Dziękuję wam wszystkim za komentarze, wbrew moim ponurym przewidywaniom rozdział jest jednak planowo :) Nigdy nie sądziłam, że ktoś będzie pragnął kupić mi jedzenie za robienie tłumaczenia, ale bardzo mi się to podoba ;)
Miłego czytania! I rozdartych serduszek, oczywiście.
…
To nie tak, że Tony Stark nie zna się na oszustwach.
Ani na zdradzie, skoro już o tym mowa. Widział to i tamto, zrobił parę innych rzeczy, przeszedł nad tym do porządku dziennego i dobrze przyswoił sobie tę lekcję. Nie przetrwał tak długo dzięki ufaniu każdej pięknej twarzyczce i wierzeniu w każde gładkie kłamstwo, które usłyszał. Nauczył się nie dowierzać, kiedy ktoś podaje mu przyjacielską pomocną dłoń - a przynajmniej dopóki nie sprawdził go w każdy możliwy znany ludzkości sposób.
Wspomnienie ziejącej dziury w klatce piersiowej, którą zostawił tam -niemalże własnymi rękami - mężczyzna, który był dla niego jak drugi ojciec, przypominało mu wystarczająco skutecznie, że czasami rzeczy nie są tym, czym się wydają. Nie wszystkich powinien traktować przychylnie.
Wydawało mu się, że dobrze to wie.
Och, ale Loki był cholernie dobrym artystą. Zasługiwał na jakąś, kurwa mać, nagrodę za nabranie ich wszystkich. Tym razem naprawdę zasługiwał. I kiedy Tony stał przed zamkniętymi drzwiami pokoju Thora, a w jego klatce piersiowej jasno jak płomień świecy paliły się wściekłość i lęk, doszedł do wniosku, że osobiście dopilnuje, żeby Loki taką dostał.
Jarvis rozłączył się z systemem rezydencji, żeby zainicjować włączenie przenośnego systemu operacyjnego i podłączyć się do zbroi. Dookoła Tony'ego panowała cisza tak głęboka, że nie był pewien, czy Loki wciąż jest w pokoju, czy też teleportował się za Amorą; może i zrujnowała mu plany, ale jego zemsta i tak była słodka, jeśli to, co Tony usłyszał, było prawdą. Według wszelkiego prawdopodobieństwa Loki rozpłynął się w powietrzu. Robota wykonana, zabawa zaliczona, brat pokonany raz na zawsze. Tony po prostu musiał wejść do środka i sam się o tym przekonać.
Ale mimo to się wahał.
Głęboko w środku Tony wiedział, że nie chce otwierać drzwi, żeby zobaczyć, co jego dobre chęci do niedostrzegania prawdy zrobiły przyjacielowi. Sam powiedział Thorowi, żeby przestał się łudzić. Czemu nie posłuchał własnej rady?
Przez zwlekanie sytuacja stawała się tylko gorsza. Czas wypić piwo, które sobie nawarzyłem, pomyślał ponuro, prostując przygarbione ramiona. Wyciągnął dłoń i otworzył drzwi. Czas na przedstawienie.
Pierwszym priorytetem, pomyślał szybko po przekroczeniu progu pokoju, było sprawdzenie stanu Thora. Puls, oddech i reakcje źrenic, a aktywnością mózgu zajmie się później, kiedy Jarvis będzie pod ręką. Rumieńce na policzkach. Temperaturę. Trzeba upewnić się, że wszystko będzie w porządku, bo chodziło przecież o Thora, a poza tym ostatecznie nigdy nie spotkali się na tym piwie…
Thor leżał na łóżku okryty kołdrą niemalże po uszy, jak gdyby spał jak kamień, kiedy Amora zaatakowała. Ale jego niebieskie oczy były otwarte, nieobecne i puste i wpatrywały się w sufit. Jego twarz była blada, a mięśnie zwiotczałe.
Wyglądał, jak gdyby umarł wiele dni przed tym, jak Tony wszedł do pokoju.
- O, nawet się nie waż, Odinsonie. - Tony pochylił się nad nim z sercem w gardle, po czym przyłożył ucho do jego klatki piersiowej, żeby sprawdzić puls. Choć wydawało się to niemożliwe, usłyszał go; Jarvis miał rację. Sygnały życia były w porządku. Skóra Thora była chłodnawa, ale nie zimna, a serce biło powoli i równo. Może nieco ciężkawo… ale żył i oddychał i, serio, Bogu dzięki.
- Thor. Pobudka, facet. No, dalej. - Potrząsnął jego ramionami, szukając na twarzy Thora oznak przytomności czy jakiejkolwiek reakcji. Amora powiedziała, że zabiera jego duszę. Duszę Thora? Czym jest ciało bez duszy? Tony nigdy tak naprawdę nie kupował całej tej gadki o uduchowieniu i religii, jednak wiadomo było raczej powszechnie, że bez duszy ciało jest tylko pustą powłoką. Ale Thor przecież nie był martwy.
Był po prostu… pusty.
- Spodziewałeś się tego chociaż? - zapytał Tony przyjaciela, po czym usiadł ciężko na jego łóżku. Wyciągnął rękę i zamknął powieki Thora opuszkami palców. Otworzyły się znowu lekko, wystarczająco, żeby mógł zobaczyć fragment białek pod złotymi rzęsami. Chryste. Tony przełknął kwaśną ślinę i zastanowił się, czy to oznaczy, że zaraz będzie wymiotował.
- Nie spodziewał się tego. Thor był zawsze niepomny swoich słabości.
Tony nie podniósł wzroku, bo nie musiał. Bo przecież oczywiście Loki wciąż tutaj był. Pewnie wciąż myślał, że może się jakoś wygadać z tej sytuacji.
- Co się stało, do cholery? Jarvis mnie obudził… powiedział, że Amora dostała się do środka. Prawie usmażyła systemy jak grzankę - powiedział chrypliwie, po czym pośpiesznie wstał i obrócił się w stronę Lokiego. - A ty… kurwa. Co ci się stało?
Opierający się o ścianę Loki wzruszył sztywno ramionami. Przyciskał rękę do swojego boku, ale mimo to krew nieprzerwanie sączyła się pomiędzy jego palcami.
- Nic, co nie miało miejsca wcześniej - odparł, ale jego zielone oczy były szkliste i nie odrywały się od twarzy Thora. - Nic, co nie będzie miało miejsca w przyszłości. Wiesz, nie możesz go obudzić. Nie widzisz tego, ale ja owszem.
- Ale że czego nie widzę? - zapytał ostro Tony, kompletnie zaszokowany. Loki krwawił… czyli walczył z kimś? Ile przegapił w ciągu tych kilku krótkich minut?
- To, co tutaj spoczywa, choć jest ciepłe i oddycha, to nie więcej niż jego puste mięso i kości. Nie więcej niż odrzucona szata. Thora tu nie ma. Ona go ma i użyje go. Zmieni. Wypaczy wszystko, czym kiedykolwiek był. Równie dobrze mógłby być martwy. - Loki zamknął oczy i uśmiechnął się słabo. - A zawsze tak bardzo się martwił, że koniec spotka go z mojej ręki. Nigdy nie spodziewał się, że to ona będzie za to odpowiedzialna.
Tony odwrócił się do Thora z dziwnym swędzeniem oczu. Ostrożnie wstał i poprawił jego kołdrę, zastanawiając się, do czego, do jasnej cholery, doprowadził swoim postępowaniem.
- Czy jej w tym pomogłeś? - zapytał Tony, a głos drżał mu z czystej wściekłości. Ale brzmiał w nim też smutek i to wystarczyło, żeby przekonać Lokiego.
Lokiego, który uniósł spoczywającą wcześniej na boku rękę. Pod nią znajdowała się pokryta pęcherzami, krwawiąca mocno rana. Tony skrzywił się, ale nie dał się zbić z tropu. Ostatecznie stąpał po cienkim lodzie.
- Widzisz, zawsze byłem jej rywalem. Thor z kolei zawsze był naszym ostatecznym celem, choć z bardzo różnych powodów. - Loki zrobił krok do przodu i zachwiał się lekko, ale szybko odzyskał równowagę. Z na wpół przymkniętymi oczami i nieprzeniknionym wyrazem twarzy podszedł do łóżka, na którym spoczywało ciało Thora. - Nie jest to koniec, na który zasługiwał. Miałem tak wiele innych planów…
Tony zignorował to i stanął twarzą w twarz z Lokim.
- Nie obudziłeś mnie, sam poszedłeś do pokoju Thora, pozwoliłeś jej uciec i teraz jeszcze próbujesz mnie przekonać, że jej nie pomogłeś?
W ten sposób uderzył w czuły punkt. Niemalże był w stanie poczuć wstrząs Lokiego, kiedy jego głowa drgnęła i uniosła się. Jego oczy błyszczały chłodno. Po czym szybko ponownie przybrał swój nieodgadniony wyraz twarzy.
- Nie jestem w zmowie z tą podstępną harpią - powiedział z odrazą, a z jego twarzy odpłynęły wszelkie kolory. - Obudzić cię? A niby po co? Jesteś bezużyteczny bez zbroi, a liczył się czas. Zdążyła wyżąć jego duszę, zanim tu przybyłem. Próbowałem ją chwycić, a ona mnie zaatakowała. - Obrócił się do niego tyłem z napiętymi ramionami, po czym zacisnął dłoń na swoim boku i syknął. - Gdybym za nią podążył, Skurge czekałby na drugim końcu, żeby zakończyć jej dzieło. Nawet ty zgodzisz się, że większą wartość stanowię żywy. Podjąłem właściwą decyzję.
To była niezła historyjka. Ba, mogła być nawet prawdziwa, pomyślał Tony, patrząc, jak Loki podchodzi naprzeciw niego, okrążając łóżko. Ciało i krew, i krzycząca wręcz gorzka niewinność, kiedy wszelkie dowody powinny świadczyć przeciwko niemu. Prawda i kłamstwa. Tak właśnie to robił. Wystarczająco wiele prawdy, żeby inni mu uwierzyli, połączone z taką ilością kłamstw, żeby mu to odpowiadało, bo Tony chciałby uwierzyć w to, co usłyszał. I ostatecznie Loki wyszedłby z tego zwycięsko.
Ponieważ być może Avengersi znaleźliby Amorę i znaleźliby też Dooma. Być może poradziliby sobie z nimi, przez co Loki stałby się jedynym liczącym się na szachownicy pionkiem.
A być może z zaufaniem, jakie zyskał sobie u Avengersów, znalazłby się w idealnej pozycji, żeby zabić ich jednego po drugim, po czym scementować więzi łączące go z Amorą i Doomem, którzy jako jedni z niewielu byli mu prawie równi siłą.
Być może zginęliby razem, we trójkę. W każdym wypadku Loki wciąż wygrywał.
Poza jednym malutkim szczególikiem.
- Wiesz, to w sumie zabawne, bo wbrew pozorom ci wierzę - powiedział mu Tony, po czym złożył ręce za plecami i ostrożnie rozciągnął ramiona. - Nie chciałbyś, żeby Amora tak go załatwiła. Chciałbyś, żeby to poczuł, a Thor nie może docenić swojego ciężkiego stanu, skoro cały czas śpi. Nie, chciałbyś, żeby był żywy, żeby kopał i krzyczał „cholerny morderca".
- Sądzisz, że mnie znasz. Jakie to ujmujące. Ale w tym wypadku podejrzewam, że masz rację - odparł Loki. - Nie tak bym tego dokonał.
Tony westchnął i przytaknął ze zmęczeniem. Zrobił krok do przodu i wyciągnął rękę w kierunku zranionego boku Lokiego.
- Dasz mi na to spojrzeć?
Wyraz twarzy Lokiego nieznacznie się napiął.
- Uleczy się - powiedział i odsunął się od wyciągniętych w jego stronę rozcapierzonych palców. - Nie potrzebuję twojej pomocy.
Tony uśmiechnął się słabo i znowu zrobił krok do przodu.
- Tak myślałem, że to powiesz - stwierdził i wbił sztylet po rękojeść w niechroniony niczym brzuch Lokiego.
Loki krzyknął ochryple i skulił się, patrząc na Tony'ego z przerażeniem. Pasma jego magii zaczęły się rozpływać w powietrzu jak mgła, a razem z nimi iluzja jątrzącej się rany.
- Stark… - Tony nigdy nie usłyszał niczego, co można by trafniej nazwać pełnym desperacji błaganiem.
- Wiesz, to była całkiem niezła historyjka, ale w szczegółach jest pies pogrzebany. Taka ilość krwi pachnie, o czym zapomniałeś. Ale, cóż, oszukaj mnie raz, wstydź się. Oszukaj mnie dwa razy… no właśnie. - Przekręcił mocno sztylet. Lokiego przygryzł wargę, żeby nie krzyknąć, a jego oczy uciekły w tył głowy. Ale Tony był zrobiony ze stali. - Nikt nie oszukuje mnie dwa razy, ty zdradziecki sukinsynu.
Loki wbił w Tony'ego spojrzenie swoich zielonych oczu, jednocześnie pełnych wściekłości i ogromnego bólu. Kolor jego tęczówek powoli przeszedł w jaskrawy odcień czerwieni, a Tony wiedział już, że wygrał, kiedy skóra, której dotykał, stała się lodowato zimna.
- Proszę pana - wyrecytował Jarvis z głośnika znajdującego się gdzieś za nim. Ciężkie kroki przenośnego systemu operacyjnego wskazywały na to, że wykonał polecenie Tony'ego. - Podwójny Impas został z powodzeniem włączony. Doktorze Banner, czy mógłby pan to potrzymać? Muszę pomóc panu Starkowi.
- Nienawidzę mieć rację - wymamrotał Bruce, a chwilę później Jarvis wmaszerował do pokoju z podniesionymi rękoma i ciałem błyszczącym się od czystej elektryczności. Tony wyciągnął sztylet z ciała Lokiego, po czym popchnął go w kierunku Jarvisa i nie kłopotał się patrzeniem na to, jak przez ciało Kłamcy przepływa prąd o zabójczym napięciu. Zapachniało spalonymi włosami i ciężkim miedzianym zapachem krwi. Naprawdę powinien był założyć zbroję, pomyślał nieobecnie Tony i potarł o siebie palce dłoni. Wręcz lepiły się od krwi. Co w sumie wiązałoby się z jego myślami, biorąc pod uwagę okoliczności, ale nie chodziło mu o Lokiego.
- Potrzebujesz mnie - wydusił z siebie Loki, którego mocno trzymały ramiona Jarvisa. Rzecz jasna śmiertelna dla ludzi dawka nie mogła go zabić. - Nigdy nie… nie znajdziesz jej beze mnie. Zabij mnie, a stracisz tę małą nadzieję na… zrobienie z Thora ponownie całości. Potrzebujesz kogoś o sile boga.
Tony zerknął przez ramię. Czuł teraz wewnętrzną pustkę i zimno.
- Banner, widzisz w tym pokoju jakichś bogów?
- Nie. - Bruce Banner trzymał Podwójny Impas w dłoniach. - Tylko jednego Lodowego Olbrzyma.
Loki warknął na nich obu, nie będąc w stanie sklecić zdania. Nie przypominał już tego elokwentnego czarnoksiężnika, którym był przed chwilą. Jarvis ponownie poraził go prądem. Tym razem Loki widocznie osłabł i zawisł na trzymających go metalowych ramionach. Granatowa krew zaczęła kapać na podłogę.
- Czy on właśnie umarł? - zapytał Bruce Jarvisa, zezując na jego więźnia.
- Jego sygnały życia są wciąż silne, doktorze. Obudzi się ponownie już wkrótce, biorąc pod uwagę zdolność do regeneracji, jaką ma w tej formie. - Jarvis odwrócił się do Tony'ego. - Proszę pana, Kapitan Rogers jest już w drodze, razem z agentami Romanow i Bartonem. Czy mam zabrać pana Laufeysona do celi więziennej?
Tony wpatrywał się w Thora. Był blady jak ściana, a jego włosy były wręcz szokująco złote w zestawieniu ze skórą. Nawet Tony potrafił stwierdzić, że jego sen nie wygląda na naturalny. Założyłby się, że Thor jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie był taki cichy ani spokojny.
- Tony. - Bruce ostrożnie podszedł do niego. Tony niemalże podskoczył.
- Hmm? A, tak, Jarvis, zabierz go tam. Utrzymuj w celi Podwójny Impas przez cały czas. Pełna kontrola, obserwacja dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie powinien stanowić zagrożenia, skoro nie może korzystać z magii, ale wolę dmuchać na zimne. - Czego wcześniej nie robił i popatrzcie, do czego to doprowadziło.
Jarvis opuścił pokój bez słowa, z ciałem Lokiego przerzuconym przez ramię i Podwójnym Impasem, który wziął od Bannera, w wolnej ręce. Jego mobilna wersja była bardzo poręczna. Być może zasługiwał na jakiś ulepszony wygląd, trochę bardziej w stylu Iron Mana, trochę mniej van Dooma. Tony i tak potrzebował nowego projektu, na którym mógłby się teraz skoncentrować.
- A więc nie żyje? Thor znaczy się - powiedział Banner, przerywając w ten sposób ciszę. Podszedł do łóżka. Był bosy i miał na głowie ciężki przypadek włosów, które nie widziały dzisiaj grzebienia. - Czy też Loki mówił prawdę o tym, że wciąż jest nadzieja?
- To irytujące, ale muszę przyznać, że nie mam pojęcia - odparł Tony i potarł dłońmi twarz. Myśl, Stark. - Ten rodzaj magicznej wojny jest kompletnie poza moją ligą. Dusze, Banner. Dasz wiarę? I zanim zacznę mówić o implikacjach, jakie fakt, że istnieją i są namacalnymi rzeczami, które można ukraść, będzie miał dla prawdziwego świata, nie wiem nawet, z czego są zrobione, jak je znaleźć i śledzić… a Amora może być teraz już galaktyki stąd. Jak na razie Thor jest poza naszym zasięgiem, a ja… - Nie był w stanie powiedzieć nic więcej z powodu gardła, które wyschło na wiór. Ale Banner zrobił to za niego.
- Byłeś zbyt zajęty obściskiwaniem się z Lokim, żeby wątpić w jego motywy - powiedział Bruce wolno. Tony zesztywniał, ale Banner kontynuował: - Na plecach masz parę niezłych zadrapań. Thor wiedział?
Tony wykrzywił usta, ale nie był to pełen szczęścia uśmiech.
- Thor nie wiedział niczego o niczym, biedny drań. Loki manipulował mną jak chciał, pociągał za wszystkie sznurki i czekał, aż wymyślę coś, czym mógłby okaleczyć Amorę. Potem by nas zdradził. A mimo to jakimś cudem pracowali wspólnie przez cały ten czas. Świrnięci przestępcy, no nie? Nigdy nie wiesz, co im chodzi po głowach.
- Rozumiem, że to był spisek. Serio. Ale ty i Loki… Steve będzie musiał wyciągnąć konsekwencje, z czego doskonale zdajesz sobie sprawę - powiedział Bruce cicho. Jego oczy były pełne melancholii. - Być może wolałbyś być gdzieś indziej, kiedy tutaj dotrą.
- Doktorze, czyżbyś zamierzał mnie kryć? - zapytał Tony z krzywym uśmiechem. Zastanawiał się, czy jego uśmiech wyglądał na tak bolesny, jak był. - Dzięki, ale ten jeden raz poniosę konsekwencje mojego postępowania. Muszę. Jeśli zniknę, nie będę w stanie wymyśleć, jak zebrać odczyty, których potrzebuję. A coś mi mówi, że Loki nie będzie już dla nas taki miły. Nie zamierzam poddawać się w kwestii Thora.
- Obwiniasz się o to, co się stało.
- Tak, no cóż… Pomogłem w tym, Banner. Muszę to teraz naprawić…
- Ale Steve nie da ci na to szansy - wtrącił cierpliwie Bruce. Patrzył na Tony'ego z współczuciem. - Nie rozumiesz tego, Tony? Nie może ci już ufać.
Tony wzdrygnął się.
- Nie, to nieprawda. Boże… jestem wściekły.
Bruce uśmiechnął się do niego krzywo.
- Słyszę to. Ale nie pomoże ci to, a z całą pewnością nie pomoże Thorowi. Nie zacznij się pogrążać w użalaniu się nad samym sobą. Wszyscy kiedyś coś schrzaniliśmy, zraniliśmy ludzi. Jesteśmy w tym tak samo dobrzy jak we wszystkim innym. Loki wcześniej też nas wykiwał. Niektórych z nas więcej niż raz. Byliśmy już w gorszych sytuacjach.
- Serio? - O, to zabrzmiało ponuro.
- Jasne. - Bruce miał poważny wyraz twarzy. - Ponieważ mamy szansę na uratowanie Thora. Musimy po prostu opracować plan działania. Nawet jeśli zawierałby… nie do końca czyste metody. Wiesz, o czym mówię.
- Podwójny Impas oznacza, że Loki jest w stanie wytrzymać tortury i jednocześnie nie być w stanie korzystać z magii - odparł Tony. Odmawiał odczuwania przerażenia na myśl o tym. - Fury będzie tego bardzo chciał.
- Trochę na pewno - zgodził się z nim Banner. Puścił ramię Thora, na którym badał puls, i pokręcił głową. - Musimy go podłączyć do kroplówki z jedzeniem. Zanim jego mięśnie zaczną okazywać objawy atrofii, minie przynajmniej kilka miesięcy, ale lepiej będzie go nie spuszczać z oka.
- Zostaniesz z nim, póki nie pojawią się pozostali? - zapytał Tony. - Muszę ponownie podłączyć Jarvisa do systemu rezydencji i zrobić kopię planów, tak na wszelki wypadek. Fury może spróbować się do nas włamać. Nie uda mu się to, ale może doprowadzić do ponownej awarii systemu.
Co przypomniało mu o tym, że Doom wykręcił numer całej sieci, ten zdolny dupek. Nic dziwnego, że jego Doomboty nie były ostatnio ulepszane - pracował nad czymś kompletnie innym. Ale dlaczego pomógł Amorze w zdobyciu duszy Thora… od kiedy to niby Dooma obchodził bóg piorunów?
Zawsze mogę zapytać Lokiego, pomyślał Tony i natychmiast się zganił. Bo, rzecz jasna, Loki wcale nie zbudował sieci kłamstw z solidnych, świecących jak złoto bzdur. Nie wspominając o kilku otwartych zaproszeniach do łóżka i fantastycznym seksie, który naprawdę pozbawił go wszelkich podejrzeń.
Tony potrząsnął głową, żeby pozbyć się tych myśli, po czym podszedł do drzwi. Być może nie był w stanie natychmiast ściągnąć Thora z powrotem, ale to wszystko zaczęło się z jego winy i zamierzał zrobić wszystko, żeby własnoręcznie to zakończyć. Amora za to zapłaci.
Niezależnie od kosztów.
…
Pół godziny później pozostali Avengersi wrócili do domu i wybuchło prawdziwe piekło.
No, nie dokładnie. Jedyną osobą, która wybuchła, był Steve. Ale Tony miał wrażenie, że jakimś cudem to jedno i to samo. Clint po prostu osunął na krzesło i próbował się z nim zespolić w jakąś jedność. Był nieco blady i chyba miał mdłości. Natasza była zdystansowana i spokojna przez całą tyradę Steve'a, obserwując go z zainteresowaniem z poręczy krzesła Clinta.
Tony przyjął na siebie impet tej mowy w ciszy. Całego przemówienia. Łącznie z „narażaniem członków zespołu", „pomyślałbyś czasem głową, a nie tym, co masz w spodniach" , „jestem tobą głęboko rozczarowany" oraz, ostatecznie, „unieważniam twoje uprawnienia do korzystania z laboratoriów i konfiskuję twoje zbroje".
Bolały tak bardzo, jak powinny, biorąc pod uwagę, że słyszał je od jednego z najbliższych przyjaciół i przywódcy ich radosnego zespołu superherosów. Czy jak tam się nie nazywali, kiedy nie powodowali śpiączek u postaci z nordyckiej mitologii ani ogólnie nie zawalali wszystkiego.
- Łapię to, psuję wizerunek zespołu - powiedział Tony z przygnębieniem, kiedy wyglądało na to, że Steve'owi skończyły się słowa. - Przespałem się z wrogiem. A nawet gorzej, byłem lekkomyślny i pozwoliłem sobie uwierzyć, że jest on po naszej stronie. Ale wiesz co, Rogers? To samo tyczy się ciebie.
Twarz Steve'a zaczerwieniła się z wściekłości, ale Tony kontynuował swoją wypowiedź, zanim Kapitan Ameryka mógł coś powiedzieć. Jakoś wiedział, do czego to wszystko zmierzało, ale szlag by go trafił, gdyby się z nim choć trochę nie pokłócił, zanim padną ostateczne słowa. Tak po prostu, żeby być trudnym w kontaktach idiotą.
- Jego informacje były dobre - powiedział z siłą Tony. - Uratowały cię, dały nam broń do walki z Doomem, powstrzymały Amorę przed dolaniem czegoś do drinka Thora, co chciała zrobić na przyjęciu w zeszłym roku. I wiesz co? Nie wydaje mi się, żeby choćby odrobinkę obchodziło cię, że pieprzę się z Lokim w parzyste dni miesiąca na dywanie w salonie, gdyby wciąż grał miłego gościa i karmił nas tym, co potrzebujemy wiedzieć. Ale nagle Thor wplątuje się w nieprzyjemną sytuację i to ja jestem tym, który zdradził zespół? I kto to mówi.
Steve zmarszczył brwi i wbił w niego spojrzenie niebieskich oczu, ale nic nie powiedział. Zerknął na pozostałych i zacisnął szczękę, starając się im delikatnie dać do zrozumienia, żeby się wynieśli z pokoju.
Natasza pierwsza załapała, o co chodzi, i wyszła bez słowa. Jarvis zwrócił wszystkie kamery na Clinta, który spanikował i pobiegł za nią. Bruce tylko rzucił Tony'emu dziwnie poważne spojrzenie i wymamrotał coś pod nosem o zrobieniu Thorowi paru testów sprawdzających odruchy, po czym wyszedł.
Kiedy zostali sami w pokoju, Steve odetchnął i przestał stać prosto, jakby połknął kij od szczotki. Tony patrzył, jak opada na jeden z foteli. Wyglądał na bardziej wyczerpanego i zmęczonego niż kiedykolwiek.
- Nie robię tego, żeby cię ukarać, Tony - powiedział ostatecznie Steve i popatrzył na niego. - Tak, zbratałeś się z wrogiem, ale póki nie zaczniesz w nas strzelać, nie uwierzę, że zdradziłeś. Ale znam cię. Już w tym momencie planujesz zrobić coś głupiego, no nie?
Tony zastanowił się, czy opłaca mu się kłamać.
- Nie potwierdzę ani nie zaprzeczę - powiedział w końcu i ciężko klapnął na fotel obok Steve'a.
- Widzisz, i właśnie dlatego zabieram ci dostęp. Zamierzasz natychmiast spróbować złapać Amorę i dać się zabić. Thor chwilowo nie może nam pomóc. Być może na dobre…
- Nie pozwolę, żeby to…
- Być może na dobre - powtórzył zdecydowanie Steve. - Ale zbierzemy się razem i stworzymy plan. Będziemy działać jako zespół. Siedzimy w tym razem. - Zawahał się z zakłopotaniem. - Cóż, poza tobą. Ponieważ obecnie ty też jesteś kłopotem.
Tony spojrzał na niego ponuro.
- Dzięki, Rogers. Zawsze doceniałem twoje wsparcie.
Steve wzruszył ramionami.
- Po prostu czasami chciałbym być zamkiem błyskawicznym twoich spodni.
Tony parsknął zdziwionym śmiechem, zaskakując tym ich obu. Steve zamrugał.
- Niewłaściwy temat do poruszania w miejscu pracy? - zapytał, a kącik jego ust uniósł się lekko mimo wszystko. Tony zagapił się na niego, a chwilę później cała powaga sytuacji wyparowała, bo rżeli ze śmiechu jak stare konie. Śmiech w takiej sytuacji był niemożliwie nieodpowiedni, ale stres musiał znaleźć jakieś ujście.
- Boże, po prostu… nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony, że Loki miał nieco inne plany - powiedział ostatecznie Steve, ocierając oczy. - Ale Thor? Według mnie to nie ma sensu. Nie w ten sposób. To nie jego sposób działania.
Tony pokręcił głową.
- Mam teorię, że też dzisiaj coś schrzanił - powiedział, wpatrując się w sufit. - Amora jest wyraźnie konkurencją, a Doom dał jej przewagę. Ale niczego to nie zmienia. Może i Loki nie przewidział, że Thor zostanie stąd zabrany w ten sposób, ale wysiadywał sobie taki plan tak czy siak jak kura jajko.
Steve przytaknął poważnie.
- Dobra. Więc jaką… jaką częścią jego intrygi ty jesteś? - Zamarł w bezruchu na chwilę. - Czy powiedziałeś przed chwilą, że Loki wysiadywał plan?
- Zamknij się. I nie wiem. - Tony wzruszył ramionami. - Może po prostu chciał mnie rozproszyć. Wydaje mi się, że nigdy się nie dowiemy, co zamierzał ze mną zrobić. Umywam ręce od całej tej sprawy.
Steve wyglądał, jakby bardzo mu ulżyło. Wręcz za bardzo.
- Więc pozwolisz mi zabrać zbroje? Nie będziesz niczego próbował?
Sama myśl o tym była wręcz fizycznie bolesna. Wiedział, że Steve zapakuje je wszystkie do jednej z cel i ręcznie je tam zamknie. Schowa je gdzieś, gdzie nawet Tony nie będzie mógł się włamać. Nie polata sobie w najbliższym czasie.
Ale wcześniej był już zamknięty.
- Zostaw mi mój warsztat i mamy umowę.
Steve zmarszczył brwi.
- Tony.
- Potrzebuję go, Kapitanie. Musimy ją jakoś namierzyć, a ja już mam tam próbkę jej krwi. - Tony nie dodał, że w żadnym przypadku nie będzie miał szansy na znalezienie jej, jeśli opuściła Ziemię; to jedna z tych rzeczy, które zrobiłaby inteligentna osoba po zwinięciu Avengersom cennego ładunku.
Steve zawahał się, ale ostatecznie przytaknął.
- Dobra. - Po czym dodał: - Fury będzie tutaj za niecałą godzinę. Zabiera Lokiego do shieldowskiego aresztu.
- Razem z moim błyszczącym, nowiutkim Podwójnym Impasem - dodał Tony z goryczą. Kurwa. - Naturalnie. Nieważne. Rób, co musisz robić, i takie tam. Czy powiedziałeś mu przynajmniej, że zatrzymujemy sobie Thora?
- Walczyliśmy o to - przyznał Steve. - Ale nie ustąpiłem mu. Thor jest jednym z nas. Ale Fury powiedział też, że siedzimy tutaj jak kaczki, które ktoś zaraz powystrzela, i skłonny jestem mu uwierzyć. Doktor Doom nas wczoraj załatwił. Potrzebujemy lepszego systemu ochrony, Tony. Czy mógłbyś skupić się przede wszystkim na tym?
Cóż, był to jakiś projekt, a biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, najprawdopodobniej taki, który powinien być gotowy na wczoraj. Tony poczuł, że wreszcie uziemia go poczucie celu; miał coś, nad czym mógł pracować, cel do osiągnięcia. Krok po kroku znajdą drogę, żeby znaleźć duszę Thora i wcisnąć ją tam, gdzie wcześniej się znajdowała. Poza tym tysiącmilowa podróż zaczyna się od pierwszego nieszczęśliwego wypadku czy jak tam to leciało.
W każdym razie był to jakiś początek.
- Możesz założyć się o swój pokryty gwiazdkami wolności tyłek, że to zrobię - obiecał w końcu i rozprostował palce z trzaskiem. - Doom wyrolował cały mój system jednym uderzeniem. To żenujące, a nie zamierzam być zażenowany przez faceta w zielonej sukience.
Steve cały wręcz się rozjaśnił. Wróciła mu zwyczajna śmiała determinacja.
- A po tym możemy razem pracować, żeby znaleźć Amorę i ją pokonać. I odzyskać Thora.
Tony przytaknął.
- A jeśli będziemy mieli farta, może nawet wyjdziemy z tego żywi.
Steve klepnął go mocno w ramię, po czym podniósł się i wyszedł z pokoju, żeby zajmować się swoimi przywódczymi sprawami. Tchnięciem otuchy w zespół, sprawdzeniem stanu Thora i prawdopodobnie strzeżeniem Lokiego, póki nie pojawi się Fury, żeby zapakować jego niebieski tyłek do pojazdu opancerzonego SHIELDu.
Kilka minut później Tony zerknął na sensory Jarvisa.
- I co o tym myślisz?
- Podejrzewam, że ma pan mało czasu, zanim dusza Thora zostanie uszkodzona przez Czarodziejkę. Uważam także, że obecnie śledzenie jej ruchów jest technologicznie niemożliwe.
Tony doszedł do tych samych wniosków, ale usłyszenie ich z ust Jarvisa było czymś zupełnie innym. Ograniczony czas na zadziałanie. Poza innymi rzeczami, Amora była też specjalistką od kontroli umysłu. Jeśli zabrała duszę z ciała Thora, co niby zamierza z nią teraz zrobić?
Czy zamierza oddać ją z powrotem po tym, jak ukształtuje ją według swojego upodobania?
Na razie nie warto było na ten temat spekulować. Tony miał parę rzeczy do zrobienia, a SHIELD mógł sobie poradzić z Lokim, póki jego magia była tłumiona. Banner sam przydzielił sobie rolę niańki i pielęgniarki pustego ciała Thora, a Tony nie chciałby zobaczyć tego, co zostałoby po Amorze, gdyby zdecydowała się wrócić i zakończyć swoją pracę.
Jak na razie Tony musiał się skoncentrować na działaniu, ponieważ nie był w stanie znieść niczego więcej. W tym spekulacji nad sposobami powitania przez SHIELD ich najnowszego więźnia po tym, jak Tony tak hojnie dostarczył im go na srebrnym talerzu.
Stark…
Nie. Loki sam sobie wybrał taki los. Niech Fury obierze go ze skóry jak jakieś winogrono. Bez wątpienia od dawien dawna mu się to należało.
Tony miał większe zmartwienia niż los jakiegoś Lokiego Laufeysona. A jeśli nawet będzie przez to spał gorzej przez kilka nocy, cóż…
Czy Tony Stark kiedykolwiek sypiał głęboko?
…
Kwatera główna Avengersów nagle zaczęła mu się zdawać bardziej pusta niż kiedykolwiek.
Wszyscy zgadzali się, że bez dobiegającego z jednego czy drugiego pokoju głośnego, wręcz wrzaskliwego wyrażania uczuć przez Thora było cicho niemalże jak w grobie. Pozostali starali się przebywać głównie w swoich pokojach i rozmawiać przyciszonymi głosami, kiedy się spotykali.
Nick Fury już dawno temu przybył i odszedł; SHIELD wmaszerowało do środka i wyprowadziło Lokiego na zrobionych z tytanu noszach na kółkach, które miały tyle unieruchamiających pasów, że nawet Fury zdawał się zauważać własną paranoję. Z oczywistych powodów razem z nimi zniknął też Podwójny Impas. Na jego widok Fury spojrzał na Tony'ego z takim wyrazem twarzy, jaki ten widział wcześniej tylko jeden jedyny raz - tuż po tym, jak reaktor łukowy został wyjęty z jego klatki piersiowej. Kaczka znosząca złote jajka, mówił jego uśmiech.
Tony spojrzał Lokiemu prosto w oczy tylko na chwilę, tuż przed tym, jak czarnoksiężnik zniknął w opancerzonym vanie. Te niemożliwie czerwone oczy wwiercały się w niego; były teraz ciemniejsze, ocienione. Wargi poruszyły się, wymawiając bezdźwięcznie dokładnie sześć słów. Potem Loki zniknął, a Tony poczuł ciężar reaktora łukowego w klatce piersiowej, czego nie doświadczył już od naprawdę długiego czasu.
Nie ma w tym żadnej sztuczki.
Bez jednego mrugnięcia patrzył, jak konwój odjeżdża.
Po czym wrócił do swojego warsztatu - jedynego miejsca, do którego wciąż miał dostęp. Był pozbawiony dostępu do hangaru, zbrojowni, a nawet siłowni i pryszniców. Przepisał przywilej dostępu do pomieszczeń na Steve'a i nawet Jarvis nie był w stanie się z tym kłócić, jako że sam Tony mu to polecił. Nie miało to najmniejszego znaczenia.
Jego zbroje Iron Mana, włącznie z prototypami, zostały przewiezione wózkiem do hermetycznego pokoju na poziomie, na którym przeprowadzane były przesłuchania. Zostały ręcznie zamknięte, tak jak Tony przewidywał. Nie mógł się do nich dostać; sam zaprojektował te ściany tak, żeby nawet Hulk we własnej osobie nie mógł im nic zrobić. Ale nie potrzebował ich.
Tony spędził następne dwa tygodnie na ulepszaniu systemu zabezpieczeń, wzmacnianiu nowego Impasu i drugiego Impasu, zasilanego energią z reaktora łukowego na wypadek, gdyby ten pierwszy nawalił. Udoskonalił tarcze obronne, a także sensory wykrywające kamuflaż i zaprojektował zewnętrzną sieć wyczuwania sygnatur ciepła, której promień sięgał ośmiuset stóp. Brzmiało to jak dobra, uczciwa praca i powstrzymało go przed myśleniem o czymkolwiek poza trzymanym w rękach metalem.
Nawet ponownie opancerzył przenośny system operacyjny, bo Steve nie zawracał sobie głowy umieszczeniem go w jakimś schowku na miotły. Tony rozebrał go do nagich przewodów i odsłonił jego rdzeń mocy, po czym zamienił ukochany przez Dooma miernej jakości rdzeń atomowy na reaktor łukowy. Tony notował ustawienia preferowane przez Jarvisa i dodał trochę własnego stylu, dzięki czemu udało im się stworzyć coś bliskiego replice czwartej wersji zbroi, tym razem pomalowanej na jaskrawy niebieski i błyszczącej od chromowanych elementów. Kiedy został włączony, miał oślepiająco białe spojrzenie, które denerwowało nawet Tony'ego.
Kiedy był zbyt zmęczony, żeby pracować, kazał Bannerowi iść odpocząć i sam siedział z Thorem. Thorem, który nie był tak bardzo w stanie śpiączki, jak wszyscy podejrzewali. Kiedy po raz pierwszy wstał i wyszedł z pokoju, Natasza określiła to mianem instynktownej pamięci mięśni. Najwyraźniej do robienia pewnych rzeczy nie potrzeba było duszy - w tym do jedzenia i korzystania z toalety.
Bruce ostatecznie stwierdził, że Thor ma wystarczającą aktywność mózgu, żeby zająć się potrzebami dnia codziennego, wobec czego odłączyli go od kroplówki. Oficjalnie mieli zombiaka zamiast pacjenta w śpiączce, ale mimo wszystko patrzenie na to, jak się porusza, było niemożliwie dodające otuchy.
Póki nie spróbował podnieść Mjölnira.
Był to jedyny dowód, jakiego potrzebowali, żeby stwierdzić, że ich przyjaciel może i wygląda, jakby wrócił do siebie, ale jest niemy, ma puste spojrzenie i nie może podnieść młota, który był przedłużeniem jego ciała przez niezliczone lata. Naprawdę został pozbawiony duszy.
Po tym Tony wpadł w szał, skanował i replikował energię ze zniszczonej ręki Doombota, wiedząc, że unikalna sygnatura energii jest zbyt słaba, ale i tak próbując. Nie chciało mu to wyjść raz za razem, ale się nie poddawał. Musieli znaleźć Amorę bez względu na koszt albo smutna marionetka, która kiedyś była ich przyjacielem, mogła być w przyszłości jedyną rzeczą, jaka będzie im przypominać o Thorze Odinsonie.
Tony nie zgadzał się na takie zakończenie. Jeśli potrafił odwrócić magiczną sygnaturę, mógł równie dobrze, cholera jasna, taką znaleźć.
To było tylko kwestią czasu.
…
Telefon zadzwonił we wtorek, trzy tygodnie po tym, jak Thor stracił duszę.
Tony pił kawę w kuchni i próbował nauczyć Thora, jak używa się łyżki, kiedy wyświetlacz jego telefonu się zaświecił i pojawił się na nim napis NIEZNANY NUMER (ale najprawdopodobniej SHIELD).
Cóż, to nie wróżyło nic dobrego. Tony nacisnął zieloną słuchawkę, po czym użył swojego najbardziej nieznośnego tonu:
- Nick Fury, mój ulubiony jednooki szpieg. Dawno się nie widzieliśmy. Proszę, powiedz mi, że to nie w sprawie kolejnego incydentu z mini-lodówką. - Wyciągnął rękę w kierunku Thora i udał, że je jajecznicę. - Tak jak ja, widzisz? O, beznadziejna sprawa, jesz nie tym końcem łyżki.
- Stark - powiedział ciężko Fury. Brzmiał na zmęczonego i zmartwionego. - Musisz do nas przyjechać.
Nie, zdecydowanie nie wróżyło to niczego dobrego.
Tony pociągnął spory łyk kawy i poczuł pieczenie z tyłu gardła, zanim odpowiedział.
- Nie mogę. Mam szlaban. - Nie starał się nawet brzmieć choć trochę przepraszająco. - Pogadaj z mamcią Steve'em. Może on mógłby znaleźć dla mnie jakąś dziecięcą uprząż i/lub smycz. No to pa.
- Stark.
- No co? Chryste, Fury, czego ty chcesz, u licha ciężkiego? Obecnie zaharowuję się na śmierć, próbując opracować…
- Będzie mówił - przerwał mu zwięźle Fury. - Będzie mówił, ale tylko z tobą. Bóg wie, że nie zamierza rozmawiać z nami po tym, co mu zrobiliśmy; Thor nie żartował na temat jego progu bólu. Więc wsiadaj do samochodu i jedź do nas, a może uda się nam ocalić tyłek Thora.
Cóż, to było kuszące. Ale było też w stylu Lokiego.
Tony prychnął głośno.
- Kierowniku Fury, to ja wsadziłem mu jabłko do pyska i wręczyłem wam niczym pieczonego prosiaka. Jeśli mnie chce, to pewnie zmienionego w motylka i dobrze wysmażonego. Czy to mu obiecaliście? - Jeśli Nick Fury oceniał Avengersów według użyteczności, Tony miał powody, by uważać, że wciąż znajdował się w ścisłej czołówce. Ale w porównaniu do Thora, dzięki któremu dwa światy jakoś się jeszcze ze sobą dogadywały? Broń dało się zbudować. Ale nie dało się stworzyć kolejnego boga piorunów.
Siedzący obok niego Thor najwyraźniej wreszcie wykombinował, jak powinien trzymać łyżkę, i jadł teraz swoje wystygnięte śniadanie. Ale nie niepokoiło go to. Nic go nie niepokoiło. Ten facet, to puste w środku wnętrze, nie miał wyższych funkcji mózgu. Jego umysł miał obecnie aktywność migoczącej świeczki, a wcześniej świecił jasno niczym supernowa.
- Loki… nie wygląda najlepiej, Stark. Już nie. Cena jego informacji była twoim pomysłem, nie naszym. - Jako że Tony nadal milczał, Fury zaklął cicho. - Nie każ mi się o to błagać, Stark. Potrzebujemy Odinsona z powrotem, zanim wiadomości dotrą do Asgardu. Zrób to dla niego.
Tony zamknął oczy, czując się chory, zmęczony i bardzo stary. Oczywiście, że Loki domagał się jego obecności. Tony go wkurzył, więc teraz drań chce się odwdzięczyć pięknym za nadobne. Poproszono go o przybycie do SHIELDu, tak jak to zrobił kiedyś, kiedy jeszcze wierzył, że postępuje tak, jak trzeba. Tyle że teraz Loki spędził trzy tygodnie pod czułą opieką SHIELDu, a urządzenie stworzone prze Tony'ego utrzymywało go w stanie bezbronności.
Użyjesz tego kiedyś przeciwko mnie, czyż nie?
- Stark? - Fury wciąż był na linii. Tony zamrugał i wyprostował się na krześle, ignorując to coś, co ścisnęło mu gardło.
- Loki będzie chciał mojej głowy, więc jeśli mam się pojawić, będę potrzebował niezłej ochrony. Ale mogę tam dotrzeć za parę godzin.
- Parę go… masz zamiar iść spacerkiem? Weź zbroję!
- Nie mam do nich dostępu. Słuchasz w ogóle raportów Steve'a? - Kątem oka Tony obserwował Thora, który wziął jego filiżankę kawy i zaczął z niej pić, nie zwracając uwagi na smak.
Thor z wielką namiętnością nienawidził drogiej kawy Tony'ego. Był teraz tak bardzo nie tak, jeśli chodziło o drobiazgi. Nie chodziło nawet o spojrzenie tępego zwierzęcia ani o ciszę, ani o potulność, ani o jego ospałe ruchy. Chodziło o brak tych wszystkich elementów, które sprawiały, że Thor był… no cóż, Thorem.
I nagle, w tym samym momencie, Tony zrozumiał dokładnie, co powinien zrobić.
Loki zawsze był największą słabością Thora. Tak to zawsze leciało. Byli jak umowa wiązana, połączona nienawiścią, miłością i przemocą. Zespół nauczył się brać to pod uwagę.
Tony natychmiast rozłączył się z Furym i z sercem w gardle obrócił się do Thora.
- Masz ochotę na przejażdżkę?
