Szary pociąg pędził po szarych torach. Mijał szare pola, a za oknami padał szary deszcz. W szarych przedziałach, pozasłanianych szarymi zasłonami siedzieli szarzy ludzie. Mieli oni szare twarze, które patrzyły na niego z wściekłością. Bo on, Chłopiec-Który-Przeżył był, jak twierdzili, Chłopcem-Który-Pragnie-Uwagi. Chłopcem-Który-Skłamał. Marionetką Dumbledor 'a i bachorem, który pragnął sławy. On jednak pragnął być tylko Harry 'm. Chciał być zwykłym, szarym nastolatkiem, ze zwykłą, szarą rodziną. Ale nie mógł. Przez jednego czarnoksiężnika. Który powrócił „zza grobu". Ale Harry'emu nikt nie wierzył. Uznali, że jest żądnym sławy dzieciakiem, przyczepili mu metkę z napisem „wariat" i uznali, że to koniec. Jednak to nie był koniec. Voldemort wrócił, a Harry nie wiedział, co planuje. NIKT nie wiedział. Otworzył drzwi pustego przedziału. Swój szary kufer położył na szarej półce. Usiadł na szarym siedzeniu. Wpatrywał się w szary punkt za oknem. I wracał do domu.
Szarym korytarzem, szarego pociągu szła dziewczyna o fiołkowych oczach. Za nią dreptała nieśmiało ładna brązowooka. Zaglądały do każdego szarego przedziału i zawsze otrzymywali taką samą reakcję zwykłych, szarych ludzi. Rzucali oni szybkie „Pełno" i wlepiali w nie swój ciekawski, szary wzrok. Były świeżym mięsem. Były nowe. Nie miały jedenastu lat. To nie zdarzało się często w Hogwarcie. A oni chcieli wiedzieć jak najwięcej. Więc wlepiali swoje szare ślepia jak sępy, czekające na żer. A dziewczyny szły. Patrzyły w szarą podłogę, otwierały szare, przesuwne drzwi i zadawały ciche pytanie „Wolne?" I w końcu los się uśmiechnął. Albo raczej wyszczerzył swoje żółte zęby w pogardliwym uśmiechu. W jednym z przedziałów, siedział samotny chłopak. Po zadanym pytaniu, nawet nie podnosząc głowy powiedział: „Siadajcie".
Siadajcie. Siadajcie. Siadajcie. Dźwięczało mi w uszach. Wypowiedziane tak znajomym głosem, lekko ochrypłym, od nieużywania. Podniosłam wzrok. Siedział schowany za czarnymi, niesfornymi włosami i wielką książką.
-Harry- ten, którego miała zobaczyć za rok. Ten, który sprawiał, że się uśmiechała. Ten, który wstawił się za nią, kiedy goniła ją banda Dudley 'a. HARRY.
-Natalie? To ty?- zapytał niedowierzając. Podniósł swoje szmaragdowe oczy znad książki i rzucił mi szybkie spojrzenie. Chwilę później w jego oczach pojawiły się wesołe ogniki, a on sam wypuścił tom z ręki i przytulił mnie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, a ja zdołałam uchwycić zdziwione spojrzenie Jily.
-Jily to jest Harry. Harry to Jily Potter.
