Albus oparł się wygodnie w swoim fotelu za biurkiem i zaczął gładzić brodę w zamyśleniu. Rozmowa z dwoma czarodziejami poszła zaskakująco gładko i im dłużej nad tym się zastanawiał, tym bardziej zaczął się robić w stosunku do niej podejrzliwy. Wiedział, że nie kłamali, jednak musiał też wziąć poprawkę na to, że miał do czynienia ze Ślizgonami. I to nie byle jakimi, ale mistrzami manipulacji. Wyjął z szuflady pergamin i zaczął w punktach wypisywać wszystkie informacje, co do których miał pewność, że były prawdą, oraz w drugiej kolumnie te, które musiał jeszcze sprawdzić. Ślizgoni nie dawali informacji bez powodu, a wzmianka Severusa o ciąży Pottera na pewno nie mogła być przypadkowa. Istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że Mistrz Eliksirów już znał o niej prawdę. Tłumaczyłoby to również zachowanie Poppy przy niepowodzeniu utworzenia więzi. Tak, nawet jak na nią, zachowywała się zbyt… nadopiekuńczo. I jeszcze wysłała chłopaka do kwater Severusa… Tak, to by się zgadzało. Jednak dlaczego cały czas miał wrażenie, że coś mu umyka? Coś, co ma na wyciągnięcie dłoni? Czuł się prawie tak, jakby ktoś machał mu cytrynowym dropsem przed nosem i zabierał go za każdym razem, gdy po niego sięgał. Dumbledore westchnął i przyjrzał się swojej liście. Być może już wieczorem zdobędzie więcej informacji. Spojrzał na zegarek. Nadszedł czas na odegranie dobrego dziadka przed Weasleyami.
oOo
Gdy przechodzili obok sali transmutacji, Lucjusz uśmiechnął się złośliwie i postanowił wpaść na właśnie odbywającą się tam lekcję na kontrolę. Szybko pożegnał się z Severusem i wszedł do sali, cicho zamykając za sobą drzwi. Mistrz Eliksirów pokręcił głową i poszedł dalej do klatki schodowej. Trochę zazdrościł swojemu przyjacielowi możliwości grania na nerwach innym profesorom i z chęcią popatrzyłby jak na przykład taka Trelawney gimnastykuje się, by nie zostać zwolnioną. Wszyscy wiedzieli, że kobieta nie miała żadnego talentu do wróżenia.
Dotarcie z siódmego piętra do lochów zawsze zajmowało trochę czasu, jednak korzystając z dwóch tajnych przejść, Severus dotarł do swoich kwater stosunkowo szybko. Tak jak się tego spodziewał, Draco wciąż tu był, chociaż powinien już szykować się na swoją pierwszą lekcję. Mistrz Eliksirów zatrzymał się na chwilę w pół kroku, widząc, że najwyraźniej jego mąż jest czymś bardzo zestresowany. Do tego stopnia, że obgryzał paznokcie.
- Co się stało? – zapytał wprost i Draco drgnął zaskoczony. Nawet nie zauważył, że nie był już sam w saloniku.
- Ja… och, Severusie! Nawaliłem i to na całej linii! – Ślizgon wstał z fotela i zaczął nerwowo chodzić w tę i z powrotem po dywaniku przed kominkiem. – Nie wiem co robić. – Zaczął tłumaczyć, gestykulując dłońmi jak opętany. – Harry uparł się, że chce wyjść z łóżka i, gdy zauważył, że się zamyśliłem i nie słucham jego błagań o uwolnienie, wściekł się… i wtedy pomyślałem, że było łatwiej, gdy Harry nie był w ciąży. Akurat wtedy telepatia na chwilę zaskoczyła i to usłyszał i teraz… Merlinie, Severus. On mnie nienawidzi. Myśli, że nie chcę naszych dzieci, że chcę się ich pozbyć. – Na końcu Dracon sam był już bliski łez i Severus w duchu dziękował, że obaj nie są w ciąży. Ślizgon i bez tego wszystko wyolbrzymiał w dramat…
- Uspokój się, Draco – powiedział mężczyzna spokojnie, próbując swoje opanowanie przesłać poprzez więź, by ułatwić to swojemu mężowi. – Po prostu doszło do nieporozumienia, które trzeba wyjaśnić. Wiesz, że Harry z powodu hormonów reaguje teraz dość… żywiołowo.
Draco przytaknął i wziął kilka głębszych oddechów, wyraźnie się opanowując. Uśmiechnął się lekko do Severusa.
- Dzięki i przepraszam, że tak spanikowałem. – Zarumienił się lekko, będąc w końcu zdolnym do logicznego przeanalizowania całej sytuacji.
- Pewnie emocje Harry'ego wpłynęły na ciebie poprzez więź. Będziemy musieli nad tym popracować, żeby nie oszaleć. – Obaj przez chwilę stali cicho w zamyśleniu, zanim nie popatrzyli na zamknięte drzwi od sypialni.
- Sev, mógłbyś…? – Draco wskazał dłonią w stronę drzwi i popatrzył na niego niezręcznie.
- Draco…
- Tylko, wiesz, wybadać grunt i jakoś go udobruchać. – Młodzieniec zrobił słodką błagalną minę i Severus przewrócił oczami.
- Idź na zajęcia. – Westchnął z udawanym poirytowaniem i Draco uśmiechnął się na to szerzej.
- Dzięki. – Podszedł bliżej, objęli się i pocałowali. – Przyjdę w czasie drugiego śniadania.
Severus przytaknął, odsunął się i po chwili zastanowienia, gdy blondyn już się odwrócił i zaczął iść w stronę drzwi, trzepnął go po głowie.
- Au! Za co to? – Popatrzył na starszego czarodzieja z wyrzutem, gładząc włosy.
- Za stresowanie Harry'ego i obgryzanie paznokci. A teraz uciekaj. – Severus uśmiechnął się lekko do niego i poszedł do sypialni. Dlaczego miał wrażenie, że właśnie szedł na spotkanie z rozwścieczonym smokiem? Pewnie Draco nieświadomie wysyłał mu swój niepokój. Znając Harry'ego, głupi Gryfon wpędził już siebie w depresję. Wszedł do sypialni i oparł się o zamknięte drzwi. Jego najmłodszy mąż spał niespokojnie, skulony na krawędzi łóżka i Severus cichutko podszedł do niego. Tak jak się tego spodziewał, na twarzy Harry'ego były ślady łez. Pewnie gdy się obudzi będzie jeszcze dodatkowo poirytowany bólem głowy. Wyjął z szafki nocnej słaby eliksir przeciwbólowy, którego mogły używać osoby w ciąży i usiadł na krawędzi łóżka. Ciemne włosy śpiącego jak zwykle tworzyły jedno wielkie nieporządne gniazdo. Zaczął przeczesywać je palcami, lekko się uśmiechając. Gryfon zamruczał coś pod nosem, a po kilku minutach otworzył nabiegłe krwią oczy. Musiał płakać naprawdę mocno.
- Sev…? – Popatrzył na niego, marszcząc brwi i Severus podał mu fiolkę z eliksirem.
- Na ból głowy – wytłumaczył i młodzieniec z wdzięcznością wypił jej zawartość za jednym zamachem. – Jak się czujesz?
- Dobrze. – Harry powiedział to cicho i nie patrząc na niego. Snape jęknął w duchu. Jego mąż wcale nie czuł się dobrze, ale najwyraźniej chciał zgrywać upartego bohatera cierpiętnika. Myślał, że mieli już to za sobą, jednak najwyraźniej jego stan sprawił, że powróciły jego dawne lęki i niepewności. A cała sytuacja z Draco tylko to pogłębiła.
- Harry, Draco powiedział mi co się stało. – Chłopak spiął się i zaczął uparcie wpatrywać się w punkt gdzieś na podłodze. – Wiesz, że ciebie kochamy, prawda? Kochamy też nasze dzieci.
- Nie prawda. Draco powiedział, że ich nie chce. – W oczach Harry'ego pojawiły się łzy i Severus przytulił go do siebie. Zaczął go głaskać po plecach, mając nadzieję, że to pomoże w uspokojeniu jego męża. Cała sytuacja była niemalże żywcem wyjęta z jakiejś mugolskiej opery mydlanej i miał nadzieję, że uda mu się szybko ją naprawić. Mieli teraz znacznie ważniejsze problemy z Dumbledore'em, Weazleyami i Voldemortem.
- Draco też je kocha, Harry. I chce ich tak samo mocno jak ja czy ty. Tylko wiesz, że czasami potrafi być niecierpliwym idiotą. – Tu jego mąż prychnął z rozbawieniem, ale i tak żywo przytaknął głową, zgadzając się z taką oceną blondyna w stu procentach. – Chciałby, żeby dzieci już były z nami. Żebyś już nie był w ciąży, rozumiesz?
Harry pociągnął nosem i milczał przez chwilę, myśląc. Wtulał twarz w szaty Severusa, więc ten nie mógł sprawdzić, czy jego słowa dotarły do niego we właściwy sposób. Ostatnie czego chciał, to pogorszenie się sytuacji, ponieważ Gryfon zrozumiałby go w jakiś irracjonalnie gryfoński sposób. W końcu młodzieniec przytaknął i zaczął mruczeć o głupich rozpieszczonych Ślizgonach, którzy stresowali swoich ciężarnych mężów, gdy musieli na coś dłużej poczekać. Severus uśmiechnął się pod nosem i pocałował go w roztrzepane włosy. Harry zachichotał niespodziewanie i zarzucił mu dłonie na szyję.
- Seev – zaśpiewał słodkim głosem i zaczął wachlować swoimi długimi rzęsami. Mężczyzna jęknął w duchu. – Wiesz, że cię kocham, prawda?
- Oczywiście. – Mistrz Eliksirów przygotował się na kolejne zdanie chłopaka, które na pewno było jakąś prośbą. – Ale do drugiego śniadania nie wypuszczę cię z łóżka. – Zastrzegł, zanim Gryfon zdążył otworzyć usta.
- Okej. – Wyszczerzył się. – Ale przyniesiesz mi budyń czekoladowy z musztardą i korniszonkami. Teraz.
- Oczywiście. – Severus zmusił się do zachowania spokoju i nie pokazania na twarzy, jak bardzo go taka kombinacja zniesmaczała. Na brodę Merlina, był cholernym Mistrzem Eliksirów. Codziennie miał do czynienia z ohydnymi ingrediencjami, na których wspomnienie większość czarodziejów bladła. Jednak myśl o tym, że jego mąż zje coś takiego tymi ustami, które są tak wspaniałe do całowania… wzdrygnął się i wstał, uwalniając się z objęć Gryfona. – Zamówię to przez kominek i zaraz skrzat ci przyniesie. Powiem też, żeby został z tobą do drugiego śniadania i spełniał twoje polecenia, dobrze?
- Okej. – Harry radośnie wyjął Imiennik z szafki nocnej i usadowił się wygodnie w łóżku, tak jakby przed chwilą wcale nie przeżywał wielkiego kryzysu. Severus odetchnął i szybko przeszedł do salonu. Za niecałe dziesięć minut zaczynał zajęcia.
oOo
Molly Weasley i Dumbledore z niedowierzaniem patrzyli na wyciąg z Gringotta, który dały im gobliny po nieudanej próbie wypłacenia galeonów.
- Co takiego? Jakim cudem ten bękart nagle nie ma ani knuta przy duszy?
o~~o~~o~~o
Taki króciutki rozdzialik, abyście wiedzieli, że nie porzuciłam tego opowiadania i piszę je dalej. Niestety pomiędzy napisaniem poprzednich rozdziałów, a tym co piszę teraz minęło już sporo czasu i mogą pojawić się nieścisłości (nie robiłam żadnych notatek z ważniejszymi wydarzeniami ani niczego takiego). Jeżeli do tego dojdzie będę bardzo wdzięczna, jeżeli je w przyszłości będziecie wypisywać. Pozdrowionka i dzięki, że byliście cierpliwi! :)
