Po dopełnieniu wszystkich formalności Grabarz pożegnał się z nimi i odszedł. Grell – wręcz przeciwnie. Uparł się, że nie zostawi „swojego Sebastianka" już nigdy więcej. Ciel podejrzewał, iż bóg śmierci ma zamiar powstrzymać w nocy demona przed odebraniem swojej zapłaty i, szczerze mówiąc, nie miał nic przeciwko temu. Dlatego właśnie nie tylko pozwolił mu na jakiś czas z nimi zamieszkać, ale też osobiście przydzielił mu pokój (ostrożności nigdy za wiele).

Reszta popołudnia przepełniona była, o dziwo, codzienną rutyną. Sebastian zaproponował, że dopiero następnego dnia pójdą zwiedzić posiadłość. Ciel był mu za to z jednej strony wdzięczny – różnica czasu robiła jednak swoje – ale z drugiej obawiał się innych "atrakcji", które zaplanował dla niego jego lokaj.

- Na co ma panicz ochotę? – zapytał demon zapraszając go do jego nowego gabinetu.

- Ta szarlotka była bardzo dobra, czy mógłbyś…

- Nie, paniczu – odmówił mu z uśmiechem. – Za godzinę podam kolację. Nie może się panicz objadać słodyczami między posiłkami.

- Sebastianie, naprawdę mam ochotę na to ciasto – zirytował się Ciel.

- To mamy mały problem, bo ja mam ochotę na coś od panicza.

Lokaj błyskawicznie chwycił dłońmi za ramiona chłopca i naparł na niego tak mocno, że aż zmusił go do wbicia się głęboko w oparcie fotela. Nie do końca tego Ciel się spodziewał. Usta Sebastiana delikatnie musnęły jego własne, po czym rozchyliły się, wypuszczając na zewnątrz kłęby czarnego dymu. Chłopiec mimowolnie wciągnął do płuc to przesiąknięte koszmarem powietrze. Zaczął kasłać i dusić się, ale jego były sługa zupełnie nie zwracał na to uwagi. Przeciwnie, zdawał się upajać cierpieniem Ciela. Przymknął oczy i wydał z siebie odgłos, podejrzanie przypominający mruczenie kota. Nie zareagował nawet, gdy młody hrabia próbował go odepchnąć.

- …bastianie! – sapnął Phantomhive, cudem łapiąc oddech.

- Tak, paniczu? – zakpił demon.

Nie był w stanie mu odpowiedzieć. Nie miał na to siły. Pociemniało mu przed oczami. Jeśli Sebastian zaraz nie przestanie…

Nagle poczuł silny ból tuż powyżej swojego lewego ramienia. Zupełnie jakby ktoś wbił tam setki cieniutkich igieł i szarpał nimi tak mocno, jak tylko było w stanie wytrzymać to jego ciało. Zmusił się, aby spojrzeć w tamtym kierunku, ale gdy tylko dotarło do niego, że to Sebastian wgryza się w niego aż do krwi, szybko zamknął oczy i zacisnął zęby. Nie, żeby miał jeszcze siłę krzyczeć albo, co gorsza, błagać o litość, ale nie mógł sobie pozwolić na to, aby jego usta opuścił choć jeden dźwięk, który mógłby zhańbić jego nazwisko.

Był na skraju przytomności, gdy demon w końcu dał mu spokój.

- Może jednak przyniosę paniczowi tę szarlotkę – wyszeptał chłopcu złośliwie na ucho. – W końcu był panicz taki dzielny.

- Skoro już chcesz być tak uczynny, to przynieś mi jeszcze inne ubrania – wysapał Ciel. – Te ktoś pobrudził.

Michaelis roześmiał się głośno, a jego śmiech zmroził chłopcu krew w żyłach. Wyszedł i już po chwili był z powrotem z obiecanym ciastem i nową marynarką. Usiadł na biurku zakładając nogę na nogę, zmierzył Ciela pogardliwym spojrzeniem i podsunął mu pod nos widelczyk z kawałkiem szarlotki.

- Niech panicz powie "aaah" – polecił wymownie akcentując ostatnie słowo.

Trudno było o bardziej wulgarną obelgę, a jednak chłopiec spełnił jego prośbę, w najbardziej lekceważący sposób, na jaki było go stać, na co oczy demona zajaśniały w jakimś chorym zachwycie. Podobało mu się to. Dlaczego? Dlaczego upierał się, aby wszystko wyglądało właśnie tak? Dlaczego nie mógł pozwolić chłopcu po prostu umrzeć?

Drzwi do gabinetu Ciela otworzyły się z hukiem.

- Sebastianku! – wyśpiewał radośnie Grell wpadając do środka. Uśmiech jednak spełzł mu od razu z twarzy, gdy tylko zobaczył czym właśnie byli zajęci hrabia i jego lokaj. O błędną interpretację, niestety, nie było trudno.

Sebastian nawet nie próbował ukryć swojego zdenerwowania. Skąd się ono wzięło? Czy naprawdę pastwienie się nad swoją nową zabawką było dla niego takie istotnie? Błyskawicznie odskoczył od chłopca i podszedł do boga śmierci, gotów w każdej chwili wypchnąć go na zewnątrz.

- Jestem zajęty – poinformował go chłodno.

- Ale miałeś mnie pocałować… - wychlipał Sutcliff.

- Raczej nie – demon już miał zamknąć drzwi gabinetu, gdy żniwiarz spojrzał pełnym oburzenia wzrokiem na Phantomhive'a.

- To przecież tylko dzieciak! – zawołał. – Co ty w nim w ogóle widzisz? Co on ci może dać? Ile czasu minie zanim ci się znudzi? To przecież kwestia dni! Czy nie chcesz czegoś więcej?

Sebastian zawahał się i zmierzył wzrokiem swego panicza. Widocznie Grell trafił w jakiś czuły punkt. Nie trzeba było być geniuszem, aby wiedzieć, że kosiarz ma w pewnym sensie rację. Cielowi zrobił się głupio. Przecież to wszystko to nawet nie był jego pomysł. Przeciwnie, chciał tylko dopełnienia zemsty i śmierci. Pod naporem ich spojrzeń spróbował wymusić na sobie jakąś dostojniejszą pozycję, ale był zbyt wyczerpany aby się ruszyć. Skrzywił się wymownie.

Wtedy właśnie Michaelis zaczął cicho chichotać. Chłopiec podniósł wzrok i napotkał rozbawione i jednocześnie w jakiś dziwny sposób czułe spojrzenie lokaja.

- Pomórz mi chociaż zmienić tą marynarkę – zażądał zirytowany, oblewając się lekkim rumieńcem.

- Tak, mój panie – Sebastian posłusznie podszedł do niego i zdjął z niego zniszczone ubranie. Nie uszło uwadze chłopca, że ślady krwi były znacznie mniejsze, niż można się było spodziewać. Zupełnie jakby Michaelis chciał się jedynie pożywić, a nie trwale uszkodzić swoją najnowszą zdobycz.

Gdy w końcu chłopiec miał na sobie nowe ubranie, obdarzył go taksującym spojrzeniem i chyba był zadowolony z tego, co widział, bo zwrócił się do Grella:

- Wybacz paniczowi, ale to był dla niego bardzo męczący dzień. Jeśli wykażesz się cierpliwością, panicz na pewno rozwiążę wszystkie twoje problemy.

Co za tania farsa. Przecież było oczywiste, że Sebastian oczekuje od niego rozkazu aby raz na zawsze pozbyć się żniwiarza. Nie dlatego, że sam nie mógł podjąć tej decyzji, ale po prostu lubił patrzeć jak chłopiec skazywał innych na śmierć.