Słońce powoli zanurzało swą tarczę w linii horyzontu gdy Sebastian i Ciel dopracowywali ostatnie szczegóły ich planu. Obaj byli z siebie bardzo zadowoleni. Dzięki pomocy Grella udało im się przygotować scenariusz nadchodzącej nocy, w którym nie tylko nikt z ich grupy nie stanie się ofiarą, ale i uda się im znaleźć wejście do siedziby mordercy.

- I co dalej? – zapytał zachwycony bystrością umysłów tej dwójki Denning.

- Teraz zostało mi już tylko jedno – stwierdził Phantomhive z uśmiechem na twarzy. – Sebastianie, rozkazuję ci chronić każdej osoby znajdującej się w tym pomieszczeniu.

- Tak, mój panie – zgodził się posłusznie lokaj kłaniając się mu lekko.

- Czy to na prawdę wystarczy? – Richard wyglądał na, delikatnie mówiąc, zdezorientowanego. – Twój plan, chłopcze, wydaje mi się bardzo dobry, ale… w jaki sposób mają nas obronić niezbyt bystry mężczyzna z kosą i oraz zwykły lokaj?

- Zwykły? – zdziwił się Michaelis. Na jego twarz wstąpił szeroki uśmiech, zupełnie jakby zamierzał powiedzieć coś bardzo zabawnego. – Ja jestem piekielnie dobrym lokajem.

Ciel wiedział, że takie wytłumaczenie nie wystarczy. W jakiś trudny do wyjaśnienia sposób nawet polubił tego policjanta. No i przydałoby się od czegoś zacząć nawiązywanie znajomości w nowym miejscu. Tak… Kto jak kto, ale Denning w zupełności nadawał się na przyszłego towarzysza broni. Nie oznaczało to jednak, że młody hrabia mógł mu prosto w twarz powiedzieć kim tak na prawdę jest Sebastian, ale z drugiej strony nie mógł też tej sprawy przemilczeć.

- Panie Denning – zaczął powoli – ufam panu. Są jednak rzeczy, o których nie mogę panu powiedzieć. Przynajmniej nie wprost. Czy mimo to jest pan gotów mi zaufać?

Policjant przyglądał mu się przez chwilę bardzo uważnie. To, co przed chwilą powiedział mu Ciel, dało mu dużo do myślenia. Już wcześniej miał niemiłe wrażenie, że coś mu nie pasuje w tych dwóch mężczyznach, a teraz… Biorąc jednak pod uwagę sytuację, w jakiej się znaleźli być może byli ich jedyną nadzieją na wyjście cało z posiadłości Ethelredów. Zastanawiał się tylko do jakiego stopnia był w stanie zaufać temu małemu Brytyjczykowi. No i czy potem będzie miał możliwość zmiany zdania.

Jego rozmyślania przerwał Sebastian. Lokaj wyprostował się powoli; nawet przez ubranie widać było jak naprężają się wszystkie jego mięśnie.

- Zaczyna się – oznajmił przyciszonym głosem, co jednak wystarczyło, by w gabinecie zapanowała śmiertelna cisza.

Na potwierdzenie słów Michaelisa nie musieli długo czekać. Podłoga pomieszczenia zaczęła lekko drżeć, a wydobywające się spod niej dźwięki przywodziły na myśl ostrzenie noży. Przerażeni policjanci nawet nie próbowali udawać odważnych, by dodać sobie nawzajem otuchy. To, co stało się poprzedniej nocy z Brownem, doprowadziło ich do stanu skrajnej depresji. Phantomhive zdawał sobie sprawę z tego, że jedynym czynnikiem, na który ani on ani Sebastian nie mieli absolutnego wpływu byli właśnie ci rozglądający się nerwowo mężczyźni. Wiedział też, że jedyne, co może im teraz dodać animuszu to przetrwanie nocy bez kolejnej ofiary.

Gdy tylko odgłosy z podziemi ucichły wszyscy rozluźnili się i zaczęli rozmawiać po cichu. Jedynie Sebastian wyglądał na jeszcze bardziej skupionego. Z wyrazem konsternacji na twarzy podszedł do panicza, chwycił go za raniona i przyciągnął do siebie.

- Co robisz? – zdziwił się hrabia. Spróbował odepchnąć demona, ten jednak był dla niego za silny. – Kazałam ci przecież bronić wszystkich!

- Spróbuj zgadnąć, paniczu, wolę skupiać się na obronie wszystkich, czy obronie ciebie? – wyszeptał mu Michaelis prosto na ucho, muskając je przy okazji lekko ustami. – Zrobię wszystko, by wypełnić twój rozkaz, ale pamiętaj, że w rzeczywistości to ja jestem twoim panem, a to oznacza, że biorę pełną odpowiedzialność za twoje bezpieczeństwo.

Ciel nie mógł zaprzeczyć, że słowa lokaja sprawiły mu przyjemność, był jednak świadom iż może to oznaczać tylko jedno. Ich przeciwnik miał przewagę i wiedział jak ją wykorzystać. Chłopiec zadrżał – dopiero ostrożność Sebastiana otworzyła mu oczy na powagę sytuacji. Do czego zdolny był ich przeciwnik? Czy na pewno był tym, za kogo miał go Phantomhive, czy też był kimś więcej?

- Jest na górze – poinformował wszystkich szeptem Michaelis. Niesforne kosmyki włosów opadły mu na twarz, sprawiając iż tylko młody hrabia był w stanie zobaczyć jego roziskrzone krwistym szkarłatem tęczówki. Smukłe palce demona zacisnęły się mocno na ramionach chłopca i przycisnęły go brutalnie do torsu lokaja dokładnie w momencie gdy jakiś wielki kształt zderzył się z oknem.

Niekontrolowany krzyk pełen przerażenia wyrwał się z ust kilku policjantów, paru innych straciło przytomność, pozostali zamarli w przerażeniu zupełnie niezdolni do jakiejkolwiek reakcji. Cielowi udało się na tyle odchylić głowę by móc zobaczyć, co wywołało taki popłoch. Przez chwilę zastanawiał się czym było to, co widział. W końcu prawda uderzyła z niego z taką siłą, że gdyby nie Sebastian zapewne osunąłby się na kolana.

W oknie wisiały zwłoki George'a Browna, choć trzeba było się im przyglądać bardzo dokładnie, by rozpoznać w nich oznaki przynależności do gatunku ludzkiego. Ciało mężczyzny było całe w strzępach i wisiało zaplątane w coś, co musiało być jego wnętrznościami. W najgorszym stanie była jednak jego twarz. Usta miał otwarte szeroko, brakowało mu większości zębów, język zwieszał się na brodę wisząc na resztkach mięśni, pobawiono go również nosa i uszu a puste oczodoły patrzyły na zgromadzonych w gabinecie kryjąc w sobie ostateczną prawdę o życiu każdego śmiertelnika.

- STOP! – krzyknął Denning otrząsając się z odrętwienia. Kilku mężczyzn bezmyślnie rzuciło się do drzwi i wybiegło na korytarz nie zwracając uwagi na rozkazy swojego dowódcy. – Nie możecie wyjść z pokoju! Wracać! WRACAĆ!

- Łap ich, Grell! – zawołał Sebastian.

Shinigami posłusznie rzucił się w pogoń za uciekinierami. Michaelis skinął głową na Richarda, który posłusznie zamknął drzwi za czerwonowłosym.

- Musi iść po nich sam. Nie będę ryzykował zostawienia tu mojego panicza bez odpowiedniej opieki – wyjaśnił spokojnie demon. – Sutcliff powinien być w stanie sam przyprowadzić ich z powrotem.

Lokaj troskliwie wziął Phantomhive'a na ręce i posadził go na biurku, po czym sam zajął się zasłanianiem okna.

- Nic innego nie możemy dla niego zrobić – wyjaśnił.

- Przegraliśmy, prawda? – zapytał cicho Ciel patrząc się pustym wzrokiem na posadzkę.

- Poczekajmy na Grella – poradził Michaelis kładąc mu dłoń na ramieniu.

Gdy chwilę później drzwi do gabinetu się otworzyły i do środka wszedł bóg śmierci z trójką mocno związanych i toczących pianę z ust policjantów wszyscy odetchnęli z ulgą. Jedynie zachowanie Sutcliffa mogło się wydawać nieco podejrzane – żniwiarz miał spuszczoną głowę i unikał spojrzenia demona.

- Grell… - zaczął Sebastian. Nie było mu jednak dane dokończyć, gdyż całą posiadłością wstrząsnął pełen śmiertelnego przerażenia krzyk i towarzyszący mu psychopatyczny śmiech.