Dziękuję za wszystkie komentarze, dodawanie do ulubionych i śledzonych. Jesteście genialni, serio! :)

A betom jestem wdzięczna, rzecz jasna, za błyskawiczne i dogłębne sprawdzenie rozdziału. Plus special thanks dla Mit, która pomogła mi z hokejowym żartem językowym, kiedy siedziałam w kinie i nie byłam w stanie myśleć… ;)

Miłego czytania!

Gdzieś pomiędzy byciem Iron Manem i członkiem Avengersów Tony'emu łatwo było czasami zapomnieć, że jest też dyrektorem generalnym Stark Industries.

Od kiedy założyli ten swój zespolik herosów, był na zwolnieniu na czas nieokreślony z codziennych spraw biznesowych, ale od czasu do czasu (czytaj: kiedy nie dało się już tego dłużej odkładać na później) Pepper ścigała go po całym mieście i rzucała w niego papierami, póki nie pękł i się nie poddał.

Okazało się, że to jedna z tych nocy. Mimo wszystko Tony uznał za drobną wygraną fakt, że zmusił ją do odwiedzenia go w rezydencji. Jako że pracował nad nowym blokującym magię urządzeniem - jak na razie nie miało nazwy, a Clint otrzymał zakaz wymyślania nowych propozycji, bo zmusił Tony'ego do nazwania robota ZZSem - nie opuszczał podziemnego warsztatu od trzech dni.

Pepper miała długą praktykę ze zwariowanymi godzinami, w których pracował i tendencją do izolowania się, więc zdecydowała, że przyjście do niego będzie pójściem po linii najmniejszego oporu. Co nieco bawiło Tony'ego, biorąc pod uwagę, że na razie rzucała wkoło złe spojrzenia niczym psychicznie niestabilny paranoik na prochach. Nie musiał pytać, kogo tak wyglądała.

- Muszę mieć to podpisane przez jutrem, więc jeśli zaczniesz to teraz czytać strona po stronie, mogę zacząć krzyczeć. - Przysiadła na skraju kanapy i po niskim stoliku do kawy przesunęła kilka dokumentów w stronę Tony'ego. Nikt nie miał prawa mówić, że nawet nie próbował zachowywać się jak normalny człowiek; ruszył się do salonu, żeby się z nią spotkać.

- Niby dlaczego nie mogę ich przeczytać? To moja firma. Z tego, co o tobie wiem, mogłabyś równie dobrze odwoływać przerwę świąteczną.

- Tony… och, nawet sobie ze mnie nie żartuj - westchnęła Pepper i wręczyła mu kolejny plik papierów. - Twoje avengersowe „zwolnienie na czas nieokreślony" wywołuje u mnie białą gorączkę. A przy okazji, sekcja mediów potrzebuje większego budżetu. Masz to na stronie dwunastej.

Kiedy Tony bazgrał swój podpis na papierach, Pepper rzuciła przez ramię kolejne nerwowe spojrzenie.

- Nie wierzę, że zmusiłeś mnie do przyjścia tutaj - wymamrotała i wzięła od niego część dokumentów, po czym starannie je ułożyła.

Tony poczuł zbliżający się skurcz dłoni. Za dużo papierków do podpisania.

- Ej, niby czemu? Byłaś tu już wcześniej. Siedziba główna Avengersów. Wielkie mi coś.

- I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że teraz mieszka tu pewien psychopata - wysyczała cicho.

- To brzydko tak mówić o Nataszy - upomniał ją Tony i uśmiechnął się, gdy spiorunowała go wzrokiem. - Loki nie jest taki zły. Preferuje własne towarzystwo. W każdym razie przez większość czasu.

Minęło kilka dni, od kiedy obudził się nagi, przemarznięty i otoczony wstępnymi planami blokującego magię urządzenia na podłodze koło łóżka Lokiego. Ubrał się i zebrał notatki, co zajęło mu trochę czasu. Doszedł do wniosku, że Loki raczej nie jest skowronkiem i nie wita świtu z wytęsknieniem. Zostawił go, zaplątanego w kołdrę, z najdziwniejszym rodzajem poczucia winy, jakie istnieje, a które zagnieździło mu się w dole żołądka. No naprawdę, co, u licha? To nie tak, że spławił jakiś jednorazowy numerek; przecież mieszkali w tym samym budynku, do cholery.

Mimo to od tamtej pory Tony pracował w warsztacie nad swoimi projektami, a Loki najwyraźniej nie zdecydował się do niego zajrzeć. Stark nie był na tyle głupi, żeby myśleć, że on to spowodował. Loki był swoim zwykłym aspołecznym sobą. Najprawdopodobniej. W sumie ciężko było powiedzieć.

- Nie rozumiem, jak możesz się czuć bezpiecznie, skoro on tu mieszka - powiedziała Pepper, a mała zmartwiona zmarszczka pojawiła się pomiędzy jej brwiami. - Ja na pewno się nie czuję.

- No i właśnie dlatego Thor stoi na straży - przypomniał jej Tony, wskazując podbródkiem na kanapę zawierającą boga piorunów. - Albo, w tym konkretnym przypadku, leży na straży.

Jako że stało się absolutnie jasne, iż Thor jest towarzyskim kryptonitem Lokiego, Steve poprosił go o trzymanie się blisko Pepper, kiedy ta znajdowała się w rezydencji. Bóg obserwował papiery przepływające to w jedną, to w drugą stronę przez dokładnie dwadzieścia minut, po czym wyciągnął się na kanapie i zasnął. Mjölnir leżał przy nim.

- On drzemie - wytknęła Pepper. Tony wzruszył ramionami.

- Wiesz, miał dzisiaj niezły dzień. Hulk chciał przetestować swoją wytrzymałość na błyskawice na arenie piętro niżej. Wydaje mi się, że Thor nadwyrężył sobie mięsień albo kilka przez to wymachiwanie młotem. A z tego wszystkiego Banner śmierdzi przypalonymi włosami. - Tony podpisał trzymany przez siebie kontrakt, jednocześnie przebiegając wzorkiem jego treść. - Nie mogę uwierzyć, że naprawdę podpisuję jakieś papiery. To takie prehistoryczne.

Ufał Pepper i wierzył, że przyjrzała się już z lupą każdemu najmniejszemu szczególikowi, ale dowiadywanie się, co się obecnie dzieje w firmie, nigdy nie bolało. Irytujący dziennikarze mieli zwyczaj niespodziewanie wyskakiwać z jakichś krzaków i zadawać mu przypadkowe pytania, więc właściwie zawsze opłacało się wiedzieć to, co ważne.

- Ostatecznie nie było to tak dawno temu - odparła po chwili Pepper, przerzucając stos niepodpisanych papierów. - Czy powinnam poprosić Jarvisa o zamówienie jakiejś kolacji? Jest po ósmej i… och! - urwała ze stłumionym okrzykiem.

Tony podniósł wzrok akurat na czas, żeby zobaczyć, jak Pepper zdejmuje but i rzuca nim, po czym trafia Thora centralnie w głowę. Ten prychnął całkiem przytomnie, budząc się ze snu.

- Nie dostrzegam cię, przeciwniku! - ryknął, trzymając nisko młot. Po czym spostrzegł but spoczywający na swoim kolanie. - Co za wydarzenia miały tutaj miejsce?

Tony zagapił się na Pepper, która się zarumieniła.

- Pepper, jako twój szef oraz twój przyjaciel mam nadzieję, że wiesz, że możesz mi powiedzieć, kiedy masz wrażenie, że zbliża się jakieś załamanie nerwowe.

- Nie… Tony, to był on - wyszeptała i zerknęła przez ramię. - On tu jest.

Tony obrócił się i zerknął w kierunku, który pokazywała. Jasna sprawa, Loki kroczył w ich stronę, najwyraźniej nie przejmując się tym, że rozespany Thor leżał rozłożony na kanapie, w jednej ręce trzymał kobiecy but, a w drugiej Mjölnira. Jego jaskrawe oczy wpatrywały się w Tony'ego i tylko w niego.

Oho.

- Mówiłeś, że nie przyjdzie tutaj, jeśli Thor będzie w pobliżu - powiedziała Pepper oskarżycielsko. Zacisnęła palce na długopisie tak mocno, że zbielały jej knykcie. Tony nie wiedział, co powiedzieć. Loki zazwyczaj unikał Thora jak ognia.

- Ależ oczywiście, jednak to uczyniłoby mnie przewidywalnym - stwierdził Loki. Jego usta wygięły się szelmowsko. - A do tego zwyczajnie nie mogę dopuścić.

Nagle przestał zwracać uwagę na Tony'ego i podszedł do miejsca, w którym siedziała Pepper. Zerknął na stertę dokumentów, które rozłożyła wokół siebie, i zmrużył lekko oczy.

- Cóż, to zdecydowanie wygląda nużąco - skomentował. Pepper wytrzeszczyła oczy, kiedy pochylił się nad jej ramieniem (blisko, Tony zauważył z lekkim zaniepokojeniem, stał naprawdę blisko niej) i badawczo przyjrzał się niektórym podpisanym kontraktom.

- Mógłbym pani pomóc, panno Potts, w przyspieszeniu nieco tego nieszczęsnego… uciążliwego obowiązku.

Pepper przełknęła ślinę i wymownie utkwiła wzrok w stoliku do kawy. Gdyby obróciła głowę, najprawdopodobniej musnęłaby policzek Lokiego wargami, a, cholera jasna, Tony właśnie doszedł do wniosku, że wcale nie podoba mu się ta wizja.

- A dlaczego niby miałbyś pomóc? - zapytała stolik, patrząc na niego z dezorientacją.

Thor nieco pochylił się do przodu na swojej kanapie, kiedy Loki się uśmiechnął, a jego spojrzenie skierowało się ku Tony'emu i spoczęło na nim.

- Potrafię być wspaniałomyślny… o czym Stark może poświadczyć.

Tony poczuł na sobie ciężki jak ołów wzrok Thora i bardzo uważnie rozparł się na krześle, udając totalnie wyluzowanego i swobodnie rozbawionego. Żadnej wzbierającej paniki jak na razie.

Na całe szczęście Pepper uratowała świat, odchrząkując lekko i wskazując dłonią papierzyska.

- Jak widzisz, póki nie zamierzasz sfabrykować podpisu Tony'ego, w niczym mi nie pomożesz - wyjaśniła i niech Tony'emu kaktus wyrośnie na ręce, jeśli nie brzmiała na zupełnie opanowaną. Czy to tak oszukała Obadiaha?

- Hmm - mruknął Loki, a jego usta znajdowały się zaledwie cale od jej ucha. Biorąc pod uwagę rumieniec na policzkach Pepper, Tony doszedł do wniosku, że odczuła to niskie mruknięcie na całej skórze. Przez co zaczął się czuć jednocześnie podniecony i zazdrosny jak cholera. Czy to… czy to jakiś rodzaj pasywno-agresywnej kary? Czemu Thor niczego nie robił? Cholera by wzięła ten śpiący worek z brodą. Żadnego z niego pożytku.

Chwilę później Loki wyciągnął rękę po jeden z podpisanych dokumentów i musnął ramię Pepper. Płasko przycisnął swoje palce do świeżego atramentowego podpisu Tony'ego, po czym uniósł je nad nim, trzymając coś między palcami. Coś czarnego z cienkimi liniami i ostrymi kształtami, i…

- Och - westchnęła Pepper, patrząc na podpis Tony'ego, który Loki schwytał między smukłe palce. - Zdjąłeś go z papieru, jakim cudem to jest…

- Chwileczkę - powiedział Loki nieobecnie, po czym atramentowy podpis zniknął. Następnie Kłamca położył dłonie na stercie niepodpisanych dokumentów i kontraktów. Na sekundę rozbłysły zielonym blaskiem; krótkotrwała, jasna iskra magii. - I w ten sposób uporałaś się już z całą pracą.

Pepper natychmiast rzuciła się w stronę papierów i zaczęła je kartkować z prędkością doświadczonego pracownika biurowego.

- O mój Boże, wszystkie są… ale one nawet nie wyglądają tak samo, tylko… tylko jak prawdziwe. Tony, popatrz! Wszystkie są podpisane! - A w każdym razie ten, który podniosła, żeby mógł na niego zerknąć, miał na sobie jego podpis. - Nie muszę tutaj siedzieć przez cały wieczór… Cudownie. Teraz mam dodatkowy czas, żeby opracować porządek obrad na spotkanie rady i wytłumaczyć parę spraw głównemu księgowemu z samego rana.

- Jasne, genialnie - zgodził się niepewnie Tony. Tylko co, u licha ciężkiego, właśnie miało miejsce?

Pepper obróciła się odrobinę i faktycznie uśmiechnęła się do Lokiego.

- Dziękuję, panie Laufeyson.

Loki odpowiedział uśmiechem, w którym błysnęły ostre białe zęby.

- Wolałbym, żebyś zwracała się do mnie po imieniu. I naprawdę nie ma o czym mówić.

Podstępny dupek, osądził Tony, kiedy Pepper się lekko zarumieniła. Od samego początku jadła mu z ręki. Wiedział, jak z nią postępować. Czas. Pepper ceniła sobie czas i każdy, kto pomógłby jej go trochę oszczędzić, zyskiwał jej natychmiastową aprobatę. Najwyraźniej nawet jeśli tym kimś był Loki.

- Jesteś taka zmienna w uczuciach - stwierdził Tony, który był irracjonalnie zirytowany. - A co się stało z „fuuu, tylko nie to, psychopata…"

Spojrzenie Pepper niemalże go oskalpowało.

- Najprawdopodobniej byłam nieco nieprzyjemna.

- Najprawdopodobniej nie - odparł Loki ze wzruszeniem ramion. - Nie dałem Midgardianom powodu, by odłożyli na bok swój strach i brak zaufania. I raczej nie wierzę, żeby drobna uprzejmość, taka jak ta, miała to zmienić.

Pepper mruknęła z zadumą.

- Prawdę mówiąc nie jesteś… taki, jak oczekiwałam. Kiedy niczego nie wysadzasz ani nie dźgasz Tony'ego sztyletem, zachowujesz się całkiem grzecznie.

Loki pochylił nieco głowę, a na jego ustach pojawił się krzywy uśmieszek. Spojrzenie, które rzucił Pepper, było więcej niż wymowne.

- Od dawien dawna mówiono mi, że moim prawdziwym darem jest mój język.

Całe zachowanie Pepper zmieniło się w ciągu sekundy. Dla Tony'ego było to jak oglądanie katastrofy kolejowej w spowolnionym tempie. Jej policzki się zaróżowiły, zerknęła bezradnie na wargi Lokiego, a potem z powrotem na jego oczy, a co gorsza założyła włosy za ucho. Tak właśnie okazywała swoje zainteresowanie. Tony o tym wiedział, bo kiedyś robiła tak w jego towarzystwie.

Dziesięć minut. Nie minęło nawet dziesięć minut, a Loki sprawił, że zupełnie zmieniła o nim zdanie. Sukinsyn o srebrnym języku. To był odwet. To musiał być odwet.

Siedzący po drugiej stronie stolika Thor mruknął coś z irytacją, zmarszczył brwi i posłał Tony'emu znaczące spojrzenie. No, Bogu niech będą dzięki, pomyślał ten z irytacją. Thor zauważał próby manipulacji, póki były to manipulacje Lokiego. Jednak nie dostrzegał, że wkurzały one Tony'ego, który najwyraźniej nie miał żadnych racjonalnych powodów do irytacji. Co z kolei oznaczało, że niedługo zostanie zamknięty w pokoju bez klamek.

- Jak tam postępy w tworzeniu urządzenia, które pragniesz zbudować? - zapytał Thor Tony'ego i ostrożnie poruszył ramieniem. Tak, zdecydowanie sobie coś nadwyrężył podczas sparringu z Hulkiem.

Tony był wdzięczny za okazję do rozproszenia uwagi. Obrócił się w stronę Thora, celowo odwracając się tyłem do Pepper i Lokiego. Poza tym to był jego ulubiony temat dnia.

- Jak na razie dobrze. W gruncie rzeczy bazuję na Impasie, wiesz, wytworzy miejscowe pole siłowe odpychającej magię energii, która w sumie odwróci siłę magiczną i nakieruje ją z powrotem na punkt początkowy - wyjaśnił Tony i obserwował, jak brwi Thora się marszczą, kiedy ich właściciel usiłuje przełożyć sobie wszystko na swój język.

- A więc twierdzisz, że będzie odbijać się w stronę właściciela?

Tony się rozpromienił.

- Tak, w teorii. Rzecz jasna będę musiał dostosować to do bazowej sygnatury energii Mjölnira, żeby nie przeszkadzało ci to w… hej, chcesz zejść ze mną teraz do warsztatu, żebym mógł go zeskanować? Mam trochę czasu, jako że Loki właśnie uwolnił mnie od planów na wieczór. Będziemy mogli też trochę pogadać. Mam trochę importowanego ale w minilodówce na dole.

I jak ci się to podoba?, radośnie pomyślał Tony. Zerknął na Lokiego i zauważył, że ten zacisnął szczękę. Thor był cały w skowronkach, bo najwyraźniej tak samo chętnie wydostałby się z salonu jak pewien genialny wynalazca. Co było trochę dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że niczym stalker przesiadywał pod drzwiami Lokiego, od kiedy tamten zamieszkał w rezydencji.

- Bardzo podoba mi się ten pomysł - powiedział Thor. - Nie piliśmy razem ani nie rozmawialiśmy odpowiednio w przeciągu wielu dni. Mógłbym…

- Ach, ale ktoś musi przecież odeskortować pannę Potts do jej szofera - wtrącił gładko Loki. - A jeśli weźmie się pod uwagę słowa Kapitana Rogersa…

Thor westchnął z niezadowoleniem.

- Złożyłem obietnicę - rzekł ciężko, jakby było to zadanie o najwyższej wadze. Spojrzenie, jakie rzucił Tony'emu, było autentycznie przepraszające. - W takim razie musi to poczekać.

Pepper zerknęła na zegarek na ręce i zaczęła pakować wszystko do aktówki. Kręciła głową, ale nie powiedziała ani słowa. Zatrzasnęła teczkę, wyprostowała się i uśmiechnęła do Tony'ego.

- Powodzenia z tym projektem. Poinformuję cię, jeśli pojawi się coś nowego.

- Aha. I to będzie już wszystko, panno Potts.

Pepper przewróciła oczami.

- Myślę, że teraz powinieneś się do mnie zwracać per „szefie". - Uśmiechnęła się z czułością. - Dobranoc, panie Stark.

Tony prychnął cicho i obserwował, jak wychodzi. Skinął głową do Thora, który ją odprowadzał. Normalnie sam by to zrobił, ale los uznał za stosowne nasłać na niego wkurwionego czarnoksiężnika, któremu nawet nie chciało się spojrzeć mu prosto w oczy.

W tej samej sekundzie, w której Pepper i Thor opuścili pokój, Tony zaatakował Lokiego:

- Jesteś kompletnym dupkiem… - zaczął z wściekłością, po czym pośpiesznie zrobił krok do tyłu, kiedy dłoń o długich palcach oparła się o reaktor łukowy i popchnęła go w stronę kanapy.

Tony bynajmniej nie zamierzał mu na to pozwolić. Gdy poczuł, że zaczyna tracić równowagę, złapał nadgarstek Lokiego i pociągnął go mocno, obracając ich obu w ten sposób. Najwyraźniej złapał go przez zaskoczenie, dzięki czemu posłał go na poduszki. Sam wylądował na nim z grzmotnięciem, przy którym Loki najprawdopodobniej odczuł cały ciężar jego ciała. Wcale nie zamierzał za to przepraszać.

- Całymi dniami się nie pokazujesz, a potem ot, tak sobie wpadasz i robisz takie rzeczy? - zapytał Tony, umieszczając ręce po obu stronach głowy Lokiego. - Serio, potrafię zrozumieć tę całą chęć zwrócenia na siebie uwagi, ale…

Loki wyprostował się i zamknął mu usta, zanim Tony miał szansę powiedzieć cokolwiek więcej. Przyciągnął go do pocałunku, który najprawdopodobniej miał być karą, bo składał się wyłącznie z ostrych zębów i śliskiego języka. We włosach Tony'ego zacisnęły się mocno palce, tak, że nie mógł uciec. Kiedy Loki pozwolił mu się odsunąć na tyle, żeby móc coś powiedzieć, Tony niemalże czuł jego słowa we własnych ustach.

- Nie przyjmuję z wdzięcznością do świadomości bycia ignorowanym - wysyczał. - A kiedy cię znajduję i widzę, że przekładasz nad moją obecność towarzystwo mojego brata

- Zaczynasz flirtować z moją eks, tak, jasne, dobry plan - odparł Tony i przekręcił biodra, żeby zrobić miejsce udom, które Loki unosił bo obu stronach jego ciała. - Próbowałeś mnie wkurzyć.

- Ty mnie także. - Chłodna, silna ręka wśliznęła się do dżinsów Tony'ego, kiedy wyginali się, żeby dopasować do siebie skórę i mięśnie. - Ale teraz cię mam.

- Brzmisz na bardzo pewnego siebie - powiedział Tony wyzywającym tonem, próbując jednocześnie nie reagować, mimo że czuł, jak te palce przysuwają się niebezpiecznie blisko miejsca, w którym zdecydowanie nie powinny się znajdować. A w każdym razie nie we wspólnym salonie Avengersów. - A co, gdybym zmienił zdanie?

Loki spiorunował go spojrzeniem oczu ciemnych od wściekłości i pożądania, po czym zamknął je gwałtownie, kiedy Tony bez ostrzeżenia przycisnął swoje biodra do jego. Ręce na pośladkach Tony'ego zacisnęły się jeszcze mocniej i przyciągnęły ich bliżej do siebie. Chwilę później Loki pociągnął go w dół i przytrzymał w miejscu. Krew napłynęła Tony'emu do pewnych strategicznych organów, kiedy ciało pod nim otarło się o niego w odpowiedzi. I biorąc to pod uwagę, cóż, spoko, być może mógł mu jednak mimo wszystko wybaczyć.

- Jeśli gorący i… ach… sztywny stan, w jakim się obecnie znajdujesz, jest jakąś sugestią - wymamrotał Loki w jego usta i wciągnął gwałtownie powietrze, kiedy Tony się poruszył - wcale nie zmieniłeś zdania. A może jednak? Mógłbym teraz odejść, zakończyć to wszystko.

- Naprawdę mógłbyś? - zapytał ochryple Tony, po czym musnął ustami wystający fragment obnażonego obojczyka Lokiego, który wychynął spod koszuli. Polizał go, a następnie zassał mocno bladą skórę i drasnął ją zębami. Leżący pod nim Loki wydał z siebie niemalże bezgłośny jęk.

- Nie powiedziałem, że będzie to prostą rzeczą. - Loki wyciągnął ręce z dżinsów Tony'ego i wsunął je pod jego koszulkę. Przesunął nimi w górę jego kręgosłupa, po czym lekko wbił paznokcie w skórę i przeciągnął je z powrotem w dół. - Hm. Podoba mi się posiadanie na sobie twojego ciężaru. Chcę czuć cię tak blisko mnie.

O Jezu, pomyślał Tony bezradnie, przecież nie ośmieszę się w salonie, no nie?

- Tak? - wydyszał. Boże drogi, Loki wiedział, co powinien robić ze swoimi rękami. - Co jeszcze… powiedz mi, czego jeszcze chcesz.

Te same zręczne dłonie musnęły jego biodra, zanim przecięły jego brzuch, a rozcapierzone palce chciwie przesunęły się na jego klatkę piersiową, rolując jego koszulkę. Tony poczuł, jak chłodnawe koniuszki palców rysują idealne koło dookoła brzegów reaktora łukowego. Zobaczył rozgorączkowaną fascynację w zielonych oczach Lokiego.

- Chciałbym zbadać ten kształt moim językiem. Poczuć drzemiącą w nim energię. Chcę mieć ją pod moimi wargami, kiedy dam ci wyzwolenie. - Loki oddychał płytko i rozchylił usta niemalże w oczekiwaniu, patrząc na błyszczący okrąg. - Chcę, żebyś widział, jak ten blask odbija się w moich oczach… Chcę, żeby było to jedyną rzeczą, jaką będziesz widział, kiedy zupełnie pozbawiony kontroli nad sobą z ekstazą dojdziesz w mojej dłoni.

Usta Tony'ego były zupełnie suche. Spojrzał na Lokiego i starał się myśleć o rzeczach takich jak słowa i dowcipne odpowiedzi, ale, cóż, nie, nic takiego jakoś nie pojawiło się w jego głowie.

- Och - powiedział w końcu, po czym odchrząknął, kiedy usłyszał, jak bardzo zachrypnięty jest jego głos. - Tak, to może być niezła rzecz. Którą możesz zrobić. - Obserwował uśmiech, który rozjaśnił oczy Lokiego, i zobaczył odbijające się w nich zamiary. Nie, nie zamiary. Obietnice. Zamierzał zrobić wszystko, co powiedział.

W takich chwilach Tony nie mógł się powstrzymać przez zastanawianiem się nad tym, o co chodziło w tej ciekawości Lokiego, jego intrygach i pożądaniu, i przypadkowych kaprysach. Zbijało go to z tropu. Mógł zrozumieć seks dla samego seksu. Płacił tym rodzajem monety przez większość swojego dorosłego życia. Ale kiedy ciągnęło cię tak bardzo do innej osoby i mimo wszystko uśmiechałeś się w ten sposób, to… Tony nie widywał tego za często. W sumie zazwyczaj znajdowało się takie rzeczy w ostatnim miejscu, w którym by się ich szukało. Ale wciąż nie znał odpowiedzi na pytanie dlaczego.

- Nie mogę cię tak do końca zrozumieć - przyznał Tony, zdradzając swoje myśli z ponurym wygięciem ust. - Nie musiałeś… i tak miałeś to nasze porozumienie, no wiesz. To o zostaniu tutaj, póki nie rozprawimy się z Amorą i Doomem. Więc co takiego robisz?

Loki przekręcił lekko głowę i uniósł brwi w zdumieniu. Temperatura powietrza pomiędzy nimi zaczęła spadać, a Tony poczuł, że palce po jego bokach niemal nieobecnie przesuwają się w dół.

- Prosisz Kłamcę o odpowiedzi. - Głos Lokiego miał w sobie dziwną rezerwę. Oczy Tony'ego śledziły ruch jego warg, z których znikło napięcie. Wygięły się z rozbawieniem. - Czy to naprawdę wydaje ci się mądrym sposobem działania?

Tony na serio nie oczekiwał niczego wielkiego po tej odpowiedzi. Co znaczyło, że nie oczekiwał żadnej. Nie speszyło go to. Po prostu wzruszył ramionami i odgarnął krnąbrny kosmyk włosów z czoła Lokiego.

- Jestem tym facetem, który wtrącił się w walkę trzech wrogów Avengersów. Mądry sposób działania naprawdę nie jest moją mocną stroną.

Ostatni argument, którego musiał użyć, ale nie była to dla niego kwestia życia i śmierci. Loki robił to, na co miał ochotę. Tony z chęcią pozwoli mu zatrzymać dla siebie swoje sekrety. Nie miał złudzeń, że ich… wzajemny pociąg, czy jak by tego nie nazwać, nadal będzie trwał po tym, jak policzą się z Doomem i Amorą.

Loki leżał pod nim zamyślony i cichy, a Tony zaczął się zastanawiać, czy nie powinien się zbierać, zanim Thor wróci i zastanie ich zaplątanych we własne członki na kanapie. Nie był do końca pewien, jaki rodzaj reakcji uzyskałby po ujawnieniu swoich relacji z Lokim, ale wydawało mu się, że to jeden z tych tematów, które trzeba powoli i ostrożnie poruszać w rozmowie z Thorem. Najlepiej po kilku drinkach. Takich wzmocnionych valium.

Tony uniósł się nieco, przesunął kolana i usiadł na tyłku, po czym wyciągnął rękę do Lokiego, żeby pomóc mu się podnieść.

- Chyba powinienem wracać na dół, do laboratorium.

- Rzecz jasna - zgodził się z nim Loki, który przyjął jego wyciągniętą rękę i pozwolił mu na podciągnięcie się do pozycji siedzącej. - Być może dołączę do ciebie później. Jestem przekonany, iż skanowanie mnie może przynieść ogromne korzyści twojej… nauce. - Błysk w jego oku zdradzał prawdziwe intencje.

Tony tylko przytaknął poważnie.

- Tak, zdecydowanie, zrobienie odczytu twojej magii dałoby mi wiedzę, jak silna musi być bariera, żeby działała ze stuprocentową efektywnością. - Pozwolił Lokiemu nieco się wkurzyć, zanim dodał: - Aby wyniki były maksymalnie wiarygodne, musisz być absolutnie nagi.

Loki zamrugał.

- Ależ oczywiście.

- Poza tym w warsztacie trzymam olej, który wyostrza odczyty skanera, jeśli nałożę go na obiekt badań - dodał Tony, obserwując, jak oczy Lokiego zerkają na jego usta, po czym ponownie koncentrują się na jego spojrzeniu. - Jak ci się podoba wizja mnie, natłuszczającego cię od stóp do głów? Jednak powinienem cię ostrzec, moje dłonie mogą nieco… zabłądzić.

- Mam pozwolić Midgardczykowi takiemu jak ty na dotykanie mnie, gdzie mu się to żywnie podoba? - Jego oczy niemalże płonęły od różnorakich sugestii. - Zaiste, prosisz mnie o wiele. I nie jestem zupełnie przekonany, czy sobie na to zasłużyłeś.

Tony pozwolił swoim rękom prześlizgnąć się na uda Lokiego, które wciąż leżały rozłożone po obu jego stronach. Zatrzymał się na chwilę, unikając dotykania w sposób oczywisty widocznej nabrzmiałej erekcji Lokiego, chociaż dokuczliwie blisko pocierał kciukami o cienki materiał spodni. Jego gorąco przeniknęło do dłoni Tony'ego, a Loki rzucił mu szybkie spojrzenie. Pod jego na wpół przymkniętymi powiekami widać było dziki głód. W przypadku kogokolwiek innego to spojrzenie można by uważać za seksowne. Kiedy chodziło o Lokiego Tony miał wrażenie, że już teraz czuje zęby i język wyznaczające gorące linie na jego skórze.

- To wszystko w imię nauki - powiedział Tony i pochylił się tak, że prawie oddychali tym samym powietrzem. - Nie chciałbyś odmówić nauce, prawda?

- Hm. Podejrzewam, że póki nauka uczyni to wartym mojego czasu, mogę dać się przekonać. - Loki zbliżył się do niego.

Ten pocałunek nie był gorączkowym starciem sprzed kilku minut. Był wolniejszy, bardziej poufały; Tony czuł szelmowski uśmieszek na ustach przyciskających się do jego ust. Kiedy położył go z powrotem na poduszkach, poczuł agresywny dotyk aksamitnego języka Lokiego głęboko w swoich ustach i żarliwie go powitał. Fakt, że Loki tak niedbale na to pozwalał, przyciągając go do siebie bez przerywania pocałunku i przysuwając do siebie ich ciała, przyprawił go o gwałtowny dreszcz niedowierzania.

Ręce Tony'ego instynktownie chwyciły jego biodra i przysunęły je do swoich. W odpowiedzi poczuł palce wsuwające się we włosy i przekrzywiające jego głowę. Wdychał zapach skóry i mydła i czuł ciepły, słony posmak wilgotnej skóry, kiedy Loki ostatecznie przerwał pocałunek. Dyszał lekko i przycisnął czoło do policzka Tony'ego. Pozostali tak przez chwilę, a ciepły oddech owiewał gardło Tony'ego.

Loki uniósł głowę, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Tony zobaczył w tym spojrzeniu coś ciemnego i niemal złamanego.

- Nie ma w tym żadnej sztuczki - powiedział nagle Loki, a ręka, którą trzymał z tyłu szyi Tony'ego, zacisnęła się w niemal miażdżące kleszcze. - Pragnę cię. Sposobu, w jaki myślisz, uwagi twojego spojrzenia. Chcę, żebyś krzyczał w moje usta i smakował swoją przyjemność spod mojego języka. Dlatego właśnie robię… co robię. Bo chcę, Stark. I na dziewięć wymiarów, mam zamiar cię mieć.

Było to wyznanie, którego otrzymania się nie spodziewał. Nie od Lokiego. Ale nagle się pojawiło i leżało na widoku gdzieś pomiędzy nimi; zwięzłe i oszałamiające, biorąc pod uwagę to, co zostało przemilczane - zaborczy uścisk jego ręki, łamiący się od napięcia głos. Brzmiało jak prawda, ponieważ wydawało się, że mówienie tego boli, jakby zostało wydarte z Lokiego z korzeniami. To była szczerość i to ten, którego zwali Kłamcą, mu ją zaoferował.

- To dobrze - powiedział Tony. Miał wrażenie, jakby w czasie jednego oddechu coś go zniszczyło i przywróciło do życia. - Ponieważ zamierzam ci na to pozwolić. Wiele razy.

Ale zanim mógł powiedzieć cokolwiek więcej, Loki cały się napiął i wręcz załamał mu w rękach. Jego kształt zmienił się w huragan czarnych ciem. Odfrunęły i zniknęły, a kiedy się dematerializowały, otoczyły je wstęgi światła. Tony zamrugał, patrząc na pustą kanapę z niedowierzaniem i od razu czując, jak wraca do niego zimny rozsądek.

- Czy powiedziałem coś nie tak?

Thor z powrotem wszedł do pokoju. Najwyraźniej skończył już odprowadzanie Pepper i zapoznał się z jej roboczą listą „sygnałów ostrzegawczych informujących, że Tony niedługo zemdleje z wyczerpania" czy jak się to tam nazywało (wysłała ją mailem do wszystkich członków zespołu, kiedy po raz pierwszy wprowadzili się razem do rezydencji). Bóg piorunów szedł długimi krokami, kierując się prosto do kuchni, i ledwo sprawdził, czy Loki wciąż jest w pomieszczeniu.

- Środki przeciwbólowe są w szufladzie na samej górze - mruknął Tony, kiedy Thor przeszedł koło niego. Stark wyprostował się i usiadł w taki sposób, by nic niefortunnego nie znajdowało się na widoku. Thor tylko przytaknął i zacisnął zęby, poruszając ramieniem. Kiedy już nieuchronne niebezpieczeństwo minęło, Tony rozejrzał się wkoło, mentalnie rysując sobie mapę z najkrótszą drogą do swojego pokoju. Desperacko potrzebował pomyśleć.

Clint stał przy dalszej części przerośniętego stolika do kawy i jadł w ciszy banana. Jego oczy były bardzo szeroko otwarte.

Tony zadecydował, że najlepszym sposobem na podejście do tej dziwnej sytuacji będzie zwykła dojrzałość.

- Co widziałeś?

- Śmierć Nicka Fury'ego przez zawał.

Cholera by to. Cóż, pomyślał Tony z rezygnacją, przynajmniej teraz da się wyjaśnić ten dziwny moment w warsztacie bez bycia posądzanym o posiadanie jakichś dziwnych technologicznych zboczeń.

Clint wziął olbrzymi, straumatyzowany gryz banana i przeżuwał go przez chwilę w pełnym namysłu milczeniu.

- Kto komu wkłada?

Pytanie zostało zadane na tak daleki od poprzedniego temat, że Tony przez chwilę stał z otwartymi ustami, nie mogąc znaleźć słów. Ze wszystkich rzeczy, jakich spodziewał się usłyszeć od Clinta, tej jakoś nie brał pod uwagę.

- Serio, Barton? To twoje pierwsze pytanie? Nie „jak możesz bratać się z wrogiem" ani „jak długo to już trwa", ani nawet „czy nas zdradziłeś"? Chcesz wiedzieć, kto komu wkłada?

- No co? - odparł i zgarbił się, przyjmując pozycję obronną. - Ja tu jestem w pierdolonym szoku, staram się nie patrzeć na ten namiocik, który ci się kiwa i, Chryste panie, Loki? Jakim cudem jeszcze jesteś w jednym kawałku? Powinieneś być… zadrapany na śmierć albo świecący w ciemnościach, albo co.

Clint podszedł bliżej i rzucił mu krótkie spojrzenie. Dokładnie to spojrzenie, które pojawiało się w jego oczach, zanim strzelił w coś naprawdę dużego. To samo, które zawsze rzucał z góry. Tony przesunął się ze skrępowaniem.

- No co, czemu się tak na mnie gapisz? Wszystko w porządku.

- Ta… tak podejrzewam. O mój Boże, to ty mu wkładasz, nie? - Barton odchylił się do tyłu na piętach z niedowierzaniem. Po czym nieco pozieleniał. - O Jezu Chryste, kurwa, cholera jasna, ten banan podchodzi mi do gardła. Muszę spadać. Czy Banner trzyma te swoje mocne środki uspokajające przyklejone pod rurą w kształcie „s" w swojej łazience?

Tony westchnął.

- Prawdopodobnie. Słuchaj…

- A, nie martw się, zabiorę ten sekret do grobu. Do grobu.

- To dobrze, bo jeśli powiesz Thorowi, każę Jarvisowi rozebrać cię we śnie.

- Tony Stark, ty sukinsynu.

Wzruszył ramionami.

- Spędzam ostatnio sporo czasu z Lokim. Widać pobudziło to mojego wewnętrznego drania.

- Nie każ mi myśleć o pobudzaniu. - Clint podszedł do drzwi tak szybko, jak mógł, po czym zatrzymał się i zerknął na Tony'ego. - Ale tak na serio… Loki? Wiem, że facet ocalił ci życie kilka dni temu i takie tam, ale, cholera… Wciąż jest jednym z naszych największych wrogów, no nie?

Tony podrapał się po szyi. To było pytanie za milion dolarów, nieprawdaż? Nie miał odpowiedzi dla Clinta, tak samo jak nie znalazł takiej dla samego siebie. Loki jakoś nie publikował swoich myśli w gazetach, żeby wszyscy mogli je zobaczyć.

- Powiedzmy na razie, że nie zamierzam dać mu komunikatora - powiedział ciężko. - Cokolwiek by się działo pomiędzy mną a Lokim, jest to ściśle nieoficjalne, dobra? Nie będzie to miało na nic wpływu. Misja wciąż pozostaje taka sama. Zneutralizować Amorę i van Dooma, policzyć się z Lokim później, jeśli powróci do swojego regularnie rozplanowanego w kalendarzyku siania chaosu. Nie ma problemu.

Wyraz twarzy Clinta lekko się zmienił, ale nie skomentował tej „bezproblemowej" części. Prawdę mówiąc, Tony bardzo doceniał ten ruch z jego strony. Popełnianie błędów było jego mocną stroną i tak dalej, ale przynajmniej nikt mu nie rzucał w twarz całej historii momentów, w których nawalił. Poza tym bezpodstawne zaufanie nie było jedną z tych rzeczy, które Tony Stark wręczał innym tonami, a członkowie zespołu o tym wiedzieli. Barton też się do nich zaliczał. Loki wciąż stanowił poważne prawdopodobne zagrożenie i to takie, które pewnie stanie się realnym, kiedy tylko ich układ o zawieszeniu broni przestanie obowiązywać i być mu po drodze.

Co z kolei sprawiło, że Tony po raz pierwszy zastanowił się, co też najlepszego wyrabia z Lokim.

To było jedno z tych pytań, na które nie miał odpowiedzi. A w każdym razie nie w chwili obecnej.

Kiedy Clint poszedł się naszprycować ukrytymi przez Bannera prochami czy zrobić cokolwiek innego, co sugerował, że zamierza zrobić, Tony usiadł w pustym salonie i zastanowił się nad swoimi opcjami.

Mógł zejść na dół do warsztatu i kontynuować badania do projektu. Wciąż było wcześnie jak na niego, a przed nim była kupa roboty do wykonania. Mógłby się w niej na chwilę zapomnieć.

Z drugiej strony, mógł pójść do pokoju Lokiego i skończyć to, co robili, póki ktoś im nie przeszkodził. Ale po zobaczeniu reakcji Clinta Tony nie był pewien, czy powinien to zrobić. Być może był to tylko kolejny błąd z jego strony. Taki, który mógłby kosztować go życie. Odpowiedzialny człowiek poszedłby tam, powiedział Lokiemu, że było fajnie, ale nie zamierza tego powtarzać. Bo doprowadzało to do konfliktu interesów i tworzyło niebezpieczeństwo dla Avengersów.

Odpowiedzialny człowiek.

Racja.

Tony wiedział, że wpadł po uszy w gówno.