam także miejsce, które mogę nazwać domem. Nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba.

W tym momencie Dean zrozumiał, że Castiel zrozumiał święta tak jak każdy powinien był to zrobić. W końcu powinien być to czas przeznaczony rodzinie i bliskim i to on byli w tych dniach najważniejsi. Prezenty nie były wiele warte jeśli nie było osób z którymi można było razem spędzić świąteczne dni.

-Pomimo wszystko postaram się coś wymyślić –dodał po chwili Castiel uśmiechając się nieznacznie. Zdecydowanie nie chciał bowiem stwarzać dodatkowych problemów i jeśli ktoś chciał mu kupić prezent to należało to zaakceptować. Dean skinął tylko lekko głową w odpowiedzi. Miał jedynie nadzieję, że Cas nie wymyśli niczego dziwnego co można było dostać na drugim końcu świata, bądź było dostępne tysiąc lat temu. Bez względu jednak na wszystko to co najważniejsze już tu mieli. Może ich rodzina była mała, dziwna i naprawdę wiele przeszła to pomimo tego była najlepsza.