Wieczorem po kolacji, która minęła w dość napiętej atmosferze (rozluźnionej nieco dopiero wtedy, gdy Harry przypomniał sobie o podziękowaniu za prezenty), czwórka przyjaciół oraz Ginny zostali odesłani do swoich pokoi by się wyspać, ponieważ następnego dnia mieli iść na ulicę Pokątną po sprawunki, których listę przyniósł ze sobą Dumbledore. Ostatecznie Ron był zadowolony z tego, że ma cały pokój dla siebie i przestał rzucać brunetowi urażone spojrzenia.
Bliźniacy radośnie wrócili do mieszkania nad ich sklepem, wylewnie zapraszając Harrryego by ich następnego dnia odwiedził, podczas gdy Charlie i Molly usiedli w kuchni pijąc wieczorną herbatę i czekając na powrót Remusa i Tonks, aby powrócić do Nory.
Harry wyszedł spod prysznica i przypomniał sobie o tym, że Severus włożył mu coś do kieszeni gdy wychodził. Ubrał się w piżamę i sprawdził co to takiego było. W kieszeni spodni znalazł mały zwitek pergaminu.
W razie czego Twój skrzat domowy może nas przenieść prosto do Twojego pokoju.
D&S
Harry uśmiechnął się od ucha do ucha. Proszę, proszę, kto by przypuszczał, że Mistrz Eliksirów będzie aż taki niecierpliwy by dostać się do moich spodni? Zachichotał i uśmiechnął się pod nosem gdy wywnioskował z liściku, że Draco spędza swoje wakacje u Severusa.
- Starzec i rudzi zdrajcy krwi mają spotkanie w kuchni. – Stworek pojawił się na chwilę w jego pokoju by to oznajmić i zniknął, zostawiając za sobą mrugającego nastolatka. Harry otrząsnął się z zaskoczenia i uśmiechnął widząc, że chociaż część z jego poleceń dotarła do skrzata. Szybko narzucił na siebie pelerynę niewidkę, wymruczał zaklęcie wyciszające na swoje stopy i udał schodami w dół, prosto pod zamknięte drzwi kuchni. Członkowie zakonu tym razem nawet nie próbowali zachować prywatności, ponieważ przez cienkie drzwi wszystko było słychać.
- … dziedzicem Blacków!
- Uspokój się Molly. – Rozbrzmiał głos dyrektora i ktoś ciężko opadł na krzesło. – To, że chłopak się o części swojego dziedzictwa dowiedział niczego nie zmienia.
- Wiem, po prostu nie potrafię sobie wyobrazić tego jak bardzo będziemy bogaci gdy już ożeni się z Ginny. To po prostu przekracza moje wyobrażenia. Nie tylko dziedzic Potterów ale też i Blacków. Prawdę mówiąc, gdy podpisywaliśmy kontrakt myślałam, że fortuna Blacków przejdzie ostatecznie na Draco Malfoya, a tu taka niespodzianka! Dlaczego nam niczego wcześniej nie powiedziałeś, Albusie?
- Po śmierci Syriusza miałem tylko swoje domysły. Może i jestem magicznym opiekunem Harryego, ale nie mam dostępu do wszystkich urzędowych spraw, które go dotyczą. Zwłaszcza, że dziś skończył siedemnaście lat.
- Właśnie Albusie, jesteś pewien, że skoro jest pełnoletni, to nie może zerwać umowy? Wiem, że będzie dobry dla mojej Ginny, w końcu sam przyznał dzisiaj, że ją kocha. W prawdzie tylko jak siostrę ale to zawsze coś.
- Spokojnie, wszystko odpowiednio zaplanowałem. Harry nic nie wie o umowie małżeńskiej i się nie dowie dopóki nie będzie za późno. Ginevra Weasley zostanie Lady Potter i da dziedziców dla Harry'ego, czy chłopak będzie tego na początku chciał czy też nie. Jestem pewien, że jak później będzie miał czas żeby wszystko przemyśleć, to doceni naszą pracę.
- Dobrze. Arturze, rozmawiałeś już z Ginny na ten temat? – w głosie Molly wyraźnie było słychać ulgę i rozweselenie.
- Tak, była bardzo szczęśliwa, gdy dowiedziała się kogo wybraliśmy jej na męża. Z tego co się orientuję, to już zaczęła poznawać go bliżej. Powiedziała coś o tym, że nie chce iść do łóżka z kimś kogo tak właściwie nie zna.
- Ach, moja mała dziewczynka. Kiedy ona dorosła?
Harry czuł, że robi mu się niedobrze. Nie chciał już niczego więcej słyszeć. Jak oni mogli… szybko wbiegł po schodach na górę do swojego pokoju a następnie do towarzyszącej mu łazienki i zwymiotował. Już sama myśl o tym, że miałby spać z dziewczyną wywoływała u niego mdłości, ale to co ci… ci zdrajcy zrobili za jego plecami…! Umowa małżeńska! I niczego nie chcieli mu powiedzieć dopóki nie będzie za późno by cokolwiek zrobił! Co, chcieli pewnego dnia wezwać go do gabinetu dyrektora razem z Ginny, wcisnąć im na palce obrączki i wysłać w noc poślubną? Harry oparł rozpalone czoło o porcelanową krawędź muszli i odetchnął głęboko. Pewnie chcieli zrobić coś właśnie w tym stylu. Musiał jak najszybciej skontaktować się z Draco i Severusem. Oni znali się na tych wszystkich tradycjach i prawach czarodziejskiego świata. Harry doprowadził się do porządku i wezwał Stworka.
- Zmiana planów. Powiedz Severusowi i Draco, że coś się stało i potrzebuję ich teraz. Jeżeli będzie to możliwe, to przenieś ich prosto do mojego pokoju, dobrze?
Skrzat rozpromienił się słysząc imię Draco i szybko zniknął. Harry usiadł na łóżku i zaczął przekartkowywać książkę o prawie czarodziejów w poszukiwaniu czegoś na temat umów małżeńskich. Jakieś pół godziny później Stworek pojawił się z zaniepokojonym Severusem i znowu zniknął. Mężczyzna szybko podszedł do wyraźnie rozemocjonowanego Gryfona.
- Co się stało? – Harry zamrugał i rzucił się w objęcia mężczyzny, cicho szlochając. Zaskoczony Mistrz Eliksirów poprowadził ich do łóżka i usiadł razem z nim, starając się jakoś uspokoić Pottera. Kilka minut później skrzat przybył z Draco, ukłonił się blondynowi i zniknął z cichym pop. Draco chwilę stał patrząc na niezwykłą scenę odgrywającą się na łóżku nim dołączył do swoich kochanków.
- Harry?
- Cholerny Dumbledore! – Nagle Potter wybuchł i Severus miał na tyle przytomności umysłu by rzucić na pokój zaklęcia wyciszające i prywatności, jak również blokujące drzwi. – I cholerni Weasley'owie! Oni… oni… oni…
Draco zaczął gładzić roztrzepane czarne kosmyki, podczas gdy Severus przytulił Harry'ego mocniej do siebie. Obaj zastanawiali się co takiego mogły te osoby zrobić, że wytrąciły Gryfona aż do tego stopnia z równowagi.
- Oni podpisali umowę małżeńską według której muszę ożenić się z Ginny! – Harry zawył, a jego kochankowie zrobili wielkie oczy.
- CO TAKIEGO? – Obaj czarodzieje byli wściekli. Jak ktokolwiek mógł nawet pomyśleć o odebraniu im Harry'ego?
- Podsłuchałem ich rozmowę w kuchni. Molly była w szoku, że jestem nie tylko dziedzicem Potterów ale tez i Blacków i pytała się czy to, że jestem pełnoletni nie przeszkodzi jakoś w ich planach… a Dumbledore powiedział, że będzie mnie trzymał w nieświadomości do ostatniej chwili żebym nic nie mógł zrobić…
Harry pomału się uspokajał, podczas gdy Severus i Draco stawali się coraz bardziej rozeźleni.
- Musimy się dowiedzieć jaki to rodzaj umowy i co jest w niej zawarte. – zaczął Draco i Severus przytaknął.
- Zostaw to mnie. Teraz wydaje mi się, że mamy pilniejszy problem. – Starszy mężczyzna skinął na już dość spokojnego nastolatka w jego objęciach i zamruczał. – Wydaje mi się, że ktoś bardzo w tej chwili potrzebuje zapewnienia, że nie zostanie oddany jakiejś rudej wywłoce, ponieważ jest już wzięty na amen.
- Wiesz, Sev, wydaje mi się, że masz rację. – Draco uśmiechnął się i zaczął całować kark Gryfona.
- Czy wy zawsze myślicie tylko o jednym? – Harry westchnął jednak zmrużył oczy z przyjemności.
- Tylko wtedy gdy jesteś w pobliżu. – Severus zaczął rozpinać guziki w piżamie bruneta i nachylił się by złożyć na jego ustach pocałunek. Harry poczuł jak przez chwilę znowu rozchodzi się po jego ciele tamto ciepło, jednak szybko o nim zapomniał, gdy jego dwaj kochankowie pokazywali mu jak bardzo im na nim zależy.
Harry obudził się rano między dwoma silnymi ciałami. Było mu dobrze i ciepło i stwierdził, że z wielką ochotą spędzi tak cały dzień. Niestety jego pęcherz miał inne plany i chłopak musiał uwolnić się z kochanych objęć i pokuśtykać to toalety. Jego pupa dokuczała mu po wczorajszych podwójnych aktywnościach. Gdy w końcu wszedł pod gorący prysznic, po chwili objęły go od tyłu silne ramiona.
- Mmm… dzień dobry, Severusie. – Harry uśmiechnął się i obrócił by złożyć na ustach kochanka pocałunek, który szybko zaczął się robić coraz gorętszy.
Jakieś czterdzieści minut później wyszli zaspokojeni z łazienki. Draco wciąż spał w najlepsze, zakryty kołdrą do tego stopnia, że widać było tylko kępkę blond włosów na poduszce. Harry uśmiechnął się i otworzył drzwi magicznej szafy, by znaleźć jakieś ubranie. Severus tymczasem wyciągnął kuferek ze swojej szaty rzuconej niedbale na podłogę, powiększył go i wyjął z niego swój klasyczny czarny zestaw.
- Jak chcesz, to w szafie jest od groma miejsca. – Harry wyszczerzył się do niego. Czekał ponad rok na to by Severus został jego kochankiem i czuł się tak, jakby w końcu posmakował kawałeczek nieba. Tylko jedna ciemna chmura w postaci odkrytej umowy małżeńskiej kłębiła się nad jego głową, no i może jeszcze Voldemort. Ale wiedział, że z Severusem i Draco przy boku, był w stanie pokonać każde przeciwności.
Severus ubrał się i wypakował część rzeczy do szafy. Resztę zaniósł do łazienki.
- Myślisz, że powinniśmy go obudzić? – Harry rzucił przez ramię w stronę łazienki, gdy rozległo się głośne pukanie do drzwi i szarpnięcie za klamkę.
- HARRY! WSTAWAJ! ZARAZ ŚNIADANIE A PO NIM IDZIEMY NA POKĄTNĄ! – Ginny jeszcze kilka razy spróbowała otworzyć drzwi zanim dotarło do niej, że są zamknięte i zrezygnowała. Zabębniła jeszcze kilka razy w drzwi i znów zapanowała cisza.
- Ghhh… - rozległo się zaspane z łóżka, po czym Draco zsunął część kołdry, odsłaniając zaspaną twarz i ciało pokryte malinkami w strategicznych miejscach – zabić Wiewiórę… - wyjęczał i wrócił do spania.
Harry wybuchł gromkim śmiechem i rzucił się na niego na łóżko, wybudzając Ślizgona z bardzo przyjemnych marzeń sennych.
- Uh! Złaź ze mnie…! – Severus pokręcił głową i zaczął przekładać buteleczki z różnymi eliksirami z szaty leżącej na podłodze do tej, którą miał na sobie. Jedna z nich zawierała Veritaserum i Snape uśmiechnął się mściwie. Ciekawe czy Molly również wybierała się na dzisiejsze zakupy.
- Albo nie… masz mi zrekompensować to, że mnie tak obudziłeś. – Draco zmienił zdanie i przyciągnął do siebie Harry'ego żeby go pocałować. Gryfon ściągnął z nagiego Ślizgona kołdrę i głodnym wzrokiem popatrzył na jego poranną erekcję. Severus widząc to poczuł jak spodnie robią mu się ciaśniejsze. Rozsiadł się wygodnie w jednym z foteli i przygotował na bardzo intensywnie interesujące widowisko. Harry pochłonął twardego członka, sprawiając, że Malfoy zapiszczał.
- Oh tak, tak… właśnie tak!
Dłoń Mistrza Eliksirów powędrowała do jego spodni…
- HARRY! – bam bam bam – WSTAWAJ JUŻ! ŚNIADANIE NA STOLE!
- POMASTURBUJESZ SIĘ KIEDY INDZIEJ! – rozległ się głos bliźniaków i zza drzwi dobiegły ich dezaprobujące jęki oraz oburzony krzyk pani Weasley.
Draco zasłonił dłońmi twarz, podczas gdy Harry usiadł koło niego zrezygnowany.
- Kiedyś zabiję Weasleyów, przysięgam, że ich zabiję… - Draco wyjęczał. Jak oni śmieli przerywać im w takim momencie! A był już tak blisko! Harry poklepał go pocieszająco po biodrze. Blondyn uśmiechnął się do niego i machnął władczo dłonią. – Idź Harry i baw się dobrze, a my przez ten czas zajmiemy się rozwiązaniem tego problemu.
Harry przytaknął i pocałował Draco po czym wstał i pocałował na dowidzenia Severusa.
- Pamiętaj, że jesteś nasz, Harry i tylko nasz. – Mistrz Eliksirów przyciągnął go do jeszcze jednego pocałunku, po czym Potter opuścił sypialnię i udał się na śniadanie. Kilka minut później pojawił się Stworek z tacą pełną jedzenia, skłonił się Malfoy'owi i zniknął.
Wyprawa na Pokątną była dość udana, pomijając to, że Harry musiał kupić drugi zestaw podręczników aby nie wywoływać podejrzeń. Zdecydował, że podaruje je szkolnej bibliotece jak tylko wrócą do Hogwartu. Harry zaczął się też zastanawiać czy jeszcze któreś z jego przyjaciół oprócz Ginny wiedziało o umowie. Wątpił żeby Hermiona wiedziała – jak nie patrzeć tego typu kontrakt był niczym zniewolenie a ona była przeciwna wszystkiemu co ograniczało wolności obywatelskie. Nie był jednak taki pewien gdy chodziło o Rona. Rudzielec co raz rzucał mu znaczące spojrzenia gdy tylko zauważył, że jego siostra idzie bardzo blisko boku bruneta. Harry udawał, że jej spoufaleń nie zauważa, jednak było to trudne gdy widmo kontraktu wisiało mu nad głową. Był pewien, że jego kochankowie jakoś rozwiążą ten problem, jednak sam fakt, że Dumbledore i Weasley'owie posunęli się do czegoś takiego… Bliźniacy traktowali go zupełnie normalnie gdy zjawili się w ich sklepie a nawet kierowali w jego stronę różne zawoalowane propozycje, które jednak Harry zbywał śmiechem i jakąś ripostą z równie ciężkimi podtekstami. Członkowie Zakonu, którzy z nimi byli albo nic nie wiedzieli, albo wiedza nie robiła na nich żadnego wrażenia, ponieważ zachowywali się w stosunku do niego jak najbardziej normalnie.
Na Pokątnej nie było dużo uczniów. Listy nie zostały jeszcze rozesłane a Harry i jego przyjaciele dostali swoje w drodze wyjątku, o którym oczywiście zadecydował dyrektor. Harry nie rozumiał dlaczego szkoła z wysyłaniem listów czeka niemalże do końca wakacji, gdy podręczniki na następny rok są znane już na ich początku. Draco wiedział jakich podręczników będą potrzebować dzięki swojemu ojcu, który był w radzie szkoły. Gdy Harry zwrócił uwagę na to jak normalnie mało jest czasu na zrobienie szkolnych zakupów przez czas dostarczania listów, Hermiona przyznała mu rację ale reszta tylko wzruszyła ramionami – tak było od zawsze. Harry uśmiechnął się w duchu, gdy zobaczył Draco zmierzającego w stronę Gringotta. Blondyn ledwo zaszczycił ich spojrzeniem, sprawiając, że Ron i Ginny zaczęli prychać zirytowani.
- Hej Neville, chcesz wpaść do botanicznego? – Harry wyszeptał do nieśmiałego Gryfona, który od razu się rozpromienił. Remus i Tonks oddalili się od reszty razem z nimi. – Spotkamy się za pół godziny w lodziarni! – i zniknęli za rogiem, pozostawiając lekko zdezorientowanych rudzielców, Hermionę i kilku członków Zakonu. Gdy weszli do sklepu botanicznego, Harry miał wrażenie, że Neville stał się zupełnie inną osobą. Wyprostował się i zdał się rozwinąć z siebie. Od razu było widać, że znalazł się w swoim królestwie. Brunet stanął w rogu sklepu, nie chcąc niczego zniszczyć lub zostać zaatakowanym przez jakąś żądną krwi roślinę; Tonks zauroczona poszła oglądać przepiękne storczyki a Neville zniknął między rzędami niczym ryba wrzucona do wody. Remus stanął obok Harryego, patrząc czujnie na purpurowy kwiat, który wyciągał w ich stronę żółto – zielone wąsy, jednak nie był w stanie ich dosięgnąć. Harry chwilę stał cicho, zanim zebrał się w sobie i sięgając po Gryfońską odwagę oraz Ślizgońską przebiegłość wypalił:
– Remusie, co wiesz o umowach małżeńskich w czarodziejskim świecie?
Wilkołak popatrzył na niego dziwnie.
- To rzecz starych rodów o czystej krwi, wątpię żebyś kiedykolwiek musiał się z nią zmierzyć. Dlaczego pytasz?
- Słyszałem jak Parkinson mówiła coś o umowie małżeńskiej z Malfoy'em i jestem ciekawy co to tak właściwie jest. – Harry wzruszył ramionami, mając nadzieję, że wygląda bardzo niewinnie i nie widać po nim, że kłamie.
- Tak, spodziewałbym się tego po Malfoy'ach. – Remus skrzywił się. – Rodzice dzieci podpisują umowę, często gdy są jeszcze niemowlętami, że gdy osiągną określony wiek, zostaną małżeństwem i wyprodukują dziedzica.
- Acha… to okropne. A co jeżeli te dzieci nie lubią się, albo nie są hetero tylko homo albo coś w tym stylu?
- To nie ma znaczenia. Zazwyczaj w dniu szesnastych lub siedemnastych urodzin młodszego zostają sobie zaślubieni, a jeżeli są jakieś opory to zostają też napojeni eliksirami, które zapewnią narodzenie się dziedzica. Takie umowy są zazwyczaj tak skonstruowane aby jedyną drogą ucieczki była śmierć jednego z członków. Pamiętaj, że w czarodziejskim świecie nie ma czegoś takiego jak rozwód. Mogą się rozejść ale nie będą mogli się związać z nikim innym. Takie umowy zawierają też ustalenia dotyczące majątku, czy możliwe jest posiadanie kochanków i tak dalej. To jest naprawdę barbarzyńska praktyka, jednak wciąż stosowana w niektórych kręgach.
Harry wzdrygnął się, czując mdłości i Remus popatrzył na niego ze zrozumieniem. Chłopak miał nadzieję, że nie ma wielu podobnych praktyk w czarodziejskim świecie, ponieważ takie przedmiotowe traktowanie ludzi było dla niego po prostu odrażające. I to mają być tradycje, którymi się czysto krwiści tak szczycili? Sranie w banie…
Neville wrócił do nich razem z Tonks. Oboje mieli ręce pełne różnorodnych kwiatów i chłopak zdawał się promieniować z radości. Wesoło zaczął im opowiadać o każdej zakupionej przez siebie roślinie, gdy zmierzali do lodziarni i Harry nie mógł się nadziwić pasji, która drzemała w jego przyjacielu. Wśród swoich roślin był zupełnie innym człowiekiem.
Lody u Fortesque były jak zwykle przepyszne, nawet biorąc pod uwagę to, że Ginny cały czas próbowała mu je obrzydzić jedząc je w sposób, który zapewne uważała za seksowny. Po zapłaceniu za nie, wrócili za pomocą świstoklika na Grimmuald Place. W kuchni krzątała się Molly, przygotowując obiad, a przy stole pijąc herbatę siedział nikt inny jak Mistrz Eliskirów Hogwartu, Severus Snape. Pomimo jego zwyczajowej maski Harry widział w jego oczach, że mężczyzna był czymś bardzo rozeźlony. Gdy wszyscy z zakupami wpakowali się do kuchni szybko dokończył swoją herbatę, skinął lekko głową w stronę dorosłych i opuścił pomieszczenie. Wszyscy pomyśleli, że opuścił dom i udał się do Hogwartu czy gdziekolwiek, jednak Harry miał dziwne wrażenie, że spotka go gdy tylko wróci do swojej sypialni. Z wielką ochotą pobiegłby od razu zobaczyć, czy jego przeczucie się sprawdziło, jednak nie mógł tego zrobić, ponieważ Molly właśnie podała obiad. Posiłek minął w wesołej atmosferze, zwłaszcza, że Ginny zdała się na chwilę zapomnieć o uwodzeniu go. Harry starał się nie zwracać uwagi na Molly i Artura, który przybył trochę później, aby nie zepsuć sobie ani humoru ani apetytu. Po obiedzie i deserze został zaciągnięty do zbiorowej gry w eksplodującego durnia przez Rona i bliźniaków. Hermiona z Nevillem prowadzili na jednej z kanap w salonie ożywioną dyskusję na temat jakiś roślin, podczas gdy dorośli zajmowali się swoimi własnymi sprawami. Po drugim rozdaniu Harry stwierdził, że uda się już do swojej sypialni i pożyczył wszystkim dobrej nocy, mówiąc, że raczej do rana nie zejdzie. Ginny spróbowała go uścisnąć na dobranoc, jednak udało mu się jej wywinąć. Pomachał do ogółu zgromadzonego w salonie i czym prędzej uciekł do swojego pokoju. Tak jak się spodziewał, Severus siedział na jednym z foteli, pogrążony w lekturze jakiegoś tomiska. Kilka innych leżało koło jego stóp. Na łóżku wśród pergaminów rozłożył się Draco. Robił jakieś notatki ze staro wyglądającej księgi i chrupał paluszki. W łóżku. Harry był pewien, że gdyby Lucjusz Malfoy to zobaczył, to zszedłby na atak serca.
- Hej, widzę, że mieliście pracowity dzień. – Harry uśmiechnął się do nich i zaczął wypakowywać zakupy.
- Trochę. – Severus włożył zakładkę w książkę i skierował całą swoją uwagę na swojego najmłodszego kochanka. – Przesłuchałem Molly. Oczywiście niczego nie pamięta, więc nie ma się czym martwić. Niestety nie pamięta wszystkich szczegółów kontraktu. Tylko najważniejsze punkty. Ślub ma się odbyć w szesnaste urodziny Ginevry, które wypadają siedemnastego października. W trakcie nocy poślubnej ma zostać poczęty dziedzic. Wszelkie mienie jakie posiadasz stanie się wspólne z Weasley'ami i będziesz musiał być wierny Wesley'ównie aż do śmierci. Ona też będzie miała ostateczne zdanie w każdej podejmowanej przez was decyzji.
- Co takiego? – Harry nie wierzył własnym uszom. – Czyli co, Dumbledore zaprzysiągł mnie Weasley'om jako źródło pieniędzy, a dla Ginny mam być jej osobistym niewolnikiem?
- Tak, właściwie to taki mają plan. – Draco odezwał się po raz pierwszy ze swojego miejsca na łóżku. – Byłem dziś u Gringotta. Goblin rozpoznał mnie jako członka rodziny Blacków i dzięki temu mogłem zrobić małe rozpoznanie. Kontrakt został podpisany i złożony u notariusza dwanaście lat temu, jednak dwa lata temu został nieco zmodyfikowany. Jest to kontrakt typu Lokaryńskiego, co już samo w sobie nastręczy nam trochę trudności. Dostałem w banku kilkanaście różnych przykładów tego typu kontraktów i każdy z nich jest do obejścia, chociaż trzeba się naprawdę porządnie natrudzić aby znaleźć lukę.
- Udało mi się użyć lekkiej odmiany Imperio na Molly. Przy najbliższej okazji uda się do Gringotta po kopię umowy, aby ją jeszcze raz dokładnie przeanalizować. Powinna wtedy mi ją wysłać i o wszystkim zapomnieć, więc przypuszczam, że najdalej do rozpoczęcia roku szkolnego będziemy mieli dokładną treść kontraktu.
Harry opadł na łóżko, uważając żeby nie przygnieść żadnego z pergaminów. Czyli nic nie mogli zrobić dopóki nie poznają treści kontraktu. Czuł się okropnie z tym, że ludzie którym ufał potraktowali go jak jakiś przedmiot na sprzedaż.
- Remus powiedział, że takie umowy są barbarzyńskie i praktykowane tylko w niektórych kręgach. – Harry popatrzył pytająco na Draco, który westchnął.
- Moi rodzice postanowili dać mi wybór. Jeżeli do dwudziestych pierwszych urodzin się nie ustatkuję i nie dam im dziedzica, wyznaczą mi odpowiednią czarownicę z którą będę musiał się związać. Muszę przyznać, że nie wszyscy w Slytherinie mieli tyle szczęścia co ja. – Draco myślał o swoich przyjaciołach, którzy już w tym roku zostaną przedstawieni oficjalnie swoim narzeczonym albo już nawet wydani. Wiedział, że jego rodzice planowali związać go kontraktem z Parkinson, ale gdy urządził im awanturę i przyznał do bycia gejem oraz zagroził, że zrzeknie się nazwiska i swojego dziedzictwa, postanowili dać mu szansę. Blondyn nic nie powiedział Harry'emu, że tak naprawdę wcale nie miał czasu do dwudziestych pierwszych urodzin. Swojego wybranka musiał przedstawić rodzinie w ciągu miesiąca od skończenia osiemnastego roku życia. Jego mama już ostatnio rozmawiała z nim na ten temat i przyznał się jej, że od jakiegoś czasu widuje się z dwoma mężczyznami na poważnie. Była trochę zaskoczona, jednak trójkąty nie były czymś zakazanym ani hańbiącym w czarodziejskim świecie, dlatego chciała jak najszybciej poznać wybraków jego serca. Zrobiła się strasznie podejrzliwa, gdy Draco kategorycznie odmówił, ale uspokoiła się nieco, gdy dał jej kilka szczegółów. Obaj są dziedzicami starych rodów, są szanowani. Jeden jest nieco starszy, a drugi kilka miesięcy młodszy. Uspokoiła się już prawie zupełnie, gdy dowiedziała się, że młodszy bardzo pragnie mieć wielką rodzinę i jest zdrowy i wystarczająco silny magicznie by dać każdemu z nich co najmniej jednego dziedzica. Draco nie rozumiał dlaczego jego matka nie miała więcej dzieci jeżeli je tak bardzo lubiła, ale zdecydował, że woli nie wiedzieć.
- Mogę wam jakoś pomóc w tym wszystkim? Wiem, że jestem kompletnie zielony jeżeli chodzi o prawo i tradycje…
- Dokładnie, dlatego zanim cokolwiek będziesz mógł nam pomóc, sumiennie zapoznaj się z książkami, które podarowała ci Granger. – Severus uśmiechnął się do niego i powrócił do swojej lektury. Harry westchnął i zabrał się za czytanie bardzo nudnej książki o czarodziejskim prawie. Miał nadzieję, że jeszcze dziś zorganizują sobie jakąś przyjemną nagrodę za tyle ciężkiej pracy.
Dni mijały i wakacje zbliżały się ku końcowi. Jeżeli nawet ktoś zauważył, że Snape pojawiał się na Grimmuald Place niewiadomo skąd, albo że Harry spędzał bardzo dużo czasu w swoim pokoju, to nikt nic nie mówił. Tylko poirytowane spojrzenie Ginny albo Molly było jakąkolwiek wskazówką tego co myślały o jest nowym, zamkniętym w sobie zachowaniu. Harry regularnie podsłuchiwał zebrania Zakonu i z coraz większą zmarszczką między brwiami odkrywał, że jego członkowie tak właściwie niczego nie robią w celu aktywnego pozbycia się Wężogłowego Gnojka. Tylko wysłuchiwali raportów Severusa, byli wysyłani na misje zwiadowcze oraz, jeżeli doszło do jakiegoś ataku, interweniowali by ratować to, co jeszcze do uratowania zostało. Chłopak zastanawiał się na co oni tak właściwie czekali. Miał ochotę krzyczeć, że tu potrzeba zrobić coś więcej, że Voldie sam się nie pokona. Ale wtedy zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem Zakon nie jest taki bierny, ponieważ to Harry miał według przepowiedni pokonać Toma. Czy im się wydawało, że on sam w lśniącej zbroi pokona Śmierciojadów i ich Brudnego Pana? Harry miał ochotę walić głową w ścianę, jednak powstrzymywał się by nie zwrócić na siebie uwagi. W przeciwieństwie do poprzednich lat jego przyjaciele nie próbowali podsłuchiwać Zakonu i to również było zastanawiające. Chłopak cieszył się tylko, że miał po swojej stronie Severusa i Draco. Wiedział, że zawsze może liczyć na ich wsparcie tak samo jak oni mogli liczyć na niego.
