Tym razem poszukiwania nie były równie bezowocne co dnia poprzedniego. W prawdzie nadal nie wiedzieli gdzie dokładnie znajduje się ich przeciwnik, ale przynajmniej udało się im ustalić, w którym pokoju znajdują się ukryte drzwi do podziemi. Sebastianowi trudno to było przyznać, ale w tej sprawie pomoc Grella okazała się niezbędna. Właśnie dzięki tępemu kosiarzowi udało im się zawęzić teren poszukiwań do znajdującego się na parterze gabinetu.
Gabinet może i pozostawiał obecnie wiele do życzenia, ale wciąż wyglądał jak gabinet – eleganckie biurko, nadtrawiony przez czas fotel, gnijące w całkiem pokaźnej biblioteczce książki i okazały kominek. Do tego oczywiście kurz, pajęczyny, przykry zapach i tradycyjnie wybite okna.
Ciel mógłby się założyć, że znał już na pamięć każdy cal tego nieprzyjemnego pomieszczenia, a mimo to wciąż dręczyła go myśl, że coś przeoczył. Pomysły tak oczywiste jak drzwi wmontowane w regał czy tunel schowany za tylną ścianą paleniska sprawdzili już na początku. Opcje te były jednak tak banalne, że nawet żniwiarz szczerze w nie wątpił. Książki były tak zniszczone, że gdy młody Phantomhive spróbował wyciągnąć jedną z nich, ta rozpadła mu się w rękach. Za to kominek stał się mieszkaniem nie tylko pająków, ale i nietoperzy.
Zatem albo architekt albo ich wróg we własnej osobie musiał być geniuszem, gdyż nawet po wywróceniu gabinetu do góry nogami nie udało im się niczego znaleźć.
Z sytuacji w jakiej się znaleźli były dwa wyjścia. Mogli zignorować rady boga śmierci i uznać, że w tym pokoju nie ma żadnych drzwi, po czym zająć się szukaniem ich gdzie indziej. Oznaczałoby to jednak, że opuszczą najbardziej podejrzane pomieszczenie w posiadłości i zostawią ich przeciwnikowi wolną drogę na powierzchnię. Rozsądniej zatem byłoby zostać w gabinecie na noc, na wypadek gdyby morderca chciał wyjść, przez co sam zdradziłby im jak dostać się na dół. Jedyną wadą tego planu była potencjalna konfrontacja z wrogiem.
Podjęcie decyzji o dalszym postępowaniu było banalnie proste. A przynajmniej dla młodego hrabi. Osobiście nawet marzył o konfrontacji – nie bał się jej ani trochę, w końcu, przynajmniej teoretycznie, miał Sebastiana.
- Nie chciałbym nikogo urazić, ale według mnie powinniśmy skończyć na dziś te poszukiwania – zaproponował Michaelis.
- Świetny pomysł – zgodził się Denning. – Zaczniemy szukać znowu jutro rano, o ile w nocy nie wydarzy się nic, co mogłoby nam ułatwić znalezienie drzwi.
Ciel w ogóle go nie słuchał. Głowa powoli zaczynała go boleć od nadmiernego wysiłku (nawet geniusz może osiągnąć swój limit). Miał pewność, że przeoczył coś bardzo istotnego. A najbardziej irytujące było przeczucie, że odpowiedź na wszystkie nurtujące go pytania znajdowała się niezwykle blisko.
- Paniczu? – Sebastian podszedł do stojącego na środku pokoju chłopca i położył troskliwie dłoń na jego ramieniu. Hrabia dopiero teraz wyrwał się z zamyślenia i spojrzał pytająco na demona. – Przygotowałem paniczowi herbatę oraz mały deser. Niestety, jedyne co mogę dziś paniczowi zaproponować to Earl Gray oraz herbatniki z cynamonem.
Phantomhive spojrzał ze zdziwieniem na biurko, na którym już czekały na niego smakołyki. Już miał zapytać Sebastiana skąd wziął wszystkie te rzeczy w takim miejscu… i wtedy go olśniło. Dlaczego wcześniej na to nie wpadł? Tryumfalny uśmiech rozjaśnił jego twarz. Brakujące elementy tej zawiłej układanki powoli zaczynały trafiać na swoje miejsca. Swoimi drobnymi palcami podniósł z talerzyka jeden smakowicie pachnący herbatnik i przyjrzał mu się uważnie, po czym zaczął go jeść bardzo powoli. Kto by pomyślał, że jego inspiracją do rozwiązania tej łamigłówki będzie cynamon?
Pozostawało jeszcze tylko kilka niewiadomych. Dlaczego nie mogli opuścić posiadłości? Dlaczego ingerować można było tylko z zewnątrz? Dlaczego nawet Sebastian i Grell byli zupełnie bezradni? Ciel powoli zaczął dochodzić do wniosku, że nie tylko ich przeciwnik (nazwijmy go panem X) miał na to wpływ. Jeśli X był tym, za kogo miał go młody Phantomhive, to nie posiadał mocy potrzebnej do odcięcia rezydencji od reszty świata.
Czy istniał zatem ktoś jeszcze (ten będzie się nazywał Y)? Jeśli Y istniał, to kim i gdzie był? Jeśli znajdował się w środku to oznaczało to, że współpracował z X, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nie został zabity? Natomiast jeśli znajdował się na zewnątrz posiadał niezwykle przydatną zdolność do wpływania na to, co dzieje się w środku. Gdyby Y nie współpracował z X mógłby się okazać bardzo przydatnym sojusznikiem. Oczywiście jeżeli sprawy posiadłości w ogóle go interesowały.
Bez względu jednak na istnienie i zaangażowanie pana Y rozwiązanie sprawy rezydencji Ethelredów musiało znajdować się gdzieś w jej wnętrzu, podobnie jak morderca. Priorytetowe więc były odpowiedzi na pytania: kim był? Czy podobnie jak oni był zamknięty w posiadłości? Dlaczego zabijał tylko jedną osobę na dobę? Dlaczego w ogóle zabijał?
- Czy coś się stało, paniczu? – zapytał zaniepokojony Sebastian.
Ciel uśmiechnął się do niego szeroko po czym skinął zachęcająco na Grella.
- Poczęstuj się – powiedział zaskakująco uprzejmie. – Sebastian sam je piekł.
Do jedzenia ciasteczek boga śmierci nie trzeba było długo namawiać. Wystarczyło też tylko powiedzieć, że demon liczy na jego pomoc, a nadzwyczaj ochoczo podzielił się z nimi wszystkimi istotnymi dla nich informacjami.
