Hej, jak niektórzy być może wiedzą, jest to przedostatnia część, która jak na razie wyszła po angielsku. Wobec tego pozwoliłam sobie pobawić się trochę z tym rozdziałem (znaczy się… trochę bardziej niż zwykle) i wrzucić do niego jedno słowo z dubbingu Avengersów. Nie, nie pierwsze lepsze słowo, ale jedno z tych niedających się zapomnieć. Wobec tego niniejszym ogłaszam mały konkurs: kto pierwszy zgadnie, jakie to słowo (i znajdzie je w tekście), będzie miał prawo do wymyślenia kolejnego wyrazu, który będę musiała wpleść do rozdziału dwunastego. I oczywiście będzie mógł patrzeć, jak się męczę. Taki bonus. Odpowiedzi proszę podawać w komentarzach.

Miłego czytania i owocnych poszukiwań. ;)

Tony nie lubił magii.

Jasne, czuł do niej respekt, w końcu za jej pomocą już nie raz i nie dwa skopano mu tyłek. Była też odpowiedzialna za parę cholernie dziwnych misji w przeszłości. Ale jej nie lubił.

Z drugiej strony, teleportacja to coś zupełnie innego.

Coś genialnego.

Gdy tylko Tony dotknął ręki Lokiego, zawirowało mu przed oczami, a cała sala sądowa nagle zniknęła z pola widzenia. Na sekundę chłodna ręka ściskająca jego własną stała się jedyną rzeczą, jaką jego zmysły były w stanie zarejestrować. A później, zupełnie jak na filmach, Tony po prostu mrugnął i rzeczywistość pojawiła się z powrotem. Okazało się, że stoi na tym piętrze w części mieszkalnej Stark Tower, na którym były te śmieszne balkony.

To właśnie był ten moment, w którym zadecydował, że musi zbudować teleporter. Nie obchodziło go, ile miesięcy mu to zajmie ani ile jabłek laboratoryjnych będzie musiał poświęcić w trakcie. Po prostu, do jasnej cholery, to zrobi.

Loki prawie natychmiast puścił jego rękę i odsunął się, po czym rozejrzał po pomieszczeniu. Ze sporym zainteresowaniem przyjrzał się pozbawionemu narzędzi miejscu pracy, któremu brakowało wszystkiego, co choćby odlegle przypominało elektronikę. Rzucił Tony'emu przez ramię spojrzenie zmrużonych oczu, które było pełne wyrachowania.

— SHIELD doszło do wniosku, że twoje zdolności są niebezpieczne.

Tony stwierdził, że nie chce mu się zaprzeczać. Zamiast tego po prostu wzruszył ramionami i podszedł do szafy o dużych szufladach, znajdującej się za biurkiem o pokrytym szkłem blacie. Miał w jednej z nich cyfrową podkładkę do szkicowania, mógł się o to założyć.

— SHIELD lubi wyglądać groźnie — wyjaśnił, wskazując na puste biurko. — Ale to się nie liczy, jutro będę miał wszystko z powrotem. Może nawet wcześniej. Zależy od tego, jak bardzo Steve czuje się winny. — Tony wyciągnął zwiniętą podkładkę z szuflady, a także pasujący do niej rysik, po czym wstał i rozłożył ją na biurku. Miała terabajt pamięci, co musiało mu wystarczyć, póki Jarvis nie wróci. Jego symulacje 3D nie były niezbędne, ale dzięki nim Tony'emu o wiele łatwiej się projektowało, cholera jasna.

Loki uniósł berło w dłoni i podszedł do przeciwnej strony biurka. Tony doszedł do wniosku, że taka bliskość nie jest do końca wygodna (teleportacja się nie liczyła). Ostatecznie pięć minut temu Loki zmienił człowieka w gęstą zupę. Ale bóg po prostu wpatrywał się w podkładkę, która zamigotała, włączając się, i pokryła się niebieskimi liniami, po czym automatycznie utworzyła nowy plik.

— Berło proszę. — Tony wskazał na biurko. — Najlepiej bez ludzkich szczątków. Ani żadnych innych.

Pięść Lokiego zacisnęła się na berle, jakby zamierzał go użyć. Jednak chociaż przywołał magię, był to tylko słaby połysk zielono-złotego światła, które usunęło krew z zakrzywionej, zmieniającej się w metalowy hak głowicy berła. Odlegle przypominało to Tony'emu hydrę lerneńską; trzy wężowe głowy skręcały się ze sobą i tworzyły zakończenie. Wgranie tam Impasu bez pocięcia sobie rąk będzie niezłym wyzwaniem.

— Dobrze — powiedział Tony, kiedy Loki położył tę całą przerośniętą dzidę na biurku. — To wszystko, czego potrzebuję. Wróć za kilka dni. Wtedy powinienem mieć więcej niż szkice i pomysły.

Oczy Lokiego rozbłysły, kiedy to usłyszał, ale nie odpowiedział od razu. Jego blade usta wykrzywiły się z niezadowoleniem. Ponownie skierował wzrok na berło i przesunął po nim palcem o czarnym paznokciu.

— Ta część to Uru. Nie sugerowałbym majstrowania przy niej — powiedział cicho, opierając czubek palca o środek głowni. Z jego opuszka wypłynęła kropla krwi, która nadała jasnemu metalowi różowawe zabarwienie. — Nie ugnie się, nie stopi, nie roztrzaska. A przynajmniej nie w żadnej kuźni, którą można tutaj znaleźć. Reszta jest wystarczająco kowalna.

Tony zagwizdał cicho. Uru to metal, z którego był wykuty Mjölnir. Dobry przewodnik magii i czarów, jak mówił Thor. Mjölnir był otoczony wieloma warstwami zaklęć. Jeśli Uru znajduje się w centralnej części berła, resztę można rozebrać.

— Gdzie je znalazłeś?

— Jest moje — odparł Loki stanowczo. — Rozłóż je na części; nie obchodzi mnie to. Zwyczajnie uczyń je dla mnie użytecznym. Amora musi być niezdolna do używania magii, zanim odbiorę jej jego duszę.

— Dlaczego? — zapytał bezceremonialnie Tony i zmarszczył brwi. — Bądźmy szczerzy; siły ci nie brakuje. Amora jest przebiegła i chorobliwie skupiona na celu i tak, jest dobra w kontroli umysłu, ale nie jest tobą. Wydaje mi się, że mógłbyś sobie z nią poradzić. — To nie był komplement, a przynajmniej ton głosu Tony'ego na to nie wskazywał. A Loki słusznie nie wziął tego za pochwałę.

— Istnieje takie prawdopodobieństwo. Lecz jeśli zmuszę ją do walki, a jej ponownie uda się zbiec… nieco skomplikuje to obraz rzeczy. — Mięśnie jego szczęki się napięły. — To nie może mieć miejsca. Jeszcze nie. Więcej nie potrzebujesz wiedzieć.

Zaniepokojony tym Tony obserwował, jak Loki odsuwa się od biurka i kieruje wzrok na popołudniową panoramę miasta.

Nawet w ciepłych światłach penthouse'u Loki wciąż przypominał ożywione zwłoki z fetyszem czarnej skóry. Co się z nim, do jasnej cholery, działo? Pokrywająca jego zbroję krew to jedna rzecz, ale dało się w nim też zauważyć dzikość, której nie było wcześniej. Loki wyglądał jak jakiś barbarzyńca; chudszy i bardziej kanciasty, wyrośnięty i obdarty. Tony przyglądał się długiemu pasmu jego ciemnych włosów, paznokciom o nienaturalnym kolorze i nienormalnemu błyskowi w oczach. Czyżby zaczął używać jakiejś jeszcze dziwniejszej magii?

Może taki po prostu był prawdziwy Loki kryjący się pod maską srebrnego języka i oszustw. Składał się z destrukcji i ledwo co powstrzymywanej, wrzącej wściekłości.

— Amora jest w kleszczach zaklęcia lokalizującego, które na nią nałożyłem — powiedział nagle Loki. — Póki go nie złamie, nie będzie próbowała manipulować przy duszy Thora. Powinno jej to zająć przynajmniej tydzień.

Tydzień. Siedem dni. Sto sześćdziesiąt osiem godzin. Czyżby ktoś zaczął odczuwać panikę?

— Wiesz, i zazwyczaj tego nie mówię, żeby nie było, ale być może nieco przeceniasz moje umiejętności. Kiedy ostatnio sprawdzałem, nie miałem lampy z dżinem. — Jego umysł już rozmyślał nad różnymi wariantami modyfikacji berła. — To nie jest po prostu Podwójny Impas, to… to coś, co czasami jest Podwójnym Impasem, który strzela promieniowaniem i może być użyty jako magiczne berło. To jak próba zrobienia broni z ognia i lodu…

— Jeśli nie zamierzasz robić niczego poza narzekaniem, zawsze mogę zagrozić życiu wszystkich, o których dbasz — przerwał mu zimno Loki. — Panny Potts, a może odważnego pułkownika Rhodesa? Lub chociażby Kapitana Rogersa, który patrzył na ciebie z takim żalem. Czy fakt, że miałbyś czyjąś śmierć na sumieniu, zmotywowałby cię do szybszej pracy i mniejszej ilości mówienia? Mogę ci zdecydowanie wyświadczyć tę przysługę. — Loki wysunął przed siebie dłoń, nad którą trzeszczała zielono-czarna magia. Wyglądała na skażoną i rozlewała się nad jego skórą niczym cuchnąca benzyna. Cóż, nie ma mowy, żeby magia Lokiego wyglądała tak wcześniej.

— Przygaś to trochę, dobrze? Może i nie rozumiem, czemu, u licha ciężkiego, tak naprawdę to robisz, ale też chcę odzyskać Thora. — Ta magia zdecydowanie nie wyglądała higienicznie. Tony poczekał, aż Loki opuści rękę, a potem kontynuował: — Wymyślę coś, co odpowiada twoim potrzebom. W międzyczasie mógłbyś… najść jakąś kosmetyczkę czy coś. Powinieneś w ten sposób zabić kilka godzin. Wyglądasz okropnie.

No, to trafiło w czuły punkt, pomyślał Tony, kiedy oczy Lokiego zmrużyły się niebezpiecznie. Kiedy podszedł w stronę Starka, wyglądał jak skradający się dziki kot.

— W porównaniu do czego, Stark? Czyżby do ostatniego razu, kiedy mnie widziałeś? — Tej prezentacji zębów nie dało się w żadnym wypadku pomylić z uśmiechem. — Pozostań świadomy, że nie zapomniałem tego, iż przyłożyłeś rękę do mojego uwięzienia.

— Nie oczekiwałbym tego po tobie. — Tony popukał rysikiem w berło, a Loki zrobił w jego stronę kolejny długi krok, tym razem wzdłuż brzegu biurka. — Założę się, że pamiętasz też, kto cię stamtąd wypuścił. I kogo wciąż potrzebujesz, bo ma ci zrobić nową broń, zanim w ogóle pomyślisz o zabijaniu kogokolwiek. Wliczając to w moich przyjaciół. — Tony wskazał głową drzwi. — A teraz wynoś się z mojego domu. Muszę się tym wreszcie zająć.

Oburzenie wykrzywiło twarz Lokiego na jedną niesamowicie zadowalającą sekundę, zanim obrócił się na pięcie z wykrzywionymi ustami. Obaj wiedzieli, że Tony jest nietykalny, póki nie skończy robić berła. Być może zapłaci za to później — dobra, niemalże na sto procent zapłaci za to później — ale po prostu dobrze było się ponownie poczuć panem w swoim domu.

A fakt, że to działania Lokiego wydostały go z tej niemożliwie lepkiej sytuacji z SHIELDem, był tylko irytującym szczegółem.

— Wiesz — rzucił, kiedy ciało Lokiego rozbłysło od mocy — miałeś naprawdę niezłe wyczucie czasu. Jak mnie znalazłeś?

Z jakiegoś powodu rozproszyło to nieco wściekłość Lokiego. Kącik jego ust uniósł się lekko w górę, a Tony'ego uderzyła ta nagła przemiana wyrazu jego twarzy z pełnego złych zamiarów do złośliwego.

— Cóż, podejrzewam, że to odpowiada na jedno z pytań, które miałem — odparł Loki, a w jego spojrzeniu zabłysła zapowiedź jakiegoś niefortunnego wydarzenia. — Naprawdę w ogóle nie masz wyczucia magii, nieprawdaż?

Tony zastanawiał się nad tym przez dokładnie dwie sekundy, zanim słowa „zaklęcie lokalizacyjne" i wspomnienie zimnej jak lód magii wlewającej się do jego serca sprawiły, że poczuł nagłą panikę. O Boże, to coś znajdowało się wewnątrz niego przez cały ten czas, skryło się tam niczym złośliwy demon, świecący uroczy GPS z piekła…

— Nie wydałem zgody na rzucenie tego zaklęcia, ty chory, śledzący wszystkich magiku za dwa dolce — wypluł z siebie Tony, czując, jak jego twarz płonie. W jego klatce piersiowej znajdowała się magia. — A teraz to ze mnie wyciągnij, do kurwy nędzy.

— Nie wydaje mi się. A teraz życzę ci produktywnego popołudnia, Stark — odparł Loki, kiedy energia zaczęła go zalewać. — Oczekuj mnie jutro.

— Nie możesz tak po prostu… i już go tutaj nie ma. Cudownie. Cholera. — Cóż, to przynajmniej wyjaśniało, jak Loki przeteleportował się dokładnie do miejsca jego pobytu tej nocy, której Doombot nagle zaatakował. Mowa była o pogwałceniu prywatności najwyższego poziomu. To po prostu nie miało sensu; dlaczego niby Loki chciał go mieć na oku? A może po prostu wypróbowywał na nim nowe użyteczne zaklęcie po złamaniu tego, które rzuciła na niego Amora? Jego wersja musiała być silniejsza, bo inaczej Czarodziejka już by je złamała.

Tony'ego uderzyło, że po odkryciu każdej nowej prawdy kryjącej się za postępowaniem Lokiego, niektóre z jego czynów zaczynały mieć jeszcze mniej sensu niż wcześniej. Zaczął się przez to zastanawiać, czy naprawdę ujawniały jakąś prawdę. Być może tylko sam się oszukiwał.

Być może Loki mu na to pozwalał.

Ale była to tajemnica do rozwiązania w późniejszym czasie. Na razie miał nad czym pracować.

Tony przesunął rysikiem po biurku, po czym wydostał się ze swojej marynarki i poluzował krawat tak, żeby rozpiąć kołnierzyk. Leżące przed nim berło zalśniło łobuzersko, a na jego powierzchni odbijały się refleksy popołudniowego słońca.

Nie wyglądało jak coś, co Loki sam sobie wybrał. Było zbyt proste, zbyt ograniczone. Zanim Tony z nim skończy, zupełnie się to zmieni. Poza fragmentem z Uru, którego nie wolno było dotykać, a który bezgranicznie go fascynował.

Tony wypchnął tę myśl z umysłu na jakiś czas i zagapił się na podkładkę do szkicowania. Widoczne na niej puste kratki zazwyczaj go kusiły, ale tym razem musiał być ostrożny. Zniszczenie magii Amory bez uszkodzenia Lokiego było trudnym do osiągnięcia celem. Oznaczało izolację sygnatur energii, celność uderzenia promienia, nie wspominając o tym, że czas dezaktywacji antymagicznego promieniowania należy przyśpieszyć tak, aby berło mogło szybko zmienić się w magiczne. W głowie Tony'ego pojawiło się tysiąc możliwości, a każda była bardziej zniechęcająca niż poprzednia.

— Najpierw najważniejsze — wymamrotał Tony sam do siebie i oparł rękę o stół. — Muszę się napić i zjeść niesamowicie tłuste frytki, a także…

Musiał mieć swój warsztat, co absolutnie nie było możliwe. Steve może i chciał mu zwrócić pełny dostęp, ale to nie była robota dla Avengersów. Ani nawet dla Iron Mana. Tylko dla Tony'ego Starka, twórcy broni. Tyle potrafił już wiele lat wcześniej. Nie potrzebował do tego Avengersów.

Prawdę mówiąc, prawdopodobnie lepiej było ich do tego nie mieszać, biorąc pod uwagę to, jak rzeczy ostatnio się miały. Może to właśnie była ta prawdziwa przerwa, której potrzebował. Chwila odpoczynku od Avengersów, z powrotem wyłącznie we własnym towarzystwie, otoczony przez urządzenia i skupiony na projektowaniu nowej, ważnej w walce superczarnych charakterów rzeczy. Na próbie ocalenia własnego życia w najbardziej egoistyczny sposób, jaki znał.

Zrobił to już kiedyś, serio.

Mogło się nawet okazać, że to dla niego dobrze.

Dziesięć godzin, siedem niemożliwych projektów i butelkę szkockiej później Tony zaczął na serio rozważać po prostu sklonowanie nowego Thora.

Z pewnością byłoby to łatwiejsze.

— Puk puk, dupku! Otwieraj drzwi, muszę się wysikać!

Tony podskoczył, budząc się i zwalając pustą butelkę szkockiej na podłogę. Niemalże upadł na kanapę, zanim zorientował się, co się dzieje. Cholera jasna, na zewnątrz ciągle było ciemno. Kto, u licha ciężkiego…?

— No dalej, Tony — powiedział drugi głos. Natasza. — Mogę przedrzeć się przez twój system, ale nie piłam jeszcze dzisiaj kawy. Przynieśliśmy ze sobą prezenty.

Clint i Natasza. Ponownie przyszli złożyć mu wizytę. Z pewnością to Fury ich nasłał. Najprawdopodobniej powiedział im, żeby tym razem pozbyli się Lokiego. Szczególnie po tym, co przydarzyło się temu szczęśliwcowi, który pociągnął za spust. Nie wspominając o tych wszystkich groźbach.

A mimo to mieli jakieś prezenty? Tony zastanowił się nad tym, pocierając zaspane oczy. Ile niby spał, jakieś trzy godziny?

— Tony, rusz się. Te rzeczy są ciężkie. — Cóż, to musiał być Bruce. — Nikt nie ma może klucza?

Co oni wszyscy, u licha ciężkiego, tutaj robili? Jego sprzęt mogli przynieść z powrotem agenci SHIELDu. Tony spodziewał się wynajętych marud; tych samych, które odarły jego mieszkanie z elektroniki aż do kabli. Ale zamiast tego ta trójka zjawiła się pod jego drzwiami i to jeszcze przed świtem, żeby mu pomóc. Lub w przypadku Clinta skorzystać z łazienki.

Tyle w kwestii zrobienia tego samemu, pomyślał Tony i przełknął ślinę. Serio, i to tyle.

— Zamierzasz otworzyć drzwi? — zapytał głos z ocienionego balkonu. Lokiego widać było tylko dzięki nieludzkiemu blaskowi jego oczu, który, prawdę mówiąc, cholernie przerażał Tony'ego. Jak długo on już tam stał?

— Wcześnie wpadłeś — skomentował zamiast się przywitać. Loki podszedł do niego powoli, poruszając się cicho w mroku przed świtem. Chyba wciąż miał na sobie zbroję i skórę. Tony miał nadzieję, że przynajmniej pozbył się krwi.

— Doprowadziłem do końca moje sprawy. — W tonie głosu Lokiego krył się cały świat sekretów. — Otwórz drzwi, Stark. A może ja powinienem się tym zająć?

Nie w tym życiu, pomyślał Tony, po czym wstał i potknął się lekko o zrolowaną podkładkę do szkiców, na której bazgrał. Jak na razie każdy pomysł był kompletną porażką, ale nie chciał tego mówić Lokiemu. Coś wymyśli. Tym razem porażka nie wchodziła w grę.

Tony przycisnął ręczne otwieranie na drzwiach windy i bezwiednie podrapał się po brzuchu, kiedy drzwi otworzyły się, ukazując wybitnie niewzruszone twarze Bruce'a, Nataszy i Clinta. Trzymali ogromny lśniący panel z obwodami elektrycznymi, światełkami i kablami. Był wyższy od przeciętnego człowieka, okryty cienką warstwą kryształu, silikonu i dobrego staroświeckiego plastiku.

To było serce Jarvisa. A przynajmniej jedno z nich. Co ważniejsze, było to serce, które należało do Stark Tower; to samo, które zabrali, żeby powstrzymać Tony'ego przed niegrzecznym zachowywaniem się w czasie aresztu domowego. A oni poszli i go uwolnili.

— Zanim zaczniesz szlochać i nam dziękować, ostrzegam, że wcale nie zrobiliśmy tego, bo jesteśmy mili — stęknął Clint, kiedy zaczęli manewrować rdzeniem Sztucznej Inteligencji. — Jarvis zachowuje się ostatnio bardzo dziwnie. Jakby bez ciebie nie miał pojęcia, jak z kimkolwiek rozmawiać. Ograniczył się do swoich podstawowych funkcji. Nie chce mi już nawet ściągać porno.

Tony nie był zaskoczony.

— Tak myślałem. Po zaprojektowaniu stroju Iron Mana zmodernizowałem jego bardziej skomplikowane funkcje tak, żeby przeszły w tryb awaryjny, jeśli zostaniemy rozdzieleni na dłużej niż trzy tygodnie. Jarvis wciąż rozróżni przyjaciela od wroga i zanalizuje informacje, ale w gruncie rzeczy staje się wtedy pozbawioną dodatków wersją samego siebie. — Uśmiechnął się na widok grymasu Clinta. — Czyżbyś za nim tęsknił, Barton?

— Nie osądzaj mnie — wymamrotał Clint, kiedy powoli szli przez pokój, w którym wcześniej znajdował się panel. Tony popędził naprzód, nacisnął miejsce na panel w kilku kluczowych miejscach, żeby je otworzyć, zanim do niego doszli. Rdzeń musiał być bardzo ostrożnie wpasowany do każdej szczeliny i chociaż precyzja była mocną stroną jego znajomych, żołądek Tony'ego i tak zacisnął się z niepokojem, kiedy wkładali go na miejsce.

— Było cicho — powiedział w końcu Bruce, kiedy dźwignęli panel do pozycji pionowej. Tony niemalże czuł, jak kilka pasemek włosów mu siwieje od samego patrzenia. — Brak Thora, brak Jarvisa, brak ciebie. Steve praktycznie zamieszkał w siłowni na jakiś tydzień. Byliśmy sami ze sobą przez większość czasu.

Tony pomógł im dopasować panel, nasłuchując kliknięcia. Kiedy się rozległo, delikatnie popchnął rdzeń z powrotem do głównego procesora, który zasilał budynek, zatrzasnął klapkę i czekał.

Absolutnie nic się nie wydarzyło. Stojąca u jego boku Natasza zesztywniała, najprawdopodobniej analizując każdy krok, jaki zrobili w czasie drogi od skarbca do penthouse'u, i zastanawiając się, kiedy rdzeń mógł zostać uszkodzony. Znajdujący się obok niej Clint patrzył na niego spojrzeniem, które wskazywało na to, że bezgłośnie krzyczy.

Tony drgnął, kiedy zrozumiał, o co chodzi.

— Dobra, na moją obronę mogę powiedzieć tylko tyle, że robię coś takiego po raz pierwszy. Ktoś ma telefon? Muszę zadzwonić do Jarvisa.

— Wiesz, że on tak naprawdę nie jest osobą, nie? — zapytał powoli Clint i popatrzył na Tony'ego, jakby ten uciekł ze szpitala psychiatrycznego. Bruce po prostu wyciągnął z kieszeni swoją starą Nokię i podał ją Starkowi.

— Chcesz z powrotem swoje „stokrotkowe łańcuchy" czy nie?

— Oglądałeś moje porno?

— Jarvis generuje raz na tydzień raport o użyciu plików dużego rozmiaru oraz stron internetowych, z których zostały ściągnięte. Zaciekawiło mnie to.

Clint wyglądał jak ktoś, kogo zdradził jego najbliższy przyjaciel, co cholernie rozbawiło Tony'ego. Jarvis mógł składać wszelkie obietnice pod słońcem, że dotrzyma tajemnicy, ale nie był w stanie skłamać Tony'emu. Clint najprawdopodobniej uwierzył Jarvisowi, że nikt się nie dowie.

— Być może moglibyśmy zmarnować jeszcze trochę czasu? — zapytał zimno Loki zza ich pleców. — Ostatecznie musimy się śpieszyć tylko w imię ciągłości egzystencji Thora.

Clint wyciągnął nóż myśliwski ze swojego paska i wykręcił nim młynek, a w tym samym czasie Natasza stanęła tak, żeby chronić jego lewy bok. Z kolei Bruce tylko przyjrzał się Lokiemu znacząco.

— Och, jasne, bo tak bardzo cię to martwi? — odparł Clint z niedowierzaniem. — Spróbuj bronić jego pleców przez jakieś kurewskie pięć lat pod rząd, to potem może będziesz mógł użyć tego argumentu.

Zaczęcie ranka paskudną kłótnią to naprawdę mądry ruch, stwierdził Tony. Dobry na ciśnienie. Pozytywnie wpłynie na wynagrodzenie grabarza.

— Nie wygłaszaj mi kazań o solidarności i braterstwie, agencie Barton — odparł Loki i wykrzywił wargi. — Krew, którą rozlałem dla Thora na przestrzeni wieków, mogłaby zabarwić cały ocean. Dlatego być może powinieneś odłożyć swój nóż, zanim umieszczę go w jakimś nieprzyjemnym miejscu.

Clint wyglądał, jakby chciał się z nim jeszcze trochę pokłócić na ten temat, ale Natasza spojrzała na niego ostro.

— Nie po to tutaj jesteśmy. A Loki ma rację. Marnujemy czas.

Tony znalazł numer kwatery głównej Avengersów i nacisnął kciukiem zieloną słuchawkę. Miał wrażenie, że część napięcia w pomieszczeniu opadła, kiedy Clint powoli wsunął swój nóż z powrotem do paska dżinsów. Mogło pójść o wiele gorzej. Tony wyprostował się, kiedy ktoś odebrał telefon.

Niestety nie był to Jarvis.

— Hej, Bruce — powiedział Steve. Brzmiał na obudzonego, co było śmieszne, biorąc pod uwagę godzinę. — Czego potrzebujesz? Jest za wcześnie, żebyś dzwonił z informacjami. Coś się stało?

Tony miał wrażenie, że do żołądka wlało mu się coś lodowatego. Połączenie miało się przełączyć do automatycznej sieci elektronicznej; ostatecznie nikt nie odbierał telefonu, zanim Jarvis go nie przekierował. Świetnie.

— Nic, czego nie mógłbyś naprawić, przekazując połączenie do głównej sieci, Kapitanie — powiedział gładko i zignorował zaskoczony okrzyk po drugiej stronie. — A poza tym, cóż, bardzo chciałbym z tobą pogadać na temat informacji, które Banner ma ci dawać, ale naprawdę się śpieszę.

— To nie tak… — zaczął Steve, jednak niemal natychmiast urwał. — No dobrze. Jasne. Przełączam cię. — Na linii zapadła cisza, kiedy połączenie zostało przekierowane. Tony wykorzystał ten czas na spiorunowanie Bruce'a spojrzeniem. Ten tylko wzruszył ramionami wysoce nieprzepraszająco.

— To on przekazuje informacje Fury'emu — powiedział Bruce celem wyjaśnienia. — I wie, że nie chcesz go tutaj.

— Kiedy to niby powiedziałem? Nigdy mu tego wyraźnie nie powiedziałem. — Co było absolutnie prawdą i Tony będzie bronił tego do końca świata. Wyprostował się, kiedy usłyszał kliknięcie oznajmiające połączenie z główną siecią, co oznaczało, że Jarvis zajmie się nadchodzącą prośbą o pomoc.

Proszę podać powód połączenia — zabrzęczał Jarvis automatycznie. Mówił z nagrania, ale i tak był to najprostszy sposób na aktywowanie go głosem na odległość.

— Jarvis! Proszę, powiedz mi, że za mną tęskniłeś — powiedział Tony i uśmiechnął się, kiedy pozostali spojrzeli na niego bez wyrazu.

Przez kilka sekund słychać było przerywany dźwięk. Jarvis porównywał długość fali dźwiękowych głosu Tony'ego z tymi ze swoich zabezpieczeń, a potem przywracał swoje systemy z powrotem do pełnej wydajności.

Proszę pana, pańskie ostatnie polecenie przyjąłem trzy przecinek siedem tygodnia temu. Czy dobrze się pan miewa?

— Lepiej niż dobrze. Podłącz się dla mnie do Stark Tower. Mamy parę rzeczy do zrobienia.

Rozpoczynam podłączanie się. Dobrze mieć pana z powrotem.

Kiedy Tony się rozłączył, w pokoju zapaliły się wszystkie światła, co oznaczało, że Jarvis powracał na swoje miejsce. I dobrze. Tony od razu zaczął się w nim czuć bardziej jak u siebie.

— Skoro Jarvis wrócił, potrzebujesz już tylko swoich urządzeń, żeby zacząć działać z normalną wydajnością, prawda? — zapytała Natasza i podwinęła rękawy. Okazało się, że do każdego przedramienia miała przymocowane po nożu sprężynowym. Loki uniósł lekko brwi, kiedy to zobaczył, ale nic nie powiedział. Clint po prostu wyglądał na przygnębionego.

— Mistrzowski zabójca zredukowany do chłopca na posyłki — powiedział marudnie, po czym rzucił okiem na Bruce'a. — Hej, nie sądzisz może, że…

— Zniszczyłby wszystko w swoim otoczeniu, więc nie, nie sądzę — odparł z rozbawieniem Bruce. — Poza tym jestem tutaj po to, żeby pomóc Tony'emu. Jeśli będzie mnie chciał. — Zanim Banner oferował swoją pomoc, zawsze przez sekundę się wahał, ale nie proponował jej, jeśli tak naprawdę nie chciał pomóc. Pomoc od eksperta na temat promieniowania? A niby dlaczego nie, u licha ciężkiego? Co prawda Tony nie zamierzał pakować do berła paskudnych zielonych fal gamma, ale punkt widzenia Bruce'a na pewno niezmiernie mu pomoże.

— Tak. Tak, zdecydowanie cię chcę — powiedział Tony z przekonaniem. — Jeśli będziemy pracować razem, to albo nam się uda, albo wymyślimy podróże w czasie, jedno z dwojga. Zacznijmy, a reszta zajmie się przynoszeniem sprzętu. Tylko daj mi się wykąpać i wypić parę hektolitrów espresso.

Bruce przytaknął.

— Otworzę moje dawne laboratorium. Z pomieszczenia wyłożonego ołowiem powinien być dobry pokój testowy. — Bez żadnych dalszych komentarzy obrócił się na pięcie i skierował do windy. Laboratorium Bannera nie było używane od zbudowania kwatery głównej Avengersów, ale w środku wszystko powinno być tam, gdzie to zostawił. Choć pewnie wszystkie sprzęty pokrywała spora warstwa kurzu.

Natasza zerknęła w stronę kuchni. A konkretnie w stronę ekspresu do kawy, który stał na blacie. Clint po prostu wyglądał, jakby coś go bardzo bolało. Za to Loki z kamiennym spokojem ignorował ich wszystkich, a jego wzrok wypalał dziury w ścianie. Tony zastanawiał się nad tym przez dokładnie trzy sekundy.

— Dobra, Natasza, zrób kawę, kiedy ja będę brał prysznic, i śmiało, częstuj się, czym chcesz. Barton, toaleta jest po prawej. Zawiadomcie Jarvisa, jeśli będziecie mieli jakieś problemy. Poza tym, czy ktoś mógłby kazać Steve'owi zrobić rozsądny użytek z tych jego mięśni superżołnierza? — Tony zamilkł, kiedy coś mu się przypomniało. — A skoro mowa o mięśniach, gdzie jest Thor?

Kątem oka zauważył, że Loki drgnął lekko. Natasza tylko wzruszyła ramionami.

— Z powrotem w kwaterze głównej. Steve z nim siedzi. — Cóż, to miało sens.

— Jakieś zmiany?

Zawahała się nieco.

— Raczej zachowuje się tak samo. Jarvis zarejestrował lekki spadek aktywności jego mózgu, zanim zamilkł. Ciało Thora… przeżyło kilka wypadków. Zajęliśmy się nim.

Tony zamrugał.

— Wypadków?

Natasza po prostu spojrzała mu prosto w oczy i bardzo wymownie nie zerkała na Lokiego. Tony nagle zrozumiał, co miała na myśli, i żołądek opadł mu do kolan. Dobra, czyli po prostu musiał pracować odrobinkę szybciej. Chociażby tylko po to, żeby nie musieć patrzeć na to, jak ich bóg piorunów o pustych oczach traci resztki swojej godności. Może i nie było go w chwili obecnej w środku, ale to wciąż był Thor.

— Cóż, jeśli nic się nie dzieje na mieście, poproś Steve'a o pomoc. Thorowi może się spodobać zmiana otoczenia, skoro już o tym mowa. — A poza tym może uda się w ten sposób wykurzyć Lokiego z budynku na kilka godzin. Fakt, że jego obecność po prostu dało się wyczuć w powietrzu, cholernie irytował Tony'ego.

Jako że ustalili plan dnia, rozdzielili się i każdy poszedł w swoją stronę. Tony zostawił ich, żeby wziąć prysznic, a kiedy szedł przez penthouse, jego umysł rozważał wszelakie niemożliwości. Presja odnośnie tego, co miał zrobić, była niemalże nieznośna, ale prędzej umrze, niż się podda. Kiedy ostatnio czuł się podobnie, sprawa dotyczyła zatrucia palladem, a stawką było jego własne życie. Tym razem rzeczy wyglądały mniej beznadziejnie. To termin zakończenia pracy był problemem.

Nagle odkrycie podróży w czasie z Bruce'em Bannerem zaczęło się wydawać o wiele bardziej wykonalne.

Tony odruchowo umieścił to na swojej liście rzeczy do zrobienia, jeśli nie powiedzie im się z berłem.

Dzień minął im na licznych skanach, pisaniu równań oraz analizie działania Podwójnego Impasu, któremu przyjrzeli się na wszystkie sposoby, jakie Jarvis mógł znaleźć. Z połączenia inżynierskiego talentu Tony'ego i wiedzy Bruce'a na temat napromieniowania rzeczy i następnego trzymania ich w zamknięciu powinny wyniknąć przynajmniej plany tego, co zamierzają zrobić z berłem.

Zamiast tego mieli bałagan pełen elektronicznych szkiców, kilka pustych kubków po kawie, a Bruce zaczął przejawiać bardzo niepokojący tik w szczęce, który wcale nie podobał się Tony'emu.

— Jest źle, prawda? — zapytał Stark ze zmęczeniem i pochylił się nad blatem. — Moglibyśmy to zrobić w ciągu kilku miesięcy, jasne. Ale w sześć dni?

Bruce wsunął dłoń we włosy i jeszcze raz przyjrzał się projektowi berła.

— To izolacja jest problemem — odparł i zmarszczył brwi, patrząc na hologram. — Magia nie jest podobna do prądu ani nawet pola promieniowania Impasu. Nie da się zniszczyć magii Amory bez uszkodzenia Lokiego za każdym razem, kiedy używa tego cholerstwa. Będzie trzeba przelać ocean przez ucho igielne, zanim wpadniemy na to, jak odizolować Impas od całej reszty.

Zapadła pełna zmęczenia cisza, a Bruce i Tony zaczęli rozmyślać nad problemem, który mieli. Magia była po prostu zbyt nieznanym czynnikiem. Thor upierał się, że magia to najzwyczajniej w świecie (a w sumie w paru) inny rodzaj nauki, ale nawet jeśli miał rację, Tony wciąż nie ogarnął jej zmiennych i równań. Magia łamała wszystkie zasady.

— Może powinniśmy zapytać Lokiego — zasugerował Bruce i zdjął okulary z nosa, żeby przetrzeć je rękawem. — W końcu jest czarownikiem. — Tony rzucił mu przeciągłe spojrzenie.

— Widziałeś go, prawda? Długie włosy, ostre pazury, bardziej szalony niż mojej świętej pamięci ciotunia. Nie wiem, co go powstrzymało przed przebiciem Clinta na wylot swoją pięścią, ale nie wyglądało na to, żeby miał z radością przyjąć wieść, że skończyły się nam pomysły.

Najprawdopodobniej Loki zraniłby przypadkową osobę i jeszcze raz zagroził, że zabije ich wszystkich. A w każdym razie wydawał się być w swoim żywiole, kiedy zrobił tak poprzedniej nocy. Poza tym Tony nie chciał, żeby przedstawienie się już skończyło. Z całą pewnością to, co mieli zrobić, było wykonalne; po prostu jeszcze nie wiedział jak.

— Nie wydaje ci się interesujące, że ktoś o jego ego poprosił o pomoc?

Tony zmarszczył brwi.

— Czyżbyś sugerował, że jego ego jest większe od mojego? Ponieważ zapewniam pana, doktorze Banner…

Drzwi do laboratorium otworzyły się z hukiem, a Steve wkroczył do środka, niosąc coś w rękach. Małe metalowe coś, co Tony zostawił w warsztacie w kwaterze głównej. Steve przeglądał jego rzeczy?

— Pomyślałem, że może się przydać — powiedział Steve celem wyjaśnienia i wyciągnął Podwójny Impas w stronę Tony'ego. Jego spojrzenie było pewne siebie i szczere, ale w jego głosie brzmiała ostrożna nuta, której Tony nigdy wcześniej u niego nie słyszał. — Jarvis powiedział mi, jak to odłączyć.

— No jasne — odparł Tony krótko. Stan frustracji i niedoboru snu nie był najlepszym na długą, wyczerpującą rozmowę z Kapitanem Ameryką. — Jarvis rozpoznaje cię jako jedyną osobę, jeśli nie liczyć mnie, która ma pozwolenie na dostęp do mojego warsztatu.

Steve nieznacznie zmarszczył brwi i położył Podwójny Impas na stole.

— To ty go zaprogramowałeś — przypomniał Tony'emu szorstkim głosem. Skinął Bruce'owi, który wyglądał, jakby bardzo się starał udawać, że nie słucha. — Jeśli będziecie mnie potrzebować, zadzwońcie.

Tony po prostu patrzył, jak Steve wychodzi, przyglądając się napiętym mięśniom na jego ramionach. Jego barki były wystarczająco szerokie, żeby unieść obowiązki i powinności, ale poczucie winy to coś zupełnie innego. Teoretycznie Tony wiedział, że Steve po prostu wykonywał swoją pracę. Robił to, co było słuszne. Podjął ciężką decyzję i postąpił według podręcznika dla superherosów. Ale ta świadomość jakoś nie poluzowała ciasnego węzła, który uformował się w jego klatce piersiowej, kiedy Steve zatrzasnął mu drzwi celi prosto w twarz.

— Jest twoim przyjacielem — powiedział Bruce cicho, obserwując Tony'ego uważnie. — I tylko dlatego, że wiesz, że postępujesz właściwie, nie oznacza, że Steve wtedy rozumiał…

— Według Steve'a szczyt poświęcenia to rzucenie się na granat, zanim ten wybuchnie — odparł szybko Tony. — Nigdy wobec nikogo nie stracił twarzy. Skąd niby złoty chłopiec miałby wiedzieć, jak to jest musieć… — Zamarł wpół słowa.

To było to.

— O mój Boże.

— Co? — spytał Bruce i zbladł, kiedy Tony się wyprostował. — Co takiego?

Przez jego głowę przefrunęły setki opcji, a każda z nich dodawała mu wiary w ten nagły pomysł. Linie uformowały się w plany i rdzenie promieniotwórcze, materiały wybuchowe i spusty, i pole promieniowania o promieniu, no, około dwudziestu stóp? To musiało być przynajmniej dwadzieścia stóp, ale gdyby Tony zredukował tę wartość do dziesięciu, mógłby wzmocnić siłę promieniowania, podziałać na magię aż do szpiku kości tej osoby i tak, tak, to by mogło wypalić

— Cholera, Tony, o czym ty myślisz?

— Granaty! — wyrzucił z siebie. Adrenalina w połączeniu z inspiracją zalały jego organizm. Wstał od stołu i przeszedł szybkim krokiem przez całe laboratorium. Jego umysł analizował wszystkie możliwości.

— Granaty — powtórzył Bruce powoli. — Chcesz dać Lokiemu zapalające urządzenie zabijające magię?

— Nie, nie — odparł Tony i wyszczerzył się. — Chcę mu dać dwadzieścia. Trzydzieści, jeśli dam radę. — Wskazał Podwójny Impas, który leżał na krześle. — Pomyśl o tym, Banner, pomyśl o takim malutkim czymś, no, powiedzmy, że rozmiaru piłki golfowej, taki Podwójny Impas, którym można rzucać. Biorąc pod uwagę zdolność Lokiego do teleportacji, promień wybuchu nie jest nawet problemem. Cholera, powinniśmy je wręcz przymocować do berła na wszelki wypadek… — Wyrzucił ręce w powietrze. — To efektywny pomysł, skraca czas produkcji tak, że pójdzie to w oka mgnieniu, i zadziała. Bruce, powiedz mi, że jestem geniuszem.

— Jesteś geniuszem — powiedział Bruce, jako że był dobrym człowiekiem. — Ale wciąż musimy wykombinować, jak bardzo energia Impasu musi być skoncentrowana, żeby natychmiast obezwładnić cel. — Ale mimo wszystko uśmiechał się, kiedy to mówił, ba, wręcz wyprostował się nieco na krześle. Tak, to zadziała.

Tony przeczesywał włosy ręką, robiąc kolejne okrążenie po laboratorium i wewnętrznie spisując sobie wszystkie części, których będzie potrzebował. Banner miał rację z tą koncentracją promieniowania, ale Jarvis zebrał wystarczająco dużo danych o Lokim, kiedy go skanowali, więc będą mogli oszacować konieczną moc. To nie tak, że mieli Amorę pod ręką, żeby jej zrobić skan w celu ostatecznego upewnienia się.

Cóż, była jeszcze jedna opcja, którą można było wykorzystać.

Naprawdę paskudna opcja, ale czasy pełne desperacji i cała reszta musiały się jakoś liczyć jako wytłumaczenie, no nie?

Nigdy nie szkodziło zapytać.

Loki wyglądał, jakby chciał zabić Tony'ego i zrobić sobie nową pelerynę z jego skóry.

— A więc — zaczął wolno. — Nie tylko mówicie mi, że w rzeczywistości nie możecie zrobić tego, co wam poleciłem, ale w dodatku jeszcze chcielibyście wypróbować na mnie to przeklęte ustrojstwo po raz trzeci? — Jego nozdrza rozszerzyły się w zduszonej wściekłości. — Tak, jakbym jeszcze nie spędził wystarczająco dużo czasu rozebrany i wychłostany niczym jakieś zwierzę?

Tony podrapał się po szyi. Wszyscy inni znajdujący się w pomieszczeniu zaczęli nagle wyglądać na niesamowicie czymś zajętych. Podsłuchujące dranie. Żadnego sprzętu w jego penthousie nie nastawiało się tak długo.

— Tak właściwie to tym razem możesz mieć na sobie zbroję — powiedział Lokiemu, krzywiąc się. Rzecz jasna ta informacja zdawała się być dość nikłym pocieszeniem. — Ale tak, to całkiem niezłe podsumowanie sytuacji. Mogę użyć starych danych, żeby spróbować przewiedzieć, ile będzie potrzeba, żeby wywalić ją z gry, ale magię cholernie ciężko się przewiduje. I nie wiem, jak efektywne będą moje wysiłki.

Tony odkrył, że nieco wstrzymuje oddech, przyglądając się, jak Loki przyswaja sobie te informacje. Stark był w sumie troszeczkę niepewny, czy zwyczajnie nie dostanie w twarz za samą sugestię. Zmiana planów dla berła to jedna rzecz, to dało się dość łatwo wytłumaczyć. Ale potrzeba wrzucenia Lokiego ponownie w to bagno dla Thora? To już była cholerna przesada i Tony o tym wiedział.

Ostatnim razem, kiedy Podwójny Impas został użyty na Lokim, zrobiono to, aby ułatwić torturowanie go. Urządzenie zrobione przez Tony'ego zniszczyło całą magiczną osłonę, ujawniło znienawidzoną formę i zmusiło go do poddania się przyprawiającemu o mdłości okrucieństwu. Kto niby, u ciężkiej cholery, zgodziłby się na potencjalne przejście przez to raz jeszcze?

Kiedy cisza się przedłużyła, Tony doszedł do wniosku, że tylko dupek by to zasugerował. Czasy pełne desperacji to jedno. Ale popchnięcie kogoś na łeb na szyję w coś takiego, nawet jeśli tym kimś był Loki — szalony i kurewsko wytrzymały Loki — wyłącznie dla dobra nauki? Oznaczało to, że Tony najzwyczajniej w świecie twierdzi, iż w porównaniu do Thora Loki jest tylko mięsem i magią. Jakby utrata poczytalności, i mocy oraz konieczność przybrania znienawidzonej formy nic nie znaczyły nic, kiedy chodziło o boga piorunów.

Czy nie było to dokładnym przeciwieństwo tego, co Thor usiłował mu uświadomić?

— Wiesz co, po prostu o tym zapomnij — powiedział krótko. Mogli znaleźć inne rozwiązanie problemu koncentracji promieniowania, ostatecznie zawsze znajdowali drogę wokół przeszkód…

— To będzie ostatni raz — powiedział po prostu Loki, wcinając się w ciąg myśli Tony'ego. Przyglądał się swoim paznokciom z bardzo dziwnym wyrazem twarzy. Przez chwilę wyglądał wręcz, jak ktoś, kto coś stracił. Ale kiedy uniósł wzrok, żeby spojrzeć na Tony'ego, na jego twarzy widać było wyłącznie zdecydowanie. — Mogę ufać twojej motywacji do tego momentu, Stark. Weź to pod uwagę. Stawka jest większa, niż zdajesz sobie sprawę.

No i znowu to coś. Wskazówka, przypomnienie, o które należy się martwić, póki Tony nie zrozumie, jakie jest drugie dno tej całej sprawy. Niemniej nie mógł sobie pozwolić na rozmyślanie nad tym, póki nie skończy wyznaczonego zadania. Co z kolei oznaczało, że trzeba zaprowadzić Lokiego do laboratorium Bruce'a i uderzyć w niego pokaźną dawką zabijającego magię promieniowania i to w dodatku mocniejszego niż to, któremu był poddany do tej pory.

Ale Loki chciał to zrobić i twierdził, że jest gotowy, więc Tony nie mógł się wahać odnośnie zrobienia tego, co trzeba było zrobić.

To będzie ostatni raz.

Czegokolwiek by to nie oznaczało, Tony musiał po prostu zadbać, żeby było to tego warte.