Dziękuję wam wszystkim za komentarze, jesteście cudowni :)
A dzisiaj rozdział, który zmienia wszystko… a przynajmniej parę spraw. Miłego czytania!
PS Jenny W, mnie też to dziwi, ale cóż poradzić. Niektóre miejsca są po prostu… specyficzne. I nie dam rady wrzucać częściej rozdziałów, bo jestem w klasie maturalnej i mimo wszystko powinnam się uczyć ;)
…
Ostatecznie los zadecydował za Tony'ego, jak powinien spędzić resztę nocy. W tej samej chwili, w której zaczął rozważać kradzież butelki szkockiej i ryzyko wychłodzenia organizmu z powodu upicia się na balkonie, dostali z SHIELDu informację, że być może nad Nowym Yorkiem pojawiły się Doomboty.
Jako że Thor nadal musiał oszczędzać swoje ramię, a Tony był obecnie jedynym w zespole Avengersem, który mógł latać, założył zbroję i wzbił się w niebo z całkiem sporym poczuciem ulgi, że opuszcza rezydencję. Kopanie wypolerowanych metalowych tyłków przez kilka godzin z pewnością da mu czas pomyśleć. Biorąc pod uwagę informacje, jakie dostał, czekała go walka z jednym Doombotem; biedak pewnie poszedł na zwiad szukać Lokiego.
Albo była to paskudna pułapka. Tony'ego zaczęło mrowić udo, kiedy w jego umyśle pojawiły się wciąż świeże i bolesne wspomnienia klątwy. Ale serio, kto używa tej samej sztuczki dwa razy? To takie tandetne.
Tony doszedł do wniosku, że może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i po prostu sobie polatać. Potrzebował trochę ćwiczeń w powietrzu, żeby zgrać się z nową zbroją Iron Mana. Poza tym częściowo gotowa bariera antymagiczna miała już funkcję wykrywania pojawiającej się w jego otoczeniu magii, chociaż jeszcze nie broniła przed atakiem. Ta część projektu wciąż leżała rozgrzebana w jego warsztacie, ale wiedział, że jest bliski jej ukończenia. Ręka Doombota nadal iskrzyła się magią, dzięki czemu miał pierwszej klasy materiał, na którym mógł eksperymentować. Nawet jeśli lepiej było nie dotykać tego cholerstwa bez rękawic wzmocnionych ołowiem.
Zrobił kilka leniwych okrążeń dookoła miasta, podczas których napęd odrzutowy w jego stopach stworzył na nocnym niebie znajomo wyglądające jasne smugi. Ekran hełmu wypełnił się informacjami, dając mu w ten sposób dostęp do statystyk otaczających go budynków i zwracając uwagę na wszystko, co warto było zauważyć. W dole parę ludzi robiło mu zdjęcia, rabuś upuścił kobiecą torebkę i zwiał, a kilkoro pijanych nastolatków pokazało mu środkowy palec. Typowa noc, serio.
- Jarvis, możesz mi znaleźć tego Doombota? Włam się do skanera długości fal w systemie operacyjnym i zobacz, czy znajdziesz tam coś ciekawego. - Może poszedł na piwo. Tony by tak zrobił na jego miejscu.
Chcę, Stark. I na dziewięć wymiarów, mam zamiar cię mieć.
Niecałą godzinę temu leżał tak blisko Lokiego, że dzieliła ich tylko cienka warstwa ubrań, i słuchał tych słów. Każdy, kto przez przypadek wszedłby wtedy do pokoju, zobaczyłby ich w pełnej krasie. Te cholerne słowa.
Loki nie miał żadnego interesu w mówieniu mu takich rzeczy. Był przecież Lokim. Jednym ze złych facetów; kłamcą, oszustem, czarnoksiężnikiem i całą resztą osób z długiej listy, jaką Tony zdecydowanie mógł napisać. Niemalże nieśmiertelne istoty o ogromnej magicznej - magicznej! - sile nie miały żadnego interesu w przywiązywaniu się do Tony'ego Starka. A Tony… Tony w większości przypadków pozwalał się wszystkiemu spieprzyć. Czasami mógł to naprawić, czasami nie. A prawdziwe, faktyczne zaangażowanie się w coś z tak zwanym bogiem oszustw zdecydowanie było czymś, co spieprzy.
Nie wspominając nawet o tym, że to był największy konflikt interesów w całej historii Avengersów. Tak naprawdę to manipulacje Lokiego, których celem było przejęcie władzy nad światem, doprowadziły do powstania ich zespołu. Tony nie mógł tak po prostu… a Loki z całą pewnością, u licha ciężkiego, nie…
Czemu w ogóle o tym myślał? To było niemożliwe.
Nie ma w tym żadnych sztuczek.
Tony zdał sobie sprawę, że leci za szybko, żeby zebrać jakiekolwiek odczyty, więc zwolnił. Ostatecznie się zatrzymał i bez ruchu unosił się w powietrzu nad Nowym Jorkiem i Stark Tower.
- Proszę pana, moje skany wskazują na nieobecność Doombotów w mieście. Komputer także nie może znaleźć odpowiadającej im sygnatury na większym obszarze. Wygląda na to, że pańska praca na dzisiaj jest już skończona.
- Ale nie chce mi się wracać do bazy - wymamrotał Tony do samego siebie. Obecnie pragnął tylko pozostać tak daleko od kwatery głównej Avengersów, jak się tylko dało. - Czy w mieście dzieje się coś ciekawego?
- Nic, co wymagałoby interwencji Iron Mana. Ostatecznie miejscowa policja też się musi czymś wykazać.
- Nie pyskuj mi tutaj, Jarvis.
- Nigdy bym się nie ośmielił, proszę pana.
Tony kontynuował patrolowanie miasta w bezcelowych kółkach i zastanowił się, czy warto zostać na miejscu przez kolejne kilka godzin, żeby zobaczyć, czy ten widmowy Doombot się jeszcze pojawi. Tak naprawdę nie był taki sumienny, ale dałoby mu to wymówkę, żeby pozostać poza rezydencją… choć Steve najprawdopodobniej by go przejrzał.
- Jarvis, gdzie się obecnie znajduje Loki?
- W swoim pokoju, proszę pana. Czy powinienem go z panem połączyć?
Tony zamrugał po usłyszeniu takiej oferty. Każdy pokój w rezydencji był podłączony do sieci komunikacyjnej, ale nie używali jej, chyba że Jarvis nadawał wiadomość o jakimś nagłym wypadku. Cóż, nie była to do końca prawda; Tony użył jej raz, żeby poprosić Steve'a o zrobienie mu kanapki, kiedy ten był w kuchni. Ale podłączyć się do niej, żeby porozmawiać z Lokim? O czym niby?
- …jasne, zrób to.
Tony obserwował, jak na ekranie hełmu pojawia się sygnał połączenia, po czym minimalizuje się i przesuwa do lewego górnego rogu wyświetlacza. Iron Man opadł nieco w powietrzu i stanął na dachu Stark Tower, po czym zaczął obserwować miasto.
- Połączenie nawiązane pomyślnie, proszę pana. Rozpoczynam transmisję.
Cudownie. A teraz Tony jakimś cudem nie miał najmniejszego pojęcia, co powiedzieć, żeby to cholera. W komunikatorach rozbrzmiała dziwna cisza, którą przerwało znudzone westchnienie ze znajdującego się koło jego ucha głośnika.
- Wybacz mi, jeśli się mylę, ale czy zachowywanie przerywanego tylko ciężkim oddechem milczenia w czasie rozmowy z kimś nie jest uważane za nieco niesmaczne? - Loki brzmiał na niezadowolonego, ale nie bardziej niż zazwyczaj. Tony wyobraził sobie, że bezmyślnie dotyka swojego dziwnego starożytnego dziennika i skrzywił się, choć nikt nie mógł tego zauważyć.
- Wydaje mi się, że ten efekt psuje fakt, że znasz tożsamość osoby dzwoniącej - wytknął Tony, po czym się uśmiechnął. - A co, zajmujesz się swoimi klejnotami?
- Nie za… chciałeś czegoś, Stark? Może być to dla ciebie prawdziwym szokiem, ale wbrew pozorom są sprawy, którymi powinienem się zająć. - Tony skrzywił się.
- Hmm. A wydawało mi się, że po prostu tam siedzisz i fantazjujesz sobie o mnie.
- Rzecz jasna, że tak ci się wydawało. - Zupełny brak zaskoczenia w jego głosie wiele mówił o facecie, który technicznie rzecz biorąc mieszkał z nimi przez mniej niż dwa tygodnie. Ale ostatecznie Tony Stark miał reputację, czyż nie? Można równie dobrze udawać, że jest ona słuszna.
- Tak. Cóż. Co masz na sobie?
Nastąpiło po tym coś, co można określić wyłącznie jako pełną niedowierzania ciszę. Tony musiał ugryźć się w wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Nie mógł znieść bezruchu, więc ponownie odpalił napęd odrzutowy w stopach i wystartował, po czym zrobił kilka leniwych pętli. Prawie nie było wiatru, a noc należała do tych bezchmurnych i zimowych. Serio, idealna pogoda do latania.
- W chwili obecnej nie mam na sobie niczego.
Oho. To się dopiero nazywa mentalny obraz.
- Loki, jestem w szoku. Nie wiedziałem, że masz nudystyczne tendencje.
- Kąpałem się przed chwilą - odparł Loki gniewnie, a Tony usłyszał szelest tkaniny. Ubierał się? Wycierał? A może po prostu wślizgiwał się pod kołdrę?
Tony pamiętał tę kołdrę; dokładniej rzecz biorąc, pamiętał, jak wyglądała okręcona wokół ud i bioder Lokiego, kiedy ten spał. Zobaczył to tuż przed tym, jak pewnego poranka umknął szybko z jego pokoju. Kiedy przypomniała mu się tamta noc, odruchowo pomyślał o Lokim, takim, jakiego widział kilka godzin temu, choć miał wrażenie, że od tamtych chwil dzieliły go całe mroczne miesiące; nagle ten Loki wydał mu się niematerialny, niemożliwy do utrzymania.
- No, więc wiesz, Barton tak jakby widział nas dzisiaj wieczorem.
- Jestem tego świadom. Słyszałem jego entuzjastyczne przeżuwanie z drugiego końca pokoju.
- Przeżu… - Tony zaczął powtarzać z przerażeniem, po czym jego mózg się włączył. - Wiesz, mogłeś po prostu powiedzieć, że go jadł i oszczędzić mi tym samym ataku serca. Poza tym dlatego nic wtedy nie powiedziałeś? Zniknąłeś całkiem szybko, kiedy pojawił się Thor. Czym Barton się od niego różni?
Tony opadł lotem nurkowym w stronę rzeki, zobaczył, jak skanery na krótko się ożywiają, po czym znowu zamierają. Hmm. Obrócił się w miejscu i skierował w stronę, z której przyleciał, znowu nabierając wysokości. Nic. Gdzie, u licha ciężkiego, podział się ten drań?
- Nie jest to sekret - powiedział Loki, a jego głos był przytłumiony, jakby mówił przez materiał albo w poduszkę. Być może zakładał koszulę. - Unikałbym Thora tak samo, gdybyśmy zwyczajnie rozprawiali o pogodzie, co gdybym przyszpilił cię do ściany w tamtym okropnym hallu.
Więc Loki nie przejmował się tym, że ktoś może się o nich dowiedzieć? Tony podejrzewał, że nie powinno go to dziwić. Ostatecznie Loki zazwyczaj miał głęboko gdzieś to, co ktokolwiek sądził. To była cecha prawdziwej gwiazdy filmowej, przez którą tak ciężko się z nim walczyło. Robił, co mu się żywnie podobało, a to zazwyczaj nie było miłe.
- Wszedłeś do salonu, wiedząc, że Thor jest w środku. Poza tym to śmieszne, że mówisz o przyszpilaniu mnie do ściany, podczas gdy do tej pory… Jezu Chryste!
Ekran hełmu Tony'ego wręcz eksplodował od napływających informacji tuż przed tym, jak uderzył w niego zaginiony Doombot. Zwarli się wysoko w górze w dzikiej plątaninie metalowych części. Prędkość i siła ataku wbiła ich do wnętrza budynku, gdzie narobili poważnych szkód w wyposażeniu biurowym, zanim Tony przeprogramował swoje repulsory, aby nie strzelały do spinaczy i takich tam innych. Przelecieli przez ogromne szklane szyby i cement, po czym wystrzelili w kierunku parku dla psów.
Zbity piach był jedyną rzeczą, która mogła mu osłodzić upadek, kiedy grzmotnął brzuchem w ziemię. Doombot wręcz promieniował elektrycznością, wciskając swoje robocie łapy w każde złącze zbroi, jakiego mógł dosięgnąć. Żebra Tony'ego eksplodowały bólem, ale był on spowodowany wyłącznie szokiem z powodu zderzenia. Iron Man był całkowicie odporny na elektryczność dzięki zabawom Thora z Mjölnirem.
- O, nie, nic z tego - mruknął Tony, kiedy Doombot sięgnął po jego hełm. Żeby zrzucić go z siebie, obrócił zamontowane na ramionach działka i odpalił je. Siła odrzutu posłała robota akurat na tyle daleko, żeby Tony mógł się podnieść i znowu wzbić w przestworza; nic nie mogło go zmusić do kolejnej walki na cholernym terenie publicznym. Leciał pionowo w górę niczym jakaś startująca rakieta i bynajmniej nie zwalniał, choć budynki pod nim zaczynały przypominać klocki.
- Co się dzieje? - zapytał ostro Loki wprost to jego ucha. Jego głos przypominał świst bata. - Stark?
Odpowiedź, którą zamierzał dać mu Tony, została zatrzymana gdzieś w połowie drogi do ust, kiedy poczuł salwę paskudnych pocisków wystrzeliwanych ku niemu z dołu. Nie wiedział, czy ma czuć zadowolenie z tego, że robot leci za nim, czy też irytację, że strzela do niego pociskami, które naprawdę mogą go zranić.
- Jarvis, zmień klasyfikację walki - rzucił, po czym zaklął, gdy strojem szarpnęło. Kolejny pocisk. - Informuj mnie tylko o nadchodzących powietrznych atakach. Zainicjuj manewr zwodzący, protokół sześć-zero-dziewięć.
- Zrobione, proszę pana.
- No to lecimy - powiedział Tony z zaciętym wyrazem twarzy. - Loki, jeśli nie odezwę się za pięć minut, przyślij tutaj Steve'a ze szpatułką. Jarvis, odetnij całkowicie moc.
- Stark, co… - Głośniki wyłączyły się.
- Całkowite zatrzymanie zainicjowane.
Ekran hełmu zgasł. Wszystkie czujniki zamilkły.
Iron Man zaczął spadać w dół niczym kamień w wodę.
Ten moment, w którym lekkie drgania otaczającej go maszynerii stawały się martwym ciężarem i nieruchomą pułapką, w której był uwięziony, nigdy nie był szczególnie przyjemny. Mimo to z przyjemnością obserwował Doombota, który obrócił się i podążał za nim, żeby go zabić. Roboty-repliki Wiktora van Dooma miały tę śmieszną cechę - dawało się je bardzo łatwo oszukać poprzez podejmowanie obłąkanych decyzji. A przynajmniej było to śmieszne według Tony'ego.
Zbroja Iron Mana znajdowała się dwieście stóp nad zimną, płaską ziemią, kiedy reaktor łukowy włączył maksymalną moc w najkrótszym możliwym czasie i cały system powrócił do trybu bezpośredniej pracy z wybuchem świateł i dźwięku.
Świecące na żółto oczy Doombota nie mogły wyrażać strachu, ale Tony lubił myśleć, że on gdzieś tam się kryje. Przyciągnął robota do piekielnie mocnego uścisku, po czym wystrzelił wysoko w górę, czując powiew wiatru dookoła.
- Cóż, zawiodłem się na tobie - powiedział Tony. - Jeśli zapomnieć na chwilę o umiejętności skradania się chyłkiem, nie ulepszyłeś wcale tych swoich maszynek, Doom. Nic dziwnego, że zaprosiłeś do zespołu Czarodziejkę. - Wystrzelił z repulsora na klatce piersiowej wprost w Doombota i poczuł, jak energia przebija się przez jego części i wychodzi po drugiej stronie. Napęd odrzutowy robota zakrztusił się i odpalił, co spowodowało całkiem ładny wybuch. Tony'ego odrzuciło do tyłu i, co zabawne, nadal trzymał dwa nietknięte robocie ramiona w dłoniach. I nic poza tym.
- Oklaski dla Doktora Dooma i jego prób zniszczenia Iron Mana, które zdecydowanie należą do klasy B - powiedział Tony radośnie, po czym wyrzucił trzymane części w powietrze i przysmażył je repulsorami na dłoniach. - Jarvis, połącz mnie z powrotem z Lokim.
- Sygnatura energii Lokiego Laufeysona nie jest dłużej obecna w kwaterze głównej Avengersów, proszę pana. - Po usłyszeniu tego Tony zatrzymał się w pół ruchu.
- To niemożliwe - powiedział stanowczo. Czyżby znowu bawił się w tę swoją magię? - Sprawdź jeszcze raz.
- Nie odnaleziono sygnatury. Rozpocząć poszukiwanie na terenie o większym promieniu?
Tony zaczął szybko opadać, kiedy jego czujniki wyłapały magiczny rozbłysk zieleni poniżej. Blask pojawił się i sekundę później znikł, ale z pewnością zobaczył go na dachu Stark Tower. Znał ten kolor magii. Hmm.
- Czy to było to, o czym myślę?
- Wydaje się panem dość zainteresowany.
Tony przewrócił oczami, obrócił się i skierował w stronę domu jednym płynnym ślizgiem.
- Jest zainteresowany samym sobą, Jarvis. Ostatnim razem, kiedy walczyłem z Doombotem, zostałem przeklęty i rozwaliłem Lokiemu czaszkę kluczem francuskim. Nie mogę go winić, że nie chce przeżyć tego jeszcze raz.
- Skoro pan tak mówi, musi to być prawdą.
- Zamknij się, Jarvis. Wynośmy się stąd. Napiłbym się szkockiej. - Tony przyspieszył i wystrzelił w kierunku kwatery głównej, czując, jak we krwi rozlewa mu się poczucie satysfakcji z dobrze wykonanej pracy.
Tony nie miał pojęcia, co Loki sobie myślał, kiedy opuścił sanktuarium rezydencji. Jakiejś jego części podobała się myśl, że wyszedł, bo się nim martwił, ale w rzeczywistości był to pewnie najmniej istotny powód jego pojawienia się. Być może po prostu przygotowywał się do wykonania swojego ruchu. Według szacunków Tony'ego wyglądało na to, że Loki niedługo odzyska pełnię swojej mocy magicznej.
Naprawdę nie widział sensu w rozmyślaniu nad głupotami, kiedy Loki zamierzał niedługo zacząć się zbierać, niezależnie od zdumiewających obietnic, które złożył komuś w ostatnim czasie. Nie było to warte jego czasu.
A przynajmniej tak sobie mówił.
…
- Przynajmniej raz twój strój nie wygląda tak źle - skomentował Steve, przechylając głowę i przyglądając się, jak autorozbieracz zdejmuje z Tony'ego części zbroi, po czym zabiera je, żeby ponownie zmontować jako pusty strój. Tony nie miał szczególnego powodu, żeby go tak zaprogramować, poza tym, że w ten sposób zbroja wyglądała bardziej czadowo. Cóż, dla niego liczył się wygląd.
- Co mogę powiedzieć? Doom ostatnio nie stara się jakoś szczególnie. Ał… ałaa, szczypie! Szczypie! - Autorozbieracz zapiszczał i ponownie skalibrował siłę nacisku, zanim spróbował ponownie. Tym razem przywierająca ciasno do jego ciała część stroju została odczepiona bez problemu. Tony całe pięć razy musiał liczyć się z dyskomfortem podczas rozbierania, zanim zaczął nosić specjalnie dla niego zaprojektowany kostium pod zbroję. Mimo to czasami pazury rozbieracza wciąż wciskały się w miejsca, których nie powinny dotykać.
- SHIELD monitorował cię przez satelitę w czasie tej utarczki - poinformował go Steve, krzyżując ręce na piersiach. - Tony, celowo spadłeś dwadzieścia tysięcy stóp w dół.
- Najszybszym sposobem na naładowanie repulsora w klatce piersiowej jest wyłączenie wszystkich innych nie do końca niezbędnych funkcji zbroi. A musiałem go naładować szybko - odparł Tony i wzruszył ramionami. Wyszedł z autorozbieracza i obciągnął swoje body. Wyszczerzył się, widząc nieszczęśliwe spojrzenie Steve'a. - Wyluzuj. Wiedziałem, co robię.
- No dobra, ale czy musiałeś tak bardzo zbliżać się do Doombota? W zeszłym tygodniu skończyło się na tym, że zostałeś przeklęty. Z tego, co wiemy, Doom i Amora mogą wciąż być w spółce… znowu chcesz stracić rozum?
- Mogę teraz wykrywać magię, kiedy jestem w zbroi - przypomniał mu Tony. Jeśli Steve nie przestawał gderać, trzeba się było napić. - Wiem, że przybywa ci lat i pamięć już nie taka, Kapitanie, ale pamiętasz chyba, że jestem w trakcie tworzenia niemalże całkowitej obrony antymagicznej, nie? Jestem geniuszem, serio. Nie chcę się chwalić, ale jest to jeden z moich najlepszych projektów broni defensywnej. Jak tylko zostanie zainstalowana w mojej zbroi, będę miał środki do…
- Przestań gadać - przerwał mu Steve i zaczął pocierać swój nadgarstek. Skrzywił się z niezadowoleniem. - Dobra, łapię to. Steve jest stary i nie rozumie skomplikowanej technologii. Niezły sposób dywersji. Boże, Tony, mam wrażenie, że jesteś uczulony na troskę innych ludzi o twoją osobę.
- Nie, wcale nie - odpowiedział Tony i zamrugał. Zagapił się na drzwi windy. - Po prostu… psujesz mi nastrój. To była dobra walka. I zostawmy to już. Poza tym, mówiłeś coś o spółkowaniu?
Stojący za nim Steve westchnął.
- Nikt już dzisiaj nie używa tego słowa? Znowu?
Tony wyszczerzył się, kiedy drzwi się otworzyły, i wszedł do środka tyłem, żeby Steve mógł widzieć jego twarz.
- Nie. Ale fajniej powiedzieć, że chodzą razem do łóżka. Wyobrażasz to sobie? Robisz to dokładnie w tej chwili, no nie? Popatrz, jak ci się zarumieniły policzki. - Wcisnął guzik z napisem „warsztat", a Steve wszedł za nim do windy. Najprawdopodobniej po to, żeby jeszcze bardziej utrudnić mu życie.
- Wcale sobie tego nie wyobrażam - nadeszła dająca się przewidzieć odpowiedź. Tony otwarcie prychnął, po czym gwałtownie się zachwiał, kiedy Steve go popchnął. - Ha.
- Jak na gościa tak martwiącego się moim szczęściem, okazujesz to w dziwny… - Popchnął Steve'a barkiem na przeciwległą stronę windy. – Och, Rogers, powiedz, że się tego spodziewałeś. – Przycisnął Steve'a twarzą do ściany windy i oparł ramię na jego krzyżu, żeby uniemożliwić mu obrócenie się.
- Pozwoliłem odnieść ci to jedno zwycięstwo.
- Jasne jak cholera.
- O, serio? – Steve bez skutku usiłował się obrócić i wyrwać z jego uścisku. Uśmiechał się jak wariat. Nagle wbił Tony'emu bark w brzuch i uniósł go nad ziemię, po czym chwycił jak jakieś trofeum. – Powiedz, że ci pozwoliłem, a może cię puszczę.
- Czy twoje ramię jest zrobione z granitu? – mruknął cierpiętniczo Tony. Wisiał do góry nogami i wgapiał się w tyłek Steve'a. – Postaw mnie na ziemi, dzieciaku.
- Nie. – Roześmiał się, przez co jego głos zabrzmiał niemalże czule. – Przyznaj to. Nie jestem… Ałł, Tony!
- No co? Mam go na wysokości twarzy.
Winda zapiszczała, kiedy zjechała na poziom warsztatu, po czym jej drzwi otworzyły się bezdźwięcznie. Steve wyszedł, wciąż trzymając Tony'ego, po czym postawił go na ziemi. Przez cały czas uśmiechał się jak idiota. Tony cofnął się o krok i potarł brzuch, czekając, aż krew spłynie mu z głowy do innych części ciała. Przynajmniej Steve znajduje się teraz w świetnym nastroju, pomyślał z niechętnym rozbawieniem. Ciężkie warunki mieszkalne. Będzie musiał o tym pamiętać.
- Zamierzasz teraz pracować nad swoim magicznym urządzeniem? A tak właściwie to jak chcesz je nazwać?
- Nie jestem jeszcze pewien. – Tony skierował się w stronę minibarku, jednocześnie walcząc z zamkiem swojego body, który nie miał najmniejszego zamiaru dać się rozpiąć. Czuł się, jakby ktoś wcisnął go do bardzo wąskiej celi. – Może nie muszę mu nadawać żadnej nazwy. I tak ma być połączone z Impasem. Bazuje na moich początkowych planach co do niego; odwróceniu cząsteczek i unikatowych sygnatur energii, kiedy pojawią się w promieniu działania urządzenia. Jeśli moje obliczenia są prawidłowe, powinno powstrzymać magiczne pociski, zanim jakikolwiek czarnoksiężnik zdąży chociażby wezwać magię, żeby jakiś stworzyć.
- Sparaliżuje ruchy magika oraz jego zaklęcia? Więc ma dwojaki cel. – Steve był pod wrażeniem, co zawsze miło było zobaczyć. Tony nalał im obu szkockiej i popchnął jedną ze szklanek po stole w jego kierunku. Posłał Rogersowi szeroki uśmiech, kiedy tamten złapał ją w tej samej sekundzie, w której przekroczyła krawędź stołu. Steve wypił alkohol duszkiem jak wodę. Drań.
- Jeśli zamierzasz pić w ten sposób moją drogą szkocką, odetnę ci od niej dostęp i skażę na wino po osiem dolarów za zgrzewkę.
Steve uśmiechnął się.
- Wcale nie.
- Nie, wcale nie – przyznał i wzniósł szklankę do toastu. Wypił swoją szkocką prawie tak samo szybko i prawie się nie skrzywił, kiedy poczuł pieczenie w dole gardła. – Zostajesz czy sobie idziesz? Muszę wziąć prysznic.
- Idę, idę – odparł Steve smutno, po czym odepchnął szklankę z powrotem w jego stronę. – Cotygodniowe spotkanie z Furym. Natasza i Clint też wybierają się do swojej shieldowej matki-karmicielki na odprawę. Wygląda na to, że zostaniesz tutaj sam z Thorem i Bruce'em. – Zawahał się. – I z Lokim.
- Miłej zabawy – odparł Tony, celowo unikając powiedzenia czegokolwiek innego. Zdecydowanie nie zamierzał dać się złapać na ten haczyk. – Powiedz Fury'emu, że następnym razem napiszę jego imię na niebie.
Tony patrzył na Steve'a i czekał, aż sobie pójdzie, ale ten najwyraźniej nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
- Czy Loki dał nam jeszcze jakieś informacje po… no wiesz, HYDRZE? I schematach Doombota, znaczy się.
- Mi nic nie mówił. - A w każdym razie nie o tym.
- Thor przestał próbować zwrócić na siebie jego uwagę – powiedział Steve. Spojrzenie, które posłał Tony'emu, mówiło więcej niż milion słów. – Jesteś jedynym, któremu Loki poświęca swój czas. Chciałbym się dowiedzieć, czy zamierza podzielić się z nami jeszcze jakimiś informacjami. Być może raczyłby ci powiedzieć, jaki ma plan ataku na Amorę i Dooma.
- Żadnych pasożytów w kwaterze głównej Avengersów, co nie? – Tony uśmiechnął się i zasalutował. – Spoko. Ale jeśli pojawię się dzisiaj w twoim pokoju ze sztyletem w brzuchu…
- Dobranoc, Tony. Nożyczki są w najwyższej szufladzie, jeśli twój zamek znowu się zaciął.
- To miało miejsce tylko jeden, jedyny raz – odparł ze zirytowanym rozbawieniem, po czym zaczął szarpać kołnierz stroju. Steve pomachał mu, nawet nie obracając się w jego stronę, przeszedł koło zakrętu i z powrotem zniknął w windzie. Stłumiony dźwięk dzwonka oznajmił jego wyjście. Tony zastanawiał się, dlaczego Rogers w ogóle kłopotał się zjeżdżaniem na sam dół. Z drugiej strony, jeśli nie liczyć całego tego avengersowego biznesu, nie rozmawiał ostatnio za bardzo ze Steve'em. Co z kolei sprawiło, że zauważył, ile czasu poświęcił budowie tego urządzenia i zamartwianiu się Lokim. Jakim cudem do tego w ogóle doszło?
Może moglibyśmy pójść jutro razem na lunch albo coś tym stylu, pomyślał, nadal mocując się z zamkiem i kierując w stronę prysznica z tyłu warsztatu. Od jakiegoś czasu i tak nie wychodził za często poza rezydencję, jeśli nie liczyć wypadów na skautowskie misje.
Prysznic był krótki, a poza tym, jako że kabina była wyjątkowo ciasna i miała tylko jedną słuchawkę, jego łokieć zawsze uderzał w szklane drzwiczki, kiedy… cóż, nieważne, w każdym razie prysznic był krótki. Tony wynurzył się z niego pięć minut później z mokrymi włosami, rozpiętymi dżinsami i obolałym łokciem. W warsztacie zastał Lokiego, który trzymał jeden z prototypów hełmu Iron Mana i przyglądał mu się z oczami zmrużonymi z namysłem.
- Obmacujesz mój hełm? – zapytał Tony, jakby nie było to nic niezwykłego, po czym rzucił ręcznik na jeden w wolnych stołów laboratoryjnych, podchodząc bliżej do Lokiego. - Kup mi najpierw drinka
- Nie sądzę – odparł Loki bez zainteresowania, dotykając zaciśniętą dłonią złotej maski. Otworzył ją, po czym przyjrzał się badawczo wnętrzu, jakby czegoś szukał. Co zamierzał tam znaleźć poza wyściółką, ciemnym ekranem i głośnikami, pozostawało dla Tony'ego tajemnicą.
- A przy okazji, Steve chce, żebyś zdradził więcej swoich mrocznych sekretów czarnego charakteru. Masz jakieś soczyste plotki?
- Czarnego charakteru – powtórzył Loki, jakby to określenie źle smakowało. - I nie, nie mam żadnych. Chociaż ta niezdarna dziewczyna pracująca w kawiarni, do której lubi uczęszczać doktor Banner, stara się zdobyć próbkę jego krwi. Jakkolwiek podejrzewam, że pracuje dla SHIELDu.
- Nie zaskoczyłoby mnie to – powiedział Tony i pokręcił głową. – Prawdę mówiąc, założę się, że to sam Fury w peruce. Jarvis, przekaż wiadomość Bannerowi. Delikatnie.
- Oczywiście, proszę pana.
Tony trącił Lokiego łokciem w bok.
- W każdym razie, jak zdobywasz swoje informacje?
- Och, jest to wytłumaczone w siódmym rozdziale „Poradnika dla złych czarnych charakterów" – odparł kwaśno Loki. – Nie wiedziałeś o tym?
- Dobra, dobra. Oglądałem mnóstwo bajek w telewizji jako dziecko, pozwij mnie. Jakie jest odpowiednie określenie? Przestępca obdarzony supermocami?
- Wśród których znajduję się obecnie na trzecim miejscu? Nie sądzę.
Drażliwy temat. Tony zdecydował go nie drążyć, tak na wszelki wypadek, gdyby Loki miał wpaść na jakiś pokręcony pomysł, żeby wrócić na pierwsze miejsce rankingu. Mieli wystarczająco na głowach i naprawdę nie marzyli o kolejnym przestępcy, z którym trzeba się uporać.
Przeszedł obok Lokiego i podszedł do głównego stołu laboratoryjnego, po czym włączył wszystkie systemy, a interaktywne hologramy pojawiły się jeden po drugim. Na środku blatu znajdował się przenośny Impas wielkości dłoni. Został obdarzony przez Tony'ego czymś, co, jak obliczył, powinno być zupełnie efektywną barierą tłumiącą magię. Jak na razie poradziło sobie z magią iskrzącą się dookoła ręki Doombota, który go przeklął. Mimo to nie był w stanie dopracować urządzenia, póki nie będzie mógł go użyć przeciwko wrogowi z krwi i kości.
Prawie o to zapytał, ale spojrzał na Lokiego, który najwyraźniej bawił się świetnie z jego hełmem. Tony zmarszczył brwi.
- Jakim cudem opuściłeś kwaterę główną Avengersów, skoro Impas tłumi twoją możliwość teleportacji?
Loki odłożył hełm i uniósł ciemną brew, po czym podszedł do niego. Znowu ma na sobie same czarne ciuchy, zauważył nieobecnie Tony. Loki całkowicie zaprzestał noszenia zbroi tuż po tym, jak wkroczył do rezydencji. Żadnego metalu ani skóry, sam zamsz i len cienki jak koronki. Był niemalże chodzącą białą flagą, która pachniała mydłem i ciepłą skórą. Tony zamrugał i spojrzał w dół na urządzenie.
- Czuję go wewnątrz mnie, rzecz jasna – odparł gładko Loki, zerkając na sufit. – Jednak wyłącznie jako pewien zewnętrzny obszar graniczny. Tak długo, jak mogę przez niego przejść, duszący nacisk twojego Impasu puszcza mnie wolno i nic nie ogranicza moich podróży
- Więc postanowiłeś „popodróżować" do Stark Tower i popatrzeć, jak niszczę Doombota?
- Nie spodobało mi się dość nagłe zakończenie naszej rozmowy. - Loki zrobił krok przy krawędzi stołu laboratoryjnego i zatrzymał się tuż przed Tonym, niemalże muskając jego ciało dłońmi, po czym zerknął na urządzenie i zmarszczył brwi. - Podejrzewam, że właśnie to zajmuje twój cenny czas.
- Tak, ale już niedługo będzie gotowe do użycia. Nie skalibrowałem tego rzecz jasna, ale powinno zadziałać.
- Powinno?
- Muszę to na kimś przetestować - przyznał Tony i z ukosa zerknął na Lokiego. - Nie znasz żadnych czarnoksiężników, którzy zgodziliby się zdjąć koszulę i pozwolić mi się naświetlić potencjalnie niebezpieczną ilością zabójczego dla magii promieniowania, no nie?
Loki uśmiechnął się.
- I przez przypadek dać ci broń, której będziesz mógł potem przeciwko mnieużyć? - odparł z rozbawieniem. - Lubię cię, Stark, ale nie tak bardzo.
- Będziesz miał wrażenie, że włączyłem ulepszony Impas - rzucił Tony i obrócił się do niego. - Poza tym efekty jego działania nie są permanentne. Po prostu muszę wiedzieć, czy zadziała na kogoś o twojej sile. Bo jeśli tak, to bez wątpienia podziała na Amorę.
Loki zmrużył oczy, słysząc to jawne pochlebstwo, ale wyglądał, jakby to rozważał. Tony postanowił zagrać va banque.
- Jeśli cię to jednak tak niepokoi, Thor pewnie pozwoli mi zeskanować swój młot, co, jak podejrzewam, będzie równie dobre. Jarvis, czy mógłbyś poinformować naszego obdarzonego bujną brodą boga piorunów, że jestem na dole, w warsztacie?
O, no i wreszcie pojawiło się to złe spojrzenie, za którym tak bardzo tęsknił.
- Nie wypełniaj tego rozkazu, maszyno - nakazał Loki i zdjął koszulę przez głowę. - Odkładam na bok jawne wysiłki Starka, by mnie rozdrażnić, bo pragnę gorąco, aby to urządzenie okaleczyło Czarodziejkę. Zaczarowany młot jest marną namiastką strumienia magii, który płynie w ciele żywego przeciwnika.
- Och, absolutnie się z tobą zgadzam - odparł Tony, przebiegając wzrokiem po miejscu, w którym miękka skóra Lokiego przechodziła w wystające biodra. - I nie mam żadnego ukrytego powodu, dla którego chciałbym, żebyś częściowo się przede mną rozebrał.
Ten komentarz najwyraźniej nie zasługiwał na odpowiedź, ale ostatecznie był raczej głupi. Tony podszedł za stoły i machnął na Lokiego, żeby za nim podążył, po czym ustawił go na środku pustej przestrzeni. Być może nie wywali to korków w całej posiadłości, ale odrobina ostrożności nie zaszkodzi. Próba ujarzmienia magii nauką - i to w dodatku magii Lokiego - może się zakończyć jakąś przerażającą i wybuchową klęską.
Loki zniósł ustawianie z dziwnym wdziękiem, ale nic nie powiedział. Jednak jego olbrzymi grymas na twarzy i obiecujące śmierć w męczarniach spojrzenie zrobiły to za niego. Wobec tego Tony trzymał ręce przy sobie, kiedy odmierzał dystans od skanerów do przedmiotu badań. Przesunął nieszczęsną białą myszkę kilka kroków w tył, żeby znalazła się idealnie na środku.
- Dobra, powinno być w porządku - zadecydował ostatecznie. - Musisz po prostu tutaj stać, kiedy aktywuję urządzenie, po czym nie ruszać się za bardzo, póki skanery nie zbiorą wszystkich odczytów.
Loki założył ręce na piersiach, po czym opuścił je wzdłuż ciała, a jego dłonie zacisnęły się w pięści.
- Jeśli wpłynie to szkodliwie na moją magię, nie będziesz miał szansy na odżałowanie dzisiejszego dnia - przysiągł i, cholera jasna, brzmiał jak stary Loki; ten, który próbował powybijać Avengersów prawie raz na tydzień. A wszystko stało się jeszcze bardziej surrealistyczne, kiedy Tony zrozumiał, że Loki obawia się tego, co się zaraz wydarzy. Ostatecznie nikt nie lubi być bezsilny, a Loki był dumny ze swojej magii.
Ale mimo wszystko pozwalał Tony'emu na pozbawienie go swojej mocy. Co oznaczało, że albo tak bardzo nienawidził Amory, albo ufał, że Tony nie zabije go przez przypadek ani nie okaleczy jego magii na zawsze. Tony nie był pewien, co myśleć o zaciskającym wnętrzności w supeł uczuciu ciepła, które rozlało się po jego ciele, kiedy o tym pomyślał. Loki z pewnością wyglądał na kogoś, komu nie pomogą słowa otuchy, więc Tony po prostu pośpiesznie złapał urządzenie, podłączył je do systemów Jarvisa i dał mu dostęp do kontrolek. Po czym wrócił do Lokiego.
- Dlaczego powróciłeś? - zapytał podejrzliwie Loki i zmarszczył czoło. Tony po prostu wzruszył ramionami.
- Cóż, nie mam magicznych mocy, no nie? Skanery wyrzucą mnie z wyników swojej pracy po jej zakończeniu. Dla nich równie dobrze mógłbym być niemożliwie pięknym krzesłem. - Tony wyciągnął rękę i położył ją na sercu Lokiego. Jasna sprawa, wręcz tłukło się o żebra. - Ale jeśli naprawdę nie czujesz się z tym dobrze, nie ma sprawy. Po prostu powiedz.
-Masz mnie za przerażonego? - prychnął, a jego zielone oczy rozbłysły. - Tobą? Tym kawałkiem metalu, który zrobiłeś? Nawet bez magii jestem w stanie zgnieść twoją czaszkę gołymi rękami. Tylko głupiec próbowałby mnie rozwścieczyć, Stark. Zwyczajnie zacznij już, co masz zacząć. - Odchylił się, uciekając przed dotykiem dłoni Tony'ego i wyglądając jak najzwyklejsze w świecie zwierzę złapane w pułapkę. Zacisnął zęby, przygarbił ramiona i czekał.
No dobra. Cóż, w takim razie w porządku.
- Jarvis, zaczynaj - zarządził Tony i zrobił duży krok do tyłu. - Ustanów zasięg pola na dwadzieścia stóp. Moc na sto procent, dopasuj do jego sygnatury. Dawaj.
- Urządzenie włączone, proszę pana. Aktywacja pola obronnego za trzy, dwa, jeden. Antymagiczna bariera działa. Skanery zbierają odczyty.
Nawet gdyby Jarvis nie odklepał procedury wstępnej i nawet gdyby Tony nie odczuł zmiany ciśnienia w uszach, wciąż byłby w stanie wskazać moment, w którym urządzenie zaczęło działać. Poznał to po zmianie wyrazu twarzy Lokiego i tym, jak szerzej otworzył oczy. Oraz po jego pełnym niedowierzenia spojrzeniu, kiedy uniósł dłoń, próbując coś przywołać i nie odnosząc sukcesu. Na koniuszkach jego palców nie pokazała się nawet iskierka magii.
- Cóż - powiedział w końcu Loki z wykalkulowanie opanowanym głosem - powiedziałbym, że działa. Gratulacje, Stark. Osłabiłeś właśnie boga oszustw. A teraz zbierz te swoje odczyty.
Tony ledwo co go słyszał; zarejestrował słowa, ale coś innego pochłaniało jego uwagę. Coś, czego Loki jeszcze nie zauważył.
- Cholera… dobra, tego nie brałem pod uwagę podczas obliczeń - powiedział ostrożnie Tony i wbił spojrzenie w sufit, po czym zerknął w dół, na dzikie oczy Lokiego. - Nie zdawałem sobie z tego sprawy, inaczej bym cię ostrzegł.
Loki rozchylił wargi i zmrużył oczy.
- Co też najlepszego narobiłeś?
Ale nie potrzebował odpowiedzi, jako że do tego czasu proces tłumienia jego magii został ukończony. Loki zrozumiał, że jego skóra koloru kości słoniowej przybrała granatową barwę wieczornego nieba, tęczówki paliły się jasnym szkarłatem. Wyglądały na wręcz chore z przerażenia spowodowanego niechcianą przemianą.
Tony opuścił wzrok na podłogę, po czym znowu wbił go w sufit. Przypomniał sobie słowa Lokiego. Wziąłem od ciebie coś bez pozwolenia. Wydarłem sekret ze skóry i kości. Kurwa, kurwa. Loki mu ufał… A Tony nawet nie zdawał sobie sprawy, że coś takiego się wydarzy. Jasne, że zmiana wyglądu była magiczna, pomyślał dziko. Jasne, że zostanie zdławiona jak wszystko inne.
- Jesteś zbyt zdegustowany, żeby na mnie spojrzeć, Stark? - zapytał ostro Loki, kiedy wzrok Tony'ego ponownie powędrował ku podłodze. Och, znalazł się na naprawdę niebezpiecznym gruncie. - I pomyśleć, że przez cały ten czas, kiedy byłeś w moim łóżku, tak waśnie wyglądała ukryta pod wieloma kłamstwami prawda. Czy to cię przeraża? Ta zimna jotuńska skóra? - Zaczął mówić z okrucieństwem, a z jego słów niemalże sączył się jad. - Czy było to dla ciebie wystarczająco dobre tylko przy zgaszonych światłach?
- Co do… nie patrzę na ciebie tylko dlatego, że ostatnio mi nie pozwoliłeś, pamiętasz? - przypomniał Tony butom Lokiego i skrzywił się. Serce waliło mu młotem. Chciał podnieść wzrok. Wiedział, że zaraz to zrobi, a Loki prawdopodobnie wydrapie mu za to oczy. Cholera by to wzięła. - Czy mogę na ciebie popatrzeć? Nie zmienię się w kamień. Mam zero problemów z twoją niebieską skórą, Loki. Mówię serio.
Loki tylko zaśmiał się szyderczo.
- Jestem zimny jak grób, a ty nie widzisz w tym problemu? Być może twoja reputacja jest odbiciem rzeczywistości. Być może zainteresujesz się wszystkim, co się rusza.
Tony zastanowił się nad obrażeniem się, ale zamiast tego zdecydował się prychnąć głośno.
- Dobra, przypiszę to panice związanej z transformacją, ponieważ właśnie obraziłeś samego siebie. - Uniósł głowę i wzruszył ramionami, kiedy Loki zjeżył się na ten widok, po czym zrobił krok do przodu, akurat na tyle blisko naznaczonej wzorami skóry, żeby czuć promieniujący od niej chłód.
- Wiesz, i tak zawsze wolałem zimę od innych pór roku. Co to takiego? - Dotknął opuszkiem palca biegnącej w górę, wygiętej linii przecinającej klatkę piersiową Lokiego. - Symbolizują coś? Na przykład dojście do pewnego wieku? A może są dziedziczne? - Spojrzał Lokiemu prosto w oczy. - Wiesz to w ogóle?
Loki wyglądał, jakby chciał go udusić. Tony znał to spojrzenie. Ale kiedy błyszczało w tych rubinowoczerwonych oczach, kiedy jego gardło lekko się poruszało, a znajdujące się po bokach ciała dłonie drżały, Tony wiedział, że Loki nie zaprotestuje. A przynajmniej jeszcze nie teraz. Moment, w którym Tony przekroczy jakąś granicę przez swoją ciekawość, był kwestią czasu.
- Niewiele razy przybrałem tę postać. Mógłbym je policzyć na palcach jednej ręki - odparł sztywno Loki. Nie zerknął w dół na siebie. - Zamordowałem króla Jotunów, który zgodnie z więzami krwi był moim ojcem. Nie miałem czasu na zadawanie mu takich pytań. Jeśli mają jakieś znaczenie, nie jestem jego świadomy i będę szczęśliwy, pozostając takim. Nie kocham tej formy.
Tony przyjrzał się jego ramionom, naznaczonym wygiętymi liniami, będącymi swoimi lustrzanymi odbiciami. Wodził palcem po niebieskiej skórze - naprawdę niebieskiej, o czystym, równomiernym kolorze - która promieniowała przytłumionym chłodem. Tony widział, że może jej dotykać bez odmrożenia sobie palców; wiedział, że może jej dotknąć ustami i poczuć smak śniegu. Oddech, który musnął jego policzek, przypominał małą zamieć śnieżną.
- Co cię tak ciekawi?
Tony rzucił Lokiemu krótkie, niedowierzające spojrzenie.
- Przyglądałeś się sobie w ogóle? Steve miałby ręce pełne roboty, gdyby był tutaj na dole. - Przez klatkę piersiową Lokiego przebiegały trzy wypukłe linie, długie i idealnie rozmieszczone. Czy były jak pręgi tygrysa? Były ostrzeżeniem, znakiem krwi? Jakim cudem Loki nie umierał z ciekawości?
- Kapitan Rogers? - powiedział ostro Loki, niemalże rzucając się na ten komentarz. - Dlaczego?
- Ponieważ - powiedział nieprzytomnie Tony, prostując się, żeby przyjrzeć się przypominającym koronę znakom na jego czole - szkicuje. No wiesz. Kocha sztukę. Cholera jasna, teraz praktycznie mogę zrozumieć, o czym ciągle gadał. Przeszkadza ci to, że cię dotykam? Mogę przestać. Chyba powinienem, patrzysz na mnie, jakbyś chciał mnie zamordować. Boże drogi, twoje oczy są widowiskowe. Jarvis, jaki to kolor?
- Według listy kolorów z 1955, Pożądanie. Oznakowany numerem E62020.
Tony spojrzał na Lokiego i uniósł brew.
- Wiesz, mógłbym to skomentować…
- Ale nie zamierzasz.
- Nie, nie zamierzam.
Znajdujące się za Tonym czujniki brzęknęły, oznajmiając tym samym koniec skanowania, i zaczęły furkotać, przeprowadzając obliczenia i wycinając jego obecność z równań i wahań mocy. Jeśli Tony miałby pokazać jedną rzecz, którą jego maszyny by rozpoznały, byłby to reaktor łukowy. Chociaż przedostanie się przez wykrywacze metalu na lotniskach nadal stanowiło cholerne problemy. Bogu dzięki za prywatne samoloty.
Loki spojrzał na sufit.
- A więc zrobione. Wyłącz to swoje urządzenie.
- Słyszałeś szefa, Jarvis.
- Tak jest, proszę pana. Wyłączenie za dwadzieścia sekund.
- Nie było tak źle, nie? - powiedział radośnie Tony i zacisnął lekko ręce na ramionach Lokiego. - Pomimo niespodziewanego ataku zniebieszczenia skóry powiedziałbym, że poszło wręcz podręcznikowo. Jak się czujesz?
- W porządku - odparł, ale kącik jego ust opadł w dół, a Loki wciąż nieco sztywno wpatrywał się wprost przed siebie. - Użyjesz tego kiedyś przeciwko mnie, czyż nie?
Tony ścisnął lekko jego ramiona i poczuł, jak szok spowodowany zimnem sączy się do jego dłoni. To było jak pierwszy skok do basenu, wprost na główkę, bynajmniej niezakończony łagodnym pokonaniem powierzchni wody. Jak spadanie. A Tony zawsze skakał daleko i lądował ciężko. W większości przypadków za ciężko.
- Zmęczyło mnie walczenie z tobą już jakiś czas temu, wierz mi lub nie - powiedział cicho. - Nas wszystkich to zmęczyło. Ale jeśli dasz nam powód, żeby zwołać zespół, wtedy tak, walnę w ciebie wszystkim, co mam.
Ciężko w to uwierzyć, ale ta deklaracja wywołała uśmiech na twarzy Lokiego.
- Och, to dobrze. Martwiłem się, że nasz romans cię zmiękczył.
- Wszystko, tylko nie to - odparł lakonicznie Tony i spojrzał na niego wymownie. - Poza tym jestem absolutnie pewien, że pokonałbym cię w uczciwej walce.
Loki roześmiał się na cały głos z autentycznym rozbawieniem. W ten irytujący, nie-masz-na-to-żadnej-szansy sposób. Ale rozchmurzyło go to, więc Tony doszedł do wniosku, że może się wystawić na pośmiewisko raz jeszcze, jeśli będzie taka potrzeba.
A poza tym dzięki temu element zaskoczenia był o wiele słodszy. Tony wspiął się na palce i pocałował te śmiejące się usta tak mocno, jak mógł, i przywarł ciałem do zimnej skóry, zanim urządzenie się wyłączyło, a Loki wrócił do swojej zielono-bladej elegancji. Chłodne wargi rozchyliły się chciwie w poszukiwaniu ciepła żywego ciała, chociaż Tony był pewien, że bolało go to w pewnym stopniu, biorąc pod uwagę, jak niska była obecnie temperatura jego ciała.
- Parzysz - wymamrotał Loki w jego usta, a jego palce wśliznęły się pod koszulę Tony'ego i przywarły do ciepłej skóry. - Mógłbym cię tak przyjąć.
- Dla chcącego zawsze znajdzie się jakiś sposób - odparł Tony, chociaż, prawdę mówiąc, w jego umyśle pojawiły się wysoce niepokojące scenariusze. Niepokojące, bo w gruncie rzeczy nie przeszkadzał mu ten pomysł. Ani trochę.
- Być może w cieplejszym miesiącu, kiedy powietrze będzie duszne, a ty będziesz miał kołdrę na swojej rozgorączkowanej skórze - wymruczał Loki. Mięśnie jego pleców zadrgały, kiedy Tony dotknął wygiętego w łuk kręgosłupa. - Mógłbyś dotknąć swoimi dłońmi wszystkiego, czego byś tylko zechciał.
O Boże.
- Nie bolałoby cię to?
- Bolałoby. - Loki przycisnął usta do miejsca, w którym szyja Tony'ego łączyła się z ramieniem. - Ale nie wystarczająco, żeby mnie to powstrzymało. Nie powinieneś był okazywać takiego zainteresowania.
- Niczego nie żałuję - odparł szczerze i przechylił lekko głowę. - Ale lato będzie dopiero za pięć miesięcy. Myślisz, że wciąż będziemy… hej, już, już, zły dotyk, zimno… um, to wtedy robić?
I czyż nie było to pytanie za milion dolarów? Tony nie lubił poruszać kwestii zaangażowania nawet w swoich najlepszych dniach, jako że zazwyczaj był do tego zmuszany, a nie wprost przeciwnie. Ale było coś w sypianiu ze znanym przestępcą wojennym, czarnoksiężnikiem i bratem Thora, co sprawiało, że stało się to istotne dla jego interesów. A konkretnie - pozostania przy życiu i nie bycia wrzuconym do więzienia.
I być może przyzwyczaił się do myśli, że Loki staje się czymś na wpół stałym w jego życiu. Co było zabawne na swój własny sposób; od kiedy niby Tony Stark zaczął się do kogokolwiek przywiązywać?
- Podejrzewam, że najzwyczajniej w świecie będziemy musieli to sami odkryć - wymruczał Loki. Tony podniósł wzrok akurat na czas, żeby zobaczyć, jak błękit na jego skórze jaśnieje i znika, zmieniając się w zwykłą bladą karnację. Potem płonąca czerwień tęczówek przeszła w wyrazistą i czystą zieleń, a skóra, której dotykał dłońmi, ociepliła się, jakby posąg ożył.
- Mógłbyś teraz sprawdzić, co z twoją magią - rzucił Tony, po czym uśmiechnął się lekko, obserwując, jak moc wypełnia oczy Lokiego i przez chwilę odbija światło, a następnie znika, gromadząc się gdzieś wewnątrz niego. - No i widzisz, wszystko wróciło na swoje miejsce.
Loki tylko się uśmiechnął.
- Czy powinniśmy to kontynuować na górze?
- Czytasz mi w myślach.
…
System bezpieczeństwa zaczął wywrzaskiwać alarm.
INTRUZ. ZAMKNIĘCIE SYSTEMU W TRAKCIE.
INTRUZ. ZAMKNIĘCIE SYSTEMU W TRAKCIE.
INTRUZ. ZAMKNIĘCIE SYSTEMU W TRAKCIE.
- Jezus, kurwa mać! - Tony podskoczył w łóżku już obudzony i zaczął po omacku szukać spodni. W jego sypialni włączyły się czerwone światła. - Jarvis? Jarvis, co się, u ciężkiej cholery, dzieje?
Jarvisowi udało się wydać z siebie serię kliknięć i zacinające się warkotanie.
INTRUZ. ZAMKNIĘCIE SYSTEMU W TRAKCIE.
O, kur…
- Komputer, inicjacja awaryjnego protokołu trzy-zero-siedem-siedem-tango-sierra-dziewięć. Zrestartować systemy! Jarvis, obudź się, ty dupku, potrzebuję cię!
Pospiesznie wciągnął dżinsy i zapiął je, podczas gdy system obronny rezydencji przeprowadzał ciężki reset, a Jarvis wyczołgiwał się z jakiegoś zapętlenia systemu, które spowodowało błąd w jego procesorze. Umysł Tony'ego pracował na najwyższych obrotach. Co, do kurwy nędzy, mogło przejść przez ich systemy obronne?
I… gdzie się podział Loki?
Tony zamrugał z głupim wyrazem twarzy, patrząc na zmiętoszoną kołdrę na swoim łóżku. Alarmy zaczęły cichnąć. Tony był obolały, a na jego plecach znajdowało się dość głębokie zadrapanie, czyli nie wyobraził sobie tej godziny, która miała miejsce przed tym, jak zasnęli. Więc gdzie on się podział? Dlaczego Loki go nie obudził?
- Nie skłaniaj się jeszcze ku oczywistej odpowiedzi - powiedział sobie, ale w jego żołądku pojawiła się bryłka lodu, która nie chciała się roztopić. - Jarvis, daj mi cokolwiek. Warsztat, laboratoria, arsenał, hangar… gdzie się włamali?
Jarvis odezwał się pomimo szumu zakłóceń w systemie komórkowym:
- Wszystkie nienaruszone, proszę pana. Impas jest niepodłączony; obecnie ponownie łączę go z systemem. Nieautoryzowana sygnatura energii pochodzi z apartamentu Thora.
- O mój Boże. - Tony skoczył ku drzwiom, ale złapał coś leżącego na biurku, zanim wypadł na korytarz. - Czy mamy identyfikację tej sygnatury energii? Gdzie są wszyscy? Czy z Thorem wszystko w porządku?
- Thor znajduje się w dobrym stanie. Sygnały życia są silne i stabilne. Obecnie dostępni Avengersi w kwaterze głównej to: doktor Bruce Banner - odparł posłusznie Jarvis, kiedy Tony biegł najszybciej, jak potrafił, w stronę windy, mając zamiar zjechać prosto do hangaru. Mógł to lubić albo nie, jednak wiedział, że nikomu nie pomoże bez zbroi. Ale potem Jarvis znowu zapiszczał.
- Potwierdzam pomyślną identyfikację. Sygnatura energii należy do przestępcy obdarzonego supermocami numer pięć: Amora, znana również jako: Czarodziejka.
Tony poczuł, jak jego żołądek się zaciska. Amora. Systemy Jarvisa znowu zaczęły się zacinać, piszcząc dziwnie wysoko.
- Jarvis, kurwa, co się dzieje?!
- Potwierdzam identyfikację drugiej sygnatury energii. Przestępca obdarzony supermocami numer trzy: Loki Laufeyson.
O Boże. Thor i Loki przeciwko Amorze? Zniszczą cały budynek.
- Jarvis, prześlij mi dźwięk, kiedy będę się ładował do zbroi. - Przynajmniej mógł słyszeć, co się tam dzieje. Czy powinien obudzić Bannera? Alarmy odzywały się tylko w jego pokoju w związku z pewną prawdą - nikt nie lubił bez powodu irytować dobrego doktora.
- Połączenie nawiązane, proszę pana. Przesyłam nadawany jednostronnie dźwięk. - Przy odrobinie szczęścia nie będzie to tylko paplanina pełna starych wyrazów, a coś, co Tony będzie w stanie zrozumieć…
- Och, kochanie, wiem, że tego nie było w planie, ale działasz po prostu niemożliwie wolno. - Amora brzmiała na nadąsaną i zirytowaną, ale były to pełne satysfakcji narzekania kogoś, komu udało się osiągnąć swój cel; kogoś, kto wziął sobie, co chciał. - Obiecałeś mi, Loki. Myślałam, że jesteś rozsądniejszy i nie będziesz próbował oszukać Czarodziejki.
- Obiecałem ci Avengersów, kiedy będę gotowy - warknął Loki cicho, jakby szeptał. - Włożyłem w to zbyt wiele wysiłku, żebyś teraz to wszystko zniszczyła. Dosłownie jedzą mi z ręki.
Tony zatrzymał się, dysząc. Żebyś teraz to wszystko zniszczyła…
O, Jezu Chryste.
Oczywiście.
Amora syknęła.
- Obiecałeś mi boga piorunów. Obiecałeś mi Thora. Nie udało ci się wypełnić tej obietnicy. A teraz zabiorę jedyną część naszej umowy, która się liczy.
- Amoro…
- Zabieram jego duszę. Dobranoc, Kłamco.
Przekaz dźwięku zatrzeszczał mocno, kiedy się teleportowała, ponieważ, rzecz jasna, Impas został dezaktywowany. Dziękujemy, Wiktorze van Doomie, pomyślał Tony ze zmęczeniem.
Wyszedł na zupełnego i absolutnego idiotę.
Cóż.
A to coś nowego.
- Proszę pana, Impas ponownie działa. Czarodziejka nie znajduje się już w budy…
- Zamknij się, Jarvis. Po prostu… zamknij się. Wiem.
Tony musiał przyznać Lokiemu punkty za umiejętne ciągnięcie oszustwa przez tyle czasu. Prawdopodobnie pracował nad nim od tamtego pierwszego spotkania w nocy.
Prawdopodobnie…
- Kurwa! - zaklął Tony i obrócił się na pięcie. Gorąca wściekłość rozlewała się powoli w jego klatce piersiowej, przez co krawędzie pola widzenia miał lekko rozmyte. - Nie, nie, nie dzisiaj, ty kurewski kłamliwy sukinsynu. Nie w moim domu. Nie tym razem.
- Proszę pana - odezwał się Jarvis, zwracając na siebie jego uwagę. Jeśli miał jakieś pojęcie o czymkolwiek, to o tym, co należy robić, kiedy Tony Stark jest rozzłoszczony. - Rozkazy.
- Wyślij kod zielony Bruce'owi Bannerowi - warknął, maszerując z powrotem w kierunku skrzydła sypialnianego. - Daj mi przenośny system operacyjny i to teraz. Włącz swój system ograniczeń walki w stu procentach. Licencja na zabijanie stała się faktem. Chcę Podwójnego Impasu, chcę mojej przenośnej zbroi i chcę cholernego kłamliwego języka Lokiego przybitego kołkiem do mojej ściany.
- Tak jest, proszę pana.
Tony odgarnął opadające mu na twarz włosy i uniósł sztylet, który Loki kiedyś wbił mu we wnętrzności. Być może dzisiaj właściciel dostanie go z powrotem.
- Zgromadź Avengersów.
