W niedzielę rano już cała szkoła huczała od najnowszych ploteczek. Mniejszą był Neville i wyraźnie zalecający się do niego Zabini. Średnią wielki napad furii Ginny Weasley i jej brata, gdy się dowiedzieli o dużej plotce. Dużą plotką było to, że Harry Potter był gejem, a jego chłopakiem nikt inny jak sam Książę Slytherinu – Draco Malfoy. Wszystkie szepty zamarły, gdy parka w niedzielę rano weszła do Wielkiej Sali trzymając się za ręce i słodko do siebie uśmiechając. Severus patrząc na to jak jego mężowie przesładzają całą scenę walczył, by zachować niewzruszony wyraz twarzy. Prawie mu się to nie udało, gdy do całej scenki dołączyli rozemocjonowani profesorowie po tym jak zauważyli, że Harry usiadł koło Draco. Przy stole Slytherinu. W Sali od razu zawrzało i właściwie nikt nie zauważył jak Blaise i Neville weszli i Zabini pocałował swojego Gryfona w policzek, zanim rozeszli się, by usiąść przy swoich stołach. Najwyraźniej zarumieniony Longbottom jeszcze nie był gotowy na jedzenie posiłku ze swoim zalotnikiem.

Za to wszyscy usłyszeli i zobaczyli czerwoną na twarzy Ginny, która wstała i rozpłakana zaszlochała.

- Jak mogłeś, Harry! Myślałam, że mnie kochasz!

Weasleyówna następnie wybiegła z Sali, a za nią podążył Ron. Ci, którzy znali napiętą sytuację między Potterem i Weasleyami, zastanawiali się o czym rudowłosa Gryfonka mówiła. Ta część populacji Hogwartu, która nie była wystarczająco zorientowana, obdarzyła Harry'ego bardzo niemiłymi słowami i spojrzeniami. Hermiona siedziała, wielkimi oczami obserwując jak Harry i Draco migdolą się do siebie. Jak dla niej nie wyglądało to na zachowanie nowej pary, ale raczej takiej z pewnym stażem, która bardzo dobrze zna swoje reakcje i siebie. W ich niewielkich gestach i ruchach widziała to, co u swoich rodziców. Jej umysł pracował teraz na bardzo wysokich obrotach. Tak, widziała tę słodkość między nimi, ale szybko ją odrzuciła jako grę. Ta dwójka wyraźnie postanowiła po długim czasie bycia w tajemnicy wyjść z ukrycia z wielkim bum. Pytanie, dlaczego? I dlaczego Ginny i Ron tak zareagowali? Okej, więc Harry był gejem – nic wielkiego. Jej kuzyn również był i jakoś nie czyniło to z niego złego człowieka. Był bardzo miły i zabawny. Chyba wszyscy w Gryffindorze wiedzieli, że Harry nie lubił Ginny, a nawet wyzwał ją od kurwy żeby się jej pozbyć. Co oczywiście zaowocowało niezbyt miłą wojną. Jednak Ginny wciąż mówiła o tym jak to zostanie panią Potter, że Harry jest jej przeznaczony. To co teraz powiedziała do niego, było niczym wzięte z księżyca. Czy było możliwym, że rudowłosa tylko chciała zrobić scenę? Ale po co? Żeby zaszkodzić Harry'emu? Ron też ostatnio zachowywał się dziwnie. Owszem, pomogła mu trochę z tamtym zaklęciem, jak nie patrzeć Harry nie powinien był nazywać Ginny w ten sposób niezależnie od tego co dziewczyna zrobiła. Ron powiedział, że użyje zaklęcia gdy Harry będzie spał i pokryje mu twarz w czerwonych plamkach. Następnego dnia Harry nie był na zajęciach prawie cały dzień i słyszała, że ktoś go widział zakrwawionego zmierzającego do Skrzydła Szpitalnego, ale przecież to niemożliwe, żeby Ron go pobił, prawda? Wtedy myślała, że może to była wina Malfoya, ale teraz nie była tego taka pewna. To wszystko było zbyt pogmatwane i miała wrażenie, że brakuje jej bardzo ważnego elementu tej układanki. Hermiona zmarszczyła brwi, zastanawiając się z kim mogłaby o tym porozmawiać. Wydawało się, że Neville coś mógłby wiedzieć, jednak wątpiła czy chciałby jej coś powiedzieć. Chyba teraz to on był najlepszym przyjacielem Harry'ego. I na dodatek zanosiło się na to, że i on będzie miał chłopaka ze Slytherinu! Może Dumbledore…? Albo McGonagall?

Tymczasem, w jakimś nienanoszalnym miejscu, w wielkiej siedzibie…

- LUCJUSZ! – rozległ się wysoki krzyk blondwłosej piękności, która trzymając się za serce, wpatrywała się wielkimi oczyma w wielki gobelin, wiszący na ścianie jednej z komnat, w której Malfoyowie trzymali swoje podręczne kosztowności. – LUCJUSZ! RUSZ TU TE SWOJE ARYSTOKRATYCZNE CZTERY LITERY! W TEJ CHWILI!

Po drugiej stronie pięknie urządzonego domu, w gabinecie urządzonym ciężkimi, mahoniowymi meblami, pojawił się skrzat domowy, nerwowo bawiąc się małymi dłońmi.

- Pani Narcyza prosi Pana o przyjście do komnaty z rodzinnym gobelinem. Raczej pilnie. – Lucjusz przytaknął, odesłał skrzata i wyruszył w długą drogę poprzez korytarze i klatki schodowe swojej siedziby. Owszem, mógłby skorzystać ze skrótów i ukrytych przejść, jednak z doświadczenia wiedział, że „raczej pilne" oznaczało roztrzęsioną i wrzeszczącą na niego żonę, a do tego raczej nie było mu spieszno. Niestety w końcu dotarł do właściwej komnaty i tuż po otwarciu drzwi, powitał go krzyk.

- Lucjuszu! Dlaczego tak długo?

- Co się stało, kochanie? – Mężczyzna miał nadzieję, że było to coś mało znaczącego, jak na przykład gdzie się podziały jakieś tam klejnoty, biżuteria czy coś takiego.

- Co się stało? Przyszłam tu po tę kolię z diamentami do mojej dzisiejszej kreacji na kolację u Ministra, a znalazłam tu… oh! Sam zobacz! – czarownica wskazała gestem w stronę gobelinu i Lucjusz podszedł do niego, marszcząc brwi. O co jej cho…

- O kurwa!

- Lucjuszu! – Trzepnięcie po głowie. – Gdzie twoje maniery!

Jednak maniery były obecnie tym, co się dla Głowy Rodu Malfoyów w tej chwili średnio liczyło. To co zobaczył na gobelinie przedstawiającym ich drzewo rodowe, zmroziło mu krew w żyłach. Nie, żeby nie wiedział, że jego syn jest gejem, jednak coś takiego!

Na pięknie zdobionym gobelinie, złotym kręgiem oplecionym zieloną wstęgą znajdowały się podobizny jego i Narcyzy. Od strony jego żony odchodziła niczym gałązka winna srebrna wstęga, na której końcu znajdował się Draco. Był to znak tego, kto urodził dziecko. I to było w porządku i wyglądało dokładnie tak samo, gdy ostatnio patrzył na gobelin pół roku temu. Teraz, Draco i dwie inne podobizny był otoczone złotym kręgiem oplecionym platynowo – złotą wstęgą, oznaczającą Więź Dusz. Lucjusz długo wpatrywał się w uśmiechniętą twarz Pottera i poważną Severusa, zanim zauważył jeszcze coś. Od Pottera wychodziła srebrna gałązka, która rozgałęziała się na dwie. Na jednym końcu była lilia, a na drugim tulipan… dziewczynka i chłopiec…

Ciekawe kiedy ten idiota miał zamiar poinformować ich, że zostaną dziadkami? Merlinie… zostanę dziadkiem mając trzydzieści dziewięć lat! Będę dziadkiem! Lucjusz jak przez mgłę słyszał tyradę swojej żony na temat odpowiednich przygotowań i bali i przyjęć… czy ta kobieta naprawdę nie potrafiła myśleć o niczym innym jak o tym, że zawarcie więzi przez Draco nie stało się towarzyskim wydarzeniem roku i, że koniecznie muszą to nadrobić organizując spóźnione wesele albo najlepiej wielki bal podczas którego ogłoszona zostanie dobra nowina?

- O słodki Salazarze! Zostanę BABCIĄ? – Lucjusz skulił się nieco słysząc pisk swojej żony, który wydała z siebie zanim straciła przytomność.

Harry siedział na kanapie w pokoju Draco i czytał o różnych metodach rodzenia u mężczyzn. Coraz częściej bolące nogi zarzucił na jeden z podłokietników i patrzył na książkę z odrazą. Żaden z wymienionych sposobów nie podobał mu się… może oprócz cesarskiego cięcia. One wszystkie były ohydne! Przekształcenie zewnętrznych narządów rozrodczych na żeńskie, by utworzyć dla dziecka drogę dla naturalnego porodu… połączenie jego magicznej macicy z odbytem… ugh… Harry poczuł jak robi mu się niedobrze na samą myśl o tym, że coś tak wielkiego jak głowa niemowlęcia miała by przejść tamtędy. A to dopiero pierwsze metody z wymyślonych piętnastu! Każda kolejna była coraz gorsza… Chłopak zamknął książkę z trzaskiem i odrzucił ją na bok jak najdalej od siebie, prawie trafiając w głowę Draco, który siedział na dywanie i robił jakąś pracę domową. Blondyn pogroził mu palcem i wrócił do pracy. Gryfon pokazał mu język i zaczął się gładzić po swoim dość sporym brzuchu. To niesamowite jak bardzo się powiększył przez ostatnie dni. Poppy powiedziała, że to dlatego iż jego magiczna macica wysunęła się do przodu, ponieważ osiągnęła już takie rozmiary, że jej nacisk na narządy wewnętrzne stał się zbyt duży. Takie przemieszczenie najwyraźniej odciążało jelita, jednak miało przeciwny skutek na jego pęcherz moczowy. Chociaż tyle dobrego, że jego biodra już się nie poszerzały. Pielęgniarka wytłumaczyła mu dlaczego jego ciało przybrało bardziej kobiecy kształt i on całkowicie to rozumiał, ale doprawdy! Teraz jego pupa była wielka jak szafa trzydrzwiowa, a nie taka smukła i kształtna jak kiedyś. Miał nadzieję, że po ciąży znów wróci do normy, jednak Poppy nie była tego pewna. Jego mężowie albo byli ślepi, albo im to w ogóle nie przeszkadzało. Jak by nie było, nic na ten temat nie mówili. Harry postawił nogi na dywanie i wstał z kanapy, by podreptać do toalety. Na szczęście jeszcze nie miał tego głupiego kaczkowatego chodu! Przynajmniej miał nadzieję, że go nie miał…

Oh, jaka ulga. Teraz co by tu porobić? Może esej na Eliksiry, ale najpierw

- Draco, kotku…

- Tak, Harry? – Blondyn popatrzył na swojego męża, w duchu krzywiąc się na „kotka". On był wężem a nie jakimś słodkim, puszystym kociaczkiem! Ale spróbuj powiedzieć to Harry'emu… Lepiej nie ryzykować. Nie, żeby jego mąż miał jakieś wielkie zmiany nastroju czy coś w tym stylu. Po prostu lepiej było chuchać na zimne i być po jego dobrej stronie. Zwłaszcza po tym jak wczoraj w gabinecie pobił kilka słojów z jakimiś ohydnościami, rzucając nimi w Severusa po tym, jak ten go zdenerwował. Ktoś mógłby przypuszczać, że po tylu latach bycia szpiegiem, mężczyzna będzie wiedział kiedy się zamknąć i przestać narzekać na poziom pracy Harry'ego na jego zajęciach oraz jego prac domowych.

- Zjadłbym coś.

- Poczekaj, tylko dokończę myśl i pójdziemy do kuchni po coś dobrego, co ty na to? – Draco uśmiechnął się do niego, postanawiając przemilczeć to, że chłopak zjadł wielki obiad trzydzieści minut temu. Harry przytaknął i zajął się drobnymi porządkami, by jakoś zająć czas oczekiwania. W końcu Ślizgon ogłosił, że mogą już iść i Potter z uśmiechem wziął go za rękę. Severus nalegał by wszędzie chodzili razem, ponieważ po scenie w Wielkiej Sali bał się, że Weasleyowie mogli znów coś zrobić. Draco uśmiechnął się do swojego męża i jego oczy powędrowały do zaokrąglenia widocznego już nawet przez szkolne szaty, oczywiście gdy ktoś wiedział czego szukać. Dla osób postronnych Harry wyglądał jak ktoś kto trochę przytył. Chociaż jeżeli wciąż będzie się tak szybko powiększał, to już za tydzień lub dwa wszyscy zobaczą, że to nie jest dodatkowy tłuszczyk, a raczej największy cud na świecie.

- Co? – Harry zauważył, że Draco go obserwował z dziwnym wyrazem twarzy i zaczął się zastanawiać czy może coś nie tak było z jego wyglądem.

- Jesteś piękny. – Blondyn uśmiechnął się do niego i pocałował czule, przytulając do siebie. Gryfon zarumienił się zawstydzony. Weszli razem do kuchni, ku uciesze skrzatów domowych, które dały im tyle jedzenia, że ledwo mogli je unieść.

Znowu w pokoju, Draco wrócił do swojego eseju, a Harry ustawił jedzenie na stoliku koło kanapy i zabrał się do pracy domowej z eliksirów. Dwie godziny później, gdy blondyn zakończył wszystkie swoje zadania i popatrzył na swojego męża, ten spał sobie smacznie, przytulając do siebie podręcznik do eliksirów. Po jedzeniu nie było nawet śladu. Gdzie on to wszystko mieścił? Okej, Draco poczytał trochę o ciąży i wiedział, że w męskiej (w przeciwieństwie do damskiej) najpierw szybciej rozwija się magia dziecka a dopiero w piątym miesiącu tak naprawdę ono zaczyna rosnąć i kształtować się fizycznie. To było całkowicie zrozumiałe, że teraz Harry musiał jeść olbrzymie ilości zdrowych posiłków aby ciała ich dzieci mogły dogonić w rozwoju magiczne rdzenie, ale bez przesady. Przecież żołądek nie jest czarną dziurą! Ktoś zapukał i Draco poszedł odpowiedzieć.

- O, Sev. – Ślizgon wyszeptał i z uśmiechem wpuścił do swojego dormitorium Mistrza Eliksirów. – Harry śpi.

- Nie denerwuje się jutrem? – Severus pocałował Draco. Zamierzał zrobić z tego krótki delikatny pocałunek, jednak młodzieniec miał inny pomysł i wkrótce całowali się gorąco. W końcu odsunęli się od siebie by zaczerpnąć powietrza. Po prawie minucie blondyn w końcu sobie przypomniał, że jego mąż zadał mu pytanie.

- Mam wrażenie, że zapomniał o tym, że to już jutro. – Draco otarł swoje wybrzuszenie w spodniach o udo Severusa i jęknął. – Może dajmy mu pospać i przenieśmy to do sypialni… hmm?

- Chciałbym, ale musimy porozmawiać. Właśnie dostałem list od Lucjusza. – Snape odsunął się od niego i usiadł w fotelu przy kominku. Machnięciem różdżki postawił wokół kanapy Harry'ego zaklęcie blokujące dźwięki aby mogli spokojnie porozmawiać nie zakłócając mu drzemki.

- Oh, doprawdy? I co mój ojciec napisał takiego, że jest to ważniejsze niż gorący seks? – Draco pozbierał z dywanu swoje papiery i ułożył je na jednej z półek, zanim usiadł w fotelu naprzeciwko poważnie wyglądającego profesora.

- Twoi rodzice odkryli, że nie jesteś już kawalerem oraz, że niedługo zostaną dziadkami.

Draco zrobił wielkie oczy.

- O cholera!

- Nie jest aż tak źle, aczkolwiek przygotuj się na bardzo długą tyradę od Narcyzy na temat zatajania tak ważnych wydarzeń towarzyskich. Lucjusz przybędzie tu jutro by się z nami rozmówić. Coś wspominał o uzgodnieniu terminów kilku przyjęć, które muszą się odbyć. Chyba, że chcesz by twoja matka urządziła wam prawdziwe piekło. – Obaj popatrzyli na obśliniającego tapicerkę Harry'ego, któremu to wszystko na pewno się nie spodoba. Gryfon nie cierpiał balów ani bycia w centrum uwagi, a to właśnie dla niego planowała Narcyza. Merlin sam wiedział, że Severus też ich nie lubił. Poza tym Harry nie chciał ujawniać całemu światu ani swojego stanu, ani ich małżeństwa. Nie, nie chciał się z tym ukrywać, ale również nie chciał się z tym obnosić. Jedyne co chciał to żyć w spokoju. Poza tym takie ogłoszenie jego ciąży naraziłoby go na jeszcze większe niebezpieczeństwo niż zwykle. Severus wątpił czy Mroczny Pan przepuściłby okazję na zaatakowanie go, gdyby dowiedział o jego stanie.

- Ech, jakoś przeżyję złość matki. Chociaż współczuję trochę ojcu. – Draco najwyraźniej doszedł do tych samych wniosków co Severus. – A wiesz, moi prawnicy znaleźli coś ciekawego w wyciągach z Gringotta z ostatnich szesnastu lat.

- Doprawdy? – Severus wyczarował zestaw do herbaty dla trzech osób i półmisek z ciasteczkami.

- Tak. Ktoś wyciągał regularnie pieniądze z głównej skrytki Potterów. Pięćdziesiąt galeonów co miesiąc i raz w roku pięćset.

- Przez tyle lat musiała się z tego zrobić spora fortunka. – Mężczyzna sączył spokojnie swoją herbatę. Nie było sensu denerwować się przeszłością. To co trzeba było zrobić, to odkryć kto za tym stał i zmusić go by wszystko zwrócił. Jak nie patrzeć nikt nie miał upoważnienia poza Harry'm by korzystać z funduszy Potterów. – Wiesz kto to?

- Oczywiście Dumbledore. Pieniądze miały iść na utrzymanie Harry'ego, jednak dobrze wiemy, że nigdy do tego nie doszło. Chociaż wydaje mi się, że Drops część wymieniał na mugolska walutę i dawał Dursleyom jako zapłatę za trzymanie go pod ich dachem. – Draco skrzywił się, myśląc o okropnych mugolach. – Donowan już wszystko przygotowuje do odebrania części pieniędzy. Twierdzi, że nie możemy odzyskać wszystkiego, chociaż z goblinami nigdy nic nie wiadomo. Może wynajdą jakąś dodatkową regułę, o której czarodzieje nie wiedzą, a która będzie dla nas dobra. Powiedział, że w przyszłym tygodniu zacznie z nimi rozmowy.

- Dobrze. A tymczasem może obudźmy naszą śpiącą królewnę. Już zaraz kolacja.

Draco prychnął jednak wstał z fotela i ruszył do łazienki, by odświeżyć się przed posiłkiem.

- Nie wiem jak on ją zmieści. Niedawno sprzątnął kilka talerzy jedzenia.

Severus pokręcił z niedowierzaniem głową i poszedł obudzić swojego ciężarnego męża. Harry przez chwilę mruczał coś nieprzytomnie, zanim obudził się na tyle, by zobaczyć kto się nad nim pochyla. Uśmiechnął się szeroko.

- Sev! Tak się cieszę, że wpadłeś. Długo już jesteś? Dlaczego mnie nie obudziłeś? – Mężczyzna uciszył go pocałunkiem i Harry szybko znalazł się na jego kolanach, całując go bez opamiętania. W prawdzie miał teraz Draco cały czas i znacznie łatwiejszy dostęp do Severusa, jednak nie było to tym samym co w wakacje i chłopak nie mógł się już doczekać kiedy w końcu w trójkę zamieszkają razem. Oh, a jak jeszcze dołączą do nich dzieci! Ta chwila jakoś nie mogła przyjść wystarczająco szybko.

- Hej, kolacja na nas czeka. – Draco o mało się nie roześmiał, gdy Harry słysząc to od razu się poderwał i zaczął ich poganiać do wyjścia. Znów się zadziwił, jak on mógł być tak cały czas głodny? Rozumiał, naprawdę rozumiał, że Gryfon jadł teraz za trzech, ale bez przesady! Niedługo będą musieli wymienić mu całą garderobę. I jeszcze futryny w drzwiach na szersze. Severus oddzielił się od nich na końcu korytarza i poszedł do wejścia dla profesorów. Harry popatrzył za nim tęsknie i przytulił do Draco. Nie lubił gdy mężczyzny nie było w pobliżu – najlepiej się czuł gdy byli razem w trójkę. To było dziwne, ponieważ wcześniej tego tak nie odczuwał. Może miało to coś wspólnego z ich więzią? Nie… to zaczęło się niedawno, gdy już byli małżeństwem. Może więc to przez ciążę? Najwyraźniej był jeszcze większym dziwadłem niż do tej pory myślał.

Blondyn zauważył, że jego mąż nagle zrobił się jakiś smutny i zamyślony. To tyle jeżeli chodziło o brak prawdziwych zmian nastrojów. Przytulił go bliżej do swojego boku.

- O czym myślisz?

- Hm? – Harry popatrzył na niego trochę zakłopotany. – To głupie…

- Powiedz, obiecuję, że cokolwiek to jest, nie będę się śmiał. – Draco pocałował go w nos i uśmiechnął zachęcająco.

- Nie lubię jak go z nami nie ma. Czuję się tak… nie wiem. Jakoś pusto i mniej pewnie. To głupie. Nie wiem dlaczego tak się czuję. Nieważne. – Chłopak pokręcił głową i uśmiechnął się, jednak Draco zauważył, że uśmiech nie sięgnął jego oczu. Musiał porozmawiać o tym z Severusem. Może on wymyśli coś, żeby Harry nie robił się taki smutny. – Myślisz, że skrzaty zrobią na kolację pierogi ze szpinakiem? Mam na nie ochotę… z keczupem i miodem.

Draco lekko pozieleniał na twarzy i Potter miał czelność wybuchnąć śmiechem, gdy zobaczył jego minę. Wciąż się śmiał, gdy weszli razem do Wielkiej Sali i zajęli miejsca przy stole Slytherinu. Dopiero po chwili zauważyli, że w powietrzu wisi jakieś napięcie.

- Coś się stało? – Draco zapytał Notta, który właśnie karmił Daphne małymi kanapeczkami.

- Jutro ktoś z Rady Nadzorczej Szkoły przybędzie, by przeprowadzić trzydniową kontrolę. – Nott odparł i wrócił do swojej dziewczyny, zapominając o całym świecie. Harry oderwał się od swojego szpinaku i wyszczerzył do Draco.

- Widziałeś może miód? – Ślizgon pozieleniał i szybko potrząsnął przecząco głową. – Merlinie, Draco, tylko się z tobą droczę. Myślisz, że przyślą twojego ojca?

- Tak. Severus mówił, że ojciec napisał do niego list i zapowiedział się z wizytą. Myślę, że ta kontrola to tylko dla niego przykrywka. – Harry przytaknął i ze smakiem włożył do ust łyżkę szpinaku, po czym zbladł gwałtownie. – Harry, w porządku?

Gryfon przełknął i popatrzył na niego wielkimi ze strachu oczami.

- W porządku? Draco, przecież on nic o nas… o mnie nie wie… co jeżeli…

- Ciii, spokojnie, kochanie. Ojciec wie o wszystkim i nie jest przeciwny. Właśnie dlatego składa nam wizytę. I oczywiście też po to, żeby trochę podokuczać Dropsowi. – Blondyn głaskał uspokajająco swojego męża po plecach i ten pomału się rozluźnił. Sięgnął po szklankę z sokiem i wypił połowę duszkiem.

- Okej. – powiedział powoli – Jest jeszcze coś o czym nie wiem?

Draco zmarszczył brwi i zamyślił się nad tym o czym mógł porozmawiać teraz ze swoim mężem o czym on nie wiedział. Lista była pusta.

- Obawiam się, że o reszcie lepiej porozmawiać w jakimś prywatnym miejscu. Ale nie martw się, to nic wielkiego. Po prostu kilka spraw, które wyskoczyły, gdy spałeś i nie było jeszcze czasu ich omówić. – Draco pocałował go w policzek i Harry skinął głową, na razie udobruchany, po czym powrócił do swojego jedzenia. Blondyn nie mógł nie zauważyć, że Gryfon zdążył już zjeść prawie połowę szpinaku z miski stojącej na stole. Większość maślanych rogalików i pieczonej szynki również zniknęła, a Crabble i Goyle popatrzyli smutno na puste półmiski, gdy Harry już wszystko z nich sprzątnął i zabrał się za miskę owocowej sałatki. Pansy patrzyła na to z odrazą.

- Jesz jak świnia, Potter. Jeszcze gorzej niż Crabble i Goyle, a nawet Wiewiór. – Draco miał ochotę trzepnąć tę jej niewyparzoną gębę. Harry dokończył górę sałatki i popatrzył na Ślizgonkę morderczym spojrzeniem.

- A ty wyglądasz jak mops, ale ja, w przeciwieństwie do ciebie, jestem na tyle kulturalny, by ci tego nie wytykać. – Pansy poczerwieniała na twarzy i mocnej zacisnęła dłoń na nożu.

- Pożałujesz tego Potter.

Harry tylko wzruszył ramionami i wrzucił sobie na talerz resztę sałatki.

- Tak, jasne.

Draco odetchnął z ulgą widząc, że jego mąż nie zamierza urządzić przy stole sceny i wielkiego popisu jego temperamentu. Posłał ostrzegawcze spojrzenie Ślizgonce, która popatrzyła na niego jak na robaka i zajęła się spokojnie swoim talerzem. Blondyn aż za dobrze wiedział, że dziewczyna właśnie obmyślała zemstę. Protekcyjnie przysunął się bliżej do ciężarnego chłopaka i zamrugał zaskoczony. Harry właśnie kończył wielki kawałek czekoladowego ciasta, a na półmisku obok została jego już tylko jedna kostka. Nikt inny wokół nie miał tego ciasta na talerzu. Jeżeli to, co Harry robił z jedzeniem, to nie była magia, to on nie wiedział co nią było. Draco sięgnął po ostatni kawałeczek ciasta, mając nadzieję, że nie zostanie posądzony o podbieranie jedzenia przez swojego męża. Na szczęście nic takiego się nie stało. Harry dokończył swój sok i zadowolony zaczął gładzić się po brzuchu. Niesamowite! Wyglądało na to, że Gryfon w końcu się najadł. Jego zielone oczy leniwie przesuwały się po Wielkiej Sali, a na ustach gościł rozmarzony uśmieszek. Do czasu aż jego spojrzenie napotkało zerkającego co raz w stronę Blaise i wciąż się rumieniącego Neville'a. Harry zachichotał. Jego przyjaciel wciąż mieszkał w wieży i z chęcią dzielił się najnowszymi plotkami, jednak chłopak miał wrażenie, że już niedługo stanie się stałym elementem w dormitorium pewnego Ślizgona. Zupełnie tak jak Harry u Draco. Nikt się już temu nie dziwił, nikt go o to nie pytał ani nawet nie krzywił się na niego gdy razem z blondynem pojawiali się w Pokoju Wspólnym. No, może oprócz Pansy, która była głupia, i kilku przyszłych Śmierciojadków, którzy byli jeszcze głupsi, jeżeli chcieli zostać sługusami Voldiego. Najlepsze w tym wszystkim było to, że nikt nie mógł o niczym powiedzieć nawet jeżeli się czegoś o nich dowiedział – Severus już się o to postarał. Ech, te jego zaklęcia. On był nie tylko Mistrzem Eliksirów, ale prawdziwym geniuszem! Harry miał wielką nadzieję, że ich dzieci odziedziczą po Severusie inteligencję, po Draco świetny wygląd i gust, a po nim talent do latania.

Harry zamrugał i wciągnął więcej powietrza przez nos. Tak, ten zapach. To na pewno… rozejrzał się dookoła po stole i je zobaczył. Truskawki ze śmietaną i cukrem! Oh słodki Merlinie!

Draco westchnął w duchu, widząc, że Harry znowu coś szczęśliwy je, tym razem truskawki. Ciekawe czy udałoby mu się na chociaż jedną załapać?