Ciel powoli uchylił powieki. Wspomnienia z ostatniej nocy wciąż niczym żywy ogień płonęły w jego umyśle. Wcale nie był zaskoczony zachowaniem lokaja, tylko swoim własnym. Dlaczego był taki bierny? Dlaczego ze spokojem pozwalał się poniżać? Jego ciałem wstrząsnął lekki dreszcz. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że chociaż nie chce mu się już spać to jest strasznie wyczerpany. Zupełnie jakby stracił bardzo dużo krwi. Teraz miał już pewność, że nie będzie w stanie co noc spełniać zachcianek Sebastiana.
- Sebastianie? – zapytał cicho, przekonany, że lokaj czai się gdzieś w jego sypialni.
Odpowiedziało mu świergotanie ptaków za oknem.
Westchnął, przetarł dłońmi powieki i usiadł na łóżku. Demona rzeczywiście nie było w pokoju. Dziwne… Gdy obudził się w nocy lokaj leżał obok niego przytulając go do siebie. A teraz go nie było. Może to był jedynie sen? Czy jego lokaj w ogóle potrzebował snu?
Z zamyślenia wyrwało Phantomhive'a pukanie do drzwi.
- Proszę – zawołał domyślając się kto to.
Do pokoju wszedł Sebastian, jak zwykle uśmiechnięty, ze srebrną tacą na ręku.
- Już panicz nie śpi? To cudownie – oznajmił na dzień dobry podchodząc do łóżka. – Przyniosłem paniczowi ciepłe mleko. – Zdjął z tacy kubek i umieścił go w dłoniach chłopca.
Phantomhive ostrożnie napił się słodkiego mleka. Bał się spojrzeć demonowi w oczy po tym, co działo się w nocy. Bał się, że przez przypadek może znów obudzić w nim głód. Ku jego wielkiemu zaskoczeniu Sebastian sam postanowił rozładować nieco napiętą atmosferę.
- Dodałem do mleka specjalny składnik. Spróbuje panicz zgadnąć co to takiego? – zapytał, uśmiechając się niemal ciepło.
Cielowi nie przyszło do głowy nic przyjemnego; zakrztusił się i zaczął pluć mlekiem. Przerażony, spojrzał pytająco na demona.
Sebastian zaśmiał się złośliwie. Zupełnie jakby mówił, że tylko tym razem wstrzyma się przed wypróbowywaniem na chłopcu jakichkolwiek trucizn.
- Właściwie są tu dwa wyjątkowe składniki: miód akacjowy z prywatnej pasieki rodu Phantomhive oraz cynamon przesłany w prezencie od księcia Somy. Wiedział panicz, że cynamon pobudza do działania, poprawia koncentrację i pracę, a jego zapach wywiera dobroczynny wpływ na męskie siły witalne?
- Przestań! – krzyknął zdenerwowany Ciel wreszcie łapiąc oddech.
- Jeśli można spytać… o czym panicz pomyślał?
Chłopiec zazgrzytał tylko zębami, na co lokaj znów się zaśmiał.
Z jednej strony nie zamierzał pozwalać swojemu słudze traktować się w ten sposób, a z drugiej wiedział, że nie dysponuje żadnym wystarczająco silnym argumentem by mu tego zakazać. Tym bardziej, że Sebastian właściwie nie był już jego sługą. Z rezygnacją powrócił go picia mleka.
Michaelis spojrzał na niego wciąż uśmiechając się wyjątkowo radośnie i niby od niechcenia odgarnął mu grzywkę z czoła. Liczył na delikatny uśmiech, który rozjaśniłby twarz jego panicza, na lekki rumieniec pokrywający jego chorobliwie blade policzki. Cokolwiek, co zapewniłoby go, że ich gra będzie trwać jeszcze bardzo długo.
Zamiast tego Ciel przygryzł wargę i zacisnął drobne dłonie na kubku.
- I co dalej? – zapytał cicho.
- Wybacz mi, paniczu, ale nie bardzo rozumiem… - uśmiech spłynął z twarzy demona, zmyty przygnębieniem jego pana.
- Jak mam dalej żyć? – wybuchł nagle chłopiec. – Mam pozwalać ci karmić się moim ciałem i duszą… no i dobrze, wywiązałeś się z umowy to ci się należy! Ale co poza tym? Jaki jest sens żebym dalej prowadził firmę i babrał się w sprawach zwykłych śmiertelników? Nie mam już żadnej motywacji!
- Mówiłem przecież paniczowi… - spróbował mu przerwać Sebastian.
- Wiem co mówiłeś! – zdenerwował się jeszcze bardziej Phantomhive. – Może dla ciebie to wystarczy, ale nie dla mnie! Wszystko powinno się już skończyć! Powinienem być martwy, a tym czasem żyję tylko dlatego, że miałeś taką zachciankę!
Głowa panicza opadła nisko między jego ramionami. Gdyby demon go nie znał, pomyślałby, że płacze, ale on nie mógł płakać. Nie on, Ciel Phantomhive. Sebastian ujął ostrożnie palcami jego podbródek i uniósł go do góry tak, aby mógł spojrzeć chłopcu prosto w oczy.
- Ile panicz potrzebuje czasu? – zapytał pozornie wyssanym z emocji tonem.
- Czasu na co?
- Na to żeby wybrać czy woli panicz zostać ze mną czy umrzeć – wytłumaczył mu spokojnie. Po jego spojrzeniu było widać, że sam nie spodziewał się po sobie takiej propozycji.
Może właśnie dlatego stał zupełnie spokojnie, gdy kubek z gorącym mlekiem poszybował w jego kierunku, odbił się od jego ramienia i upadając na podłogę potłukł na miliony porcelanowych kryształków. Phantomhive stał chwiejnie na łóżku i patrzył się na niego z wyrzutem.
- Przeniosłeś moją firmę do Ameryki, zbudowałeś mi nową posiadłość, stworzyłeś dla mnie nowe życie, a teraz się mnie pytasz czy wybrałbym śmierć? – wyszeptał powoli hrabia. Chociaż jego głos nie był głośniejszy od szmeru wiedział, że każde jego słowo wrzyna się boleśnie w umysł jego lokaja - Czy na prawdę uważasz, że dajesz mi jakikolwiek wybór?
Sebastian potrzebował chwili aby odpowiedzieć. Patrzył przy tym chłopcu w oczy z dumą, na jaką trudno byłoby mu się zdobyć, gdyby był zwykłym śmiertelnikiem.
- Pozwolił mi panicz żebym panicza mył, ubierał, karmił, żebym patrzył na panicza w sposób w jaki nie powinien patrzeć lokaj na swojego pracodawcę, a przede wszystkim pozwolił panicz, by zrodziła się we mnie nadzieja, że gdy wszystko się już skończy będzie panicz należał do mnie. Co według panicza miałem zrobić?
Ciel wpatrywał się w niego uważnie. Co miał przez to wszystko na myśli? Co jego zdaniem ich łączyło? Przez głowę chłopca przebiegło kilka scenariuszy, w których karał swego lokaja za sytuację, w której go postawił. Wiedział jednak, ze demon zupełnie nie spodziewał się po nim takiego wybuchu i wyglądało na to, że nie miał zielonego pojęcia jak powinien postąpić. Sebastian, który sobie nie radzi? Ciekawy widok…
- Cóż – westchnął Phantomhive. – Chyba oboje nie pozostawiliśmy sobie wyboru. Skoro tak, to mam teraz dla ciebie pewną radę. – Zamilkł na chwilę z rozbawieniem obserwując jak demon ze zdenerwowana napina mięśnie. – Jeśli nie chcesz mnie irytować, to nie uciekaj z łóżka zanim się nie obudzę.
Demon przez dłuższą chwilę wpatrywał się w niego ze zdziwieniem. Chłopiec zaczął już podejrzewać, że jego wspomnienia o śpiącym słudze rzeczywiście pochodziły jedynie z jego snu. Po chwili jednak Michaelis uśmiechnął się do niego ciepło i skłonił lekko.
- Tak, mój panie.
A więc jednak to nie był sen.
