Sebastian poczuł na swojej twarzy delikatne promienie słońca. Najwyższa pora by wstać i zrobić śniadanie paniczowi. Uchylił lekko powieki i spojrzał przelotnie na tarczę zegara. To, co zobaczył zupełnie zbiło go z tropu. Była czternasta trzydzieści dwie. Nie piąta, ani nie szósta, ale w pół do piętnastej! Jeszcze nigdy w całym długim życiu demonowi nie zdarzyło się wstać tak późno!
Wściekły sam na siebie spróbował się podnieść. Piekielny ból rozszedł się po całym jego ciele zmuszając go do położenia się z powrotem.
- Nie wstawaj! – zawołał Ciel, rzucając się w jego stronę.
Chłopiec był kompletnie ubrany. Widocznie gdy Sebastian nie przyszedł do niego rano, Tanaka postanowił się wszystkim zająć sam. Następnymi rzeczami, jakie przykuły uwagę demona, były fotel, zrzucony na ziemię koc, stoliczek wraz ze stojącą na nim filiżanką i otwartą książką. Wszystkie te rzeczy mogły oznaczać tylko jedno – jego ukochany pan kazał je tu przynieść, by móc przez cały czas czuwać przy jego łóżku.
Twarz Michaelisa mimowolnie rozjaśnił uśmiech, który zawierał całą dostępną demonom czułość.
- Pilnowałeś mnie? – zapytał, powoli wyciągając rękę, by przyciągnąć do siebie chłopca.
- Nie chciałem, żebyś zrobił sobie jeszcze większą krzywdę. Zupełnie nie wyobrażam sobie żebyś był w stanie normalnie pracować, po tym, jak kosiarz przebił cię na wylot – prychnął Ciel uśmiechając się lekko. Widząc zdziwienie na twarzy demona, wyjaśnił: - W nocy miałeś gorączkę i bardzo krwawiłeś. Koło południa rana zabliźniła się i Tanaka po raz ostatni zmienił ci opatrunek. Mimo to nie życzę sobie żebyś wstawał aż do wieczora.
Cholera! Zupełnie nie pamiętał tego, co działo się w nocy. Naprawdę było z nim tak źle?
- Nic mi nie…
- Wiem, że nic ci nie będzie – przerwał mu chłopiec. Jego spojrzenie było tak wymowne, że lokajowi przeszła ochota na kłótnie. Pierwszy raz w jego życiu ktoś tak bardzo się o niego martwił. – Wiem, że już niedługo wydobrzejesz. To po prostu bardzo poważna rana i musisz trochę dłużej poleżeć. A gdybyś miał wątpliwości - tak, to rozkaz.
Demon uniósł krytycznie brew. Musiał przyznać, że rzeczywiście już dawno nie był w takim stanie. Właściwie to dzień odpoczynku też nie był niczym złym. Do tego jeszcze dochodziło zachowanie jego pana… Czy Ciel na prawdę zamierzał się nim opiekować?
- Tak jest mój panie, ale tylko pod warunkiem, że dotrzymasz mi towarzystwa – oznajmił Michaelis posyłając ukochanemu paniczowi szeroki uśmiech. Och, to zagranie było tak bardzo nie fair! Chłopiec przecież nie miał prawa mu odmówić.
- I tak miałem zamiar cię trochę pomęczyć – zaśmiał się nieco złośliwie Ciel, siadając obok niego na łóżku. Kiedy uznał, że jest mu wygodnie spojrzał prosto w oczy demona i zażądał: - Chcę żebyś wytłumaczył mi tą rozmowę o mojej krwi. Dlaczego nie chciałeś żeby jej spróbował? Robiłeś to przecież już tyle razy!
Lokaj westchnął. A więc to go tak nurtowało. Cóż… była to w prawdzie jedna z rzeczy, których wyjawienie wciąż odkładał na później, ale skoro chłopcu tak bardzo na tym zależało, to przecież nie mógł mu odmówić.
- Co wiesz o wampirach? – zapytał.
- Są nieśmiertelne, boją się światła słonecznego, krzyży i wody święconej, a żeby żyć, muszą pić ludzką krew – wyrecytował chłopiec, trochę zaskoczony tym pytaniem. – Ale pewnie większość z tego to czysta fikcja.
- Owszem, większość – zaśmiał się cicho Michaelis. – Otóż nie tylko wampiry żywią się ludzką krwią, ale i one nie robią tego ze względu na kulinarne upodobania. Dla istot nadludzkich krew jest najbardziej wartościowym pożywieniem. Jej jakość zależy od człowieka, tak więc są takie, które ledwie zaspokajają podstawowe potrzeby, ale i takie które mogą niemal przywracać do życia. – Demon uśmiechnął się znacząco. – Choć osobiście nie ukrywam, iż smak również jest bardzo istotny.
Twarz Ciela przykrył lekki rumieniec. Bardzo dobrze zrozumiał tę aluzję.
- Czyli moja krew mogłaby przyśpieszyć gojenie się twoich ran? – spytał nieśmiało, z nadzieją błyszczącą w błękitnym oku.
- Krew połowy mieszkańców Londynu nie byłaby wstanie mi pomóc – odrzekł lokaj. Obserwowanie zmartwienia na twarzy jego pana, spowodowanego tym stwierdzeniem sprawiło mu przyjemność. – Ale twojej wystarczy mi tylko kilka kropli.
Tym razem chłopiec zrobił się czerwony aż po cebulki włosów. Nie było w tym zresztą nic dziwnego – jeszcze nikt nie prawił mu komplementów, a już na pewno nie takiego typu.
- W takim razie chcę żebyś napił się mojej krwi – rozkazał młody hrabia stanowczym tonem.
Sebastian nie miał najmniejszych wątpliwości, co do tego, że mu na tym potwornie zależy. Było to bardzo dziwne i intrygujące zarazem, zważywszy na fakt, że do tej pory chłopiec nie pokazywał po sobie, jakoby picie jego krwi przez Sebastiana sprawiało mu jakąkolwiek przyjemność.
Demon delikatnie ujął w dłoń twarz chłopca i przyciągnął go do siebie. Dopiero w tej chwili zdał sobie sprawę, jak bardzo tego pragnął. Rzeczywiście, robił to już kilka razy, a jednak teraz było zupełnie inaczej. Teraz, gdy młody Phantomhive sam tego chciał , Sebastian w pełni odczuł siłę swego pragnienia.
Pragnienie nie tyle wysysania z niego życiodajnych soków, co raczej posiadania go na wyłączność.
Dlatego właśnie postanowił pójść o krok dalej.
- Muszę cię ostrzec paniczu – wyszeptał lubieżnie. – Taki pocałunek jest podobno jeszcze cudowniejszy niż wszystko to, co robiliśmy do tej pory.
Chłopiec skrzywił się gniewnie. Najwyraźniej nie rozumiał, w jaki sposób to, co robili, było cudowne.
Demon zupełnie nie przejął się jego zniesmaczeniem. Poczuł, jak słodki zapach Ciela wypełnia mu nozdrza. Delikatnie rozchylił językiem jego wargi i zaczął nim pieścić jego język. Czuł jak drobne ciało chłopca aż drży z rozkoszy. A najlepsze miało dopiero nadejść. Przerwał na chwilę pocałunek aby jego panicz mógł zaczerpnąć powietrza, po czym ostrożnie nadgryzł jego dolną wargę. Z ust Ciela wyrwał się cichy jęk, który Sebastian natychmiast zagłuszył następnym pocałunkiem.
Tym razem jednak było inaczej. Jego zwinny język łapczywie zlizywał nieziemsko słodką krew chłopca, co chwilę plącząc się z jego językiem. Czuł jak ciało młodego hrabi zaczyna płonąć. Jakaś część jego umysłu odpowiedzialna za logiczne myślenie podsuwała mu wszystkie przypadki ludzi, którzy oszaleli z powodu pocałunku demona. Teraz jednak nie był w stanie się tym przejmować.
Już w chwili, gdy oderwał się od ust Ciela miał wrażenie, że to, co go przed chwilą spotkało, było zbyt cudowne, by mogło być prawdziwe. Smak jego krwi w połączeniu z niewinną słodyczą jego ust był niczym narkotyk. Jakim cudem udało mu się przeżyć tyle wieków bez tej rozkoszy?
- Przepraszam, że jestem takim egoistą – wyszeptał Phantomhive oddychając ciężko. Na zdziwione spojrzenie lokaja uśmiechnął się lekko i powiedział: - To było tak przyjemne, że chciałbym byś znowu był ranny.
Sebastian roześmiał się głośno. Tak rzadko się śmiał! A jednak – ten młody brytyjski hrabia posiadał równie cudowną co unikalną zdolność przywoływania uśmiechu na jego usta. Pasowali do siebie idealnie, jak dwa kawałki tej samej układanki, jak dwie łyżeczki z jednej zastawy, jak…
Spojrzał chłopcu prosto w oczy i momentalnie zabrakło mu słów. Dlaczego musiał upaść aż tak nisko? Dlaczego uczucia, jakimi go darzył, musiały być tak silne? Dlaczego, chociaż to on był teraz panem, miał wrażenie, że w rzeczywistości zupełnie nic się nie zmieniło? Że ich życie będzie wyglądać dokładnie tak samo jak do tej pory?
- Mam to uznać za rozkaz, mój panie? – zapytał, na co obaj zaśmiali się cicho i nieśmiało przylgnęli go siebie.
Demon uniósł spojrzenie ku górze, przeklinając bożą przewrotność. Pasowali do siebie tak, jakby jego ramiona zostały stworzone jedynie po to, aby już na zawsze trzymać tego małego chłopca w objęciach. A przecież stał się demonem jedynie po to, by po kres swego istnienia nienawidzić ludzi.
Kto wie - może kontrakt z Cielem był właśnie upragnionym końcem?
