Hej, dziękuję za wszystkie komentarze, oto kolejna porcja w-sumie-dość-łamiącego-serce tłumaczenia. Miłego czytania! ;)

Tony znajdował się w połowie drogi do siedziby SHIELDu w Nowym Jorku, a piosenki AC/DC ryczały z każdego głośnika jego porsche, kiedy zadzwonił telefon.

I bynajmniej nie zamierzał przestać dzwonić.

Prawdę mówiąc, Tony po prostu patrzył, jak na przedniej szybie w samochodzie pojawia się informacja, że ma szesnaście nieodebranych połączeń. Nie zatrzymał samochodu. Pokręcił głową.

- Zminimalizuj. - Miał obecnie ważniejsze rzeczy na głowie. Na przykład hymny klasycznego rocka, tego dupka w chevrolecie, który próbował go dogonić (serio, jakim niby cudem?) i siedzącego na fotelu pasażera Thora, który nieco zzieleniał. Czy pozbawieni duszy nordyccy bogowie mogli wymiotować? Być może nie powinien tak ścinać zakrętów; ostatecznie przyzwyczaił się już do tej tapicerki.

- Proszę pana, czy życzy pan sobie rozmawiać z Kapitanem Rogersem? - zapytał w końcu Jarvis, kiedy ktoś spróbował się z nim połączyć po raz siedemnasty, przez co przepadła mu najlepsza część „Thunderstuck" i okazja do odśpiewywania chórków celowo wysokim głosem. - Czy też powinienem zablokować następne połączenia?

- Jarvis, jestem absolutnie rozdarty w tej kwestii, nie zadawaj mi teraz żadnych pytań. Albo, cóż, mógłbyś odebrać te połączenia za mnie, co ty na to? - Tony przycisnął pedał gazu i droga zmieniła się w proste linie, a krajobraz rozmazał się w jasne plamy, które można było dostrzec kątem oka. Siedzący obok niego Thor tylko popatrzył bez wyrazu na klimatyzację.

- Wydaje mi się, że Kapitan Rogers wolałby, aby to pan z nim porozmawiał. Pogwałcił pan bezpośrednio trzy reguły, do których obiecał się pan stosować. Czy mam je wymienić?

Tony zmarszczył brwi i zastanowił się nad wjechaniem do rowu. Jarvis był czasami taką starą zrzędą.

- Jestem poza kwaterą główną Avengersów, ukradłem Thora i znajduję się w posiadaniu zaawansowanej technologicznie broni. Tak, Jarvis, łapię to. Idź się poskarżyć Fury'emu, to przez niego tutaj jestem.

Tony poczuł jęk samochodu, kiedy siedzący z tyłu Jarvis pochylił się w jego stronę nad podłokietnikiem jego siedzenia. Maska robota była zimna, biała i niemalże oślepiająca w panującym w samochodzie półmroku.

- Czy instalacja tego mobilnego mechanizmu była imperatywem?

- No co? Potrzebowałeś testu - odpowiedział mu Tony i szybko zmienił pas, po czym wyprzedził ciężarówkę. - I nawet nie próbuj mi wmówić, że ci się to nie podoba. Popatrz na siebie, jesteś seksem na nogach ze stopu tytanu, nawet jeśli podwozie mojego samochodu niemalże dotyka teraz asfaltu.

- Ten mechanizm waży prawie pięćset funtów - powiedział sztywno Jarvis. - Nie został stworzony do transportu samochodami osobowymi.

- „Ja", Jarvis, nie „ten mechanizm". Obecnie w całości składa się z ciebie, od stóp do tych przerażająco jasnych sensorów optycznych. Serio, nie mógłbyś ich nieco przygasić? Czuję się, jakbym patrzył wprost na słońce.

- Zmniejszam jasność sensorów optycznych do siedemdziesięciu procent. - Maska nieco się przyciemniła, ale wciąż miała najbardziej przerażające oświetlenie na świecie. Może dałoby się nałożyć na nią później jakiś kolorowy filtr?

- Jeśli powtarzające się telefony od Kapitana mają być jakąś wskazówką, to znaczy, że dokładnie wiedzą, gdzie jestem. Fury lubi go na tyle, że pewnie poinformował go telefonicznie o szczegółach po tym, jak wyjechałem. - Przynajmniej to było prawdą; Fury lubił dbać o szczęście Kapitana Ameryki, nawet jeśli wkurzało to resztę zespołu. Mieli jeden z tych „działających" związków w pracy, których Tony nigdy nie rozumiał.

- Biorąc pod uwagę, co miało miejsce ostatnio, kiedy odwiedził pan SHIELD, Kapitan Rogers najprawdopodobniej martwi się o pana dobro.

- Dokładnie. Wszystkie te siedemnaście połączeń sprowadza się w gruncie rzeczy do pełnych szoku i zaniepokojenia przypomnień, żeby nakarmić Thora punkt pierwsza albo zacznie być nieznośny. Nic wielkiego. A teraz siadaj na tyłku, zasłaniasz mi lusterko.

Jarvis posłuchał go w milczeniu. Najprawdopodobniej wycofał się z konwersacji, żeby przeprowadzić bardziej szczegółowy skan zbroi. Tony'emu to nie przeszkadzało. Zbroja dawała mu dokładnie tyle mobilnej wolności, ile on chciał, żeby dawała; Jarvis wciąż wypełniał wszystkie wydawane mu polecenia.

Z drugiej strony Clint zarzekał się, że któregoś dnia coś mu się poprzekręca w tym metalowym łebku i zrobi idealne mięsne rozetki z ich organów wewnętrznych, na co Jarvis odparł, że nie ma koniecznej do tego zwinności - jak na razie. Barton miał dziwny związek z domową sztuczną inteligencją Tony'ego, polegający głównie na tym, że wzajemnie sobie grozili, ale Starkowi to nie przeszkadzało. Kim niby był, żeby osądzać niezdrowe interakcje?

Nie żeby to, w co powierzchownie zaangażował się on i Loki, było czymś więcej niż tylko mieszaniną pożądania, przemocy i adrenaliny. Może i przez moment lub dwa miał wrażenie, że to może być prawdziwe, ale to wyłącznie sprowadzało się do genialnej gry aktorskiej. W każdym razie nie było to nic, czego należy się wstydzić. Ostatecznie wykiwał go jeden z najlepszych. Ale nigdy więcej.

Znajdujący się głęboko w służących do przesłuchań celach SHIELDu Loki, który przez trzy tygodnie doświadczał gościnności rządu tak, że miał jej teraz po dziurki w nosie, najprawdopodobniej już teraz żałował każdego kroku zrobionego w kwaterach głównych Avengersów z kłamstwem na języku i uśmiechem na twarzy.

Tony pogłośnił muzykę, kiedy zaczął lecieć następny kawałek, i ponownie nacisnął pedał gazu, starając się nie myśleć o tym, co czekało na niego w budynku SHIELDu.

Poszło mu dokładnie tak dobrze, jak można się było tego spodziewać.

W bazie SHIELDu było zimno. Najwyraźniej nie byli wielkimi fanami okien ani odpowiedniego ogrzewania. Paranoiczne dusigrosze. Tony naciągnął rękawy koszuli i gestem nakazał Thorowi podejść do siebie. Bóg posłuchał go grzecznie.

Puste ciało Thora Odinsona w niczym prawie nie przypominało boga piorunów, którego znali i kochali. Miał na sobie dżinsy i koszulkę zamiast skóry i zbroi, którą zazwyczaj uwielbiał, i sprawiał niezbyt onieśmielające wrażenie. A bez peleryny i młota wyglądał… na małego jak na takiego wielkiego faceta. Tony'emu się to nie podobało.

Ale Tony nie wiedział też, jak to naprawić, i właśnie dlatego znaleźli się tutaj. Nikt nie wiedział, co Loki może powiedzieć na temat zaginionych dusz. Kiedy ostatnio rozmawiali, krwawił i zarzekał się, że nie ma z tym nic wspólnego. Miało to tyle odcieni bzdurności, że nagle Tony doszedł do wniosku, że nie ma pojęcia, dlaczego Fury sądzi, że Loki może zdecydować się mówić.

Co się zmieniło?

- Nadchodzę - oznajmił cicho znajdujący się za Tonym Jarvis. Tony uśmiechnął się.

- Ciężko pozbyć się starych nawyków dotyczących meldowania wszystkiego, no nie? - powiedział i trącił łokciem zbroję, kiedy zbliżyli się do zakrętu. - To słodkie. Możesz tak dalej robić.

- Zawsze mogę być pewien, że bezzwłocznie pojawisz się ze świtą - stwierdził Fury i podszedł do nich ze swojego stanowiska bezpieczeństwa, kiedy Tony wszedł w obszar wielkich ekranów. Kierownik nie wyglądał na szczególnie przejętego, kiedy zobaczył Thora. Jego oko skupiło się raczej na znajdującej się obok Tony'ego niebieskawej zbroi. - Pułkownik Rhodes?

Maska Jarvisa rozjarzyła się jak spadająca gwiazda.

- Obawiam się, że nie, kierowniku.

Fury uniósł brwi. Odwrócił się do Tony'ego.

- Panie Stark, ma pan cholernie dużo czasu wolnego.

- Powiedz to Steve'owi. To wszystko jego wina.

- Gdzieś to już słyszałem. - Doszli do stanowiska ochrony, po czym przespacerowali przez serię dalszych stanowisk oraz drzwi, póki nie dotarli do cel służących do przesłuchiwania. Tony zastanawiał się, czy baza nie została oparta na projektach budynków z „Dorwać Smarta".

- No, to jak tam wasz więzień? - zapytał Tony, kiedy Fury posłał kogoś, żeby pędem przyniósł mu kartę dostępu dla gościa. - Osiągnęliście porozumienie dusz, mam rację? Facet trochę za bardzo stara się pasować do stereotypu złego czarownika, ale jakoś to zniosę. - Fury przewrócił jednym okiem, ale Tony pokręcił głową. Nie uśmiechał się już. - Wiesz, że Loki nie zamierza mi powiedzieć niczego, czego nie powiedziałby któremuś z twoich agentów. Więc dlaczego, do jasnej cholery, tutaj jestem?

Fury szybko rozejrzał się po pomieszczeniu, sprawdzając, czy ktoś może ich usłyszeć.

- Jesteś tutaj, ponieważ poprosił o twoją obecność. Prawdę mówiąc, zrobił to tydzień temu.

Mięśnie Tony'ego automatycznie się napięły.

- Dlaczego?

I dlaczego zadzwonienie do niego zajęło Fury'emu cały tydzień?

- Ponieważ wydaje mi się, że ma swoje limity. - Uśmiech Fury'ego nie napawał otuchą. - Może myślał, że trochę mu odpuścimy, kiedy pomacha w naszym kierunku marchewką. Ale agenci SHIELDu czują pewien rodzaj dumy ze swojej pracy, rozumiesz? Obiecali mi, że złamią go w ciągu kilku następnych dni.

Oczywiście. Dlaczego niby dawać Lokiemu coś, czego chciał? Targowali się już o informacje z naładowaną bronią, to teraz mogą go niszczyć kawałeczek po kawałeczku, bo, cóż, wszyscy czuli się bezpieczni, jakby nie mieli się już czego bać.

- I zrobili to? - zapytał Tony, czując pustkę. - Udało im się go złamać?

Fury zacisnął szczękę.

- Zaczął dawać im wskazówki. A w każdym razie wtedy, kiedy nie zaśmiewał się jak wariat tak, że prawie odpadła mu ta cholerna głowa. Nie wiem, co dodają do wody w Asgardzie, ale chcę tego trochę. - Ciemne oko świdrowało twarz Tony'ego. W każdej zmarszczce na czole Fury'ego kryła się frustracja. - Stark, Loki stoi jedną nogą w grobie, a skurwysyn nie chce nam nic powiedzieć.

Czy niczego nie nauczyli się od ostatniego razu, kiedy położyli łapy na Lokim? Nie dawał się zastraszyć. Nie dawał się złamać. Nie dawał się…

- A co takiego chcielibyście od niego usłyszeć? - zapytał nagle Tony, stając na piętach. - O co dokładnie go pytaliście?

Fury założył ręce na piersiach.

- O miejsce pobytu duszy Thora Odinsona. O to, gdzie jest Amora. O kryjówkę Dooma. A jak myślisz, o co takiego mogliśmy go py…

- Cóż, Fury, no nie wiem, mogliście go pytać o wiele różnych rzeczy. Znam cię. Potrafisz na wszystko spojrzeć z szerokiej perspektywy. Ile wam powiedział o asgardzkim skarbcu broni?

Fury cały się napiął.

- To nie twój interes.

Tony się uśmiechnął. Nie był to przyjemny uśmiech.

- Hej, nie mogę cię o to winić. Też o tym myślałem. Bo co, jeśli nie będziemy w stanie odzyskać duszy Thora? I jeśli Asgard stanie się wrogi Ziemi, ponieważ pod naszą opieką następca ich tronu oraz jego brat doznali uszczerbku na zdrowiu i umyśle? Jakiego rodzaju artylerii możemy się wtedy spodziewać? Ale coś ważnego ci umknęło…

- Boże drogi, Tony - powiedział Steve z drugiego końca pokoju. Jego wyraz twarzy był bardziej ponury niż burzowa chmura, włosy miał w nieładzie i wydawało się, że trochę brakuje mu tchu. - Po co w ogóle masz ten telefon?

Ciąg myśli Tony'ego urwał się nagle, więc zagapił się na Steve'a.

- Przepraszam… biegłeś tutaj całą drogę?

- Mamy samolot - przypomniał mu Steve z irytacją i podszedł do ich czwórki. Nawet w cywilnych ubraniach wyglądał na dowódcę. - A więc nie wszedłeś jeszcze do środka. Dobrze. Zabieram ze sobą Thora, zanim uda ci się stracić to, co z niego pozostało. - Zamrugał po zauważeniu Jarvisa. - Dlaczego jesteś… wiesz co, wcale mnie to nie obchodzi.

- Kapitanie, wyglądasz na nieco zestresowanego - zauważył Fury i przysunął się do Tony'ego. - Ale jeśli przybyłeś tu po to, żeby stanąć mi na drodze, boleśnie się rozczarujesz.

Steve popatrzył na nich z otwartą furią.

- Wiesz, Tony może robić to, co chce. Mnie chodzi tylko o ciało Thora. I nie chcę słyszeć na ten temat żadnych żartów - wyrzucił z siebie, zanim Tony zdążył chociażby otworzyć usta. - Mam po dziurki w nosie całego tego interesu z Lokim. Popatrz, do czego doprowadziło układanie się z nim w przeszłości. Odeślij go razem z Thorem do Asgardu. Pozwól, żeby tam się nimi zajęli.

Cóż, to brzmiało ostatecznie. I wystarczająco jak deklaracja poddania się, żeby wkurzyć Tony'ego.

- Nie - powiedział. - W żadnym wypadku.

Fury założył ręce z tyłu pleców.

- Muszę przyznać, że w tym wypadku zgadzam się ze Starkiem, Kapitanie. Obaj zostają. Wciąż mamy parę możliwości. Loki osobiście poprosił o Starka. Nie powiedziałbyś, że to opcja, którą możemy wykorzystać?

Steve pokręcił głową.

- Nie. To pułapka. Zawsze jest i zawsze będzie. Tony, jesteś moim przyjacielem i cennym członkiem zespołu, ale obecnie twoja ocena sytuacji wybrała się na wakacje. Oddaj mi Thora.

Bez Thora całe spotkanie zmieniłoby się w wielką burzę bzdur. Tony miał tego dość. Zignorował bolesny wyraz naprawdę imponującego braku wiary na twarzy Stevea i pokręcił głową.

- Thor zostaje.

Steve zesztywniał.

- Nie myśl, że nie zabiorę go ze sobą, Tony. Nawet jeśli będę musiał o to walczyć.

Ramiona Jarvisa w ułamku sekundy zmieniły się w wystawę różnych rodzajów broni. Każdy z nich skierowany był w stronę Steve'a.

Wszyscy się na niego zagapili. Prawdę mówiąc, Fury'emu opadło jedno ramię.

Sensory Jarvisa zafurkotały.

- Przepraszam najmocniej, ale najwyraźniej mam bardzo szerokie kryteria tego, co można sobie poczytać za groźbę.

Niezwykle z siebie zadowolony Tony poklepał jeden z metalowych bicepsów tuż nad zminiaturyzowanym wyrzutnikiem granatów plazmowych.

- Nie podniecaj się za bardzo. - Broń schowała się z powrotem do zbroi. - Po prostu stój tutaj i wyglądaj olśniewająco, kiedy tatuś będzie rozmawiał z wnerwionym gościem.

Fury westchnął i odwrócił się do Steve'a.

- Wiesz, Kapitanie, uściślając, nie prosiłem Starka, żeby zabrał ze sobą ciało Odinsona. Jednak pomysł ma pewne zalety. Wybacz, Rogers, ale kiedy jesteś w bazie, stosujesz się do moich rozkazów. Thor zostaje.

- Ale będę go mógł zabrać ze sobą, prawda? - wtrącił szybko Tony. - Bo jeśli zamierzasz położyć swoje brudne łapska na mojej drugiej połówce…

- Tak, będziesz mógł - przerwał mu Fury. - Po prostu postaraj się coś wydobyć z Laufeysona, zanim mój ból głowy zmieni się w migrenę. Rogers, idziesz ze mną. Stark, będziemy cię obserwować przez kamery w centrum nadzoru.

Tony zastanawiał się nad tym przez dokładnie dwie sekundy.

- Weźcie ze sobą Thora i Jarvisa. Nie potrzebuję ich.

- Ale dopiero co… - Steve wyglądał, jakby miał zaraz udusić Tony'ego albo się rozpłakać. Tony uśmiechnął się krzywo.

- Nie mógłbyś mi po prostu zaufać? - zapytał i nie było to całkowicie retoryczne pytanie. - Wiesz, jeśli będę potrzebował Thora, dam wam znać. Jarvis, nie spuszczaj go z oka. Mam do odbycia rozmowę z rozwścieczonym byłym.

- Tak jest, proszę pana.

Steve wyglądał na pokonanego. Albo cierpiącego na ciężkie zaparcie; ciężko to było stwierdzić w jego przypadku. Tony zabrał pozwolenie na przejście od uzbrojonego agenta w punkcie kontrolnym i przeszedł obok niego, po czym skierował się w stronę poziomu przesłuchań.

Zanim drzwi się za nim zamknęły, zauważył, że Fury spogląda na Steve'a z wypisanym na twarzy wyrazem absolutnej pustki umysłowej.

- Czy on właśnie powiedział coś o swoim byłym?

Osiem punktów kontrolnych, jedne tytanowe drzwi i coś wyglądające podejrzanie podobnie do biometrycznego skanera ciała z 1999 roku później Tony stanął naprzeciw wzmocnionych drzwi do celi Lokiego.

Tym razem umieścili go w innym miejscu, zauważył Tony. Rzucił wzrokiem na klawiaturę numeryczną, skaner tęczówek i całą resztę asortymentu sprzętów, które facet od ochrony musiał uruchomić, żeby otworzyć drzwi. O wiele więcej zabezpieczeń, ale tylko jeden uzbrojony strażnik. Czyli Fury nie obawia się, że więzień mu umknie. To coś nowego.

- Proszę poczekać, pani Stark - powiedział strażnik, kiedy lampka nad drzwiami zaświeciła się na zielono, a drzwi odskoczyły z głośnym brzęknięciem. - Musimy wywietrzyć pokój, zanim będzie mógł pan wejść do środka. Zajmie to tylko kilka sekund.

- Zagazowujecie go tam, żeby nie gadał za dużo? - zapytał Tony i zmarszczył brwi. To by wyjaśniało brak personelu przy drzwiach. Ale strażnik tylko pokręcił głową i wzruszył lekko ramionami.

- Pytanie o szczegóły to nie mój interes. Kazali nam po prostu wywietrzyć, zanim ktoś wejdzie do środka. - Wystukał sekwencję cyfr na klawiaturze numerycznej, przez co w środku najwyraźniej coś się wydarzyło, bo światło nad drzwiami rozbłysło po raz kolejny. Strażnik zaczął otwierać drzwi. - W porządku, może pan wejść.

- Nie powinieneś mi teraz przypadkiem powiedzieć, że zastrzelisz mnie, jeśli po wyjściu na zewnątrz zacznę krzyczeć, że jestem królem całego świata? - Wszystko to wydawało mu się po prostu odrobinę zbyt zwyczajne.

Facet wzruszył ramionami.

- Słyszałem, że już teraz pan to robi.

Tony zamrugał.

- Celna uwaga. No dobra, wchodzę do środka.

Odpowiedź strażnika zagłuszyło ciężkie brzęknięcie zamykających się za Tonym drzwi, które uwięziły go w środku. Nie żeby Tony i tak zamierzał słuchać jego odpowiedzi - był zbyt zajęty rozpinaniem kołnierzyka i podciąganiem rękawów. W środku było naprawdę ciepło.

- Błąd w systemie ocieplania - wymamrotał sam do siebie w mroku, czekając, aż oczy przyzwyczają się do małej ilości światła. - I naprawdę gówniane oświetlenie. Łał, SHIELD naprawdę rozwinęło czerwony dywan. Czyżby znowu obcięli im budżet? - Zbliżył się do środka pokoju, czując, jak na czole pojawiają mu się kropelki potu. I gwałtownie odskoczył od przytwierdzonego do ściany czegoś, co emitowało ciepło tak mocne, że czuł je z odległości pięciu stóp.

- Ścienne ogrzewanie przez promieniowanie, hm. To, uch, milusie. - Tony odwrócił się do stojącego pionowo stołu laboratoryjnego, do którego był przypięty Loki, i obszedł go, żeby lepiej się mu przyjrzeć.

- No hej, Loki, gdzie twoje „miło mi cię widzieć"? Nie zachowujesz się tutaj najlepiej… - Wzrok Tony'ego przyzwyczaił się do półmroku, kiedy podszedł do Lokiego.

Po jedynym spojrzeniu na to, co SHIELD zrobiło z Lokiego Laufeysona, obiad podjechał mu do gardła. Tony gwałtownie odskoczył od niego z obrzydzeniem i zatrzymał się po drugiej stronie pomieszczenia. Oparł się o ścianę i starał się opanować, bo naprawdę nie miał najmniejszej chęci wymiotować. Boże, jego skóra miała…

- Chryste - powiedział Tony ciężko i przycisnął czoło do ściany. Z desperacją wciągał ustami gorące powietrze i potarł twarz dłońmi, starając się odzyskać panowanie nad sobą. - Minęły zaledwie trzy tygodnie.

Loki poprosił o wezwanie Tony'ego po dwóch. Zamiast tego SHIELD zmieniło go w kupkę pokrytej pęcherzami skóry i mięsa. A nie mógł chociażby unieść palca w obronie własnej z powodu wpływu Impasu. Impasu, który Tony pozwolił SHIELDowi wziąć ze sobą bez choćby słowa protestu.

- Odzywa się twoje sumienie, Stark? Cóż za rzewny moment - stwierdził zachrypnięty głos z przeciwnej strony pokoju. Loki mówił z takim zmęczeniem, jakby miał milion lat. Prawdę mówiąc, Tony był w szoku, że w ogóle był w stanie się odezwać.

Ogarnij się, Stark, powiedział sobie surowo i zmusił się do stanięcia prosto. Opanujesz swoje emocje albo wykorzysta także tę twoją słabość.

- Wyglądasz, jakby ktoś cię przysmażył na rożnie. I to tyle, jeśli chodzi o moje plany obiadowe. - Tony rzucił okiem na zlew i ze zdumieniem zauważył pełen asortyment ustawionych pod ścianą maszyn. Stały naprzeciwko grzejnika. - Hmm. Zamrażarka, dozownik lodu i wanna, w której z łatwością byś się zmieścił. Nagroda za informacje, jak podejrzewam? Interesujące. I żadna z tych rzeczy nie została ani razu użyta.

W odpowiedzi Loki roześmiał się. Jego śmiech przypominał w brzmieniu ciche zgrzytanie.

- Bo widzisz, cena była za wysoka.

- A jaka to cena? - zapytał Tony stanowczo i napełnił plastikowy kubeczek lodem. Nie chciał tutaj być. - Do jasnej cholery, co takiego ma na ciebie Amora, że wolisz przez to przechodzić niż ją wydać? - Podszedł w powrotem do stojącego pionowo stołu i nacisnął przycisk obrotu na pilocie, żeby obrócić Lokiego plecami do siebie, wewnętrznie przygotowując się na ten widok.

Grzejniki musiałby być nieprzerwanie włączone przez te wszystkie dni i noce, biorąc pod uwagę to, co zrobiły jotuńskiej skórze Lokiego. Przy włączonym bez przerwy Impasie jego wrażliwość na ciepło musiała być rozdzierająco wysoka. Tam, gdzie wcześniej Tony widział gładką przestrzeń ciemnego błękitu, znajdowała się teraz zniszczona, pokryta pęcherzami i bliznami skóra tak sucha i chropowata, że popękała niczym wyschnięta ziemia. Z pęknięć skapywała ciemna krew. Niebieski stał się szarawy i wyblakły; czerwone oczy Lokiego były teraz mętne i nieskoncentrowane. Tym razem nie kłopotano się nawet jego skromnością - jedynymi częściami garderoby, jakie na sobie miał, były cienkie sznurki, przywiązujące go do stołu.

I oto był Loki z Asgardu. Z Jotunheim. Loki, o którym opowiadano mity, bóg oszustw i magii.

Zniszczony.

Kłamca, przypomniał sobie Tony. Zachwycający oszust. Loki mógł tego wszystkiego uniknąć, gdyby tylko wyśpiewał wszystko SHIELDowi.

- A więc? - podsunął Tony szorstko. - Co cię powstrzymało od powiedzenia im wszystkiego? Duma?

- Być może powiedziałem im wszystko o planach Amory - wyszeptał Loki, nachylając się ku niemu pomimo więzów. - Być może po prostu nie miałem nic do powiedzenia. A skoro nie ma już Thora, czy pozostał mi ktoś, kto by mi uwierzył?

Tony nie wiedział, czy czuć niedowierzanie czy wściekłość z powodu tego niewypowiedzianego oskarżenia. Zignorował całkowicie to znaczące pytanie i wyjął kostkę lodu z kubeczka, po czym przycisnął ją go popękanych warg Lokiego. Tony był nieco usatysfakcjonowany, kiedy zobaczył, jak Loki bierze ją do ust, ale chwilę później bóg ją wypluł.

- Nie pragnę twojej litości. Powinieneś był mnie posłuchać, Stark - powiedział ochryple Loki. Spojrzał na Tony'ego, choć miał wyraźne problemy ze skoncentrowaniem wzorku w jednym punkcie i mrugał wolno, żeby wyostrzyć widziany obraz. - Miała trzy tygodnie. Thor posiadł pewną odporność na próby kontroli umysłu, ale nawet jego siła nie jest niewyczerpana. - Obrócił się nieco pod cienkimi sznurkami przytrzymującymi szyję, przez co włosy opadły mu w strąkach na twarz. Ciemna krew zaczęła kapać spod rzemienia w miejscu, w którym skóra była otarta do żywego mięsa. Samo patrzenie na to bolało, ale Loki zdawał się nie zwracać uwagi na ból.

- I co, teraz doszedłeś do wniosku, że chcesz nam powiedzieć, gdzie ona jest?

- Nie wiem, gdzie obecnie znajduje się Amora - powiedział chłodno Loki, a oddech nieco zarzęził w jego gardle. Po czym zamilkł na chwilę. - Ale wiem, gdzie jej nie ma.

- Nie ma jej na Ziemi - powiedział Tony i poczuł się, jakby serce opadło mu do żołądka. Było to dla niego dość oczywiste, ale usłyszenie tego dodało beznadziejności ich sytuacji. - Opuściła planetę z duszą Thora, prawda?

Uśmiech Lokiego mógł pochodzić z najgorszych koszmarów. Albo filmów Tima Burtona.

- Dokładnie. Przyznaj to, Stark, jestem jedynym, który ma ją teraz w swoim zasięgu.

- SHIELD za nic cię nie wypuści.

- Ty mógłbyś.

Tony roześmiał się. W sytuacji nie było nic choćby odlegle zabawnego, ale cholera by to wzięła, po prostu nie mógł się powstrzymać. Oczywiście, że dlatego właśnie Loki poprosił o niego jako osobę przeprowadzającą „przesłuchanie". Oczywiście, że tak.

- Czy zrobili ci lobotomię, kiedy się tutaj znajdowałeś? - zapytał ostatecznie i otarł kącik oka. - Na całej zielonej Ziemi nie ma choćby jednego, cholera jasna, powodu, który skłoniłby mnie do chociażby rozważenia wypuszczenia cię stąd. - Wyprostował się i popatrzył Lokiemu prosto w oczy ze śmiertelną powagą. - Przemyśl to sobie. Skłamałeś, żeby dostać się do kwatery głównej, skłamałeś na temat powodu, dla którego się w niej znajdowałeś, kłamałeś mi przez cały ten czas i teraz chcesz, żebym ci zaufał, ponieważ…

- Stark…

- …nagle jesteś wkurwiony, że Amora się wśliznęła do środka i zniszczyła twój mistrzowski plan? Chcesz, żeby ktoś wykonał dla ciebie skok wiary? Wybrałeś sobie złą…

- Ani razu nie skłamałem, ty głupcze! - ryknął na niego Loki, a jego słowa brzmiały, jakby zostały wyrwane mu z gardła siłą. Oczy miał szeroko otwarte i pełne furii. - Nie w tej kwestii, nie o tobie. Uciekałem, żeby ocalić skórę, nic więcej. Skłamałem jej, ty wojujący, dąsający się imbecylu! Gdybym chciał, żeby Avengersi byli martwi, zabiłbym ich na samym początku, a nie dał ci jedyną broń, która może zniszczyć moją moc! - Loki oddychał ciężko i rzucił się na podtrzymujące go rzemienie, jakby chciał zaatakować Tony'ego, nie zwracając uwagi na spływającą po skórze krew.

Tony'ego to nie ruszyło.

- To bzdury. Wcześniej też znajdowałeś się w sytuacjach bez wyjścia. Dlaczego wtedy nie pognałeś na skargę do Avengersów? Amora jest dobra, ale nie aż tak. Nie, przybyłeś z planem i, do jasnej cholery, chcę wiedzieć, co to był za plan.

- Och, ty kompletny… Amora ścigała Thora - powiedział Loki powoli i wyraźnie, jakby mówił do dziecka. Jego głos był ledwo słyszalny. - Ale wcześniej ścigała mnie. Dlaczegóż niby, Stark? Czyżby dlatego, że gdybym zaatakował i naprawdę pokonał Thora, nie miałaby o kim tak żałośnie fantazjować? Co ty byś zrobił w takiej sytuacji?

Prawie zawołał strażnika, żeby się stamtąd, kurwa mać, wynosić. Loki sam wykopał sobie własny grób. Grał ryzykownie i przegrał. Tony niczego nie był mu winny. Mógł stamtąd po prostu wyjść i ani razu nie spojrzeć w tył.

- Cóż, podjąłbym wyzwanie, rzecz jasna - odparł Tony i przygryzł usta. - Spróbowałbym cię zabić. Cudownie, nieważne. Wciąż nie wyjaśnia to, dlaczego nagle chcesz…

- Ponieważ nikt nie ma prawa go tknąć - warknął Loki, odsłaniając zęby. - Nie ta odziana na zielono nierządnica, nie jej kat, nie Doom, nikt. A teraz ona znajduje się całe światy stąd z delikatną duszą mojego brata w dłoni, a ja jestem przywiązany nago do kawałka metalu w tym opuszczonym dole kloacznym, który udaje wymiar! - Loki ponownie spróbował wydostać się z więzów, raniąc przy tym samego siebie, i rzucił Tony'emu spojrzenie, w którym wściekłość mieszała się z bólem.

- Masz charakterek. - Ale mimo wszystko to, co powiedział, brzmiało jak prawda. Choć ciężko było to przyznać, Loki brzmiał sensownie; przecież na samym początku tego wszystkiego przyszedł do Tony'ego tylko dlatego, że Amora planowała coś dla Thora.

Czy cały zeszły rok był ich cichą wojną, starannie zamaskowaną pod pozorem wspólnych planów zniszczenia Avengersów?

Nie. Było w tym coś jeszcze. Musiało być. Musiało albo…

Albo Lokiego nie można było winić za to, co stało się z Thorem.

Tony wyciągnął z kubeczka kolejną kostkę lodu i przycisnął ją do ust Lokiego, tym razem pozwalając swoim wilgotnym palcom na pozostanie na łuszczącej się skórze szczęki. Loki tym razem nie wypluł lodu; zamiast tego obrócił głowę, odsuwając się od ręki Tony'ego, i zamknął oczy.

- Czyli to po prostu konkurs na to, kto kogo bardziej wkurzy - powiedział ostatecznie Tony, bawiąc się topiącym się w kubeczku lodem. - Jak walka o linę z Thorem na środku. Dostałeś się do nas, żeby ją powstrzymać. Ona mnie przeklęła, żebym cię zaatakował. Ty pomogłeś mi z Impasem. Ona zdobyła jego duszę. - Tony podniósł wzrok na Lokiego, na pełne wściekłości, zniszczone stworzenie, jakim się stał, i poczuł się stary. Stary i zmęczony, i smutny.

Ponieważ wszystko to było tylko jakąś grą, a jedyna osoba, która choć trochę się przejmowała, była tą samą, która musiała zapłacić olbrzymią cenę.

- Chcesz odzyskać jego duszę, bo nie lubisz przegrywać. Ale tak naprawdę ni w cholerę nie obchodzi cię Thor, prawda?

Loki otworzył oczy i rzucił Tony'emu spojrzenie spod firanki rzęs.

- Zrobię wszystko, żeby do tego doprowadzić, Stark. Nie mieszaj do tego uczuć.

- Trochę to niezgodne z twoim charakterem, przyznaję. - Tony odłożył kubeczek i obrócił się w stronę jednej z częściowo zakrytych kamer na suficie. - Jarvis, przyprowadź go. Chcę się upewnić.

Loki wykrzywił usta i spojrzał na kamerę.

- A więc przyprowadziłeś tu ze sobą tę swoją maszynę. Skuteczne rozwiązanie, ale wciąż zaledwie kopia projektu Wiktora. - A mimo to jego oczy wpatrywały się w drzwi ze sporą dawką ostrożności, choć wyglądał na zmęczonego na śmierć przez podtrzymywanie tej uroczej rozmowy. - Kogo jeszcze zabrałeś ze sobą?

Drzwi trzasnęły głośno, po czym na ich progu pojawiła się jedna osoba. Sylwetka Jarvisa stała z boku drzwi i trzymała je, żeby się nie zamknęły. Do celi powoli weszła postać, która wyglądała na zagubioną we własnym śnie.

Tony wzruszył ramionami.

- Tylko takie tam puste mięso i kości.

Thor - ciało Thora, przypomniał samemu sobie - weszło do mrocznego wnętrza, po czym drzwi zamknęły się z jękiem. Jarvis pozostał na zewnątrz, aby ich strzec. A więc minimalny poziom zagrożenia.

Loki zesztywniał, kiedy dostrzegł Thora, po czym wyciągnął szyję tak daleko, jak mógł. Jego oczy były bardzo szeroko otwarte.

- Przywróciłeś mu już duszę? - zaskrzypiał z niedowierzaniem, po czym skoncentrował swoją uwagę z powrotem na Tonym. - Więc jaki był cel… - Urwał gwałtownie, kiedy Thor podszedł wystarczająco blisko, żeby naprawdę na niego popatrzeć. - Gdzie jest Mjölnir? - wyszeptał Loki. Udręczone zaprzeczenie wykrzywiło rysy jego zniszczonej twarzy. - Co to za stworzenie?

Szczerze mówiąc, Tony nie miał pojęcia, czego oczekiwał po Lokim, kiedy ten stanie twarzą w twarz z pozbawionym duszy ciałem Thora. Opierał się na jednej, jedynej rzeczy - przeczuciu, które podpowiadało mu, że nic nie liczyło się dla niego tak bardzo jak jego brat. Ponieważ tak właśnie było w przypadku Thora i wszyscy o tym wiedzieli. Loki mógł sobie mówić o urazach i długach przez cały dzień, jeśli takie miał życzenie, ale Tony musiał to zobaczyć na jego twarzy.

I dostał więcej, niż się spodziewał.

W mgnieniu oka temperatura w pomieszczeniu spadała do dziesięciu poniżej „lodowato". Lód pokrył ściany cienką, lśniącą warstwą, ale Tony ledwo co to zauważył, bo wiążące Lokiego liny popękały jak gdyby były zanurzone w ciekłym azocie, po czym temperatura ciała, które trzymał w ramionach, spadła nagle do poziomu kostek lodu.

- Puszczaj mnie! - warknął Loki, po czym popchnął Tony'ego na zamrażarkę. Gdzieś na zewnątrz rozległ się alarm. - Jak śmiesz, Stark, jak śmiesz przyprowadzać tutaj tę marną rzecz!

Loki z trudem łapał powietrze i chwiejnie odsunął się od ciała Thora, które stało wciąż w tym samym miejscu spokojnie i bez śladów zmartwienia, po czym opadł ciężko na kolana. Nie zdawał się nawet świadomy tego, że jest wolny, kiedy spróbował się podnieść. Jego czerwone tęczówki świeciły w ciemnościach. Plamy krwi w kształcie dłoni pojawiły się na podłodze w miejscu, o które przed chwilą oparł ręce.

- Ta „marna rzecz" będzie wszystkim, co nam zostanie, jeśli nie znajdziemy jego duszy - odparł Tony bezlitośnie, wracając do tematu. Musiał być stuprocentowo pewien. - To będzie wszystkim, co będziesz miał. Ten chodzący żart, który nie potrafi nawet sam jeść ani ubrać się bez czyjejś pomocy. Który nie może unieść Mjölnira, ponieważ nie jest go już godzien. Powiedz mi, że nie chciałeś, żeby tak się to skończyło, Loki. Popatrz mu prosto w oczy i powiedz to. - Wyciągnął rękę i popchnął Thora w kierunku skulonego w sobie Lokiego.

- Ta rzecz nie jest Thorem - wyrzucił z siebie Loki głosem, który brzmiał na złamany. - To po prostu wolna przestrzeń, która nie jest ani martwa, ani żywa i jest niezdolna do rozpoznania chociażby jednego przedmiotu na swojej ścieżce. Nie przysięgałbyś na manekin i ja też nie zamierzam. - Ale jak na całe swoje szaleństwo i wściekłość był boleśnie wręcz nieruchomy i napięty, kiedy Thor ukląkł przed nim w ciszy. Jego oczy były puste niczym oczy lalki.

Tony mógł mu powiedzieć, że jedyną rzeczą, do jakiej Thor był obecnie zdolny, było naśladowanie ruchów, więc teraz po prostu udawał Lokiego i dlatego opadł na ziemię. Ale nie zrobił tego. Tony, do cholery, postanowił raz w swoim życiu nie otwierać ust i po prostu słuchał oddechu Lokiego, który stawał się coraz cięższy i niemalże bolesny, jak gdyby przebywanie tak blisko skorupy brata sprawiało mu ból.

- Nie sprowadziłem tego na niego. - Wyznanie było cichym szeptem, który ledwo co dotarł do uszu Tony'ego, choć znajdowali się dość blisko siebie. Ale jednak ten usłyszał je i zobaczył, jak Loki pochyla głowę przed Thorem tak, że czubek jego głowy niemalże dotknął brodatego policzka. - Wielu rzeczy dokonałem i dokonam, ale nie tego. Nigdy tego.

I to wystarczyło. Tony miał cynizm, brak zaufania i złość w ilościach hurtowych, a Loki sam dorobił się więcej niż sporej porcji każdego z powyższych z powodu wszystkich swoich wyczynów, ale nawet on miał pewne limity. Nikt, kto patrzył na Thora w ten sposób, nie mógł zrobić mu czegoś tak okrutnego.

Tony był w połowie obmyślania dalszego przebiegu wydarzeń, kiedy czyjś ruch przykuł jego uwagę. Na początku sądził, że Loki chwycił dłoń Thora i nią poruszył, ale oczy Lokiego były wbite w ziemię niczym kotwice.

Nie, Thor sam się poruszał. Wyciągnął rękę i dotknął twarzy Lokiego, przesuwając palcami po policzku, szyi i linii szczęki.

Pamięć mięśni, pomyślał Tony, kiedy Loki uniósł głowę. Jego oczy były ponure i zaskoczone. Zrób coś wystarczająco dużą ilość razy, a mózg nieświadomie sam podejmie decyzję w znanej sytuacji. Czy nie to powiedzieli Bruce i Natasza? Tony zaczął się zastanawiać, ile razy w przeszłości Thor wykonał ten gest, zanim wszystko tak bardzo się popsuło.

- Zabiję ją - powiedział Loki słabo, patrząc Thorowi prosto w oczy z powagą. W jego spojrzeniu pojawiło się zrozumienie. - Wyrwę jej za to serce.

Ze swojego dogodnego miejsca obserwacji Tony dostrzegł, jak ostrożnie Loki oparł dłoń Thora z powrotem na jego kolanie. Z zewnątrz dobiegały ich huki i trzaski, ale przypuszczalnie był to Jarvis, który nie chciał wpuścić Steve'a i Fury'ego do środka. Co znaczyło, że Jarvis wciąż mógł go słyszeć.

- Lepiej, żebyś to zrobił - powiedział ostatecznie Tony i wyprostował się. Na serio zaczynał mieć dość podejmowania takich decyzji. - Jarvis, protokół wyłączenia Impasu numer siedem-siedem-delta. Zapoczątkuj całkowity nadpis systemu.

Nad ich głowami coś zabrzęczało w suficie. Uszy Tony'ego zatkały się znacząco. Dobrze.

Twarz Lokiego wręcz wydłużyła się z zaskoczenia. Jego pokerowa mina miała swoje lepsze dni.

- Uwalniasz mnie. - Tony odwrócił wzrok, kiedy Loki podniósł się na nogi.

- Taa, no cóż. - Zmarszczył brwi, patrząc na pokryty lodem cement. - Wiesz, Thor zawsze trzymał w zamkniętym pudełku pod łóżkiem jedno z tych złotych jabłek, tak na wszelki wypadek. Najprawdopodobniej powinieneś je zabrać ze sobą, kiedy będziesz się w stanie teleportować. Jednak nie mogę ci pomóc z ciuchami.

Coś twardego zaczęło się obijać o drzwi. Tony naprawdę miał nadzieję, że nie była to głowa Jarvisa. Ani Steve'a. Furym się tak nie przejmował. Dyskretnie poruszył niemalże odmrożonymi dłońmi i podniósł wzrok, kiedy skóra Lokiego zaczęła zmieniać kolor na mlecznobiały, który pamiętał, chociaż widać było na niej czerwone pręgi. Uleczy się wystarczająco szybko.

- Rzeczy, które wytrzymałem, aby dostać cię w swoje ręce… - wymamrotał Loki, obserwując, jak błękit znika z czubków jego palców. - Często myślałem o zabiciu cię, Stark. Bardzo kreatywnie w ostatnim czasie. A mimo wszystko wydaje mi się, że mnie ostrzegłeś.

- O czym cię ostrzegłem? - zapytał ostrożnie Tony, kiedy Loki podszedł do niego, stąpając z dziwną pewnością siebie po pokrytej lodem podłodze. A więc tak to wszystko ma się skończyć? Niezbyt klimatyczne zakończenie jak na Tony'ego Starka. Zawsze myślał, że będzie więcej wybuchów.

- Że gdybym dał ci powód do wątpienia w moje motywy, nie okazałbyś mi cienia litości. - Loki zatrzymał się, kiedy stanął twarzą w twarz z Tonym. Jego ponownie zielone oczy płonęły w bladej twarzy. Szkarłatne pręgi na jego policzkach wyglądały jak ślady łez. - Przeliczyłem się. Nie doceniłem cię. Nie wydarzy się to już nigdy więcej.

Drzwi zaczęły się trząść na swoich olbrzymich zawiasach, kiedy Loki wyciągnął dłoń w kierunku gardła Tony'ego. Zaraz zabraknie im czasu.

- To wcale nie musiało się tak skończyć - powiedział Tony i złapał rękę, zanim dotknęła jego szyi. Jego palce wsunęły się pomiędzy palce Lokiego, ignorując lepką krew, brak paznokci i popękaną skórę. - Wierz mi lubi nie, ale mogłeś mi zaufać na samym początku.

Loki patrzył na ich splecione ręce z tak jawną ponurością w oczach, że przez chwilę Tony myślał, że nie usłyszał jego słów. Ale potem nagle wyrwał swoją dłoń, a w jego spojrzeniu zapłonął gniew.

- Zaufać Avengerowi? - wypluł, odsuwając się od niego. - Zaufać Iron Manowi? I jak by się to skończyło? Byłeś zaledwie rozrywką, Stark, i prawie kosztowałeś mnie wszystko. - Jego głos zlodowaciał. - Lepiej radziłem sobie na własną rękę.

Śmieszne było, że nawet w tej chwili, chociaż rzeczy potoczyły się dokładnie tak, jak się potoczyły, Tony mimo wszystko wciąż czuł tępy ból po usłyszeniu tych słów. Wszystko, co robił, było próbą pomocy. To było wszystko, co kiedykolwiek zrobił. Ale Loki nie potrafił mu zaufać na tyle, żeby zdradzić mu najprostszą prawdę - że wpadł po uszy w gówno. Gdyby Tony wiedział wcześniej o „umowie" Lokiego z Amorą, gdyby miał chociaż mgliste pojęcie, że Thor może zostać zaatakowany, wszystko mogłoby się zupełnie inaczej potoczyć.

Ale to była tylko rozrywka. Czyjś błąd.

- Masz rację - odparł po prostu, patrząc na Lokiego. - Nie potrzebowałeś mnie. Dlaczego niby miałbyś kiedykolwiek mnie potrzebować? Popatrz na siebie, masz to wszystko pod kontrolą. - Wybuchnął pozbawionym rozbawienia śmiechem. - Nie potrzebujesz nikogo poza samym sobą.

Loki podszedł do niego ponownie, a magia iskrzyła się na czubkach jego palców, jakby przygotowywał się do zaatakowania Tony'ego. Ale krwawił z ran na całym ciele, a gdzie nie miał czerwonych pręg, tam znajdowały się pęcherze i popękana skóra. Wciąż desperacko próbował się uleczyć. Nawet magia nie była w stanie zająć się dwiema rzeczami na raz, a drzwi były już niemalże wyważone.

A poza tym zemsta podana na zimno to idealne danie dnia. Tony wstrzymał oddech i obserwował, jak Loki przeklina i cofa się, a powietrze wokół jego zmaltretowanego ciała zaczyna świecić.

- Nie myśl, że z tobą skończyłem, Stark - powiedział ostatecznie, a zielona magia zatrzeszczała i w pomieszczeniu zapachniało ozonem. Za sekundę będzie już daleko stąd. - Kiedy policzę się już z Amorą, znajdę cię.

Tony wykrzywił usta.

- Serio, nie spodziewałem się niczego innego.

Patrzył, jak powietrze dookoła Lokiego przepoławia się i ukazuje ciemną rozdartą przestrzeń, po czym zaczął się zastanawiać, czy kiedykolwiek go jeszcze zobaczy. Jeśli zapomniało się o wszystkim, co ich dzieliło, był ich jedyną nadzieją dla Thora, nawet jeśli motywacją do udzielenia pomocy była uraza i żałosna rywalizacja. Amora i Skurge potrafili być niebezpieczni. Oboje już tego dowiedli.

- Powodzenia - rzucił, czym zaskoczył samego siebie. Loki zastygł w miejscu, na wpół materialny z powodu trwającej teleportacji. Tony zmusił się, żeby spojrzeć mu prosto w oczy, zanim znikł zupełnie. - I nie przegraj.

Pożegnalna odpowiedź Lokiego została zagłuszona trzaskiem metalu, kiedy drzwi zostały ostatecznie rozerwane. A potem Loki zniknął, rozpłynął się w huku ognia spomiędzy wymiarów, kiedy zniknął ze świata żywych. Agenci SHIELDu i wściekli Avengersi wpadli do celi, ale Tony ledwo co zauważał wrzaski i alarmy, nie czuł rąk dotykających odmrożeń na jego skórze. Całkowicie skupił się na wiele znaczących słowach, które zostały cicho wyszeptane, zanim Loki opuścił więzienie.

Zaufaj mi.

Znowu ktoś tu prosi o niemożliwe.

Odgrywało to najwyraźniej ważną rolę w ich relacjach.

Tony poczuł, jak ktoś odgina mu do tyłu ręce, a następnie zapina na nich zimne metalowe kajdanki. Gdzieś tam Fury wywarkiwał rozkazy do swoich ludzi. A, racja, ostatecznie umknął im więzień. Federalne przestępstwo i takie tam. Pepper urządzi mu za to prawdziwe piekło. Ale Tony wiedział, że tym razem podjął słuszną decyzję, i nawet udało mu się nie mieszać w to za bardzo swoich prywatnych spraw. Jeśli miał być tym facetem, który podjął trudną decyzję dla mniejszego zła, niech i tak będzie. Tym razem przyjmie karę.

Tak długo, jak Loki będzie robił wszystko, żeby wypełnić swoją obietnicę i odzyskać duszę Thora, Tony poradzi sobie z niemalże wszystkim.

W międzyczasie będzie musiał wierzyć w zniszczone więzy pomiędzy braćmi, magię czarnoksiężnika i obietnicę kłamcy.

Bułka z masłem.

Tony doszedł do wniosku, że może postawić wszystkie swoje nadzieje na jedną kartę i wierzyć w szczęście głupca.

Tylko ten jeden raz.