W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany, magiczny dzień. Każdy mieszkaniec bunkra chciałby ten dzień naprawdę się udał i był wyjątkowy. Bowiem jeśli należało się do rodziny łowców to nieczęsto miało się okazję do obchodzenia jakichkolwiek świąt. Tym razem jednak miało być inaczej. Każdy czasem potrzebował przerwy i wszyscy bezsprzecznie stwierdzili, że nawet jeśli wybuchłaby apokalipsa to tego dnia nic takiego ich nie obchodzi. Ten dzień będzie poświęcony jedynie bliskim osobom a nie kolejnym potworom. Na świecie było wielu innych łowców, którzy nie mieli co robić w święta, niech tym razem oni zajmują się ratowaniem świata.
Dzień ten zaczął się zupełnie zwyczajnie, tak jak każdy inny. Wiadomym jednak było, że wszystko tak naprawdę zacznie się wieczorem, więc trzeba było jeszcze cierpliwie czekać. Jednakże skoro wytrzymali tyle czasu to i te kilka godzin dadzą radę przeczekać. Nie było to jednak takie proste jak mogłoby się wydawać. Castiel był gotów nawet spędzić cały dzień na zewnątrz wgapiając się w niebo by być pewnym, że nie przegapią pierwszej gwiazdki. Na szczęście Dean wybił mu ten pomysł z głowy. Całe szczęście, że wcześniej wyjaśnił aniołowi, że Słońce nie liczy się jako pierwsza gwiazdka i świątecznej kolacji nie zaczyna się skoro świt.
Te kilka godzin do wieczora przeznaczono na ostatnie prace, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Castiel pouczył swoje kotki by tego dnia powstrzymały się od psot. O dziwo, kociaki naprawdę słuchały anioła i Dean był pewien, że działały tu jakieś nadprzyrodzone moce. On sam nigdy nie potrafił się dogadać z tymi futrzastymi kulkami.
Gdy zaczęło zmierzchać każdy się ożywił. Najwyższy czas było nakryć do stołu i znieść wszystkie potrawy. W końcu będzie można nacieszyć się ich smakiem, a nie tylko zapachem. Teraz można było już wypatrywać pierwszej gwiazdki. Na szczęście bunkier znajdował się na odludziu a na niebie nie było chmur, więc wypatrzenie jakiejś gwiazdy nie powinno sprawiać problemów.
Potem wszystko potoczyło się już dość szybko. Najpierw zaczęły się życzenia, jednak pomimo że powinien być to ważny element to każdy tak naprawdę śpieszył się by móc jak najszybciej usiąść do stołu. Jednakże pomimo tego czuć było rodzinne ciepło i atmosferę bliskości. W sumie nawet nie potrzeba było słów. W końcu każdemu można byłoby życzyć tego samego: by udało się przeżyć kolejny rok i nie wpakować się znowu w jakieś gówno, a o to w przypadku tej rodziny nie było trudno.
Po zajęciu miejsca przy stole w końcu można było zabrać się za jedzenie. Na to naprawdę warto było czekać, w końcu nie często miało się okazję jeść tak wspaniałe i apetyczne potrawy. Wybór zaś był tak duży, że aż ciężko było się zdecydować po co sięgnąć jako pierwsze. Castiel może i nie spożywał kolacji, ale nie czuł się w tej chwili jakoś gorzej. Przy stole panował taki gwar rozmów, że nie było czasu na jakiekolwiek przejmowanie się czymkolwiek. Potraw szybko ubywało, ale i tak widać było, że wiele jeszcze zostanie. Anioł wtedy zrozumiał co Sam miał na myśli mówiąc o umieraniu z przejedzenia. W końcu chciało się spróbować wszystkiego, ale żołądek wyrażał swój zdecydowany sprzeciw. W końcu skończyło się na tym, że nikt nie był w stanie zmieścić w sobie czegoś więcej. Nawet Sam, który zazwyczaj tak pilnował wszelkiej diety i zdrowego odżywiania tego dnia postanowił zapomnieć o wszelkich żywieniowych nawykach.
Dodatkowo postanowione zostało, że obdarują się prezentami jeszcze dziś. W końcu w przypadku łowców nie zawsze można było sobie pozwolić na zbyt wiele wolnego. Lepiej więc spędzić ten dzień jak najefektywniej, bo potem może nie być już ku temu okazji. Jak się okazało podczas wyciągania prezentów spod choinki to nie tylko Castiel miał problemy z zapakowaniem prezentów. Większość z nich nie wyglądała zbyt urodziwie, ale nikt tak naprawdę się tym nie przejmował. W końcu papier i tak zostanie zerwany i wyrzucony do kosza. Znacznie bardziej liczyła się zawartość. To były naprawdę radosne chwile, gdy można było zobaczyć co się otrzymało. Nawet jeśli wcześniej mówiło się, że prezenty nie są ważne to i tak każdy oczekiwał tego momentu, gdy będzie mógł chwycić swoją paczkę.
Jednakże skończenie kolacji i otrzymanie prezentów wcale nie oznaczało skończonej zabawy. Rozmowy i śmiechy słychać było do późnych godzin nocnych. W między czasie Charlie przypomniała sobie jedną ze świątecznych piosenek i zaczęła ją śpiewać na cały głos. Z czasem i reszta do niej dołączyła, szczególnie po tym gdy na stole pojawiły się napoje procentowe, w końcu cóż to za święta bez dobrego ajerkoniaku czy grzanego piwa lub wina. Było naprawdę głośno i wtedy naprawdę należało się cieszyć, że nikt inny nie mógł ich usłyszeć.
To były pierwsze święta dla tej rodziny i były naprawdę wyjątkowe. Każdy bez narzekania założył swój świąteczny sweter, nie przejmując się tym, że wyglądało się głupio w tym wełnianym paskudztwie. Koty nie zniszczyły choinki. Wszelkie problemy, które napotkali po drodze szybko poszły w zapomnienie. Sam zastanawiał się jedynie gdzie podziała się cała jemioła, którą zawiesiła Charlie. Jak się potem okazało to Dean się jej pozbył po tym jak przez przypadek znalazł się pod jemiołą razem z Castielem. Oczywiście jak na nieszczęście Charlie i Kevin to zauważyli i naprawdę nie daliby mu żyć, gdyby tradycji nie stało się zadość. Zaraz po tym starszy Winchester pozbył się całej jemioły. Sam mógł wiec jedynie żałować, że nikt nie zrobił zdjęcia lub filmu, jak można było coś takiego przegapić?
Z pewnością był to wspaniale spędzony czas. Nawet jeśli następnego dnia trzeba będzie wrócić do normalnego życia i polowań to i tak pozostaną wspomnienia, do których warto będzie wracać.
Na zakończenie chciałabym życzyć Wam zdrowych, pogodnych oraz pełnych magii i rodzinnego ciepła świąt. Niech te wyjątkowe, świąteczne dni obfitują w same pozytywne chwile. :)
