Ciszę przerwał Draco.

- Rozmawialiście już o pogłębieniu więzi?

Narcyza zarumieniła się lekko i posłała karcące spojrzenie w stronę swojego syna. Harry uznał, że najwyraźniej taki temat był odrobinę zbyt bliski intymnej sfery życia aby być poruszanym w trakcie pogawędki przy obiedzie. Nawet jeżeli rozmówcami była najbliższa rodzina.

- Tak, Draconie, rozmawialiśmy już o tym zanim do nas dołączyliście. – Lucjusz mu odpowiedział. – Jednak jeszcze wszystkiego nie omówiliśmy.

Następnie wszyscy zaczęli omawiać plany ukrycia się w siedzibie Malfoyów pod ochroną Fideliusa i Harry skupił się na jedzeniu, aby nie można było poznać po jego minie, że omawiany plan nie był tak do końca prawdziwy. Jeżeli Draco zauważył jego małomówność, to zwalił to na obecność Narcyzy i wrodzoną nieśmiałość swojego męża. Ślizgoński prefekt uśmiechnął się pobłażliwie, widząc jak Harry podrzuca Severusowi swoje brokuły, a podbiera mężczyźnie fasolkę. Nie było to zachowanie poprawne przy stole, jednak wiedział, że wszyscy wybaczą je ciężarnemu Gryfonowi. Poza tym, to jak Mistrz Eliksirów udawał, że tego nie zauważa było całkiem… słodkie. Draco przytaknął swojemu ojcu, gdy ten powiedział, że jutro przyniesie im świstokliki, z którymi mają się nie rozstawać. Czuł naprawdę wielką ulgę na myśl o tym, że najdalej za tydzień będzie już bezpiecznie w domu ze swoją rodziną. Wiedział, że nie byłby w stanie dłużej wytrzymać ze swoimi domownikami. Zwłaszcza, gdyby w końcu postanowili wziąć się za niego na poważnie. Owszem, zdawał sobie sprawę z tego, że nie mogli ot tak odciąć się całkowicie od wojny. Harry pełnił w niej zbyt ważną funkcję. Jednak uważał, że przynajmniej na czas ciąży i połogu jego mąż powinien być przed nią jak najlepiej chroniony. Głos jego matki przedarł się przez jego myśli.

- … był takim słodkim maleństwem – gruchała Narcyza do Harry'ego, wyraźnie zachwycona. Draco skrzywił się, domyślając, że jest głównym tematem ich rozmowy. – Jego białe włoski układały się w loczki niczym u cherubinka i miał chyba najbardziej błękitne oczy jakie widziałam u dziecka. I te zdrowo zaróżowione, pulchne policzki! Wszyscy myśleli, że jest dziewczynką i często wplatali mu we włosy różowe wstążeczki. Bardzo to lubił.

Draco jęknął czerwony na twarzy, podczas gdy jego mama westchnęła, a Harry zachichotał. Severus i Lucjusz nie zwracali na nich uwagi, zajęci jakąś przyciszoną rozmową w swoim kącie stołu.

- Koniecznie muszę pokazać ci wszystkie jego zdjęcia i portrety, Harry. Tyle wspomnień mojego maleńkiego skarbu. Pamiętam jak miał cztery latka, uparł się, że chce na przyjęcie urodzinowe być ubranym jak księżniczka, ponieważ usłyszał gdzieś, że królewicz i rycerz są zbyt barbarzyńscy. On chciał być wyegzaltowaną pięknością, która będzie czekać aż brutale zrobią za niego brudną robotę. Pamiętam, że wszystkie dziewczynki patrzyły wtedy na niego z zazdrością. Był najśliczniejszą księżniczką na balu…

- Wiele od tamtego czasu się nie zmieniło. – Harry uśmiechnął się do Narcyzy, chichocząc razem z nią. – Draco wciąż jest najpiękniejszy w okolicy i nie chce brudzić sobie rączek, nawet jeżeli nie ubiera się już jak dziewczyna.

Draco nie wiedział czy powinien czuć się połechtany komplementem, czy raczej zirytowany podtekstem. Zdecydował się znaleźć pocieszenie w tym, że nie był najbardziej dziewczęcy w ich małżeństwie. Jak nie patrzeć to Harry był w ciąży, a nie on. Gryfon zdał się usłyszeć jego myśli, ponieważ niespodziewanie posłał mu mroczne spojrzenie. Blondyn na wszelki wypadek uśmiechnął się przepraszająco. Wkrótce talerze zniknęły, zastąpione pucharkami z lodami i owocami i nawet się nie obejrzeli, a już starsi Malfoyowie zaczęli się zbierać do wyjścia.

- Mam jeszcze dziś dużo do roboty. – Severus popatrzył znacząco na stos esejów leżący na stoliku pod ścianą, gdy Lucjusz zapytał go o plany na wieczór. – Jutro razem porozmawiamy znów z Dumbledore'em i powiemy mu to, co uzgodniliśmy.

Starszy Malfoy przytaknął, uśmiechając się chytro. – Zobaczymy czy staruszek chwyci przynętę.

oOo

Dumbledore krążył po swoich komnatach, zerkając co raz na mieniącą się kulę. Harry musiał być pod kontrolą, inaczej wszystko przepadnie, ale nie mógł zrobić praktycznie niczego, dopóki nie miał większej ilości informacji. Albus wiedział oczywiście, że młody Malfoy był teraz w kwaterach Severusa tak samo jak jego rodzice. W końcu to on nadzorował wszystkie połączenia siedzi Fjuu w Hogwarcie. Kazał Mistrzowi Eliksirów trzymać chłopców z daleka od siebie, jednak może z obecnej konfrontacji wyjdzie coś dobrego. Chociaż niepokoiło go to, że najwyraźniej Severus dał wolny dostęp Draconowi do swoich prywatnych kwater. Zresztą młody Malfoy dzisiejszego dnia bardzo często korzystał z wewnętrznej sieci Fjuu. Nie było to zabronione, jednak uczniowie normalnie nie korzystali z niej do poruszania się między klasami o ile nie mieli pozwolenia od swojego Opiekuna Domu. Dlaczego Severus miałby dawać blondynowi pozwolenie na coś takiego? Czyżby jego Ślizgoni dowiedzieli się o „zdradzie" ich kolegi? Jeżeli tak… to Lucjusz będzie miał dodatkowy powód do jak najszybszego naprawienia tej sytuacji.

Może już wkrótce chociaż część jego problemów się rozwiąże?

Znów spojrzał na błyszczącą kulę, która stała w jednej z przeszklonych gablotek. Musieli to wszystko naprostować.

oOo

Hermiona obudziła się i przetarła zaspane oczy. Znowu poszła wczoraj późno spać i długo nie mogła zasnąć zbyt zajęta kłębiącymi się w jej głowie myślami. Dziewczyny już krzątały się po dormitorium, jednak nie zwracały na nią uwagi. Nie żeby jej to przeszkadzało jakoś specjalnie. Od początku nie potrafiła znaleźć z nimi wspólnego języka i już dawno ustaliły, że nie będą sobie wchodzić w drogę, pozwalając żyć sobie swoim własnym życiem. Tak właściwie Hermiona nie miała przyjaciół wśród dziewczęcej części Gryfonów. Kiedyś uważała Ginny za swoją przyjaciółkę nawet, jeżeli dziewczynka była chwilami zbyt nie dojrzała jak na jej standardy. Jak ktoś z taką liczbą rodzeństwa mógł wyrosnąć pod tak grubym kloszem, to się jej nie mieściło w głowie. Jednak przyjaźniła się z nią, ponieważ była młodszą siostrą Rona, który przecież był jej drugim najlepszym przyjacielem. Zaprzyjaźnienie się z jego jedyną siostrą wydawało się naturalnym posunięciem. Hermiona ubrała się w szkolną szatę, uczesała włosy w miarę uporządkowany kok, narzuciła torbę na ramię i opuściła dormitorium, schodząc po jego zaczarowanych schodach. Teraz nie miała żadnych przyjaciółek wśród Gryfonek, a o chłopięcej części mieszkańców Wieży zazwyczaj starała się nie myśleć. Do niedawna miała wśród nich dwóch wspaniałych przyjaciół, chociaż Ron od zawsze ją irytował. W prawdzie jej mama zawsze powtarzała, że kto się lubi, ten się czubi, ale… zawsze było jakieś ale.

Wyszła sama z Wieży i skierowała się w stronę Wielkiej Sali na śniadanie.

Ostatnio chyba aż za dużo o tym myślała. Ron się tak bardzo zmienił, zupełnie jak jego siostra. Dumbledore się zmienił, Harry się zmienił. Miała wrażenie, że tylko ona się nie zmieniała, ciągle trwając w tym samym miejscu wśród książek, w jej sanktuarium. W końcu wiedza nie mogła cię skrzywdzić, prawda?

Harry. Harry i Malfoy… Draco. Chłopak, którego od wielu lat uważała za swojego najlepszego przyjaciela, który był jej pierwszym prawdziwym przyjacielem. I Snape. Snape, który zawsze uprzykrzał życie uczniom, a w szczególności Gryfonom o nazwisku Potter. Który nagle opiekował się teraz jej najlepszym przyjacielem. Harry… Draco… Snape…

Hermiona prawie wpadła na drzwi do Wielkiej Sali, gdy w jej głowie pojawiła się niespodziewanie zupełnie irracjonalna idea… która stała się dość prawdopodobną zanim dziewczyna zajęła swoje zwyczajne miejsce przy stole Gryffindoru.

Harry, Draco… i Snape.

Kto się czubi, ten się lubi, czyż nie?

oOo

- Jak długo mam być uwięziony tutaj? – Harry znowu miał zły humor i żadne ilości czekoladowego puddingu i podsmażanej cebulki nie mogły tego naprawić. Siedział na kanapie, patrząc jak jego mężowie szykują się do wyjścia na zajęcia i nic nie mógł poradzić na to, że czuł się przez to jakiś taki… odrzucony. Nie żeby jakoś specjalnie chciało mu się iść na lekcje i zmierzyć się z nieprzychylnymi spojrzeniami, a nawet wrogim zachowaniem niektórych osób, jednak nie podobało mu się zostawanie samemu w komnatach. Owszem, miał zajęcie, a nawet dość dużo, ponieważ stos esejów i nieopracowanych jeszcze lekcji tworzył dość pokaźną kompozycję na stoliku przy kanapie, jednak to tylko pogarszało jego nastój.

- Tak długo jak będzie trzeba. – Severus narzucił na siebie wierzchnią szatę i podszedł do niego, by pocałować go na pożegnanie. Po chwili również Draco cmoknął go w usta. – Zajmiesz się czymś pożytecznym i zobaczysz, że czas ci bardzo szybko minie.

- Ta, jasne. – Harry popatrzył na stos prac domowych spojrzeniem, jakim normalnie obdarza się oślizgłą pijawkę. – Wiecie, że ciągłe siedzenie w czterech ścianach jest niezdrowe.

Draco pomachał mu i uciekł z komnat, jak zwykle zostawiając Severusa samego by sobie z nim poradził. Pierwszymi zajęciami blondyna były dziś eliksiry i na pewno miał zamiar czekać po wejściem do ich komnat by pójść na nie razem z ich starszym mężem. Severus zacisnął nieco usta, patrząc za blondynem, po czym znów zwrócił się do Harry'ego.

- Tutaj jesteś bezpieczny, Harry. Wiem, że możesz się przemęczyć jeszcze te kilka dni w zamknięciu – powiedział mężczyzna, patrząc na niego poważnie. – Gdy Dumbledore już będzie przekonany, że rozwiązał problem z Draco, będziesz miał trochę więcej wolności, zgoda?

Harry uśmiechnął się do niego przepraszająco. – Zgoda. I przepraszam, że tak marudzę. Wiem, że staracie się mnie chronić i w ogóle. Będzie łatwiej, gdy już obaj będziemy pewni, że Draco jest bezpieczny.

Kącik ust Severusa uniósł się lekko ku górze w czymś na kształt uśmiechu i po ponownym pocałunku Mistrz Eliksirów wyszedł, zostawiając go samego. Harry przez długą chwilę wpatrywał się w zamknięte przejście, po czym w ogień płonący wesoło na kominku. Nie miał najmniejszej ochoty na odrabianie lekcji, a cisza w komnatach robiła się coraz bardziej depresyjna. Wstał z kanapy i zaczął przemierzać komnaty w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby tę ciszę wypełnić. W kuchni na półce z płatkami śniadaniowymi, które tak bardzo lubił Draco, znalazł schowane w głębi małe radio. Było mocno zakurzone, a z anteny zwisała pajęczyna. Podekscytowany znaleziskiem wyjął je i zaczął czyścić szmatką. Doprowadził je do porządku i wrócił do swojego miejsca na kanapie, zastanawiając się w jaki sposób się je uruchamiało. Ustawił radio na wolnym kawałku stolika i po chwili namysłu stuknął o nie różdżką. Radio od razu zaświeciło się i zaczęło wydawać z siebie szmery i piski. Po kilku minutach walki z pokrętłami, Harry w końcu znalazł stację, która była bez większych zakłóceń i wsłuchał się w spokojne tony utworu granego przez orkiestrę. Nigdy wcześniej nie słyszał tej melodii i nie była ona jakoś specjalnie porywająca, jednak dzięki niej nie czuł się już aż tak bardzo samotny. Z uśmiechem zabrał się za czytanie rozdziału podręcznika od zaklęć.

oOo

Hermiona pierwszy raz w życiu tak mało uwagi poświęcała swojemu eliksirowi. Wciąż robiła go dobrze, jednak nawet nie było to blisko to jej normalnego poziomu. Pracowali dziś w parach, ale ponieważ nie było Harry'ego liczba uczniów była nieparzysta i ona została sama. Nie żeby jej to jakoś specjalnie przeszkadzało. Wolała robić wszystko sama niż jeszcze pilnować czy jej idiotyczny partner nie robi jakichś karygodnych błędów. Hermiona dodała do eliksiru trzy suszone figi i zamieszała go delikatnie trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jej spojrzenie samo powędrowało do stojącego przy katedrze Mistrza Eliksirów, a następnie do obierającego strączki Malfoya. To, że profesor i Ślizgon byli ze sobą bliżej niż było uznawane za normę, wiadomo było już od pierwszych dni w Hogwarcie. Malfoy zawsze był ulubieńcem swojego Opiekuna Domu i trudno było tego nie zauważyć. Krążyły nawet plotki o tym, że Snape był jego ojcem chrzestnym i to dlatego byli ze sobą tak blisko. Hermiona nigdy nie miała problemu z uwierzeniem w nie. Profesor faworyzował Malfoya tak bardzo, jak gnębił Harry'ego. Można było nawet powiedzieć, że im bardziej go gnębił tym lepiej Malfoy był traktowany. Tak jakby zawsze próbował zachować między nimi jakąś dziwaczną równowagę.

Ostatnio Ślizgoni nie byli już tak zwarci jak zwykle. Malfoy wyraźnie stał się wyrzutkiem, ale mimo wszystko profesor Snape wciąż traktował go lepiej niż pozostałych mieszkańców domu węża. Być może tylko wyraźna ochrona Snape'a była jedyną rzeczą, która trzymała Malfoya z dala od ciągłych wizyt w skrzydle szpitalnym. Hermiona aż za dobrze wiedziała jak okrutni potrafili być Ślizgoni, gdy obrali sobie kogoś na ofiarę. Zresztą nie tylko oni. Gryfoni również nie pozostawali tak daleko w tyle, chociaż ich metody nie były aż tak subtelne.

Hermiona skończyła swój eliksir i usiadła by poczekać do końca zajęć. Jeżeli wszystko, czego się domyśliła było prawdą, to chciała pomóc chłopcu, który stał się jej pierwszym przyjacielem. Jej wcześniejsze zachowanie było okropne, jednak miała nadzieję, że może kiedyś jej wybaczy. A nawet jeżeli nie, to spróbuje pomóc mu z daleka.

Lekcja w końcu się skończyła i wszyscy oprócz Malfoya i Snape'a wyszli z sali. Hermiona narzuciła torbę na ramię i, po zebraniu swej gryfońskiej odwagi, podeszła do Mistrza Eliksirów.

- Coś się stało, panno Granger? – Snape zapytał z wyczuwalną dozą niechęci w głosie.

- Zastanawiałam się czy mogłabym odwiedzić Harry'ego – wypaliła, w zdenerwowaniu zupełnie zapominając o tytułach grzecznościowych. Malfoy popatrzył na nią ostro, jednak twarz Snape niczego nie zdradzała.

- I dlaczego miałabyś przyjść z tym do mnie, panno Granger?

Hermiona popatrzyła przez chwilę na obserwującego ją uważnie blondyna, czując się trochę jak sarenka, która nagle znalazła się w jamie pełnej wilków.

-Wiem, że to, co poopowiadał wszystkim Ron to są kłamstwa. Ginny jest w skrzydle szpitalnym, jednak Harry'ego tam nie ma i słyszałam, że jest pod pana opieką. Zaczęłam wszystko analizować i pomyślałam… - Hermiona zawahała się, nie wiedząc ile powinna zdradzić ze swoich domyśleń. Co mogli jej zrobić, jeżeli okaże się, że jest w błędzie? Wyśmiać ją? Wzięła głęboki oddech. – Profesorze, trzeba być ślepym by nie zauważyć jak bardzo poważny jest związek między Harry'm i Malfoyem… i panem.

o~~o~~o~~o~~o

OMG! Hermiona poskładała w końcu wszystko do kupy. Zajęło jej to trochę czasu, oj zajęło. I co teraz zrobią nasi Ślizgoni? Czy to znaczy, że niedługo również i Dumbledore się wszystkiego domyśli? I dlaczego Voldemort tak cicho siedzi i nic nie robi?