Hermiona zawahała się, nie wiedząc ile powinna zdradzić ze swoich domyśleń. Co mogli jej zrobić, jeżeli okaże się, że jest w błędzie? Wyśmiać ją? Wzięła głęboki oddech. – Profesorze, trzeba być ślepym by nie zauważyć jak bardzo poważny jest związek między Harry'm i Malfoyem… i panem.
Snape prychnął, wyraźnie rozeźlony, podczas gdy wyraz twarzy Draco stał się jeszcze bardziej zacięty.
- Nie wiem, co sobie ubzdurałaś w tej swojej głowie, panno Granger, jednak zapewniam cię, że nie jestem w żadnym niestosownym związku – Mistrz Eliksirów wysyczał i Hermiona prawie mu uwierzyła. Jednak wiedziała, że nie mogła się aż tak bardzo pomylić. Nawet jeżeli nie był to „niestosowny" związek, to na pewno jakiś między nimi był.
- Oczywiście, że nie jest pan z nimi w niestosownym związku. Regulamin nie zabrania ich, jeżeli uczeń jest pełnoletni… poza tym nie obchodzi mnie to tak bardzo. Jeżeli Harry kocha was i jest z wami szczęśliwy to nie wydaje mi się by ktoś miał prawo się w to wszystko mieszać. – Harmiona uśmiechnęła się lekko do wpatrującego się w nią uważnie profesora. Usłyszała jak Malfoy przeszedł na tył klasy i zaklęciem zamknął drzwi. – Chcę tylko wiedzieć, czy z nim w porządku. I czy mogę jakoś pomóc. Harry był moim pierwszym prawdziwym przyjacielem i jeżeli mogę jeszcze jakoś uratować tę przyjaźń to zrobię wszystko by tego dokonać.
W pracowni przez dłuższą chwilę panowała cisza, a przynajmniej tak się wydawało Hermionie. W rzeczywistości Severus i Draco prowadzili bardzo żywą dyskusję telepatycznie. W końcu zdecydowali zapytać o zdanie Harry'ego.
-Harry, Granger tu jest. – Głos Dracona zabrzmiał niespodziewanie w głowie Gryfona, gdy ten nucił sobie pod nosem jedną z zasłyszanych w radiu piosenek. – Dlaczego twoje myśli są pełne jakiejś idiotycznej melodii? Zresztą nie ważne… Granger chce się z tobą spotkać.
Harry zmarszczył brwi. Dlaczego Hermiona miałaby chcieć się z nim spotkać? Po tym jaka była przez cały ten czas nagle zdecydowała się z nim porozmawiać? Jakoś nie potrafił uwierzyć w to, że robiła to z czystej dobroci serca. Nie ufał już jej tak jak kiedyś. Jego mężowie musieli usłyszeć te myśli, ponieważ Severus odpowiedział.
- To całkowicie zrozumiałe, Harry. Z tego co widziałem w jej umyśle, dziewczyna szczerze chce się zrehabilitować i bardzo zależy jej na waszej przyjaźni.
Gryfon był tym trochę zaskoczony.
- Nie wie co się dokładnie stało, ale jest pewna, że Weasley nie mówi prawdy.
Może rozmowa z nią nie była aż tak złym pomysłem? Jeżeli chłopak miał być ze sobą szczery, to tęsknił trochę za nią i wszystkimi radosnymi chwilami, które razem spędzili. Może jeżeli istniał sposób na toby upewnić się, że Hermiona nie będzie mogła ani świadomie ani nieświadomie ich zdradzić, to mogliby z czasem znów być bliżej. Jak nie patrzeć każda pozytywnie nastawiona do niego osoba w Hogwarcie była potrzebna. Każde wsparcie się przyda w walce z Dumbledore'em, Weasleyami i Voldemortem…
- Możemy kazać jej złożyć Przysięgę. Skoro zadeklarowała, że zrobi wszystko by uratować waszą przyjaźń…
Harry prawie zobaczył oczami wyobraźni jak Draco wzrusza ramionami mówiąc to. Uśmiechnął się lekko i zgodził na tę propozycję. Po dłużących się minutach Severus poinformował go, że Hermiona przyjdzie z nimi w czasie obiadu.
oOOOo
- Harry, tak się cieszę, że nic ci nie jest. – Hermiona uśmiechała się do niego, a jej oczy uważnie szukały jakiejkolwiek wskazówki, że jednak z jej przyjacielem było coś nie tak. Jednak niczego nie znalazła poza jego zamkniętym wyrazem twarzy i jej uśmiech nieco zbladł. Severus usiadł na swoim ulubionym krześle, a Draco podszedł do kominka by zamówić w kuchni obiad dla czterech osób.
- Ee… dzięki…? – Chłopak naprawdę nie wiedział za bardzo jak powinien się teraz zachować. Gryfonka złożyła przysięgę i teraz musiała być lojalna wobec niego. Widać też było, że bardzo chciała mieć go znów jako swojego przyjaciela. Jej spojrzenie nawet przypominało trochę spojrzenie Zgredka, chociaż to porównanie naprawdę było nie na miejscu i Harry skarcił się w myślach za nie. Na szczęście w tej chwili jedzenie pojawiło się na stole i miał okazję zająć się czymś innym.
- Po obiedzie będę musiał udać się do dyrektora – oznajmił Severus, przerywając niezręczną ciszę po tym, gdy już wszyscy powiedzieli sobie smacznego. Harry przytaknął, jednak posłał swojemu najstarszemu mężowi zaniepokojone spojrzenie. Wiedział, że Mistrz Eliksirów potrafił o siebie zadbać, jednak gdy w grę wchodziło spotkanie z Dumbledore'em lub Voldemortem, zawsze czuł się tak, jakby miał duszę na ramieniu do czasu aż nie upewnił się, że z jego mężem wciąż było wszystko w porządku po tym jak do nich wracał.
- Um… profesor Dumbledore również chciał, żebym w najbliższych dniach go odwiedziła. – Przyznała dziewczyna, przyciągając na siebie ich uwagę. – Miałam nadzieję, że może powie mi co się stało między Harry'm i Weasleyami, jednak najpierw chciałam się z wami zobaczyć. Nie jestem pewna… czy w tej sprawie dyrektor jest godny zaufania.
- Dumbledore w żadnej sprawie nie jest godny zaufania, Granger – zadrwił Draco i Harry kopnął go lekko pod stołem, by się zachowywał. Może i nie był już tak blisko z Hermioną jak kiedyś, jednak nie oznaczało to, że powinni źle traktować kogoś, kto był u nich gościem.
- Hermiono, Dumbledore praktycznie sprzedał mnie Weasleyom jako niewolnika. – Granger upuściła w szoku widelec. Patrzyła na niego z niedowierzaniem i praktycznie usłyszał, gdy w jej głowie pojawiło się „Ale przecież oni nie mają żadnych pieniędzy!". – Cały mój majątek miał zostać rozdzielony między Dumbledore'a i Weasleyów, a ja miałem wejść w związek, w którym Ginny mogła wszystko, a ja nic. Musiałbym robić wszystko, co by mi kazała ona oraz Dumbledore.
- Słodki Merlinie… - Hermiona zakryła usta dłonią w przerażeniu.
- Gdy podsłuchałem ich rozmowę o tym, miałem już dwóch narzeczonych i to wszystko tylko przyspieszyło to, co zrobilibyśmy po zakończeniu szkoły. – Wzruszył ramionami. Dużo z tego było już starą złością i dyrektor już praktycznie nic nie mógł im zrobić. Wszystko zrobili zgodnie z prawem i jedyne co im zostało, to przetrzymać do końca wojny. Gdy już pokonają Voldemorta, będą mogli zdyskredytować i pozbyć się Dumbledore'a. Niestety na razie staruszek był potrzebny jako ikona i przywódca jasnej strony.
- Ron mówił o tym, że wystawiłeś jego siostrę do wiatru i dlatego więź was pokarała. Że złamałeś umowę małżeńską pomiędzy waszymi rodzinami i przez to wszystko straciłeś, nawet nazwisko... Naopowiadał naprawdę okropne rzeczy o tobie, Harry. – Hermiona pokręciła głową smutno, ale po tym uśmiechnęła się do niego ciepło. – Ale najważniejsze jest to, że udało ci się wyjść z tego obronną ręką i jesteś szczęśliwy. Bo jesteś szczęśliwy, prawda?
Harry odpowiedział jej uśmiechem. – Oczywiście, że tak. W prawdzie Dumbledore cały czas próbuje mnie i Draco rozdzielić, jednak czuję, że wojna już niedługo się skończy i będziemy mogli odpłacić mu się pięknym za nadobne.
- W razie czego zawsze możecie liczyć na moją pomoc. – Gryfonka oznajmiła im uroczyście.
- Myślę, że skorzystam z tej oferty jeszcze dzisiaj, panno Granger. – Severus zmierzył ją uważnym spojrzeniem, jakby oceniając czy sobie poradzi z tym, co miał na myśli. – Pospiesz się z jedzeniem. Muszę cię odpowiednio przygotować przed spotkaniem z dyrektorem.
Harry i Draco wymienili spojrzenia. Ciekawe jaki pomysł tym razem wykiełkował w genialnym umyśle ich męża.
oOOOo
Hermiona czuła się trochę zamroczona i odcięta od otaczającej jej rzeczywistości. Przypominało to trochę skutki jakiegoś zaklęcia kontrolującego umysł, jednak wciąż miała pełnię władzy nad swoim ciałem i myślami. Profesor Snape zrobił coś zupełnie innego. Wydzielił niewielką część jej „normalnych" myśli, umieszczając ją z przodu umysłu, a resztę otoczył bardzo potężną barierą. Wytłumaczył, że zbudował ją z tych wszystkich słowników, które przeczytała w swoim życiu. Przynajmniej mieli pewność, że nikt nie będzie w stanie się przebić przez taki ogrom informacji. Na dłuższą metę takie zabezpieczanie umysłu mogło doprowadzić podmiot do szaleństwa lub rozszczepienia jaźni i dlatego nie było to powszechnie stosowane. I Ministerstwo uznawało tę sztuczkę za czarną magię, całkowicie jej zakazując. Jednak profesor Snape posunął się o krok dalej i zaimplantował jej kilka swoich własnych wspomnień, do których nie miała dostępu, jako, że były „na zewnątrz" jej umysłu. Było to kilka urywków, które sam będzie wywoływał w trakcie rozmowy. Ponieważ dziewczyna była praktycznie odcięta od pokazywanych Legilimentom myśli, była też w stanie wyczuć nawet najdelikatniejsze próby wejścia, widząc je z perspektywy osoby trzeciej. Gdyby nie zamroczenie, była pewna, że właśnie z całych sił próbowałaby to wszystko w swojej głowie zanalizować, a tak poświęcała całą swoją uwagę na nadążaniu za tym, co się wokół niej działo.
- Lukrowane pierniczki. – Profesor Snape powiedział hasło i chimera odskoczyła, ukazując przejście i kręcone schody wiodące do gabinetu dyrektora. Dziewczyna zawahała się trochę na nich, na chwilę tracąc równowagę, gdy ruszyły, jednak na szczęście udało się jej nie upaść. Wcale się nie dziwiła, że nikt nie był skory do korzystania z tego typu zabezpieczeń umysłu, chociaż opanowanie Oklumencji było bardzo trudnym zadaniem.
- Ach, witajcie, witajcie. – Profesor Dumbledore przywitał ich radośnie, chociaż widać było, że był zaskoczony ich wspólnym przybyciem.
- Dobry wieczór, dyrektorze.
- Gdy Panna Granger była dziś w odwiedzinach u pana Pottera, wspomniała o tym, że zapraszał ją pan do siebie i pomyślałem, że moglibyśmy odbyć tę rozmowę razem. – Mistrz Eliksirów zajął jedno z krzeseł stojących przed biurkiem i Hermiona szybko podążyła w jego ślady, siadając na sąsiednim.
- Doprawdy? – Dyrektor spróbował poczęstować ich swoim zwyczajowym cytrynowym dropsem, jednak oboje odmówili, co nie było czymś niezwykłym. – Więc dowiedziałeś się czegoś nowego, Severusie?
- Lucjusz zabierze Dracona w ten weekend ze szkoły – oznajmił Snape i dziewczyna miała wrażenie jakby z barków starca spadł olbrzymi ciężar. – Uważamy, że zmiana otoczenia i towarzystwa dobrze mu zrobi.
- Oczywiście, mój drogi chłopcze. To całkowicie zrozumiałe. – Dumbledore uśmiechnął się lekko do nich i Hermiona zmarszczyła brwi, czując jak słowa same wchodzą jej na usta. O tym profesor Snape jej nie poinformował.
- To dlatego Harry wyglądał na tak przybitego. – Dziewczyna poczuła lekkie nacisk, jakby ktoś przykładał jej palec do czoła, następnie do skroni… Błękitne oczy dyrektora wpatrywały się w nią uważnie i poczuła jak rośnie w niej gniew. Ten stary piernik nie miał prawa grzebać jej w umyśle, gdy tylko to mu się żywnie podobało! – Nie lubię Malfoya, jednak naprawdę jego ojciec musi to robić? Harry się załamie… zwłaszcza, że przypuszcza, że może być w ciąży!
Palec popukał ją jeszcze przez chwilę, po czym ucisk zniknął.
- Obawiam się, że to konieczne, panno Granger – Dumbledore powiedział, smutno kiwając głową. Splótł swoje pomarszczone dłonie na biurku i oparł się o nie. – Podejrzewaliśmy, że ciąża może wchodzić w grę, jednak miałem nadzieję… - Westchnął. – Na szczęście pan Potter ma takich wspaniałych przyjaciół jak pani, panno Granger i jestem pewien, że jakoś przez to przebrnie.
Hermiona przytaknęła, spuszczając wzrok na swoje kolana. Wcale nie była taką dobrą przyjaciółką, jednak była gotowa zrobić wszystko aby to naprawić, nawet jeżeli było to niezgodne z jej dotychczasowymi zasadami typu „zawsze ufaj starszym, ponieważ oni wiedzą lepiej". W gabinecie zapadła cisza, którą, po jakiejś minucie rozmyślań, przerwał dyrektor.
- A wiadomo już co z więzią, Severusie?
Hermiona podniosła głowę, by razem z dyrektorem popatrzyć na Mistrza Eliksirów. Harry miał naprawdę wielkie szczęście mając go za swojego męża. Mężczyzna był silny i inteligentny i gotowy poświęcić praktycznie wszystko dla dobra swojej rodziny. Miała wrażenie, że każdy z nich zrobiłby wszystko dla dwóch pozostałych i trochę im tego zazdrościła. Mogła mieć tylko nadzieję, że kiedyś też znajdzie sobie taki ideał.
- Obaj milczą, jednak jestem pewien, że gdy tylko Lucjusz uzyska pełny dostęp do Dracona, znajdzie sposób na wyciągnięcie z chłopaka wszystkiego.
Dumbledore przytaknął na to, z pewną dozą satysfakcji. Sam nie mógł wiele zrobić, jednak wątpił czy Malfoy będzie miał wielkie opory przed zastosowaniem czarno magicznych rytuałów by pozbyć się tej niechcianej więzi. W końcu zaczynał widzieć, że wszystko mogło się jeszcze dobrze ułożyć.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, by panna Granger często odwiedzała pana Pottera, Severusie? Chłopak będzie teraz potrzebował każdego wsparcia…
Profesor Snape skrzywił się wyraźnie na to, jednak zgodził pod warunkiem, że nie będą się pałętali po jego kwaterach, tylko siedzieli u Pottera w pokoju. Hermiona nawet nie zauważyła, że Harry miał oddzielny pokój… Uśmiechnęła się w duchu i podziękowała Mistrzowi Eliksirów za pozwolenie. Dyrektor zdał się nagle zorientować jak bardzo późna już była godzina.
- Och, moi drodzy, przepraszam, że tak długo was trzymałem. Dobranoc, kochani i mam nadzieję, że wkrótce znów spotkamy się na pogawędce. – Uśmiechnął się do nich tym dobrodusznym uśmiechem pogodnego staruszka i pożegnali się z nim. Do niedawna Hermiona lubiła sobie wyobrażać, że gdyby któryś z jej dziadków wciąż żył, to uśmiechałby się do niej właśnie tak jak Dumbledore, jednak teraz nie była taka pewna, czy chciała by to robili. Nie po tym jak otrzymała dowód na to, że dyrektor zupełnie nie szanował czyjejś prywatności nawet czegoś tak intymnego jak umysł. Czuła się prawie brudna po tym uczuciu palca uciskającego ją w głowę.
- W porządku, panno Granger?
Byli już blisko wejścia do Wieży Gryffindoru i Hermiona zamrugała. Kiedy się tu znaleźli?
- Myślę, że tak… tylko chyba do ostatniej chwili miałam nadzieję, że tego nie zrobi – przyznała, nie patrząc na profesora.
- Wytrzymasz do jutra z tą barierą? – Przytaknęła. Nie czuła bólu ani żadnych innych niepokojących objawów, a im dłużej jej myśli były chronione, tym lepiej. – Wobec tego dobrej nocy, panno Granger.
- Dobranoc, profesorze. – Hermiona patrzyła jak nauczyciel zniknął w mroku klatki schodowej i poszła do portretu Grubej Damy. Chyba dziś położy się wcześniej niż zwykle.
oOOOo
Ginny siedziała w skrzydle szpitalnym i czytała podręcznik zaklęć. Wiedziała, że powinna była już dawno spać, jednak zaklęcia kamuflujące tak bardzo ją drapały, że nie mogła zasnąć. Zamiast tego zapaliła kilka świeczek na szafce nocnej i próbowała czytać materiał z lekcji, na których jej nie było. Jej oko uległo niewielkiemu uszkodzeniu, jednak bardzo pogorszyło to jej wzrok i teraz była zmuszona do noszenia okularów, które wyglądały potwornie na jej dwukolorowej twarzy. Tak, była dwukolorowa. Zaklęcia wyrównały pomarszczoną skórę pokrytą bliznami, jednak nie były w stanie ukryć jej czerwonego koloru. Na domiar złego dłoń cały czas musiała mieć pokrytą specjalną znieczulającą maścią i zabezpieczoną rękawiczką. Mogła nią poruszać, jednak nie czuła niczego.
A Harry Cholerny Potter wyszedł z tego wszystkiego bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu. Nie mieli nawet jego fortuny by chociaż spróbować wyleczyć część jej blizn i sprawić, by nie musiała przez resztę życia wyglądać jak maszkara!
Pielęgniarka wspominała coś o tym, że jutro Ginny zostanie już zwolniona ze skrzydła szpitalnego, jednak nie będzie musiała jeszcze wracać na lekcje. Rodzice mieli się nią zająć do czasu, aż nauczy się normalnie funkcjonować z bólem, który wywoływał u niej niemalże każdy ruch naciągający uszkodzoną skórę. Tak jakby kiedykolwiek mogła się do czegoś takiego przyzwyczaić. Z chęcią cała wysmarowałaby się tą maścią, jednak specyfik był drogi i jej rodziny po prostu nie było na niego stać. Nie mogli sobie pozwolić na kupowanie aż tak wielkich jego ilości. Podobno zawierała jakieś bardzo drogie płatki kwiatu z pustyni Gobi, który kwitł tylko raz na dwa lata.
Ginny wiedziała, że jeżeli wyjście za mąż za Pottera się nie uda, to będzie skończona. Nikt nie przyjmie takiej kaleki do pracy, nikt nie zechce potwora za żonę… i jeżeli czegoś szybko nie zrobi, to albo umieszczą ją na zamkniętym oddziale Mungo, albo resztę życia spędzi w łóżku, zamknięta na strychu razem z domowym ghulem. I stanie się taka jak ciotka Zelda, a to wszystko przez cholernego Pottera!
Jej dłonie zacisnęły się na podręczniku w tłumionej złości. Musiała coś zrobić, musiała!
oOOOo
Mrok pomieszczenia rozświetlało tylko kilka unoszących się w powietrzu świec, a ich światło skupione było głównie na środku pokoju. Wysoka sylwetka nachylała się nad stołem zaścielonym pergaminami i dużymi arkuszami ze schematycznymi rysunkami. Chuda dłoń kreśliła piórem ostatnie poprawki w końcowych fazach planu, który już od miesięcy powoli wdrażany był w życie. Tak, już wkrótce jego przeciwnicy zostaną obróceni w pył, a zdrajcy będą przeklinać dzień, w którym zostali poczęci. Stary głupiec był zbyt zajęty swoimi machlojkami w Hogwarcie by zwracać uwagę na jego poczynania, które z każdym dniem stawały się coraz mniej subtelne. Nawet się nie zorientowali, kiedy Ministerstwo stało się tylko zbiorem jego marionetek. Już niedługo zaklęcia ochronne Hogwartu osłabią się na tyle, by nic nie mogło go powstrzymać przed zajęciem szkoły. Jedyną przeszkodą będzie Dumbledore i jego Złoty Chłopiec, jednak co taki dzieciak mógł zrobić tak dobrze wyszkolonemu czarnoksiężnikowi jak sam Lord Voldemort? A Albus był już zbyt stary by stanowić dla niego jakieś prawdziwe zagrożenie. Nie wtedy, gdy całą swoją energię przeznaczał nad zapanowaniem nad bałaganem, który sam stworzył.
Nie mógł już się doczekać kiedy w końcu dorwie tego pieprzonego zdrajcę, Severusa Snape'a. Oczywiście najpierw wyciągnie z niego w jaki sposób pozbył się Mrocznego Znaku, jednak później jego tortury i śmierć uczyni przykładem. Tak, Severus Snape zginie na oczach wszystkich uczniów tej przeklętej szkoły. Może zawiesi jego głowę na jednej z kolumn, aby przypominała o tym, co dzieje się ze zdrajcami.
Voldemort roześmiał się szaleńczo. Tak, już niedługo świat znajdzie się u jego stóp, a on zdepcze go i ukształtuje tak, jak będzie to mu się podobać.
Na następnym spotkaniu zdradzi członkom Wewnętrznego Kręgu odrobinę z tych planów, aby mogli się dobrze przygotować. Jednak nie za dużo. Doświadczenie z Severusem nauczyło go by nigdy nie ufać nikomu poza sobą.
