Cała rodzinka stała przed ich wielką choinką zastanawiając się jak najlepiej zabrać się za jej ubieranie. Drzewko było naprawdę wysokie i gęste, więc z pewnością pierwsze co należało zrobić to sięgnąć po drabinę. Nawet Sam bowiem nie dosięgał do czubka. Wokół stały pudła z ozdobami i lampkami, które kupili wcześniej. Zaczęto więc od światełek i już na samym początku pojawiły się problemy. Okazało się bowiem, że a to kabel był za krótki, a to nie dało się połączyć dwóch sznurów lampek. Całe szczęście, że lampki działały, bo czasami potrafiły się zepsuć tylko przez jedną żaróweczkę, a znalezienie jej wtedy nie należało do prostych czynności.

Po kilkudziesięciu minutach trudów lampki znalazły się na drzewku. Teraz przyszedł czas na łańcuchy. Tu już było znacznie łatwiej. Oczywiście nie licząc faktu, że jeden z łańcuchów był tak splątany, że większość czasu zajęło jego rozsupływanie. Na szczęście tym zadaniem zajęła się Charlie, więc reszta mogła dalej pracować przy ubieraniu.

Kiedy również łańcuchy były już na choince przyszedł czas na coś zdecydowanie przyjemniejszego. Wieszanie bombek bowiem było najprostszą z możliwych czynności podczas przystrajania iglaka. Choć gdy za coś za coś zabierało się zbyt wiele osób to można było być pewnym, że coś pójdzie nie tak. O dziwo skończyło się to jednak tylko na trzech stłuczonych bombkach, no cóż zawsze mogło być gorzej.

-Pozostał tylko ostatni, najważniejszy element –powiedział Sam spoglądając na ich dotychczasowe dzieło.

-Co to za element? –zapytał Castiel nie bardzo wiedząc, co mogło być tak istotne, w końcu wydawało mu się, że ich choinka już ma wszystko, czego było potrzeba.

-Brakuje czubka, a dokładnie gwiazdy lub aniołka na czubku –wyjaśnił Kevin spoglądając w górę na puste miejsce na szczycie choinki.

-No właśnie, więc wskakuj na górę Cas –zażartował Dean siląc się na powagę w głosie.

-Co? Ale ja… Jeszcze połamię gałęzie albo coś –zmartwił się Castiel. Nie miał ochoty wchodzić na czubek choinki. Ten zwyczaj był zdecydowanie dziwny i nie wyglądał na przyjemny.

-Spokojnie Cas, Dean tylko sobie żartuje. Mamy sztucznego aniołka, taki zdecydowanie wystarczy –stwierdził spokojnie Sam widząc zaniepokojoną minę Castiela. W tym samym czasie Dean nie mógł powstrzymać śmiechu.

Ostatni już element znalazł się choince. Wtedy zapalono lampki i zgaszono główne światło w pomieszczeniu. Dopiero teraz widać było, że wykonali kawał dobrej roboty. Ich drzewko wyglądało naprawdę cudnie. Miło było to widzieć po tylu problemach jakie napotkali na drodze. Teraz naprawdę można było odczuć, że to już święta.

Jednak jak zwykle bywało w przypadku Winchesterów nic co dobre nie trwało wiecznie. Kociaki Castiela postanowiły przetestować to pachnące lasem drzewo. Chyba jednak trzeba będzie dokupić bombek…