Sebastian nie był pewien, czy powinien sobie pogratulować, czy raczej skazać się na potępienie. Co tak bardzo kusiło go w tym chłopcu? Dlaczego spośród tysięcy dusz tylko ta jedna stanowiła dla niego jakąkolwiek wartość?

Najpierw planował go złamać. Chciał poniżyć go tak bardzo, jak jeszcze nikogo do tej pory. Chciał, żeby chłopiec cierpiał. Zasłużył sobie na cierpienie. Samo to, że demon zachowywał się przez niego w tak idiotyczny sposób w zupełności wystarczyło, aby wydać na niego wyrok śmierci.

A jednak zwlekał.

Dlaczego?

Doskonale znał odpowiedź na to pytanie. Bał się jej, ale ona tkwiła głęboko w jego wnętrzu, ukryta przed światłem dziennym, tak aby sam nie miał do niej dostępu. Zrozumiał to w momencie gdy słodka krew Ciela Phantomhive'a o raz pierwszy spłynęła w głąb jego gardła.

Jeszcze nigdy w całym swoim koszmarnie długim życiu nie czuł tak doskonałego smaku. Tego właśnie zawsze pragnął. Tego od lat szukał.

Dlatego właśnie zachował go przy życiu. Dlatego będzie pozwalał mu żyć już do końca świata.

Aby już zawsze móc zaspokajać nim swój przedwieczny głód.

Ale oczywiście nie zamierzał powiedzieć tego chłopcu. Miał swoją godność. Duma nigdy nie pozwoliłaby mu przyznać, że dał się usidlić jakiemuś małemu śmiertelnikowi.

Wolnym krokiem zmierzał w stronę sypialni młodego hrabiego Phantomhive. Głód, który mu doskwierał, nie był ani trochę fizyczny, a jednak gdy go nie zaspokajał, czuł, że traci siły. Żadne słowa nie byłyby w stanie opisać rozkoszy, jaką przynosiło mu sączenie przez wraz z krwią duszy tego chłopca.

Delikatnie zapukał do drzwi.

- Wejdź, Sebastianie – zawołał Ciel słabym głosem.

Zatem wiedział, co go czeka, a mimo to nawet nie próbował uciec. Urocze.

Michaelis bezszelestnie wszedł do sypialni i omiótł ją beznamiętnym spojrzeniem. Nie poskąpił chłopcu na luksusie, bo wiedział, że w ten sposób jedynie sam by się ukarał. Poza tym, z jakiegoś trudnego do wytłumaczenia powodu, zaczął lubić tą ludzką skłonność do otaczania się ładnymi rzeczami.

Ciel siedział na swoim wielkim łóżku i nerwowo zaciskał dłonie na pościeli. Usta drżały mu od ledwie tłumionego strachu, a mimo to patrzył wyniośle na swojego dawnego sługę.

- Zrób to szybko – syknął.

Sebastian roześmiał się. O tak, chłopiec był doprawdy uroczy.

- Przykro mi, paniczu, ale tym razem nie mogę wykonać twojego polecenia.

Zbliżał się do niego powoli, z podziwem obserwując emocje, które wykrzywiały jego młodą piękną twarz. Bał się, co do tego nie było żadnych wątpliwości. A mimo to nie zamierzał nawet odwrócić wzroku. Nie zamierzał się przyznać do porażki.

Obaj byli dokładnie tak samo dumni.