Szary pociąg. Szare tłumy, szarych uczniów. Szare przedziały, szare twarze. Chłopak i dziewczyna. Rozmawiają. O przyjacielu. Przyjacielu? Przyjacielu. Chyba przyjacielu. Przyjacielu na niby. Przyjacielu na zlecenie. Przyjacielu dla większego dobra. Obłąkanym przyjacielu. Albo zwyczajnie o Harrym. Harrym Potterze.

-Miona. Nie rozumiesz. To już nie jest nasz Harry!- rudy chłopak tłumaczył coś dziewczynie z burzą kręconych włosów.

-Nie rozumiem, co się zmieniło Ronaldzie- oznajmiła dziewczyna. Ręce miała związane na piesi, a oczy spoglądały sceptycznie. Rudzielec westchnął ciężko.

-Miona, przecież dyrektor wszystko nam wytłumaczył! TO. NIE. JEST. HARRY.

-Ron! Jak tobą łatwo manipulować! Dyrektor powiedział, że Harry jest zły? Nie ma sprawy! Ale ja w to nie wierzę!

-Miona uspokój się! Jak myślisz? Dlaczego Harry zna mowę węży? Bo cząstka Sama-Wiesz-Kogo w nim jest! To nie jest Harry! To sam Czarny Pan!

-Niech to będzie i Merlin w sukience! Nie będę donosić na mojego przyjaciela!- w twarzy dziewczyny wyraźnie można było dostrzec furię. Oczy miotały błyskawicami, a włosy elektryzowały się od nadmiaru magii i energii w powietrzu. Chłopak chyba to wyczuł, bo uspakajająco położył jej dłoń na ramieniu.

-Hermiono to dla jego dobra. Dla naszego dobra. Dla dobra całego czarodziejskiego świata. Dla większego dobra- szepnął. Dziewczyna pod wpływem tych słów uspokoiła się.

-Masz rację Ron. Dla większego dobra.- Uśmiechnęła się i wtuliła w Rudzielca. Nie zauważyła tylko chowanej różdżki i nie usłyszała cichej formułki zaklęcia.

Zaniemówiłem. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem tak naprawdę, co powiedzieć. Zwyczajnie gapiłem się na rudowłosą. I szukałem naszych wspólnych cech. Ta sama skłonność do bałaganu na głowie, pomimo jej długich rudych włosów. Te same kości policzkowe. Ten sam nos. Przed oczami stanęły mi zdjęcia z albumu, który dostałem od Hagrida. Tak. Jily zdecydowanie przypominała moją matkę. A potem podniosła na mnie wzrok. Jej oczy były dokładnie takie jak w albumie. Dokładnie takie jak opowiadał Remus. Dokładnie jak orzech. Dokładnie brązowe.

Harry. Chłopak nazywał się Harry. Ciotka parę razy wspominała, że tak nazywał się jej brat. Nazywał, bo przecież umarł. Prawda? Chłopak uważnie mi się przyglądał. Spojrzałam w jego oczy. Wyrażały one nieme zdumienie. A potem się przedstawił.

-Harry Potter do panny usług, panno Potter- rzekł, a jego oczy mimo wesołych ogników wpatrywały się we mnie z wyczekiwaniem. Na mojej twarzy odmalowało się przerażenie. Porównałam go do zdjęć w albumie cioci, jej opowieści i nie miałam wątpliwości, że przede mną stoi nastoletnia kopia mojego ojca, która od czternastu lat powinna być martwa.

-Przecież ty nie żyjesz- spojrzał na mnie zdziwiony.- Mówiłam ciotce, że to nienajlepszy pomysł wyjeżdżać do Anglii. Ale nie! Ona MUSIAŁA mieć przeczucie! A ja muszę widzieć martwych ludzi. Super!- Natalie chyba zauważyła, że zbliża się jeden z moich wybuchów, bo szybko wywlekła mnie z przedziału i rzucając tylko „Poczekaj Harry" zatrzasnęła przesuwne drzwi.

-Czy mogę wiedzieć, co ty odwalasz?- wysyczała mi wprost do ucha. Źrenice zmieniły się w szparki, a skóra stała się trupioblada. Więc i ona będzie miała mały atak. Gorzej być nie może.

-Nic. Tylko właśnie zobaczyłam osobę, która od czternastu l nie żyje. Norma nie?- odpowiedziałam jej tym samym. Z jej gardła wydobyło się głośne warczenie. Czyli jednak może być gorzej.

-Harry żyje i ma się dobrze. Nie wiem, co sobie ubzdurałaś, ale przestań.

-Kiedy ja nic sobie nie ubzdurałam. Natalie on wygląda dokładnie jak mój ojciec. Przecież widziałaś zdjęcia w albumie!- nasze syki niosły się echem po korytarzu. Jej twarz pozostałą bez wyrazu, jednak w syku mogłam dosłyszeć nutkę strachu.

-Twoja ciotka mówiła, że on nie żyje. Po co miałaby kłamać?

-Nie wiem. Może nie kłamała? Może była przekonana, że on nie żyje.

-Jily nie spekuluj. To zawsze wpędzało nas w kłopoty. Nie pamiętasz?- powiedziała z rozbawieniem. Na moją twarz wpłynął wielki rumieniec. Doskonale pamiętam.

- Przynajmniej znamy szkołę lepiej niż ktokolwiek inny Nat. Wierzysz mi?

-W co ci wierzę? Ah w to! Tak. Jednak na razie radziłabym ci zostawić to w spokoju. Jeszcze namieszasz i wyjdzie tak jak na trzecim roku. Obiecaj mi to.

-Dobrze, obiecuję. Nie będę mieszać, dopóki on nie zacznie. Stoi?

-Stoi. Ale wracajmy już do przedziału, bo jakiś Rudy się na nas gapi.- zachichotała Natalie. Rzeczywiście piegowaty rudzielec przyglądał nam się z zaciekawieniem. I wyglądał jakby robił to od dłuższego czasu, bowiem na jego twarzy malowało się przerażenie. Zachichotałam. Wystawiłam mu język i uciekłam do przedziału.


Nie lubię Rona. I dambladorra ;-; To będzie troszkę widać ;-; Przepraszam za zwłokę. Mama dorwała mi się do laptopa i 14 rozdziałów wpizduu ;-;