To był ten dzień, kiedy należało postarać się o choinkę. W końcu to był kolejny element świąt, bez którego ciężko byłoby się jednak obejść, szczególnie jeśli te święta miały być wyjątkowe. Gdzież bowiem lepiej wyglądać będą kolorowe podarki, jak nie pod zieloną, pachnącą lasem choinką. Właśnie głównie dla tego niezwykłego zapachu od razu postanowiono, że choinka ma być żywa. Pozostawało więc ją tylko zdobyć i właśnie z tego powodu Sam, Dean i Cas wyjechali rano z bunkra. Z początku miał jechać jedynie Dean z Samem, jednakże anioł uparł się, że również chce brać w tym udział. Tak więc cała trójka ruszyła w podróż do najbliższego lasu by stamtąd zdobyć ich własne drzewko. Co prawda Sam nie był zadowolony z tego pomysłu:
-Uważam, że powinniśmy kupić choinkę jak normalni ludzie, zamiast kraść jakąś z lasu –stwierdził spoglądając z wyrzutem na brata.
-Nie mam zamiaru płacić. Szkoda na to kasy, szczególnie gdy można zdobyć to w inny sposób –odrzekł Dean i nie przejmując się narzekaniom Sama jechał dalej w wytyczonym kierunku.
Castiel tego nie komentował. Musiał jednak stwierdzić, że słowo „kraść" nie brzmiało dobrze. Jednakże zastanawiał się jak można coś ukraść z lasu? Czy las był czyjąś własnością? Przecież każdy mógł tam normalnie wejść. Anioł westchnął cicho, jednak ludzkie sprawy były niekiedy kłopotliwe i nadal dla niego nie zrozumiałe. Wolał więc nie wtrącać się w sprzeczkę Winchesterów.
Po jakimś czasie Sam odpuścił sobie namawianie Deana na zakup choinki, szczególnie, że właśnie zatrzymali się na miejscu. Przed nimi rozciągał się gęsty las, dość cichy o tej porze roku. Cała trójka wysiadła z samochodu. Sam i Dean zabrali z bagażnika siekierki i ruszyli w głąb lasu w poszukiwaniu odpowiedniego drzewka. Znalezienie jednak odpowiedniego iglaka wcale nie było takie proste, większość drzew rosnących w lesie była zdecydowanie za duża, inne zaś były za małe, bądź wyglądały niezbyt okazale. Cała trójka zapuszczała się coraz głębiej jednak nie mogli znaleźć tego czego szukali.
-Teraz tak sobie pomyślałem, że lepiej byłoby mieć choinkę razem z korzeniami. Można byłoby wsadzić ją do doniczki i z pewnością dłużej by się utrzymała –powiedział nagle Sam rozglądając się dookoła i wypatrując choinki idealnej.
-I teraz to mówisz? Trzeba było wziąć łopaty z bagażnika –mruknął Dean
-Dlaczego to ja mam o wszystkim myśleć, poza tym i tak mnie nie słuchasz.
-Czyli teraz stwierdzisz, że to wszystko moja wina?
Zapewne kolejna sprzeczka pomiędzy Winchesterami trwałaby jeszcze dłużej gdyby tym razem Castiel nie postanowił im przeszkodzić.
-Przepraszam, czy uważacie, że to drzewko się nadaje? –zapytał spokojnie anioł trzymając nad głową dużą, ponad czterometrową choinkę, którą właśnie wyrwał razem z korzeniami. Winchesterom opadły szczęki. Czasami naprawdę zapominali, że mają za towarzysza anioła, istotę o nadludzkiej sile. Gdy otrząsnęli się z szoku uznali, że Castiel wybrał naprawdę ładne drzewko. Całe szczęście, bo nie wiedzieliby co zrobić z tym już wyrwanym. Teraz musieli już tylko wrócić do bunkra. Co również nie było takie proste. Castiel zaoferował, że może donieść iglaka do bunkra, ale to zdecydowanie wzbudziłoby sensację, gdyby ktoś go zauważył. Jedynym sposobem było przymocować drzewko do dachu samochodu. Oby tylko udało im się jakoś dotrzeć w całości. Jak widać przygotowywanie się do świąt wcale nie było takie proste jak mogłoby się to wydawać, a na filmach wszystko wygląda tak łatwo i przyjemnie…
