Dumbledore odprowadził Weasleyów do kwater blisko skrzydła szpitalnego, aby mogli bez problemu odwiedzać swoją córkę i powoli ruszył w dół korytarza. Jego myśli mknęły z prędkością światła, gdy analizował wszystko co się wydarzyło tego dnia jak również i przez ostatnie tygodnie. Im dłużej nad przebiegiem odrzucenia więzi myślał, tym bardziej się upewniał, że przyczyna leżała w chłopaku. Jedynym co przychodziło mu do głowy było to, że Potter był już z kimś związany mocniejszą więzią niż Trzech Pierścieni. Biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich tygodni, przypuszczał, że Gryfon związał się z młodym Malfoyem. Zwłaszcza gdy wziął pod uwagę to, co Minervie powiedziała Granger. Pytaniem było, którą więź ci idioci zastosowali. Mało prawdopodobną była Więź Dusz – zbyt poważna, nieodwracalna, absolutna. Więź Czystych również nie wchodziła w grę – aż za dobrze znał dzisiejszy styl życia młodzieży by wierzyć w to, że któreś z nich było prawiczkiem w czasie ich nocy poślubnej. Dumbledore przyspieszył kroku widząc przed sobą drzwi skrzydła szpitalnego. Jakie jeszcze inne więzi mogły być zastosowane przez homoseksualistów? Hermetyczna, Galilejska, Belladonny, Księżyca w Pełni, Nowiu… tak! Nów był mniej więcej w czasie, kiedy Malfoy i Harry zdecydowali się ujawnić. To by się zgadzało… a i sama więź była silniejsza niż Trzech Pierścieni. Teraz musiał tylko sprawdzić swoje przypuszczenie odpowiednim zaklęciem, ale był pewien niemalże na sto procent. Z tego co się orientował Więź Nowiu była bardzo popularna w rodzinie Malfoyów, więc to by było dość logiczne… Nie spodziewał się tego, dlatego użył Trzech Pierścieni, ale gdyby wziął to pod uwagę… zmodyfikowana wersja Więzi Egipskiej rozwiązałaby ten problem. Tak… ale najpierw musiał przeprowadzić odpowiednie testy, tak na wszelki wypadek. Jak nie patrzeć uczył się na błędach.
Dyrektor wszedł do skrzydła szpitalnego, z zadowoleniem odnotowując, że tym razem drzwi się dla niego otworzyły, i skierował swojego kroki w stronę łóżka Pottera. Po drodze zerknął na Weasleyównę. Twarz dziewczyny była naprawdę w strasznym stanie – jej połowa pomarszczona i pokryta zielonkawą maścią. Dumbledore skrzywił się pod nosem i jego spojrzenie padło na łóżko Pottera, które było puste. Starszy czarodziej zmarszczył brwi i czym prędzej udał się do gabinetu Poppy. Kobiety oczywiście w nim nie było. O tej godzinie zapewne spała smacznie w swoich kwaterach za gabinetem. Dumbledore stuknął trzy razy różdżką w drzwi do jej pokoi i po kilku minutach stanęła w nich zaspana czarownica w puszystym szlafroku i papilotami we włosach.
- Coś się stało, dyrektorze? – Pielęgniarka przetarła dłonią oczy i popatrzyła na niego wyczekująco.
- Harry'ego nie ma w jego łóżku. – Dyrektor oparł się ciężko o oparcie drewnianego krzesła. Ten dzień robił się coraz dłuższy i męczący i jego stare kości coraz głośniej domagały się jakiegoś eliksiru i łóżeczka.
- Tak, wiem o tym. Jest w kwaterach Severusa. Jego stan był nieco bardziej skomplikowany niż panny Weasley i doszliśmy do wniosku, że będzie lepiej dla niego, gdy najbliższe dni spędzi w sąsiedztwie dobrze zaopatrzonej pracowni eliksirów. Dzięki temu Severus będzie mógł znacznie szybciej zareagować i podać mu odpowiednie odtrutki gdyby znów pojawiły się jakieś objawy zatrucia. – Czarownica wzruszyła ramionami. – Jeżeli to już wszystko, to wracam do łóżka. Ten dzień był bardzo męczący, a już za parę godzin zacznie się nowy.
- Tak, dobrze. – Dumbledore odparł, tak naprawdę nie zwracając na nią uwagi w swoim zamyśleniu. – Dobranoc Poppy.
- Dobranoc.
Dyrektor postał jeszcze chwilę w ciasnym pomieszczeniu, poczym westchnął i zdecydował, że również dla niego już najwyższy czas iść do spania. Podejrzewał, że i tak dzisiaj nie byłby w stanie dostać się do kwater Mistrza Eliksirów, więc nie mógł niczego zrobić. Jutro też będzie dzień i dużo czasu, aby ten cały problem rozwiązać.
oOo
- Wybacz ojcze, że nie odprowadzę cię do twoich kwater, ale po dzisiejszym stresie ledwo trzymam się na nogach. – Draco uśmiechnął się przepraszająco do starszego Malfoya i ten uśmiechnął się do niego trochę złośliwie.
- Rozumiem, ale ostrzegam cię, że dzisiejszy stres będzie niczym w porównaniu z tym, co ci urządzi matka, gdy się o wszystkim dowie. – Draco zajęczał i przejechał dłonią po twarzy w geście absolutnej beznadziei. Ojciec poklepał go po ramieniu współczująco. – Zobaczymy się jutro rano.
- Miłych snów.
Draco zamknął magiczną zasówkę w drzwiach i zmęczonym krokiem udał się do sypialni. Z chęcią przyłączyłby się od razu do śpiących smacznie mężów, jednak czuł bijący od siebie smród eliksirów i wiedział, że prysznic był koniecznością. Uśmiechnął się kpiarsko pod nosem, myśląc o tym, że na pewno była jakaś zasada Malfoyów, mówiąca o tym, że jeżeli masz siłę stać na nogach, to możesz równie dobrze umyć się przed snem. Prysznic nieco go ożywił, więc jeszcze spędził kilka dodatkowych minut w łazience zajmując się odżywianiem włosów. W końcu z westchnieniem ulgi wsunął się pod przykrycie po lewej stronie Harry'ego i bez żalu zakończył jeden z gorszych dni w swoim życiu.
oOo
Harry obudził się otoczony ciepłem i dwoma kompletami kończyn. Uśmiechnął się i otworzył oczy, by zobaczyć rozluźnioną snem twarz Severusa. Nie musiał się odwracać by wiedzieć, że twarz Draco również wyrażała ten rozluźniony błogostan. Chłopak chwilę leżał, sycąc wzrok Severusem i zapamiętując każdą rysę na twarzy. Jak nie patrzeć nieczęsto się zdarzało, by obudził się wcześniej od niego – Mistrz Eliksirów był najbardziej porannym ptaszkiem jakiego Gryfon znał. Draco z drugiej strony… Chłopak przerwał swoje rozmyślania, gdy poczuł jak burczy mu w brzuchu. Która była godzina? I tak właściwie, to dlaczego był tutaj a nie w Wieży Gryffindoru? Przecież Sev był takim paranoikiem, że praktycznie nigdy nie pozwalał mu zostawać u siebie na noc. Harry zmarszczył brwi, zamyślony, jednak szybko doszedł do wniosku, że nie było to w tej chwili aż tak ważne. Był głodny, a to była sytuacja priorytetowa.
- Sev… - Harry szturchnął lekko w ramię swojego starszego męża, wiedząc, że uda się mu go obudzić znacznie szybciej niż Draco, który był okropnym śpiochem. – Severusie, obudź się.
Mężczyzna tylko coś wymruczał pod nosem i przysunął go do siebie bliżej, na co Draco coś mruknął i przekręcił się by być bliżej ciepełka. Harry nagle znalazł się w środku bardzo ciasnej i niewygodnej kanapki i z niezadowoleniem zmarszczył nos. Uniósł dłoń na tyle, na ile pozwalało mu ramię Dracona, i trzepnął Severusa w najbliższy kawałek ciała. Mistrz Eliskirów od razu się spiął, a jego czarne oczy w panice ogarnęły wszystko co miał w ograniczonym zasięgu wzroku.
- Och, przepraszam, obudziłem cię? – Harry zapytał niewinnie, na co mężczyzna rozluźnił się i pogłaskał go czule po roztrzepanych włosach.
- Nic nie szkodzi… - zerknięcie przez ramię na budzik stojący na szafce nocnej - … nawet jeżeli jest to czwarta nad ranem. Dlaczego nie spisz? Źle się czujesz?
- Nie, czuję się dobrze, tylko godny jestem. – Harry zrobił wielkie oczy i zaczął głaskać dłonią miejsce, w które wcześniej uderzył Severusa. – Zjadłbym coś…
- Jest czwarta rano… - Snape westchnął, zamykając oczy – Za trzy godziny będzie śniadanie. Śpij.
Harry zmarszczył brwi i uszczypnął Severusa. Mocno.
- Au! Za co to? – Mężczyzna odsunął się lekko od niego i Harry mógł się znacznie wygodniej ułożyć, jednak nie przestawał patrzeć na swojego męża wilkiem. Tymczasem za jego plecami Draco sobie smacznie cicho pochrapywał.
- Ja, Kunegunda i Alfons jesteśmy głodni. – Gryfon powiedział wyraźnie, akcentując każde słowo.
- Kunegunda? Alfons? Harry, miejże litość dla tych dzieci…
- Takie będą miały imiona jeżeli zaraz nie ruszysz czterech liter i nie przyniesiesz mi z kuchni sałatki z awokado, tuńczyka i ryżu. Z dużą ilością keczupu.
- Co takiego? – Severus patrzył na swojego męża z niedowierzaniem. Nie mógł nie zauważyć, że Draco przestał pochrapywać i teraz wyraźnie próbował powstrzymać się przed śmiechem.
- Jeżeli zaraz mi tego nie przyniesiesz, to twoje dzieci poniosą tego konsekwencje, Severusie Snape! – Harry skrzyżował dłonie na piersi i wpatrywał twardo w Opiekuna Ślizgonów. W końcu Draco nie wytrzymał.
- Harry, ale to również moje dzieci. Chyba nie skażesz ich na takie imiona tylko dlatego, że Severus nie chce przynieść ci przekąski? – Młody Malfoy spróbował jakoś załagodzić sytuację i mu to spektakularnie nie wyszło. Pięć minut później obaj Ślizgoni pośpieszali w stronę kuchni. Owszem, mogli zamówić jedzenie przez kominek, jednak po tym jak Harry bardzo brutalnie zepchnął nagiego Draco na bardzo zimną kamienną podłogę, zdecydowali się dać mu trochę czasu na ochłonięcie. W kuchni krzątały się dwa skrzaty, przygotowując śniadania dla profesorów, którzy wcześniej wstawali i nie jedli w Wielkiej Sali, na przykład Sprout. Profesor Zielarstwa była chyba najwcześniej wstającym członkiem grona pedagogicznego i tylko Filch mógł z nią rywalizować. Skrzaty od razu się do nich uśmiechnęły i zaoferowały swoje usługi, a gdy usłyszały ich zamówienie, zaczęły między sobą chichotać i prychać z rozbawienia. Draconowi niekoniecznie się podobały spojrzenia kierowane w ich stronę, jednak postanowił wziąć przykład z Severusa i cierpliwie w milczeniu to przeczekać. Piętnaście minut później już wracali do kwater Mistrza Eliksirów, niosąc koszyk pełen jedzenia, nie tylko zamówionej sałatki ale też kilku innych rzeczy, które skrzaty uznały, że mogą posmakować ciężarnemu Gryfonowi. Harry czekał na nich w łóżku, zamyślony, gładząc swój coraz bardziej widoczny brzuch. Uśmiechnął się lekko, gdy ich zobaczył i z zapałem zabrał się za sałatkę, dodając do niej cały keczup jaki dały mu skrzaty. Dwaj Ślizgoni popatrzyli po sobie niepewnie i gdy, doszli do wniosku, że wszystko zostało już im przebaczone, dołączyli do Harry'ego w łóżku, mając nadzieję na złapanie jeszcze kilku godzin snu.
- Och! Czosnkowe precelki i dżem malinowy! Skąd wiedzieliście? Jak ja was kocham… - Harry bardzo szybko pochłonął zawartość całego koszyka. Ślizgoni przez chwilę zastanowili się czy chłopak miał na myśli ich czy precelki, wyrażając swoje uczucia, jednak zdecydowali się w to nie zagłębiać i z wdzięcznością wtulili twarze w poduszki. Harry sięgnął nad Draco i postawił koszyk na wolnej szafce nocnej, po czym również położył się między nimi wygodnie. Ślizgoni już zaczęli odpływać w objęcia Morfeusza, gdy Harry znów się odezwał. – Czyli… mam przez to rozumieć, że z Ginny nie wyszło, tak? Co się tak właściwie stało? Bo ostatnie co pamiętam, to to, że byłem w bibliotece.
- Harry… porozmawiamy o wszystkim rano, dobrze? Wszyscy potrzebujemy jak najwięcej snu przed konfrontacją jaka nas czeka… - Severus nawet nie otworzył oczu, gdy to powiedział, a Draco tylko zamruczał, zgadzając się z tym, co mówił najstarszy członek ich rodziny. Harry w końcu się poddał, widząc, że cokolwiek się stało, sprawiło, że jego mężowie byli strasznie zmęczeni i najwyraźniej naprawdę potrzebowali snu. Prawie zrobiło mu się źle z powodu tego, że ich obudził by przynieśli mu coś do jedzenia. Prawie. Jak nie patrzeć on też był często zmęczony, a ludzie i tak wciąż coś od niego chcieli. A teraz nawet nie chciał dla siebie tylko dla dzieci, a jego dzieci były dla niego najważniejsze na całym świecie! Czując, jak sumienie uspokaja się pod takim argumentem, Harry zamknął oczy i pozwolił się zabrać do krainy snów.
oOo
Albus Dumbledore miał bardzo pracowity poranek. Obudził się, jak zwykle, o piątej pięć i zaczął przeszukiwać opasłe tomiska w swojej prywatnej dyrektorskiej bibliotece. Jak nie patrzeć musiał stworzyć zupełnie nowy rodzaj więzi, wzorując się na tych, które już istniały. Poza tym trochę czasu zajęło mu wyszukanie wszystkich nieinwazyjnych metod badania istniejącej więzi. Musiał się upewnić, że jego przypuszczenia są słuszne, zanim zdecyduje się jak dużo mocy włożyć w nową więź. Na dodatek Weasleyowie już wkrótce mogli w swoim nieszczęściu zacząć go obwiniać, dlatego musiał poświęcić też trochę czasu na znalezienie najlepszych specjalistów od leczenia magicznych blizn pooparzeniowych. Żeby lepiej wypaść w ich oczach, musiał przedstawić też kilka pomysłów swojego własnego autorstwa. Jak nie patrzeć musiał podtrzymać swój wizerunek mądrego i potężnego czarodzieja, na którego geniusz zawsze można liczyć. Musiał się też w jakiś sposób pozbyć młodego Malfoya. Może coś zrobić, żeby ojciec zabrał go ze szkoły? Nie, to by bardziej zaszkodziło niż pomogło. Jeżeli Malfoy miał zniknąć, to tak, by nie można było go oskarżyć o złe zarządzanie szkołą. A może wystarczyłoby tylko gdyby się rozstali? Może jakaś zdrada? Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzyłby, że Harry byłby zdolny do zdrady, ale Malfoy… taki Ślizgon doskonały? Oczywiście, że nie będzie tak ślepo lojalny jak Potter. A gdy już Gryfon się sparzy, to Draconowi będzie bardzo trudno odzyskać ponownie zaufanie, o ile będzie to w ogóle możliwe. Tak, to wyglądało jak początek całkiem dobrego planu. Prawda, trochę za bardzo przypominało to jakąś idiotyczną mugolską operę mydlaną, jednak… jak się to trochę podszlifuje. Tylko kogo by tu uczynić kochankiem?
Dumbledore przesunął oczami po Wielkiej Sali, w której właśnie wszyscy jedli śniadanie. Prawie wszyscy. Nie mógł nie zauważyć nieobecności Severusa, obu Malfoyów i Pottera. Oczywiście Ginny Weasley jeszcze nie wyszła ze skrzydła szpitalnego, a jej rodzice byli u niej w odwiedzinach. Ronald co jakiś czas wpatrywał się w główne wejście, najwyraźniej czekając na pojawienie się zielonookiego Gryfona. Szkoda, że między nim a Malfoyem było aż tyle wrogości. To byłoby takie piękne – Harry Potter, chłopiec, który został zdradzony przez własnego najlepszego przyjaciela. Ale Harry miałby wielkie problemy by w taką zdradę uwierzyć, nawet gdyby ta przyszła i go ugryzła. Poza tym, gdy już będzie załamany, będzie potrzebował kogoś, komu będzie mógł się wyżalić, a wtedy na scenę wkroczy Ronald. I być może panna Granger, o ile uda się ją do tego przekonać we właściwy sposób. Dumbledore rozważał, czy wybrać jakiegoś Gryfona czy może Krukona. Puchoni odpadali z oczywistych względów.
Jakoś w środku śniadania przez boczne drzwi dla nauczycieli ramię w ramię wkroczyli Malfoy senior i Severus Snape. Obaj wyglądali na wysoce z czegoś niezadowolonych, chociaż oczywiście próbowali to ukryć pod standardowymi maskami obojętności. Dumbledore przypuszczał, że miało to coś wspólnego z wiadomością o związku ich ulubionego Ślizgona z Największym Gryfonem szkoły. Dyrektor oczywiście przypuszczał źle. Lucjusz był niezadowolony, ponieważ rano dostał sowę od Narcyzy z informacją, że kobieta pojawi się w Hogwarcie na rodzinny obiad, by wszystko przedyskutować. Severus natomiast przyłapał Crabble'a i Goyle'a z Parkinson w jednej z nieużywanych klas w podziemiach obok Pokoju Wspólnego Slytherinu i wciąż próbował pozbyć się tego ohydnego mentalnego obrazu, jednak nawet najlepsze techniki oklumencji nie pomagały. Na dodatek Mroczny Pan ostatnio siedział bardzo cicho, a niemożliwym było, by wydarzenia z Hogwartu jeszcze do niego nie dotarły. Musiał wiedzieć o zdradzie Draco. Severus nie był głupi. Wiedział, że jego siatka zaklęć na Pokoju Wspólnym Slytherinu nie wystarczy chociażby dlatego, że nie wiedział o wszystkich poplecznikach Voldemorta z innych Domów. Równie dobrze jakiś Krukon albo Gryfon mógł donieść. Merlinie, nawet wśród Puchonów ktoś mógł się znaleźć i wcale w tej chwili nie przemawiała przez niego jego paranoja. I jeszcze jakby tego było mało Dumbledore patrzył się na nich jakby coś wiedział i nie mógł się doczekać wykorzystania tej wiedzy. Dzień po prostu nie zapowiadał się zbyt zachęcająco. Chociaż tyle dobrego, że Harry czuł się dobrze. I po śniadaniu miał godzinę wolnego zanim będzie musiał znosić bezpośrednią obecność idiotów, którzy mają czelność nazywać siebie uczniami.
- Severusie, Lucjuszu. – Dumbledore podszedł do nich, gdy skończył swoje śniadanie. – Wierzę, że mamy kilka spraw do przedyskutowania. Może przeniesiemy to do mojego gabinetu?
- To była ciężka noc, dyrektorze, więc jestem pewien, że cokolwiek to jest, może poczekać aż się posilimy. Severus ma wolną godzinę po śniadaniu i nie omieszkamy wtedy ciebie odwiedzić. – Malfoy odpowiedział mu, nawet nie przerywając krojenia kiełbaski. Severus przytaknął i sięgnął po bułeczkę. Gdy położył ją na talerzu, Dumbledore już opuszczał Wielką Salę. Dyskretne machnięcie różdżką i byli zabezpieczeni przed ciekawskimi uszami.
- Co mu po wiemy?
Lucjusz wzruszył lekko ramionami. – To ty tu jesteś geniuszem, Severusie. Jestem pewien, że masz już w tej swojej zabezpieczonej głowie plan doskonały, który olśni swoją prostotą i pogrąży naszych wrogów w bezdennej rozpaczy…
- Skończ już z tym dramatyzmem, Lucjuszu. – Mistrz Eliksirów szturchnął lekko swojego przyjaciela w ramię, ale mimo wszystko jego wargi wykrzywiły się nieco, ponieważ poczuł się mile połechtany tym, że ktoś jednak doceniał jego inteligencję. – Tak, myślę, że wpadłem na pewien pomysł, ale on niekoniecznie ci się spodoba. Proponuję przyznać, że Draco i Harry są w znacznie poważniejszym związku niż ktokolwiek mógł się domyślać. Byłoby dobrze, gdybyśmy pokazali mu, że nie jesteśmy z tego zadowoleni. Dzięki temu moglibyśmy wybadać ile tak naprawdę Dumbledore wie i jakie mogą być jego plany. Wiesz, jeżeli pomyśli, że jesteśmy chociaż częściowo po jego stronie…
- Ach, tak jak mówiłem, mój drogi Severusie, twój geniusz… - Lucjusz wpatrzył się z podziwem w kawałek kiełbaski, który trzymał na widelcu i Mistrz Eliksirów przewrócił oczami, mając nadzieję, że nikt się im nie przygląda. Chociaż znając jego szczęście pewnie byli bardzo uważnie obserwowani przez ponad połowę uczniów. Na jego twarzy zagościł diaboliczny uśmieszek.
- Tak, tak, mówiłeś. Uważasz, że powinienem przygotować czarną polewkę? – Severus postarał się, by jego głos był wyprany z wszelkich emocji, a wyraz twarzy znudzony.
- Co? A po co? – Lucjusz popatrzył na niego, zaskoczony nagłą zmianą tematu i zachowania przyjaciela.
- Jak nie patrzeć moja teściowa mnie dziś odwiedzi… - Severus z satysfakcją patrzył jak dumny Malfoy o mało nie opluł się swoją herbatą.
oOo
- Draaacooo – Harry zajęczał ze swojej pozycji w łóżku, patrząc błagalnie na swojego męża.
- Nie, Harry. – Blondyn skrzyżował dłonie i stanął wzorowo wyprostowany tuż przy łóżku. Na twarzy miał minę kamiennego niewzruszenia i stanowczości jednak Gryfon nie zamierzał rezygnować.
- Proszę, Draco. – Brunet zrobił wielkie oczy a'la Bambi i złożył dłonie w błagalnym geście. Kącik ust Ślizgona lekko drgnął, dając iskierkę nadziei na uwolnienie się od zaklęcia, które trzymało go uwięzionym w łóżku. – Przecież nie jestem obłożnie chory. Nie muszę leżeć cały czas, podłączony do jakiejś kosmicznej aparatury. Równie dobrze mógłbym być pod kocykiem na kanapie…
- Nie. Severus kazał ci być w łóżku, a to on ma tu wykształcenie magomedyczne, więc należy się go słuchać. – Draco powtórzył chyba po raz dwudziesty tego ranka.
- Ale Severus jest również strasznie nadopiekuńczy, paranoiczny i… i… i… - Harry zamachał dłońmi, żywo gestykulując i próbując jakoś przedostać się przez oślą upartość Malfoya, jednak bez skutku. – Jak będziesz na moim miejscu to zobaczysz, że ci nie pomogę. Też będę dla ciebie taki bezduszny.
Draco pokręcił głową i popatrzył na zegarek. Za dziesięć minut musiał iść na zajęcia, a Severusa wciąż nie było. Mężczyzna powinien wrócić piętnaście minut temu. Cokolwiek go zatrzymało lepiej żeby się pospieszył, ponieważ nie uśmiechało się Ślizgonowi zostawienie Gryfona samemu sobie. Malfoy szybko przeanalizował w głowie swój dzisiejszy plan zajęć. Pierwszą miał Historię Magii, może mógłby ją opuścić. Raczej nie spowoduje to zbyt wielkiej straty w jego edukacji, a ojciec nie powinien być jakoś specjalnie rozeźlony ucieczką z takiego przedmiotu. Draco postanowił, że posiedzi przez Historię z Harry'm jeżeli Severus nie wróci do rozpoczęcia zajęć. Tymczasem Gryfon wciąż mówił do niego, próbując przekonać do swoich racji, aż w końcu zauważył, że jego mąż myślami jest zupełnie gdzie indziej.
- … w ogóle mnie nie słuchasz! – Zmiana tonu z błagalnego na oskarżycielski przerwała rozmyślania blondyna i, gdy zobaczył minę swojego męża, aż skrzywił się wewnętrznie. – Obaj mnie nigdy nie słuchacie, nawet nie bierzecie mojego zdania pod uwagę!
- To nie prawda. – Draco wypalił w obronie i od razu o mało nie trzepnął się po głowie. Mina Harry'ego była mordercza i to on swoją bezmyślnością do tego doprowadził. A Severus jasno mówił, że Gryfon nie powinien się stresować ani denerwować! Świetnie, po prostu świetnie. Teraz musiał jakoś to odkręcić i udobruchać ciężarnego chłopaka. – Severus przeszedł szkolenie magomedyczne i wie, co robi. Obaj nie kwestionujemy jego decyzji jeżeli chodzi o eliksiry, ponieważ wiemy, że jako Mistrz, wie znacznie więcej od nas. Z uzdrowicielstwem jest tak samo. To nie ma niczego wspólnego ze słuchaniem ciebie.
- Och, doprawdy? – Harry wycedził przez zęby, nieporuszony. Teraz to on patrzył na blondyna ze skrzyżowanymi rękoma i ostrym spojrzeniem. Które na domiar złego z każdym kolejnym słowem Ślizgona zdawało się robić coraz silniejsze. Tego problemu w ogóle by nie było, gdyby Harry nie był w ciąży i nie przemawiałyby przez niego te głupie hormony! Draco przetarł zmęczony twarz dłonią. Wiedział, że to było złe, ale w takich chwilach pragnął, by chłopak nie był w ciąży i wszystko było normalnie po staremu. Nagle oczy Harry'ego zrobiły się szkliste od łez i brunet odsunął się od niego najdalej jak tylko pozwoliło mu na to zaklęcie na łóżku. O cholera… Draco pobladł, gdy zrozumiał, że Gryfon musiał usłyszeć jego myśli. Podszedł do niego przestraszony tym, jakie mogą być tego konsekwencje.
- Harry, ja nie…
- Wyjdź, po prostu wyjdź. – Harry wydusił z siebie, obejmując rękoma swój zaokrąglony brzuch, jakby próbując przytulić dzieci do siebie.
- Proszę, Harry… - Paniki w głosie Ślizgona nie można było pomylić z niczym innym i Harry przygryzł wargę, by powstrzymać się od płaczu, zanim coś w nim pękło i wrzasnął na blondyna coś, co sprawiło, że ten w końcu opuścił sypialnię, wyglądając na bardzo przestraszonego. Dopiero, gdy drzwi się za nim zamknęły Harry rozpłakał się, między szlochami zapewniając swoje małe skarby, że są dla niego najważniejsze na całym świecie. Odpowiedziało mu kilka pierwszych nieśmiałych kopnięć.
oOo
Severus i Lucjusz udali się do gabinetu dyrektora jeszcze zanim uczniowie zaczęli się zbierać na pierwsze zajęcia. Snape wiedział, że jeżeli nie zdążą załatwić spraw z Dumbledorem przed pierwszym dzwonem, jego mąż zapewne zdecyduje się nie iść na zajęcia, żeby Harry nie musiał sam siedzieć w ich kwaterach. Uśmiechnął się w duchu, gdy się zorientował, że właśnie nazwał komnaty w lochach „ich", a nie tak jak zwykle tylko jego. Jak by nie było, Draco nie powinien opuszczać żadnych zajęć, a po tym jak już razem z Poppy się upewnią, że już wszystko jest z nim w porządku, pozwoli Gryfnowi na opuszczenie łóżka o ile ten obieca, że spędzi czas spokojnie na odrabianiu zaległych prac domowych. Oczywiście z Harry'm nigdy nic nie było wiadomo, więc będzie musiał poprosić któregoś ze skrzatów domowych, aby od czasu do czasu zaglądał do niego. Może Zgredka? Skrzat zdawał się być bezgranicznie, idiotycznie oddany Gryfonowi…
- Załatwmy to szybko. – Lucjusz przerwał jego rozmyślania, gdy stanęli przed chimerą, która od razu odskoczyła na bok, udostępniając im przejście. Severus przytaknął, powracając myślami do tu i teraz oraz rozmowy z dyrektorem. Musieli wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji, żeby móc się dobrze przed nim zabezpieczyć.
- Ach, jesteście już. Dobrze, dobrze… - Dumbledore dokończył coś pisać, zebrał leżące najbliżej niego pergaminy, które wyglądały jak listy z Ministerstwa i wrzucił je dość niedbałym ruchem do szuflady. Następnie zwrócił na nich swoje błękitne oczy i całą uwagę. – Usiądźcie proszę.
Dwaj Ślizgoni zajęli pluszowe krzesła przed biurkiem i popatrzyli na starszego czarodzieja wyczekująco. Albus nie powiedział im dlaczego chce z nimi rozmawiać, więc nie powinni odzywać się jako pierwsi, prawda?
- Zapewne doszła już do was informacja o związku Harry'ego i Dracona? – Dumbledore przeszedł od razu do rzeczy, co było dla niego nietypowe, jednak im jak najbardziej na rękę. Im szybciej zaczną, tym szybciej skończą i będą mogli zająć się budowaniem odpowiednich planów. Obaj przytaknęli, robiąc przy tym takie miny, jakby posmakowali cytryny.
- Dowiedziałem się o tym wczoraj tuż przed przyjazdem tutaj. Narcyza przypadkiem odkryła zaistnienie więzi na naszym rodzinnym gobelinie. Nie muszę chyba mówić o tym, jak bardzo była z tego niezadowolona. – Lucjusz zgrabnie odpowiedział na pytanie zgodnie z prawdą. Pierwszą zasadą rozmowy z dobrym legilimentem było zawsze mówić prawdę. Obaj nauczyli się tego bardzo szybko w trakcie pierwszych dni pracy dla Mrocznego Pana, a Dumbledore wcale nie był gorszy. Sztuką było takie mówienie prawdy, aby nie została ona zgodnie z prawdą zinterpretowana.
- Uważasz, że Harry nie jest najlepszym partnerem dla twojego syna, Lucjuszu? – Dumbledore zamrugał zaskoczony i Severus mógł przysiąc, że zobaczył w jego oczach wybuch wulkanu radosnych iskierek.
- Wybacz, Dumbledore, ale dla mnie bardziej liczy się czystość krwi moich wnuków niż sława Pottera. Rozważamy z Narcyzą postaranie się o drugiego dziedzica, jeżeli Dracon nie pójdzie po rozum do głowy i nie naprawi tego… mezaliansu. – Lucjusz wycedził przez zaciśnięte zęby. Owszem, rozmawiał niedawno ze swoją żoną o tym, żeby może powiększyć rodzinę. Namawia ją na to już od pięciu lat i ostatnio czarownica zaczęła tracić swoją niewzruszoną pozę. – Muszę się przyznać, że bardzo się zawiodłem na moim synu.
- To nie twoja wina, Lucjuszu. – Severus postanowił przyłączyć się do rozmowy. – Jestem opiekunem Ślizgonów. Powinienem był porozmawiać z nim, gdy tylko zauważyłem, że przestał z taką zajadłością walczyć z bachorem. Myślałem, że po prostu zaczął z tak dziecinnego zachowania wyrastać.
W gabinecie zapadła cisza, gdy najinteligentniejszy, najpotężniejszy i najbardziej zadbany (AN: zgadnijcie kto jest kim? ;) ) myśleli o tym jak dalej to wszystko poprowadzić, aby dojść do zamierzonego celu. W końcu Dumbledore popatrzył na nich poważnie.
- Zastanawialiście się nad zerwaniem więzi?
- Oczywiście, ale ten półgłówek jest tak zadurzony, że nawet nie chce o tym słyszeć. – Severus miał nadzieję, że nie włożył w swoje słowa zbyt dużo dramatyzmu. Nagle zajaśniała mu pewna idea. – Poza tym znając szczęście Pottera, pewnie już zrobili sobie dziecko.
Obaj czarodzieje popatrzyli na niego wielkimi oczami, chociaż każdy z innego powodu. Lucjusz zrobił się nawet nieco bardziej blady niż zwykle.
- Nie pomyślałem o tym… - Dyrektor zaczął gładzić się po brodzie.
- Dracon na pewno nie jest w ciąży. – Lucjusz zmierzył Severusa ostrym spojrzeniem. – Sam administrowałem mu podanie eliksiru antykoncepcyjnego na Święta oraz w wakacje.
- Czyli w razie zerwania więzi nie będzie miał żadnych problemów. Będzie wolny, by związać się z kimś odpowiednim. – Dumbledore od razu podchwycił. – Musimy wiedzieć jaka to więź, aby móc podjąć właściwe kroki. Więź Nowiu jest dość popularna w twojej rodzinie, prawda, Lucjuszu?
- Tak, jednak Dracon nie powiedział mi czy to jej użyli. Dziś na obiad przybędzie Narcyza i razem mamy zamiar wszystko z niego wyciągnąć i pomóc naprawić tę sytuację. Nie obchodzi mnie czy Potter jest w ciąży czy nie. Jego pół krwi dziecko nie będzie moim dziedzicem. – Lucjusz wyglądał naprawdę groźnie, gdy to mówił, a Severus w duchu gratulował sobie idei. Dzięki poinformowaniu dyrektora o możliwej ciąży zapewnili Harry'emu zabezpieczenie przed bardzo wieloma eliksirami i zaklęciami, którymi mógłby się posłużyć Dumbledore. Snape wątpił czy Albus zaryzykowałby życie jego męża zanim ten pokona Voldemorta.
- Dobrze, poinformuj mnie, gdy już będziesz wiedział coś więcej Lucjuszu. Ja również spróbuję się czegoś dowiedzieć i jestem pewien, że razem rozwiążemy ten problem. – Dumbledore uśmiechnął się do nich zmęczony, dając pierwszy sygnał do zakończenia rozmowy. – Severusie, bardzo cię proszę, żebyś miał oko na Harry'ego. O ile dobrze zrozumiałem co powiedziała Poppy, chłopak przez kilka dni będzie u ciebie w kwaterach. Trzymaj go tam jak najdłużej i dopilnuj, żeby Draco się z nim nie widywał.
Severus skrzywił się i przytaknął, w duchu jednak śmiejąc się z radości. Oto dyrektor dał mu oficjalne pozwolenie na przetrzymywanie Harry'ego w swoich kwaterach. O słodki Merlinie… Miał zamiar bardzo sumiennie wywiązać się z tego zadania, oczywiście pomijając część o niedopuszczeniu Draco.
o~~o~~o~~o
To tyle w tym rozdziale, mam nadzieję, że się podobał. Niestety czerwiec to czas zaliczeń i sesji, więc na szybką aktualizację nie ma co liczyć. Oby Was to nie zniechęciło...
