Dochodziła czwarta nad ranem i powoli zaczynało świtać. Jednak nawet delikatne światło wschodzącego słońca nie było w stanie rozproszyć mroku panującego w niewielkim salonie. Mimo iż krzyki mordowanego policjanta ucichły prawie godzinę wcześniej, zakończone salwą histerycznego śmiechu szaleńca, to Sebastian wciąż przyciskał do siebie drobne ciałko panicza. Nie było w tym jednak nic dziwnego, bo żadna z osób w pokoju ani drgnęła od momentu, w którym wszystko się zaczęło.
- Dość tego! – krzyknął zdenerwowany swą bezradnością Denning zrywając się na równe nogi. – Kogo brakuje?
- George'a Browna, sir – odpowiedział drżącym głosem jeden z policjantów.
Dowódca grupy najpierw zamyślił się na chwilę, po czym zaczął wydawać masę aż nienaturalnie w tym momencie rutynowych poleceń dotyczących pakowania koców i przygotowywania śniadania. Jedynymi osobami, które pozostały w bezruchu byli Ciel i Sebastian a także przyglądający się im uważnie Grell.
- Jakieś propozycje, dzieciaku? – zakpił niezrażony sytuacją kosiarz.
- Drzwi – odparł zupełnie spokojnie hrabia.
W jednej chwili spojrzenia wszystkich skierowały się w jego stronę. Phantomhive powoli odsunął się od swego lokaja i spojrzał mu prosto w oczy. Choć przez całą noc nie odezwali się do siebie ani słowem, to wystarczyło im to jedno krótkie spojrzenie, aby upewnić się, że obmyślili dokładnie taki sam plan działania.
- Drzwi do posiadłości – wyjaśnił cierpliwie demon pomagając swemu panu wstać. – Z tego, co udało mi się dowiedzieć, kolejne osoby będą zabijane każdej nocy, dokładnie tak samo, jak było w poprzednich przypadkach. Jednak skoro zaginęła tylko jedna osoba może to oznaczać, że albo uda się nam stąd uciec, albo…
Michaelis przerwał aby móc podziwiać przerażenie jakie spowodowała u obecnych jego przemowa. Teraz wystarczyło tylko aby Ciel dokończył jego dzieło.
- Albo ten psychopata co noc będzie na nas polował jak na zwierzynę, mordując jedno po drugim – zakończył Phantomhive zaskakująco poważnym, jak na swój wiek, tonem. – Dlatego musimy sprawdzić, czy zamknął drzwi.
W grobowej ciszy cała grupa ruszyła w stronę wyjścia z rezydencji. Pierwszy szedł Ciel, tuż za nim jak zwykle milczący Sebastian, a potem Grell, Denning i pozostali policjanci. Gdy dotarli na miejsce młody hrabia stanowczym głosem wydał polecenie:
- Sebastianie, masz otworzyć te drzwi!
Demon z kpiącym uśmiechem na twarzy teatralnym gestem chwycił klamkę, odwrócił się tak aby wszyscy mogli go dokładnie widzieć i nacisnął na nią.
Nic się nie stało.
Mina mu zrzedła. Nacisnął jeszcze kilka razy coraz mocniej szarpiąc za drzwi. W końcu, pod wpływem impulsu, z całej siły kopnął w nie. Niestety, przedmiot martwy, w całej swej nieożywionej złośliwości, nie drgnął nawet o milimetr, nie mówiąc już o choćby śladowej chęci współpracy z Sebastianem.
- Sebastianie, czy mógłbyś wreszcie przestać się wygłupiać? – zapytał nieco zirytowany Ciel.
Demon odwrócił się przodem do chłopca, ukłonił mu się w pas i przepraszającym tonem powiedział:
- Wybacz mi, mój panie, ale tych drzwi nie da się otworzyć.
- Pomóż mu, Grell – rozkazał hrabia.
Sutcliff zachwycony samą myślą, że będzie pomagał Sebastianowi z psychopatycznym uśmiechem na twarzy rzucił się z kosą na drzwi. Podobnie jednak jak wcześniej w przypadku Michaelisa, działania boga śmierci nie przyniosły żadnego efektu. Wykrzykując niezwykle wykwintne obelgi kopnął kilka razy w obecny obiekt swej nienawiści.
Ciel, zirytowany, skrzyżował ręce.
- Skoro nie możemy tak, to wyjdziemy inną drogą – powiedział, wskazując brodą na okno.
Lokaj zrozumiawszy zamysł swojego pana, podszedł szybko do okna i z całej siły uderzył łokciem w szybę. Podobnie jednak jak w przypadku drzwi, nie przyniosło to żadnego skutku.
- Niestety, ale wydaje mi się, że ten dom zamieszkała istota nadnaturalna i opanowała go w każdym calu – oznajmił demon z wyrazem konsternacji na twarzy.
Na potwierdzenie jego słów do posiadłości wpadł kamień robiąc kolejną dziurę w szybie. Chociaż zazwyczaj młody hrabia nie przepadał za chuliganami, to tym razem musiał przyznać, że okazali się oni bardzo przydatni.
Ciel przymknął na chwile powieki i zamyślił się. Po chwili westchnął zrezygnowany i spojrzał na wszystkich smętnie swoim nieskazitelnie niebieskim okiem.
- Przepraszam – zaczął niemal szeptem – ale ja i mój lokaj nie przewidzieliśmy takich komplikacji. Obawiam się, że nie jestem w stanie zagwarantować wam wszystkim bezpieczeństwa.
- Co w takim razie proponujecie? – zapytał powoli Denning, który jako jeden z nielicznych nie zaczął panikować.
- Grell – zawołał młody hrabia. – Czy jesteś w stanie stwierdzić gdzie został zamordowany George Brown?
- Phi! Oczywiście, że jestem! - żachnął się żniwiarz. Wyciągnął swój notesik, coś w nim naskrobał, wymamrotał coś pod nosem, trochę jakby powęszył, a w końcu zawołał: - Na dole!
- Na dole… czyli w piwnicy? – upewniał się Ciel.
- No przecież mówię – prychnął urażony bóg śmierci.
- W takim razie mamy problem – zmartwił się Phantomhive.
- To znaczy? – zdziwił się Denning.
- Wczoraj przeszukaliśmy cały parter i nie znaleźliśmy żadnego wejścia do piwnicy – wyjaśnił Sebastian. – Oznacza to, że albo wejście do niej jest bardzo dobrze ukryte, albo znajduje się na zewnątrz.
- Albo jedno i drugie – zamyślił się Ciel po czym wybuchł śmiechem. Czując na sobie zdziwione spojrzenia policjantów wyjaśnił: - Grell powiedział, że Brown zginął pod nami, w takim razie i jego zabójcy powinniśmy tam szukać. Cały dzisiejszy dzień poświęcimy na ponowne przeszukanie parteru. Jeśli nic nie uda się nam znaleźć, po prostu karzę Sebastianowi przebić się przez podłogę.
