Tego dnia w całym bunkrze czuć było naprawdę apetyczne zapachy, od których aż ślinka ciekła ślinka. Wszystkie te aromaty dochodziły z kuchni, gdzie od samego rana coś się działo. W końcu najwyższy czas było przygotować świąteczne potrawy. Jednakże z pewnością wszyscy mieszkańcy bunkra nie mogli zajmować się gotowaniem, w końcu gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść. O dziwo tym razem Dean był gotowy do działania bez zbędnego marudzenia i nie dał się wygonić z kuchni. W parze z Panią Tran przejęli kuchnię i wygonili całą pozostałą gromadkę by im nie przeszkadzano. Zdecydowanie jednak ciężko było nie przeszkadzać, skoro zapachy tak nęciły. Niestety próby skosztowania powstających potraw kończyły się fiaskiem i trzepnięciem ścierką po dłoniach. Wyglądało na to, że na jedzenie wszelkie łakomczuchy będą musiały poczekać do jutra.

Nawet kociaki ochoczo pchały się do kuchni czując zapach mięs i ryb. Na dodatek niezbyt przejmowały się Deanem, który próbował je wypędzić, jednocześnie próbując powstrzymać się przed kichaniem.

Jedyną osobą, która nie pchała się do kuchni był Castiel. Jego aromatyczne zapachy nie korciły. Siedział więc tylko niedaleko obserwując poczynania ludzi. Musiał przyznać, że był nieco przygnębiony faktem, że ominie go możliwość zasmakowania w świątecznych potrawach. Niestety dla niego, jako anioła nie smakowałyby tak jak powinny. Wiedział dobrze, że w tym przypadku bycie człowiekiem z pewnością miało swoje zalety. W końcu te wspaniałe potrawy przygotowywane na ten specjalny dzień były niekiedy prawdziwymi kulinarnymi dziełami i z pewnością wspaniale smakowały. Castiel jednak wiedział, że nie będzie mógł uczestniczyć aktywnie podczas kolacji, mógł jedynie dotrzymać reszcie towarzystwa.

-Przynajmniej nie będziesz potem umierał z przejedzenia –pocieszył go Sam uśmiechając się do anioła pokrzepiająco.

Castiel jednak z pewnością nie zamierzał z tak błahego powodu popadać w depresję. W końcu święta to nie tylko jedzenie, to wiele innych, ważnych i pięknych tradycji, w których będzie mógł wziąć udział.

Jutrzejszy dzień zbliżał się naprawdę wielkimi krokami i widać było, że każdy w bunkrze jest tym faktem podekscytowany. Wszystko podsycał aromat przygotowywanych potraw mieszający się z wonią igliwia. To był zdecydowanie piękny zapach…