Wiadomym było, że prędzej czy później trzeba będzie zacząć narzekać na śnieg. Na początku jednak było całkiem przyjemnie, prószył sobie lekko, szczególnie wieczorami i nikomu szczególnie nie przeszkadzał. Nawet wszystko wyglądało jakoś ładniej przykryte białym puchem. Jednakże jak zawsze co za dużo to niezdrowo.

Tego dnia Dean i Sam wyjechali z bunkra by zająć się kolejną sprawą dziwnych morderstw. Jeszcze wtedy śnieg sypał leniwie i zdecydowanie w niczym nie przeszkadzał. Problemy pojawiły się, gdy Winchesterowie chcieli wrócić do bunkra po załatwieniu wszystkich łowieckich spraw. Wtedy niestety już nie było tak sympatycznie. Śnieg rozpadał się na całego, a do tego dołączył jeszcze mroźny i porywisty wiatr. Zapewne w takiej sytuacji najbezpieczniej byłoby zostać w motelu do czasu aż pogoda się trochę uspokoi. Dean jednak stwierdził, że poradzi sobie na drodze. Na dodatek w bunkrze został Castiel z Kevinem a naprawdę nie wiadomo było co może przyjść do głowy tej dwójce. No i jeszcze zwierzaki Castiela, ta dwójka kociąt pomimo tego, że były naprawdę urocze (jak to zazwyczaj kocięta) to jednak psotne z nich były potworki. Dean zdecydowanie wolał trzymać się od nich z daleka, szczególnie, że gdy tylko znalazł się za blisko zaczynał kichać i męczyć się z katarem. Cholerna alergia. Castiel doskonale o niej wiedział a i tak sprowadził do bunkra te futrzane kulki. Na dodatek Sam i Kevin od razu się w nich zakochali, więc Dean nie miał już nic więcej do powiedzenia, musiał się pogodzić z towarzystwem kociaków.

Pomimo niechęci wracania do alergenów Dean stwierdził, że woli dotrzeć do bunkra jak najszybciej by upewnić się, że ten jeszcze jest na swoim miejscu. Dlatego też po spakowaniu się i wymeldowaniu z motelu od razu ruszyli w drogę powrotną. Niestety pogoda nie zamierzała im czegokolwiek ułatwiać i z każdą minutą było coraz gorzej. Śnieg sypał tak gęsto, że nic zupełnie nie było widać, samochodowe wycieraczki również nic nie dawały, wokół była tylko biel i nic więcej. Jednak nie tylko brak jakiejkolwiek widoczności był problemem. Śniegu bowiem przybywało w tak szybkim tempie, że droga stawała się niemalże nieprzejezdna. To był spory błąd by skorzystać z bocznej, rzadko uczęszczanej wiejskiej drogi. Może i dzięki temu uniknęli korków, ale trafili na inną przeszkodę i w końcu utknęli w śniegu w samym środku śnieżnej burzy.

-Po prostu świetnie –warknął Dean uderzając dłonią w kierownicę, gdy uświadomił sobie, że Impala dalej nie pojedzie. Utknęli na jakimś zadupiu z dala od cywilizacji i to jeszcze w taką pogodę. Zanim uda im się sprowadzić jakąś pomoc to śniegu nasypie już po sam dach samochodu.

-Nie mam zasięgu –mruknął Sam unosząc rękę z telefonem do góry jakby mając nadzieję, że dzięki temu uda mu się złapać sygnał.

-No to jeszcze lepiej… To nawet nie mamy jak wezwać pomocy. Znajdą nas na wiosnę w czasie roztopów.

Mieli problem i Sam doskonale o tym wiedział. Teraz pozostawało jednak zastanowić się nad tym co zrobić. Mogli wysiąść i popchnąć samochód do najbliższej, bardziej uczęszczanej drogi, gdzie pług wykonał już swoje zadanie. Mogli wyjść i poszukać jakiegoś domostwa, bądź chociaż miejsca gdzie mieliby zasięg. Bądź mogli po prostu zostać w samochodzie i czekać na cud. Każda opcja nie była do końca dobra. W taką pogodę nawet nie wiadomo było w którą stronę iść, bo nic oprócz śniegu nie było widać. Ciężko było również określić jak daleko byli od jakichś zamieszkanych domów, bądź przejezdnej drogi.

-Nie mam dobrego pomysłu –westchnął w końcu Sam odrzucając telefon na tylne siedzenie –Nie wiem jak moglibyśmy skontaktować się z kimkolwiek z sprawie pomocy.

Zapadła cisza zakłócana jedynie przez świst wiatru. Śniegu coraz bardziej przybywało i nie zapowiadało się by pogoda miała się w niedługim czasie zmienić. Wyglądało na to, że Winchesterowie naprawdę utknęli. Po kilkudziesięciu minutach Dean drgnął lekko i uśmiechnął się do siebie.

-Pogoda nie ma wpływu na anielskie radio, prawda? –zapytał spoglądając uważnie na Sama, który słysząc te słowa również się ożywił, a już naprawdę się obawiał, że przyjdzie im tu zostać do wiosny.

-Dobra Cas, naprawdę mam nadzieję, że teraz słuchasz –zaczął starszy Winchester –Jak sprowadzisz nam pomoc to kupię tym twoim futrzakom zapas karmy na rok.

Teraz mogli jedynie czekać. Czas jednak mijał a nic się nie działo. Atmosfera w samochodzie robiła się coraz bardziej napięta i Sam postanowił, że jeśli w ciągu najbliższych minut nic się nie wydarzy to idzie szukać szczęścia na zewnątrz. W tym samym momencie, gdy o tym pomyślał dostrzegł zbliżające się światła pojazdu pomocy drogowej. Wyglądało na to, że Dean jednak będzie musiał zainwestować w kocią karmę.