Ciel wpatrywał się z niedowierzaniem w rudowłosego mężczyznę. Czuł jak dłoń Sebastiana jeszcze mocniej zaciska się na jego ramieniu. Skąd ten potwór znał jego imię i czego od niego chciał?

- Muszę przyznać, że z bliska wyglądasz jeszcze lepiej – powiedział półgłosem morderca mierząc chłopca lubieżnym spojrzeniem. – Pachniesz też niczego sobie… A do tego przyszedłeś w odpowiednim momencie… Jeszcze tylko dwie osoby i będę wolny!

- Wolny? – wymamrotał Phantomhive. Spojrzenie mordercy onieśmielało go do tego stopnia iż nie był w stanie myśleć logicznie.

Jasper zaśmiał się głośno. Wskazał mu dłonią miejsce tuż przy swoim fotelu.

- Chodź do mnie, Cielu Phantomhive, a wszystko ci wyjaśnię – zachęcił go mrucząc cicho. – Nie zrobię ci krzywdy.

Hrabia miał dziwne przeczucie, iż mężczyzna naprawdę nie chce pozbawić go życia. Delikatnie strząsnął ze swego ramienia rękę demona, wolnym krokiem ruszył do wskazanego miejsca i usiadł. Zadrżał lekko, gdy poczuł chłodną dłoń głaszczącą jego policzek. Miał ochotę od razu rozkazać Sebastianowi by zabił tego kretyna, wiedział jednak, że było jeszcze na to za wcześnie. Czując ogromną wewnętrzną odrazę oparł głowę na kolanie psychopaty i spojrzał na niego niczym dziecko czekające na opowieść.

- Może najpierw ty opowiesz mi ile już o mnie wiesz? – zaproponował zachwycony jego uległością Jasper.

- Jesteś uwięziony w posiadłości Ethelredów tak samo jak my – zaczął powoli Ciel. – Gdy ktoś zakłóci twój spokój wchodząc tutaj, jesteś zmuszony go zabić, pamiętając również o tym, że nie wolno ci uśmiercić więcej niż jedną osobę na dzień. Nie zabrania ci to jednak doprowadzać ich do szaleństwa lub prowokować do popełnienia samobójstwa. No i przede wszystkim - jesteś bogiem śmierci.

- Doskonała odpowiedź – pochwalił go morderca oblizując zachłannie usta i głaszcząc hrabię po włosach - Owszem jestem bogiem śmierci. I to najpotężniejszym, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi.

- Więc dlaczego jesteś tu zamknięty? – prychnął lekceważąco Sebastian. Ani trochę nie podobało mu się, że ktokolwiek poza nim samym dotyka jego ukochanego panicza. Lśniące nieludzkim chłodem oczy żniwiarza powędrowały w stronę lokaja. Rudowłosy wyszczerzył gniewnie zęby i zawarczał cicho. Przez jego twarz przemknął wyraz absolutnego szaleństwa.

- Panie kosiarzu… dlaczego jest pan tu zamknięty? – Ciel powtórzył pytanie słodkim głosem mając nadzieję, iż uda mu się tym samym odwrócić jego uwagę od demona.

- To wszystko wina tego cholernego Ethelreda! – krzyknął poruszony bóg śmierci. Jego gniewne spojrzenie znów skupiło się na chłopcu, co chyba pomogło mu się uspokoić, bo gdy zaczął mówić dalej jego głos nie przypominał już warczenia dzikiego zwierzęcia. – Był stary i pomarszczony… jego życie właśnie zmierzało ku końcowi, więc przyszedłem po jego duszę. Ale on już na mnie czekał… Zwabił mnie do podziemi i zablokował wyjście magicznym kręgiem… - Jasper zaklął siarczyście pod nosem.


- Ty cholerny staruchu! Zablokowałeś wyjście!

- To nie pomoże, żniwiarzu – zaśmiał się chrapliwie hrabia Ethelred. Rudowłosy dopiero teraz zauważył wieniec z czarnego bzu oplatający jego skronie – jedyną rzecz pozwalającą na bezpieczne opuszczenie posiadłości.

- Jeśli myślisz, że ten twój badziewny krąg mnie powstrzyma to jesteś w błędzie - zakpił żniwiarz. - Wystarczy, że poczekam aż umrzesz i zabiorę ci te kwiatki.

- Więc nie chcesz przyjąć mojego wyzwania? – zdziwił się mężczyzna.

- Wyzwania? – powtórzył Jasper, połykając haczyk. – Ty chcesz wyzwać mnie? Nie bądź śmieszny! I co chcesz niby wygrać?

- Wieczną młodość, wieczne życie, ochronę przed bogami śmierci – odparł spokojnie Ethelred. – Ponadto żądam twojej niewoli, z której uwolnisz się dopiero po zdobyciu tysiąca dusz.

- A jeśli to ja wygram?

- Jak myślisz, dlaczego wysłali tu właśnie ciebie? Wszyscy inni się bali. Tylko ty możesz odebrać moją duszę. Tylko ty jesteś wystarczająco silny. To ciebie będą podziwiać gdy wrócisz. To przed tobą będą padać na kolana, bo to właśnie ty zdobędziesz duszę ostatniego Ethelreda.

Żniwiarzowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Z kpiącym uśmiechem na twarzy chwycił za rękojeść swojego topora i ruszył w stronę starca. Ten był jednak zupełnie spokojny – ani trochę nie przypominał człowieka, który za kilka chwil miał pożegnać się z życiem.

Niestety, Jasper zdał sobie sprawę z tego, że to podstęp, gdy było stanowczo zbyt późno na ucieczkę. W sumie to już na początku powinien się zorientować, że skoro mężczyzna używa magicznych kręgów to musi również władać czarną magią. Cóż, jak to zazwyczaj w życiu bywa – ogromna siła nie zawsze idzie w parze z bystrym umysłem.

Czar, który trafił rudowłosego, był tak potężny, że pozbawił go przytomności. Gdy ją odzyskał, jego oczom ukazał się niezwykle przystojny młodzieniec. Jedynym dowodem na to iż był to stary Ethelred były śnieżnobiałe włosy, które jako jedyne pozostały bez zmian, oraz wieniec z bzu. Mężczyzna zaśmiał się głośno. Jego ciało, znów młode i silne, zdradzało lata ciężkich ćwiczeń.

- Przykro mi, panie żniwiarzu, ale niestety muszę pana opuścić – oznajmił dźwięcznym głosem. – Z chęcią poczekałbym tu wraz z tobą na pierwszą ofiarę, ale sam wiesz - wieczność na mnie czeka i nie mogę jej zmarnować…


- …a potem wyszedł, zanosząc się śmiechem. Jak już mówiłem – do końca mojej kary pozostały jeszcze tylko dwie dusze. A potem będę wolny… i cały twój!

Ciel był tak zasłuchany w historię żniwiarza, że dopiero w ostatniej chwili dotarło do niego, iż ten zamierza go pocałować. Mrużąc oczy z obrzydzenia błyskawicznie odwrócił głowę. Jedyne co usłyszał, to pełne zawodu westchnięcie Jaspera i cichy śmiech Sebastiana.

- Tak cię to bawi?! – krzyknął rozwścieczony rudowłosy. – Wiesz chociaż, która jest godzina?!

Demon wyciągnął srebrny zegarek, otworzył wieko i zaklął.

- Za trzy dwunasta – powiedział szeptem.

- Właśnie! – zawył tryumfalnie żniwiarz. – Wiesz, co to oznacza?!

- Że możesz zabić dwie osoby – za dziś i za jutro… – wyszeptał Ciel. Zupełnie nie wiedział, co ma robić… Zostali tylko on, Sebastian, Grell i czworo policjantów wliczając w to Denninga i Sparksa.

- A potem będę wolny! – wrzasnął Jasper chwytając oburącz ogromny topór, który do tej pory stał oparty o jego fotel.

Wymachując dziko bronią morderca rzucił się w kierunku demona i reszty.

I wtedy stało się coś, czego Phantomhive w ogóle się nie spodziewał. Michaelis zamiast powstrzymać żniwiarza po prostu… zszedł mu z drogi. Nie zrobił nic, by ratować pozostałych. Z twarzą pozbawioną jakichkolwiek emocji obserwował jak kosiarz pozbawia głowy jednego z policjantów. Krew trysnęła we wszystkich kierunkach. Martwe ciało mężczyzny opadło na ziemię niczym zepsuta szmaciana lalka, a głowa potoczyła się do nóg Ciela. Przerażeni śmiertelnicy zaczęli krzyczeć. Złudne poczucie bezpieczeństwa zapewnianego przez lokaja prysnęło niczym mydlana bańka. Chłopiec zasłonił usta, czując, iż robi mu się niedobrze.

- Jeszcze tylko jeden – zaśmiał się szaleńczo rudowłosy.

Usta Sebastiana rozchyliły się w drwiącym uśmiechu. Błyskawicznym ruchem dłoni wyciągnął zza marynarki srebrny widelec, ale wciąż nic nie wskazywało, aby zamierzał walczyć z Jasperem. Ciel nie wytrzymał i krzyknął w stronę sługi:

- Sebastianie! Co ty wyprawiasz?! Miałeś ich chronić!

Lokaj zupełnie go zignorował.

- Jeśli zamierzasz odejść stąd z moim paniczem musisz wiedzieć, iż on należy tylko do mnie. Aby oddał ci swoje serce musisz najpierw odebrać mu duszę – powiedział spokojnie demon. – Dlatego właśnie ostatnią twoją ofiarą muszę być ja.

Ciel poczuł dreszcz przechodzący wzdłuż jego kręgosłupa. Z jednej strony był się o Sebastiana, a z drugiej podobało mu się, iż demon zamierza o niego walczyć. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że przypomina to średniowieczny pojedynek o damę serca – i wtedy właśnie skrzywił się zażenowany, bo tą białogłową miał być przecież on sam.

Sebastian i Jasper stali zupełnie nieruchomo mierząc się wzrokiem. Na pierwszy rzut oka lokaj nie miał najmniejszych szans w walce z psychopatą. Rudzielec stał na ugiętych kolanach z szeroko rozstawionymi nogami, obiema dłońmi trzymając mocno broń.

Wtedy wybiła dwunasta.

Nim ktokolwiek zdołał się spostrzec kosiarz rzucił się na demona. Przerażeni policjanci rozbiegli się na wszystkie strony, aby nie znaleźć się przez przypadek na drodze któregoś z walczących.

Michaelis uskoczył zwinnie, dobywając jednocześnie srebrnych noży. Na kolejne starcie był już w pełni gotowy – płynnym ruchem schylił się, odskoczył kilka kroków do tyłu i rzucił nożem prosto w krtań rudowłosego. Ten jednak zaśmiał się tylko i wykorzystując ciężar swojej broni jednocześnie odchylił się i ponownie zaatakował.

Sebastian odbił się lekko od ziemi, pozwalając by ostrze topora wbiło się głęboko w posadzkę i z całej siły wbił nóż w ramię przeciwnika.

Podziemną salą wstrząsnął nieludzki krzyk.

Mimo iż nie zabił żniwiarza, udało mu się pozbawić go czucia w prawej ręce. Ciel z nerwów zacisnął pięści. Sebastian miał teraz tylko kilka chwil na atak, nim kosiarz jedną ręką wyrwie swoją broń.

- Albo mi się wydaje, albo twoja sytuacja jest beznadziejna – zakpił demon. – Wcale nie jesteś aż taki silny… A może po prostu nie zależ ci na moim paniczu?

- Zamknij się! – wrzasnął Jasper wyrywając topór z ziemi.

Hrabia nie mógł w to uwierzyć. Dlaczego jego lokaj zaprzepaścił tak doskonałą okazję na atak? Zamiast tego ponownie musiał uciekać przed potężnymi zamachami boga śmierci.

Podstawowymi zaletami broni żniwiarza były jej siła i zasięg. Sebastian był zmuszony do zadawania bardzo szybkich a zarazem płytkich cięć, które byłyby w stanie zabić człowieka, ale nie ponurego żniwiarza. Jego sytuacja mogłaby być nieciekawa, jednak…

Phantomhive znał swojego sługę na tyle dobrze, by rozpoznać jego zamiary. Demon chciał po prostu sprowokować swojego przeciwnika. Tylko po co? Co chciał przez to osiągnąć? Bez względu na wszystko musiał mu zaufać – w końcu Sebastian zawsze wiedział, co robi.

Rozmyślania chłopca przerwał odgłos łamanych kości. Jasperowi udało się zwalić Sebastiana z nóg dzięki błyskawicznej zmianie taktyki – zamiast zwyczajnie się zamachnąć użył swojej broni jako taranu. Podziemna sala zadrżała od śmiechu boga śmierci.

- I czyja sytuacja jest teraz beznadziejna?! – zakpił rudowłosy unosząc topór nad głowę, by zadać ostateczny cios.

- Sebastian… NIE! – krzyknął przerażony Ciel, obserwując, jak jego ukochany sługa nie robi zupełnie nic, aby ocalić się przed śmiertelnym atakiem.

Chłopcu błyskawicznie udało się odzyskać kontrolę nad sobą. W prawdzie wciąż udawał, że jest zrozpaczony, ale w myślach w kółko powtarzał sobie, że jego lokaj jest demonem i nie można go tak po prostu zabić. A jednak… Już sama myśl, iż cokolwiek mogłoby ich rozdzielić, była dla Ciela zbyt bolesna.

Skupił się na odpędzeniu tego irracjonalnego lęku na dalszy plan i zaczął zastanawiać się, co powinien zrobić. Skoro Sebastian udawał martwego to i on powinien zachowywać się jakby zabito jego najbliższą osobę. Czołgając się na kolanach zbliżał się powoli do ponurego żniwiarza, który śmiejąc się szaleńczo raz po raz rozszarpywał ostrzem topora zakrwawiony tors Sebastiana. Gdy tylko ta zabawa mu się znudziła odnalazł wzrokiem Ciela i uśmiechnął się szeroko.

- Teraz jesteś tylko mój – wyszeptał, oblizując się łapczywie.

Cielowi wydawało się, że słyszy dobiegające z oddali głosy Denninga i Sparksa. Nie był jednak w stanie logicznie myśleć i odbierać otaczającej go rzeczywistości, bo za bardzo skupiał się na planie działania, którego jak na złość nie miał. Sebastian nie mógł przecież zostawić go bezbronnego! Musiał mieć jakiś plan…

Phantomhive był tak zaabsorbowany swoimi myślami, że nie zwrócił nawet uwagi na to, iż Jasper podniósł go z ziemi i zaczął mamrotać mu coś na ucho.

- Sebastianie… - załkał młody hrabia, przeklinając w duchu lokaja.

Czuł się zupełnie bezradny. Jakby tego było mało, jakiś cichy i irytujący głosik w jego głowie szeptał: „Twój Sebastian nie żyje! Znów zostałeś zupełnie sam!", co bynajmniej nie ułatwiało mu myślenia.

- Ach! – krzyknął zachwycony Jasper. – Pierwszy raz widzę tak doskonałą duszę! Teraz wystarczy tylko, że ją zapieczętuję i już na zawsze będziesz mój!

Kosiarz posadził przerażonego chłopca na swoim fotelu i pochylił się nad nim. Głośno wciągnął w nozdrza jego słodki zapach. Macki jego nadludzkiego umysłu powoli zagłębiały się w upragnioną duszę, by pozbawić panicza wolności.

Rudowłosy był tak pewien swojego zwycięstwa, że nie przewidział najgorszego. Dusza Ciela już do kogoś należała. Mało tego – jej właściciel dokładnie zadbał o to, by nikt nie był w stanie mu jej odebrać. Gdy tylko żniwiarz zorientował się w swojej sytuacji, przerażony zdarł przepaskę z oka chłopca.

- Kontrakt… - jęknął zrozpaczony.

Zza pleców Jaspera dobiegł cichy śmiech. Odwrócił się akurat w momencie, gdy Sebastian wstał z podłogi.

- Wybacz mi to nieczyste zagranie – powiedział spokojnie demon, nie zwracając najmniejszej uwagi na krew ściekającą mu z ust. – Nie byłbym w stanie zabić cię w bezpośredniej walce, bo większość mojej energii przeznaczona jest na ochronę mojego panicza. Dlatego musiałem uśpić twoją czujność i sprawić, byś skupił się na walce ze mną. Tylko dzięki temu mogłem mieć pewność, że sięgniesz po duszę mojego ukochanego pana nie zwracając uwagi na chroniący ją kontrakt. Cóż, nie zostało ci zbyt wiele czasu… Jakieś ostatnie życzenie?

Michaelis mówił prawdę. Skóra boga śmierci zaczęła się kruszyć niczym chińska porcelana.

- Proszę tylko… pozwól mi skosztować jego krwi… zanim umrę… - odparł rudowłosy uśmiechając się blado.

- Tak mi przykro. Akurat tego życzenia nie mogę spełnić – oznajmił Sebastian z lodowatym uśmiechem na twarzy i oczami lśniącymi krwawym szkarłatem.

- Do widzenia, Cielu Phantomhive… - wyszeptał kosiarz rzucając chłopcu ostatnie spojrzenie. Chwilę później jego ciało rozpadło się w drobny pył. Po okrutnym mordercy z posiadłości Ethelredów została tylko kupka popiołu i potężny dwuręczny topór.


Młody mężczyzna wyjrzał przez okno na szczycie swojej latarni morskiej. Delikatna bryza rozwiała jego nienaturalnie białe włosy.

- Żegnaj, żniwiarzu. Dziękuję za twoją nieśmiertelność.

Po chwili zmarszczył brwi. To nie do końca tak miało się skończyć. Owszem, takie rozwiązanie było mu bardzo na rękę, ale nie tego się spodziewał.

Mimo wszystko, coś poszło nie tak.

Zamknął oczy i sięgnął umysłem w stronę swojej dawnej posiadłości. To, co zobaczył, zaskoczyło go mocno, ale i zarazem ucieszyło. Od dłuższego czasu jego życie było niezwykle nudne, a ten chłopiec…

Odzyskanie posiadłości i przywrócenie jej do dawnego stanu miało pochłonąć nie tylko mnóstwo czasu, ale i pieniędzy. Nie przejmował się tym jednak zupełnie, bo i jednego i drugiego miał pod dostatkiem. Poza tym – możliwość spotkania z Cielem Phantomhivem i jego lokajem była warta wszelkich poświęceń.


Mimo odniesionych ran Sebastianowi udało się wyprowadzić wszystkich cało z posiadłości. Ku ich ogromnemu zaskoczeniu przed wejściem już czekał William T. Spears i dwa samochody (jednym siedział Tanaka, drugi musiał należeć do Denninga).

- Nie potrzebnie się wtrącaliście – zarzucił im kosiarz. – Jasper miał niedługo skończyć swoją karę.

- Bezpieczniej jednak czuję się z myślą, że jest już martwy – odszczeknął Michaelis, rzucając Spearsowi pogardliwe spojrzenie. – A teraz proszę o wybaczenie. Chętnie opowiedziałbym o wszystkim co zaszło w środku, jednak mój panicz jest bardzo zmęczony i muszę jak najszybciej wrócić z nim do domu. Nie widzę natomiast żadnych przeciwwskazań, by Grell zdał ci sprawozdanie zamiast mnie.

Czerwonowłosy żniwiarz z okrzykiem radości rzucił się na kolegę po fachu, zapewniając go, że jeśli tylko odpowiednio mu zapłaci, to opowie mu o swoich przygodach z najdrobniejszymi szczegółami. W tym czasie Ciel i jego lokaj odprowadzili policjantów do ich samochodu.

- Nam też przydałby się jakiś raport – westchnął Richard.

- Proszę to zostawić nam – zaproponował Phantomhive. – Wyślę go panu pocztą najpóźniej za trzy dni. I niech się pan nie martwi. Mam już niemałą wprawę w pisaniu takich rzeczy.

- Praca z wami to był dla mnie zaszczyt – oznajmił Sparks podając Cielowi rękę, którą chłopiec chętnie uścisnął. – Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś to powtórzymy.

- Na jakiś czas mam dość – zaśmiał się młody hrabia. – Ale może za tydzień…

Na te słowa oboje wybuchli niepohamowanym śmiechem. Napięcie z ostatnich kilku dni opuściło ich ciała. Wreszcie mogli odetchnąć z ulgą i spokojnie wrócić do domów. Ich wspólna przygoda właśnie się skończyła, lecz nie mieli żadnych wątpliwości co do tego, że los jeszcze kiedyś skrzyżuje ich drogi.