Ranek przyszedł dla Harry'ego zdecydowanie za szybko, jednak natura go wzywała, więc zwlókł się z łóżka i pokuśtykał do toalety.
Dzień dobry, kochanie.
Rozbrzmiało w jego głowie i Harry o mało nie ochlapał całej muszli klozetowej. Wyglądało na to, że książki nie przesadzały jeżeli chodziło o klarowność przekazu telepatycznego. Harry zdecydował się wziąć prysznic i zaaplikować sobie sporą porcję maści. Gdy wyszedł z łazienki na poszukiwanie ubrań, Severus otworzył oczy i uśmiechnął się do niego z łóżka. Draco wciąż spał jak zabity.
- Jeszcze trochę, Harry. Osiemnastego października, gdy się obudzisz, już nie będziesz musiał wracać do wieży.
- Ale zanim do tego dojdzie jeszcze prawie trzy tygodnie będę się męczył. – Harry westchnął i pochylił się nad Draco by go pocałować w nos. Następnie obdarzył Severusa znacznie intensywniejszym pocałunkiem i niechętnie opuścił komnaty, ukryty pod peleryną niewidką. Tuż przed portretem Grubej Damy znowu rozlało się po nim to dziwne ciepło, tym razem jednak niczym uderzenie i Harry oparł się o ścianę, gdy zakręciło mu się w głowie. Chyba będzie musiał porozmawiać na ten temat z Severusem. Albo może w tygodniu odwiedzi Poppy. Opiekun Ślizgonów potrafił być czasami jeszcze bardziej nadopiekuńczy niż pielęgniarka. Chłopak poczekał aż ciepło przeszło i wrócił do dormitorium. Rona nie było, a Neville po chwili wyszedł z łazienki, wycierając włosy.
- Jesteś już. To dobrze. Mówiłem, że wrócisz, przecież nie jesteś jedynym chłopakiem, który od czasu do czasu znika na noc. – Neville popatrzył na niego znacząco. – Ale Ron oczywiście musiał od razu powiedzieć o tym Hermionie i Dumbledore'owi.
Harry jęknął. Już widział jaka go czekała pogadanka po śniadaniu. O ile w ogóle dadzą mu najpierw zjeść śniadanie.
- Dzięki Neville. – chłopak uśmiechnął się do niego współczująco i zaczął pakować podręczniki i pergaminy do swojej torby. Harry szybko się przebrał w świeżenie ubranie i również się spakował. Dean i Seamus zaczęli się budzić na szczęście dopiero wtedy, gdy dwaj Gryfoni opuścili dormitorium i udali się na bardzo wczesne śniadanie. Harry nigdy nie był szczególnie blisko z trójką swoich współlokatorów, jednak Neville bardzo mile go zaskoczył nie stając przeciwko niemu tak jak pozostali. Zachowanie Seamusa i Deana było dla niego bardzo niemiłym zaskoczeniem, zresztą tak samo jak innych Gryfonów, których uważał za swoich kumpli. Jednak, jak to mawiał Draco, po co komu stado idiotycznych Gryfonów, gdy ma się dwóch najgorętszych Ślizgonów jakich widział Hogwart?
Harry uśmiechnął się lekko do swoich myśli i Neville uśmiechnął się niepewnie do niego w odpowiedzi. Gdy weszli, Wielka Sala była prawie pusta, tylko kilku Krukonów popatrzyło na nich z ciekawością, zanim wrócili do śniadania. Stół nauczycielski również był pusty i Harry uśmiechnął się pod nosem widząc, że chociaż raz będzie mógł zjeść śniadanie w spokoju. Czytaj: bez stukniętych staruszków wtykających krzywy nos w nie swoje sprawy.
- Szybko zjem śniadanie i lecę do szklarni. – Neville wyglądał na dość podekscytowanego. – Profesor Sprout powiedziała mi wczoraj, że zakwitła Ambrosja Eleonora i chce bym pomógł jej pozbierać nektar. To niesamowite, ostatnio znany okaz w hodowli zakwitł prawie czterdzieści lat temu w Bauxbaton.
- Łał, to prawdziwe osiągnięcie. – Harry popatrzył na niego z podziwem. Przebywanie przy Mistrzu Eliskirów i maniaku eliksirów sprawiało, że zaczynał doceniać to jak bezcenne były niektóre składniki. – To prawda, że łyk nektaru sprawia, że stajesz się piękny i młody?
- Do pewnego stopnia tak, ale trzeba z tym bardzo uważać. – Neville pochłonął śniadanie w mgnieniu oka i nim Harry się spostrzegł, jego przyjaciel już z uśmiechem pędził do szklarni. Chłopak pokręcił głową. Ciekawe jakby to było, mieć tak wielką pasję, że aż pochłania ona cię bez reszty. Owszem, lubił Quiddich, ale to nie była pasja tylko zabawa. Z której i tak nie miał teraz żadnej korzyści. Czy było jeszcze coś, co lubił? Obronę przed czarną magią. Jednak nie spędzał na jej studiowaniu każdej wolnej chwili tak jak to robił z zielarstwem Neville. Harry westchnął, może kiedyś uda mu się odkryć jakąś dziedzinę, w której odnajdzie tak wielką pasję. Chłopak dokończył swój sok z dyni i miał właśnie sięgnąć po bardzo soczystą gruszkę, gdy padł na niego cień. Spojrzał w górę i jego oczy napotkały bardzo niezadowolone twarze dyrektora i wicedyrektorki. To tyle jeżeli chodzi o brak krzywego nosa. Teraz nie dość, że stał nad nim właściciel chyba najbardziej wścibskiego krzywego nosa na świecie, to jeszcze na dokładkę czaiła się za nim Surowa Kocica Hogwartu.
- Dzień dobry, coś się stało? – Gryfon udał niewinność i zatopił zęby w gruszce. Mmm Merlinie, jakie to było pyszne!
- Obawiam się, że tak, panie Potter. Idziemy. – McGonagall wskazała gestem wyjście z Wielkiej Sali i Harry niechętnie wstał i poszedł za dwójką starszych czarodziei. Dokończył gruszkę jeszcze zanim dotarli do chimery strzegącej wejścia do gabinetu dyrektora i za pomocą Evanesco pozbył się ogryzka oraz lepkiego soku na dłoniach. Nie było to takie dobre jak zaklęcie czyszczące, jednak w tej chwili nie miał jakoś ochoty na kolejne machanie różdżką pod czujnym okiem Dumbledore'a i swojej Opiekunki.
W gabinecie było cicho, przynajmniej tak cicho jak to było możliwe przy śpiących portretach dyrektorów oraz pufających różnych srebrzystych urządzeniach. Fawkesa nie było na złotej żerdzi, również brakowało znajomych dropsów na biurku dyrektora.
- Siadaj, Harry. – Dumbledore wskazał mu dłonią krzesło przed biurkiem. Sam zajął miejsce w wygodnym fotelu za biurkiem, a McGonagall usadowiła się w fotelu między nimi, niczym jakiś postronny obserwator. Po dość długiej chwili milczenia, w czasie której Harry był bardzo zdeterminowany by nic nie powiedzieć oraz by uparcie wpatrywać się w swoje dłonie, dyrektor w końcu przemówił. – Harry, wiesz, że się bardzo o ciebie martwimy. – Harry o mało nie prychnął – Bardzo zaniepokoiło mnie to, że nie chciałeś się ze mną wczoraj spotkać, a gdy dziś dowiedziałem się, że nie wróciłeś na noc do dormitorium, bardzo się o ciebie bałem.
- Dyrektorze, bez obrazy, - Harry przeniósł wzrok na białą brodę – ale nie mam zamiaru opuszczać zajęć, z których sobie nie radzę najlepiej, tylko po to by porozmawiać z panem przy herbacie. Po kolacji byłem już umówiony. Jeżeli chodzi o moją nieobecność w dormitorium, to z tego co wiem, tak długo jak w nocy nie opuszczam zamku i nie jestem poza bezpiecznym terenem Domu, nie łamię żadnych reguł.
- Panie Potter, są zaklęcia dzięki którym sprawdziłam, że nie był pan na terenie wieży Gryffindoru. – McGonagall zmierzyła go surowym spojrzeniem, karcąc za kłamstwo.
- Nigdzie nie jest napisane, że muszę być na terenie Domu do którego należę. Coś jeszcze? Za kilka minut mam Zaklęcia i nie chciałbym się na nie spóźnić.
Dumbledore zmarszczył brwi i odesłał wyraźnie urażoną zachowaniem Gryfona McGonagall.
- Harry, spójrz na mnie.
Harry znów popatrzył na białą brodę. Czy mu się wydawało, czy zauważył w niej jakieś okruszki?
- Dlaczego unikasz mojego spojrzenia, Harry? – Głos Dumbledore'a zaczął się robić zniecierpliwiony i chłopak walczył z pokusą popatrzenia na jego twarz, by zobaczyć jej wyraz.
- Dlaczego miałbym patrzeć w oczy komuś, kto jest Legilimentą? Czegoś się od Snape'a na ten temat nauczyłem, proszę pana.
Dumbledore wstał gwałtownie i okrążył biurko. – Zaiste. Jednak obawiam się, że nie mamy czasu na te gierki. Jak sam wspomniałeś, za kilka minut zaczynasz zajęcia. Petryficus totalus!
Harry zamarzł na krześle, z oczami szeroko otwartymi z zaskoczenia. Nigdy by nie przypuszczał, że dyrektor posunie się do czegoś takiego! To było złe, niewłaściwe! To było coś co robili Mroczni Czarodzieje, a nie oficjalny przywódca Jasnej Strony! Chłopak poczuł jak po plecach spływa mu zimny pot i rozpaczliwie spróbował przypomnieć sobie co o ochronie umysłu mówił mu Severus. Oczyścić umysł, oczyść umysł! Dyrektor uniósł pomarszczoną dłonią jego głowę i ich spojrzenia się spotkały. Severus! Ratunku! Harry poczuł jak jakaś siła napiera na jego mózg, jednak w głowie nie pojawiły się żadne obrazy tak jak to miało miejsce gdy Snape wchodził mu do głowy. Dyrektor na chwilę się wycofał, zmarszczył brwi i uderzył z jeszcze większą siłą. Harry miał bolesne wrażenie, że zaraz mózg wypłynie mu uszami. Kilka minut takiego napięcia później, i Harry stracił przytomność.
oOo
Oh, Merlinie, moja głowa! Czy ja wypiłem wczoraj cały kosz Ognistej czy co? Hary zajęczał, skulił się i schował głowę między dłońmi. W uszach miał jeden wielki pisk, oczy mu pulsowały, a w głowie dudniło. Na domiar złego z każdą chwilą robiło mu się coraz bardziej niedobrze. Ktoś odciągnął jedną z dłoni i wmusił w niego jakiś okropny w smaku płyn, który od razu wrócił na zewnątrz. Zapach wymiocin uderzył w jego nozdrza, dodatkowo potęgując katusze. Coś innego zostało w niego wmuszone, co przyniosło ulgę chociaż dla jego żołądka i następnie znowu to coś ohydnego, ale tym razem już zostało. Pomału pisk zaczął cichnąć, tak jak dudnienie i pulsowanie oraz uczucie zmiażdżenia mózgu.
- … panie Potter? Harry, słyszysz mnie? Harry?
Chłopak zajęczał coś, co miało oznaczać tak i zostawcie mnie w spokoju. Kolejna ciecz została w niego wmuszona.
- Harry? Słyszysz mnie?
- Taa… - tym razem jego jęk był znacznie bardziej zrozumiały. Miał wrażenie, że ktoś bardzo głośno odetchnął z ulgą. Jakieś szuranie i stukanie szkła później i coś, co smakowało jak landrynki, napłynęło do jego ust. Harry z przyjemnością przełknął. Dlaczego wszystkie eliksiry nie mogły tak smakować? Pomału zaczął się rozluźniać aż w końcu po kilku minutach, gdy czuł się już prawie normalnie, spróbował otworzyć oczy. Wszystko było rozmazane, co było dziwne. Przecież nie potrzebował już okularów. Ktoś się nad nim nachylał. Nieokreślony cień pomału zaczął się wyostrzać aż przybrał postać uśmiechającej się do niego Poppy.
- Oj, Harry, narobiłeś nam niezłego stracha.
- Pszpaszam. – Harry uśmiechnął się do niej słabo i rozejrzał dookoła. Był w swoim łóżku w skrzydle szpitalnym i za oknem było ciemno. Wyglądało na to, że znowu stracił cały dzień ze swojego życiorysu. Tylko dlaczego tym razem?
- Jak się czujesz?
- Jaby mózg psez majynkę… - Harry uśmiechnął się do niej trochę przepraszająco. Nic nie mógł poradzić na to, że mu się tak język plątał.
- Zrozumiałe. Cieszę się, że już najgorsze mamy za sobą. Teraz śpij, a gdy się obudzisz porozmawiamy. – Pielęgniarka machnięciem różdżki wysłała tackę z eliksirami do gabinetu i przyciemniła światła.
- Kej…
oOo
Draco siedział w gabinecie profesora Eliksirów próbując robić swoją pracę domową, podczas gdy Severus wyładowywał swoje frustracje na niewinnych esejach. Tak bardzo chciał zabić w tej chwili pewnego starca, że jego różdżka wibrowała w kieszeni jego szaty. Draco wyładował swoją złość niszcząc kilka nieużywanych klas i teraz jedyne na czym potrafił się skupić to martwienie się o Harry'ego. Ich mąż nie obudził się w ciągu trzech ostatnich dni, chociaż powinien już pierwszego. Pomfrey powiedziała, że to z powodu ogólnego stanu jego zdrowia i, że Harry obudzi się jak tylko jego ciało odzyska siły. W pewnym momencie w kominku zapłonęły zielone płomienie i pojawiła się w nich uśmiechnięta twarz pielęgniarki.
- Severusie?
Obaj od razu zerwali się ze swoich miejsc i uklękli przed kominkiem.
- Poppy? Są jakieś zmiany?
- Tak, Harry obudził się chwilę temu. Były niewielkie problemy z eliksirami, jednak szybko je pokonaliśmy i teraz śpi zdrowym i spokojnym snem. – Poppy popatrzyła ciekawie na ulgę wypisaną na twarzy profesora i Draco, a w jej oczach pojawił się błysk zrozumienia. – Na razie nie mogę nic więcej powiedzieć, ale jestem pewna, że i tak jutro Harry wam o wszystkim opowie.
- Co?
- Nie wiem o czym mówisz, Poppy.
- Oczywiście, że nie, Severusie. To nie ty skanowałeś CAŁE jego ciało. – Pielęgniarka popatrzyła na nich znacząco i uśmiechnięta od ucha do ucha zakończyła rozmowę.
Dwaj Ślizgoni przez chwilę jeszcze klęczeli ogłuszeni wieściami.
- Nie powie Dumbledore'owi, prawda? Przysięga i w ogóle… - Draco wyjąkał niepewnie. Stres ostatnich dni w końcu z niego wychodził.
- Nie. Ale to dobrze, że mamy w niej wsparcie. – Severus uśmiechnął się i wrócił do sprawdzania esejów, myśląc o tym, że może z tej okazji będzie odrobinę litościwszy. Jednak gdy zobaczył, że kolejny esej należy do Granger, od razu zmienił zdanie.
- Może pójdę do szpitala… - Draco chciał jak najszybciej znaleźć się przy Harry'm i upewnić się, że naprawdę wszystko z nim w porządku.
- Lepiej pozwólmy mu się wyspać. Wydaje mi się, że Poppy będzie chciała przetrzymać go kilka dni, więc może wybierzesz mu coś do czytania i spiszesz jego zaległe prace domowe, które macie wspólne? – Severus z satysfakcją nakreślił P na eseju Granger. Już widział jak się załamie, gdy odkryje, że nie otrzymała W. Następny w kolejności był Weasley, któremu Snape postawił T jeszcze przed rozpoczęciem sprawdzania. Po zakończeniu z diabelskim uśmieszkiem stwierdził, że ocena była jak najbardziej zasłużona. I żeby dopiec Weasleyowi jeszcze bardziej, pracę Longbottoma ocenił na Z. Jak nie patrzeć, chłopak naprawdę się wysilił tym razem. Kto by przypuszczał, że tak zaciekawi go lawenda i stokrotka? Chociaż oczywiście było widać, że pisał ten esej razem z Harry'm… Severus zdecydował się dodać do oceny jeszcze małego plusika. To nie będzie jego wina, jeżeli Longbottom padnie na zawał po zobaczeniu swojej oceny.
Draco prychnął rozbawiony znad jego ramienia i położył kilka książek na biurku, po czym zajął się spisywaniem wszystkiego czego Harry będzie potrzebował do nadrobienia kolejnych zaległości w nauce.
oOo
Harry obudził się rano wypoczęty, a niewielki ból głowy szybko został usunięty dzięki landrynkowemu eliksirowi. Następnie Poppy przyniosła mu lekkie śniadanie i powiedziała, że zanim dopuści do niego jakichkolwiek gości, chce z nim porozmawiać. Harry przytaknął i z radością pochłonął całe jedzenie. Miał wrażenie jakby nie jadł od kilku dni, co mogło być prawdą gdy się nad tym dłużej zastanowił. Eliksiry nigdy nie były tym samym co prawdziwe solidne jedzenie. W tej chwili nawet nie przejmował się dodatkowym ciałkiem, którego nabrał przez ostatnie miesiące. Jedzenie było po prostu zbyt dobre, żeby teraz sobie czegokolwiek mógł odmówić. Gdy talerze lśniły czystością, Poppy odesłała tacę do kuchni i usiadła obok niego na krześle.
- Na początek chciałabym się dowiedzieć czy wiesz co się stało, że trafiłeś tu cztery dni temu?
Harry zmarszczył brwi, gdy okazało się, że jego podejrzenia były słuszne. Spróbował sobie coś przypomnieć i od razu w jego głowie pojawiło się wspomnienie nocy poślubnej, śniadania, rozmowy z McGonagall i dyrektorem… a później nic. Odchrząknął.
- Rozmawiałem z profesor McGonagall i dyrektorem w jego gabinecie. Później McGonagall wyszła, a ja zaraz po niej… i dalej nic nie pamiętam. Co się stało?
Poppy westchnęła.
- Jeden z uczniów znalazł cię z rozbitą głową na dole klatki schodowej. Wygląda na to, że spadłeś ze schodów, jednak Severus znalazł w twojej głowie ślady bardzo silnego ataku Legilimencji, dlatego myślimy, że zostało to spreparowane.
Harry zaczął panikować. – Ktoś grzebał w mojej głowie?
- Spokojnie, powiedział, że twoje bariery nie zostały naruszone. Na szczęście pomyślał o tym, żeby sprawdzić twój umysł. W przeciwnym razie nie wiedziałabym jak prawidłowo się tobą zająć gdy już się obudzisz. – Pielęgniarka poklepała go po kolanie. – Harry, chcę żebyś porozmawiał ze mną szczerze. Czy jesteś z kimś w poważnym związku?
Harry zamrugał na tak nagłą zmianę tematu i wyraźnie pobladł.
- J.. ja… ni… e
- Wiesz, że wszystko co mi powiesz zostanie między nami. To jest sprawa uzdrowicielska i jako taka podlega przysiędze tajemnicy. – Harry patrzył przez chwilę na starszą czarownicę zanim przytaknął.
- Tak, jestem. To jest bardzo poważne… my… związaliśmy się niedawno.
Pielęgniarka słysząc to rozpromieniła się i klasnęła w dłonie – coś czego Harry jeszcze nigdy nie widział by robiła.
- To cudownie! W takim razie pozwól, że pogratuluję ci jako pierwsza.
- Eee…? Dziękuję?
- Jesteś w ciąży!
- CO? Co…? Ja…? Cią… - Harry opadł na poduszki nieprzytomny i Poppy zachichotała. Gryfon był dla niej niczym wnuk i już nie mogła się doczekać pojawienia się na świecie małych Potterątek. Ciekawiło ją tylko czy będą wyglądać bardziej jak Severus? Czy może Draco…? Tyle jeszcze miała do odkrycia. Ale najpierw musiała dokończyć tę rozmowę z młodym przyszłym tatusiem. Po chwili Harry zamrugał i rozejrzał się wokół zdezorientowany zanim jego oczy padły na pielęgniarkę i znów zrobiły się wielkie niczym spodki. – Czy przed chwilą… ja jestem w ciąży?
- Tak, niedawno wszedłeś w piąty miesiąc. – Poppy uśmiechała się do niego. Merlinie, to znaczy, że dziecko było jego i Draco. – Bliźniaki są zdrowe, ale wyraźnie niedawno przeżyły coś co je trochę osłabiło. Nic groźnego. To zapewne wpływ magii rytuału więzi w którą wszedłeś z Severusem i Draco…
- Skąd…? Nieważne. Ale bliźniaki? – Harry wytrzeszczył na nią oczy. Czy nie powinien być wobec tego trochę grubszy? Nie powinien wyglądać jak wieloryb? To niewielkie sadełko nie mogło przecież pomieścić dwóch małych dzieci. – Nie powinienem być większy? I jak w ogóle mogłem zajść w ciążę? Przecież jestem mężczyzną!
- Tak, bliźniaki. Idealny miks wszystkich trzech tatusiów. – Szczęka Harry'emu opadła. – O wielkość się nie martw. Mężczyźni rzadko kiedy zaczynają znacząco przybierać na wadze przed piątym miesiącem. Jeżeli chodzi o ostatnie pytanie… Harry, życie to magia. To powinno być dla ciebie wystarczającą odpowiedzią jeżeli nie chcesz się zagłębiać w całą uzdrowicielską teorię na ten temat.
Harry potrząsnął przecząco głową na znak, że nie chce. Położył dłoń na brzuchu, nie wierząc, że właśnie rosło w nim nowe życie. Ba! Żeby tylko jedno. Oj, będą mieli ręce pełne roboty. Poppy zostawiła go samego na jakiś czas, żeby mógł wszystko przemyśleć i obiecała, że pozwoli Severusowi i Draco na odwiedziny w czasie drugiego śniadania. Harry myślał tylko o jednym. Jestem w ciąży! Jestem w ciąży!
oOo
Tymczasem w podziemiach, podczas obserwowania pracy drugiego roku Hufflepuff/Ravenclaw, Severus oparł się ciężko o blat biurka aby się nie przewrócić z szoku, jakim były słowa, które pojawiły się nagle w jego głowie. Na wielkiej fali ekscytacji przybył głos, który niewątpliwie należał do Harry'ego – Jestem w ciąży!
Severus opadł w szoku na krzesło za biurkiem, jednak nikt nie odważył się odezwać lub zwrócić mu uwagę na fakt, że miał właśnie bardzo głupią minę.
oOo
Draco robił bardzo skrupulatne notatki w czasie Transmutacji, którą dzielił z Gryfonami, gdy nagle zalała go fala szczęścia, a głos Harry'ego obwieścił niesamowitą nowinę w jego głowie. Malfoy złamał niechcący swoje niesamowicie drogie pióro i powtórzył cicho bezmyślnie – w ciąży?
- Coś nie tak, panie Malfoy? – McGongall popatrzyła karcąco w jego stronę.
- Ja… chyba muszę wyjść na chwilę… - Nie czekając na odpowiedź, Draco szybko opuścił salę i udał się do najbliższej łazienki, by wsadzić głowę pod trzeźwiący strumień lodowato zimnej wody.
