Molly Weasley i Dumbledore z niedowierzaniem patrzyli na wyciąg z Gringotta, który dały im gobliny po nieudanej próbie wypłacenia galeonów.
- Co takiego? Jakim cudem ten bękart nagle nie ma ani knuta przy duszy?
Albus nie mógł się bardziej zgodzić ze słowami Molly, jednak musiał zachować swój wizerunek. Krzyk kobiety zwrócił na nich uwagę również innych klientów banku i ostatnim czego chciał były szkodliwe plotki na jego temat. Szeptem uciszył czarownicę i poprosił goblina o wykaz transakcji sprzed przepisania skrytek na Weasleyów. Goblin wyszczerzył na niego groźnie swoje ostre zęby.
- Nowi właściciele nie mają prawa do wglądu w przeszłość konta, jeżeli nie zostali upoważnieni do tego przez poprzedniego właściciela – oznajmiło stworzenie i Dumbledore zdusił w sobie chęć zaciśnięcia dłoni na kościstej szyi pracownika banku. To, że najwyraźniej wcale nie było mu przykro z powodu niemocy udzielenia pomocy, a nawet miał na twarzy cień satysfakcji, wcale w zachowaniu kontroli nie pomagało. Dyrektor mimo wszystko ukłonił się grzecznie, odwrócił na pięcie i poszedł w stronę kominka. Molly, czerwona na twarzy od gniewu, szła za nim, mrucząc gniewnie pod nosem.
Jak mogło do tego dojść? Tyle lat planowania i manipulacji. Wydawało się, że wszystko idzie po jego myśli, a tu nagle nastał dzień zawarcia więzi i wszystko zaczęło się sypać. Nie dość, że chłopak za jego plecami związał się z kimś zupełnie nieodpowiednim, to jeszcze najwyraźniej przepisał na młodego Malfoya cały swój majątek. Zupełnie tak, jakby… Dumbledore zatrzymał się w pół kroku. Jak mógł tego wcześniej nie zauważyć? To było takie oczywiste. Potter wiedział o ich planach związania go z Weasleyówną. Ktoś musiał zdradzić…
- Albusie? – Wciąż zła Molly wyrwała go z jego nagłego momentu olśnienia i dyrektor popatrzył na nią ze śmiertelną powagą.
- Mamy wśród nas zdrajcę, Molly.
oOo
Draco zorientował się, że coś było nie tak już po chwili od wkroczenia do klasy. Po historii, na którą się spóźnił, poszedł szybko do łazienki, więc dopiero teraz miał okazję na jakąś bliższą interakcję z rówieśnikami. Lekcja jeszcze się nie zaczęła, jednak wszyscy uczniowie byli już w sali zaklęć i zdawali się na niego patrzeć. Część z nich nawet bezwstydnie gapiła się na niego i to w sposób, który zdecydowanie mu się nie podobał. Zwłaszcza od strony członków jego domu, których największą aspiracją było przyłączenie się do Mrocznego Pana. Zerknięcie na Gryfońską część klasy ukazało również wiele wrogich spojrzeń. Nie żeby normalnie był przez nich lubiany, jednak taka wrogość i na dodatek niedowierzanie od strony jego przyjaciół mogły oznaczać tylko jedno. Weasley opowiedział wszystkim o przyczynie nieobecności swojej siostry. Chodzenie ze Złotym Chłopcem by go wykorzystać, a zawarcie z nim małżeństwa to były dwie zupełnie różne rzeczy i wiedział, że jeżeli Pansy i pozostali się o tym dowiedzieli, to nie tylko jego sytuacja, ale również jego rodziny bardzo się utrudni. W czasie zajęć był w miarę bezpieczny, jednak pomiędzy nimi…
- Draco, nigdy nie zgadniesz jakie są najświeższe plotki na twój temat. – Głos Pansy potoczył się po nagle cichej klasie. – Podobno wyszedłeś za mąż za Pottera i wysłałeś Wiewiórę do skrzydła szpitalnego. Nie żebym miała coś przeciwko okaleczaniu tej wywłoki…
Gryfońska część klasy oburzyła się na te słowa. Może i ostatnie zachowanie Ginny nie podobało się zbytnio jej współdomownikom, jednak wciąż cieszyła się sympatią zarobioną przez poprzednie lata. I pomyśleć, że Harry został tak łatwo odrzucony przez Gryfonów, podczas gdy Weasleyówna wciąż i wciąż dostawała nową szansę.
- To co się stało tej idiotce było jej winą, jednak nie powiem by było mi przykro z jej powodu. – Draco odpowiedział, mając nadzieję, że Flitwick zaraz wyjdzie ze swojego gabinetu. Odchrząknął i zmierzył dziewczynę najchłodniejszym spojrzeniem jakim potrafił. – Jeżeli chodzi o Pottera, to nie wydaje mi się, byś miała jakiekolwiek prawo do ingerowania w moje prywatne życie oraz powody moich decyzji.
Na szczęście Flitwick wybrał właśnie ten moment na wkroczenie do sali, głośno prosząc o uwagę. Draco westchnął w duchu. W prawdzie większość jego współdomowników nie należała do radykalnych popleczników Mrocznego Pana, jednak wiedział, że nie miał za bardzo co liczyć na ich pomoc w razie, gdyby do czegoś doszło. Jego jedyni dwaj przyjaciele zapewne będą go wspierać, ale bardzo dyskretnie, aby nie narazić ani siebie, ani swoich bliskich. Wszyscy wiedzieli, że sytuacja jeszcze może się zmienić w zależności od tego jak do najnowszych wieści ustosunkuje się jego ojciec. Wolał nawet nie myśleć o reakcji Mrocznego Pana. Czarnoksiężnik albo każe zabić całą ich rodzinę, albo tylko jego, przy czym Lucjusza na pewno nie ominie runda tortur. Nagle po tylu miesiącach ukrywania znaleźli się w bardzo złym położeniu i chłopak naprawdę nie miał pojęcia jak z tego wybrnąć. Miał nadzieję, że ojciec z Severusem wykombinują coś. Z ponurych rozmyślań wyrwało go ogólne poruszenie. Draco chwycił różdżkę i zacisnął zęby. Zaczynali praktyczną część lekcji i wiedział, że niektóre osoby nie przepuszczą takiej okazji na zorganizowanie mu jakiegoś wypadku.
oOo
- Albusie, może po prostu podsłuchał jedną z naszych rozmów. – Molly Weasley patrzyła na krążącego po pokoju Dumbledore'a. Jej mąż właśnie dotrzymywał towarzystwa Ginny w skrzydle szpitalnym, więc mogli wszystko na spokojnie przeanalizować zanim postanowią podjąć jakieś bardziej zdecydowane kroki. W takich chwilach kobieta czuła się tak, jakby naprawdę była prawą ręką przywódcy Jasnej Strony, a nie tylko jednym z wielu członków Zakonu Feniksa. – Ron i Ginny byli związani magiczną przysięgą, więc nie mogli się wygadać, tak samo jak ja i Artur.
Dumbledore obrócił się na pięcie i stanął twarzą do niej. Wyglądał jakby nagle stał się czegoś świadomy.
- Rozmawialiśmy o tym na Grimmuald, gdy był tam w wakacje i po tym jak przejął oficjalnie kontrolę nad Domem Blacków… - Nie dokończył. Zamiast tego znowu zaczął wydeptywać dziurę w dywanie i myśleć intensywnie. – Chłopak musi być kontrolowany, inaczej wszystko będzie stracone… - mruczał pod nosem.
- Sam widzisz, Albusie. Między nami nie ma żadnego zdrajcy. Powinniśmy się raczej zająć sprawą mojej Ginny i przywrócenia wszystkiego na właściwy tor. – Molly wstała i poszła do aneksu kuchennego by przygotować herbatę. Zawsze lepiej się myślało przy filiżance ciepłego, aromatycznego napoju i ciasteczkach. – Nie mamy pieniędzy na wyleczenie jej blizn. Myślisz, że dałoby radę jakoś ukryć je pod silnym zaklęciem kamuflującym?
Dyrektor zatrzymał się, jednak nie odwrócił w jej stronę. Merlinie, właśnie tracili wszelką możliwą kontrolę nad Potterem, a ta głupia kobieta martwiła się brzydotą swojej córki? Rozumiał więzi rodzinne i tę całą resztę, jednak ważył się tu los całego magicznego świata! Wygląd jakiejś głupiej nastolatki był w tej chwili ich najmniejszym problemem. W tej właśnie chwili Harry mógł podejmować decyzję zrezygnowania z walki u boku Albusa lub nawet mógł posunąć się do tego, że przyłączy się do Voldemorta. W końcu jego mąż był cholernym Ślizgonem i przyszłym Śmierciożercą! Odetchnął głęboko, powstrzymując się przed wybuchem i odchrząknął.
- Być może magia krwi mogłaby trochę je zatuszować, jednak takiego urazu nie da się pokryć całkowicie – powiedział, patrząc na kobietę przez ramię. Ciekawe czy jej uprzedzenia w stosunku do wszystkiego związanego z czarną magią będą miały znaczenie, gdy w grę wchodziła jej własna córka. Albus całkowicie zdawał sobie z tego sprawę, że większość ludzi po jasnej stronie pod tym względem była wielkimi hipokrytami. Jeżeli coś mogło im pomóc w uratowaniu ich życia, lub życia kogoś, kogo kochali, to nagle czarna magia przestawała być strasznie diabolicznie zła. O ile mieli wystarczająco dużo odwagi, rzecz jasna.
- Jaka magia krwi? – zapytała po dłuższej chwili milczenia czarownica. Ha! A jednak. Może gdyby Molly była mugolaczką, nigdy nawet nie pomyślałaby o możliwości skorzystania z tej opcji. Jednak była czystej krwi czarownicą i tak jak wszyscy czystokrwiści od dziecka była uczona, że dobro własnej krwi, własnej rodziny, jest sprawą najważniejszą na całym świecie.
- Amulet z zaklęciem stworzonym na bazie krwi twojej i Artura. Jesteście jej rodzicami, więc dzięki waszej magii będzie można stworzyć osłonę najbardziej kompatybilną z jej magią. – Albus przedstawił jej swoją ideę i usiadł w fotelu by nalać sobie herbaty. Nie musiał nawet patrzeć na twarz Molly by wiedzieć, że kobieta się na to zgodzi i zmusi swojego męża w razie gdyby ten miał jakieś opory. Mimo wszystko postanowił dać jej czas na podjęcie decyzji. – Przemyśl to dobrze, Molly. Porozmawiaj z Arturem. Teraz powinniśmy się zająć problemem kontrolowania Harry'ego.
Czarownica przytaknęła i wypiła łyk herbaty. Była pewna, że Dumbledore miał już w zanadrzu jakiś genialny plan. Może jeżeli go przedstawi i powie na czym oparł jego utworzenie, będą mogli razem dopracować go do perfekcji aby już więcej na ich drodze do zwycięstwa nie pojawił się ani jeden problem.
oOo
Hermiona siedziała samotnie przy jednym z dalszych stolików w bibliotece. Już od kilku dni omijała pozostałych uczniów Hogwartu, a zwłaszcza Gryfonów. Biorąc pod uwagę jej miłość do książek nikt nie widział niczego dziwnego w jej ciągłym przesiadywaniu w bibliotece. Dziewczyna szczyciła się tytułem najbystrzejszej czarownicy swojego pokolenia. Miała najlepsze oceny w szkole i była ulubienicą profesorów. Z wyjątkiem profesora Snape'a, ale ten był dupkiem, który nie lubił nikogo, kto nie był Ślizgonem. Od dnia ujawnienia się Harry'ego i Malfoya, Hermiona ciągle myślała i analizowała wszystko co się wokół niej działo. Po rozmowie z profesor McGonalgall i Dumbledore'em, zaczęła zauważać coś dziwnego. Zresztą sama rozmowa z dorosłymi przeszła według niej dziwnie. Z niewyjaśnionego dla niej powodu czuła się tak, jakby zdradziła wszystkich dookoła, donosząc na zakochanych chłopaków. Ale przecież nie doniosła, prawda? Przedstawiła tylko swoje spostrzeżenia osobom, dla których dobro uczniów było najważniejsze. Jednak…
Profesor Dumbledore wcale nie zachował się tak, jak tego po nim oczekiwała. Tak, spodziewała się, że zostanie odesłana z kwitkiem, jednak coś w jego oczach i doborze słów sprawiło, że Gryfonka przestała być taka pewna słuszności swojego postępowania. Zamiast tego zaczęła wszystko jeszcze raz analizować chłodnym okiem logiki. A ponieważ była perfekcjonistką, zaczęła od pierwszego spotkania Harry'ego, Malfoya, Weasleyów oraz Dumbledore'a. Sporządziła nawet usystematyzowane grafiki i dokładnie rozpisane szablony zachowań. Przypuszczała, że gdyby jakiś Ślizgon zobaczył jej pracę, to dostałby zawału serca widząc jak bardzo to wszystko było… ślizgońskie. Hermiona nigdy tego nikomu nie powiedziała, jednak Tiara Przydziału przez chwilę zastanawiała się, gdzie ją umieścić. Rozważała głównie pomiędzy Gryffindorem i Ravenclawem, jednak w pewnym momencie przyznała, że gdyby dziewczyna była chociaż półkrwi, to śmiało wysłałaby ją do Slytherinu. Ponieważ chciała się wykazać. Chciała pokazać, że może być najlepsza ze wszystkich. Jednak była mugolaczką, a wysłanie kogoś takiego do Slytherinu było niczym skazanie na śmierć. Tiara nie chciała mieć jej na sumieniu.
Teraz Hermiona pierwszy raz w życiu wykorzystywała swój genialny umysł do zobaczenia tego, co wiedziała, że było gdzieś na widoku ukryte. Wyniki końcowe wcale się jej nie podobały. Wyglądało na to, że popełniła bardzo poważny błąd. Dała się nabrać tak jak ci wszyscy idioci, którzy nie mieli wystarczająco dużo szarych komórek, by samemu zrozumieć czytany rozdział w podręczniku eliksirów.
Jeszcze nigdy w życiu nie czuła tak wielkiego wstydu.
o~~o~~o~~o~~o
Dzięki Ci Leeni za wypisanie błędów :) Rozdział 13 mamy za sobą. Ktoś kiedyś mnie zapytał ile planuję rozdziałów. Na początku planowałam 20 lub 21, ale biorąc pod uwagę to, że nowe są dość krótkie w porównaniu ze starymi, ta liczba na pewno wzrośnie. Dzięki bardzo za komentarze! W kolejnym rozdziale pierwsze spotkanie z teściową... *evil*
