Ciel szedł za Sebastianem do salonu, w którym czekali na nich goście. Nowa posiadłość Phantomhive'ów w niczym nie przypominała poprzedniej. Może tak było lepiej? Zupełnie zerwali z przeszłością w momencie gdy zamienili się miejscami, zatem w pewnym sensie nie była to jego posiadłość, lecz Sebastiana. Chłopiec zastanawiał się tylko, jak przyjdzie mu zapłacić za pozostawienie go przy życiu, ale liczył na to, że jego były lokaj nie wyznaczy mu zbyt wygórowanej ceny.
Demon otworzył przed Cielem drzwi i zaprosił go gestem do środka. Na widok swych gości chłopiec aż krzyknął z zaskoczenia:
- Grabarz! Grell! Co wy tu…?!
- Twój lokaj bardzo namieszał nam pracy – westchnął Grabarz, ani na moment nie gubiąc swojego szerokiego uśmiechu. – Will poprosił mnie abym załatwił dla niego wszystkie formalności.
- A ja przyjechałem tylko zobaczyć się z moim Sebastiankiem – zaświergotał rozanielony widokiem demona szkarłatny bóg śmierci.
Ciel z lekkim rozbawieniem obserwował jak serdeczny uśmiech automatycznie znika z twarzy jego lokaja. Przyjemnie było wiedzieć, że pewne rzeczy pozostały bez zmian. Ciekawe… aż tak go to denerwowało? Wolnym i stanowczym krokiem podszedł do Grella, położył dłoń na oparciu krzesła, na którym siedział bóg śmierci i zapytał swobodnym tonem, patrząc prosto w chłodne oczy swego lokaja:
- Sebastianie, pamiętasz może, co obiecałem Grellowi za jego pomoc?
Oczy demona ochłodziły się jeszcze bardziej, co wydawało się niemal niemożliwe, a dłonie mimowolnie zacisnęły się w pięści. Po chwili jednak odetchnął głęboko i śmiejąc się cicho pod nosem podszedł do stołu.
- Mam go pocałować tak, jak chciałbyś żebym pocałował ciebie, czy w jakiś inny sposób, paniczu? – zapytał patrząc na Ciela bezczelnie, z wielką dozą pogardy.
Tym razem to Ciel i Grell przestali się uśmiechać. Żniwiarz zerwał się z krzesła i zmierzył Phantomhive'a morderczym wzrokiem.
- Jak śmiesz! Cały czas tylko na to się czaiłeś, prawda, ty przebrzydły śmiertelniku? – wysyczał przez zaciśnięte zęby. – Mój Sebastianek miałby pocałować ciebie? – do jego oczu napłynęły łzy i zrozpaczony rzucił się do stóp demonowi. – Ach, Sebastianku! Dlaczego pozwalasz mu mnie tak ranić? Czy nie widzisz, że on staje na drodze naszej wspaniałej miłości? Ze mną będzie ci lepiej! Zostaw tego smarkacza i zajmij się mną! Mogę ci dać znacznie więcej!
Lokaj wyminął zgrabnie łkającego boga śmierci i odsunął krzesło przed Cielem, by pomóc mu usiąść. Nie było po nim widać ani odrobiny złości, ale chłopiec zrozumiał swój błąd w chwili gdy Sebastian podsuwając jego krzesło do stołu, niby przypadkiem dotknął jego uda i wbił w nie mocno paznokcie. Kropla zimnego potu spłynęła po czole Phantomhive'a. Jakby na potwierdzenie jego myśli, demon szepnął mu na ucho:
- Jest panicz bardzo niegrzeczny. Będę musiał za to panicza odpowiednio ukarać.
Po plecach chłopca przebiegł dreszcz, starał się jednak z całych sił nie dać po sobie poznać, jak bardzo był przerażony. Grell wreszcie opanował się i podniósł z ziemi, natomiast Grabarz przez cały czas obserwował uważnie Sebastiana. W końcu uśmiechnął się jeszcze szerzej niż zazwyczaj.
- Więc to dlatego zostawiłeś go przy życiu – stwierdził. Spojrzał krytycznym wzrokiem na Ciela. – Zakochany demon to na prawdę ciekawy widok… Ale powiedz mi, co ty w nim widzisz? To przecież zwykły śmiertelnik.
- To mój panicz – odparł lokaj kładąc troskliwie dłoń na ramieniu ostatniego Phantomhive'a. A przynajmniej tak właśnie musiało to wyglądać, bo to, w jaki sposób wbił mu paznokcie w ramię, nie miało w sobie nic z troski. – Ma niezwykle silny umysł i potężną duszę, ale niestety jego ciało jest bardzo delikatne. Nic na to nie poradzę, że odczuwam silną potrzebę, aby się nim opiekować.
- Ale przecież jego dusza już należy do ciebie – zauważył nadąsany Grell. – Niby jak będzie ci teraz płacił?
- Pozwalam zabierać mu dusze ludzi, których dla mnie zabił – odpowiedział szybko Ciel, nie chcąc dopuścić demona do głosu.
- Oprócz tego – dodał Sebastian, nie wiele robiąc sobie ze starań swego podopiecznego – będzie mi płacił w jeszcze inny sposób.
- Sebastianie! – krzyknął oburzony chłopiec. – Nie powinieneś czasem zając się podawaniem do stołu? – skarcił go, wbijając paznokcie głęboko w drewniany blat.
Lokaj posłusznie wyszedł a na „pożegnanie" przejechał dłonią po policzku Ciela, zostawiając na nim czerwoną smugę. Gdy tylko zniknął za drzwiami głowa Phantomhive'a opadła na stół.
- Po co to robisz, skoro nie chcesz? – zapytał Grabarz. - Wiesz, że jesteśmy gotowi zaproponować ci inne rozwiązanie.
- Należę teraz do Sebastiana. Nie mam już prawa decydować o swoim losie – wyszeptał zrezygnowany chłopiec. -Poza tym… sam nie wiem, czy aż tak bardzo tego nie chcę…
Demon wrócił z szerokim uśmiechem na twarzy, tacą z ciastem w jednej ręce i drugą, na której stały trzy filiżanki ze świeżo zaparzoną herbatą. Cudownie pachnący wypiek postawił tuż przed nosem swego panicza, po czym pociągnął go za ramiona, by mógł na nie spojrzeć.
- Dziś na deser tradycyjna amerykańska szarlotka – poinformował go radośnie.
- Nie jadłem jeszcze śniadania – zaprotestował Ciel.
- Ten jeden raz paniczowi wybaczę – zaśmiał się lokaj nakładając mu na talerzyk spory kawałek ciasta.
Gdy tylko Sebastian skończył obsługiwać gości stanął za krzesłem Phantomhive'a i spojrzał pytająco na bogów śmierci.
- Więc po co konkretnie tu przyszliście? – zapytał chłopiec przełykając jak zwykle wyśmienite ciasto.
- Według naszych akt nie żyjesz, Cielu Phantomhive – wyjaśnił Grabarz.
- Niech więc tak zostanie – zadecydował Sebastian.
- Nie możemy tego tak zostawić – zaprotestował starszy kosiarz.
- Nie podlegam już pod waszą jurysdykcję – zauważył Ciel. – Podlegam tylko pod Sebastiana. Jeżeli on życzy sobie bym był martwy to jestem martwy.
- Czyżbyś przestał być królem? – Grell udał zdziwionego.
Demon zaśmiał się na to pytanie i wymownie pogłaskał Phantomhive'a po policzku.
- Królem jest nadal, ale teraz to moja gra.
