Pojawienie się Ginny Weasley na śniadaniu w Wielkiej Sali stało się oczywiście wielką sensacją. Ron upewnił się, że wszyscy uczniowie zapoznali się z jego wersją wydarzeń i nawet jeżeli część z nich znała Harry'ego i jego sytuację na tyle dobrze, by mieć trudności z uwierzeniem rudzielcowi, nasiona zwątpienia zostały zasiane. Teraz, gdy zobaczyli na własne oczy, że Ginny naprawdę została poważnie zraniona, wątpliwości w ich umysłach zaczęły rosnąć. Sama dziewczyna zdecydowała się wykorzystać jak najlepiej całą sytuację. Odmówiła chodzenia o kulach, mówiąc, że skoro i tak musi wyglądać jak kaleka, to równie dobrze może to robić bez niepotrzebnego bólu. Zorganizowanie jej wózka zajęło Pomfrey jakieś piętnaście minut, a następnie sam Dumbledore wyścielił go zmiękczającymi i łagodzącymi ból zaklęciami. Mogła sterować wózkiem za pomocą różdżki, jednak zdecydowała się poprosić Rona, by ten pchał wózek tak, jakby był bardziej mugolski niż zaczarowany. Przybrała na twarzy cierpiętniczy uśmiech i przygotowała na zmierzenie się z gapiącymi na nią idiotami.

Tak, patrzcie co ten pieprzony Potter mi zrobił.

Poczuła lekki zawód, gdy zauważyła, że Harry'ego nie było w Wielkiej Sali. Powiedziano jej, że chłopak był w znacznie lepszym stanie niż ona. Jego skóra w żadnym miejscu nie była nawet zaróżowiona. Jednak Potter wciąż był bezpiecznie zamknięty w kwaterach Snape'a i przypuszczała, że nie zostanie z nich wypuszczony tak długo, jak Draco Malfoy wciąż będzie urzędował w Hogwarcie. Ron wspomniał coś o weekendzie, więc miała trzy dni na przekonanie szkoły do swojej sprawy i całkowite odwrócenie ich od jej krnąbrnego narzeczonego.

Ron ustawił jej wózek przy końcu stołu, czyli jedynym miejscu, gdzie nie było ławki, która by jej przeszkadzała i usiadł kilka miejsc dalej. Nie za daleko, ale wystarczająco by zrobić miejsce dla jej koleżanek z roku, które od razu ją obsiadły i zaczęły wypytywać o wszystko. Również Lavender i Parvati przysiadły się obok, niewątpliwie by zdobyć gorący temat do plotek i dziewczyna nie miała najmniejszego zamiaru zawieść ich oczekiwań. Spędziła w skrzydle szpitalnym wystarczająco dużo czasu, by dopracować plany do ostatniego, najdrobniejszego szczególiku. A przynajmniej tak się jej wydawało.

- Wiecie, jak bardzo czekałam na ten dzień. Mama powiedziała mi o kontrakcie przed wakacjami i dlatego zerwałam z Deanem… - Pociągnęła nosem i jej oczy zaszły łzami, na co dziewczyny od razu się rzuciły by ją pocieszać. – Przepraszam. – Wzięcie drżącego oddechu. – Możemy porozmawiać o tym później? Nie chcę się rozpłakać przy całej szkole…

- Oczywiście Gin – zapewniła ją Maria i zaczęła nakładać na jej talerz ulubione potrawy. – Porozmawiamy, gdy będziesz gotowa. Teraz powinnaś jeść i odzyskiwać siły.

Ginny uśmiechnęła się z wdzięcznością i zerknęła w stronę stołu Slytherinu. Malfoya też nie było. Cholerny Ślizgon. Gdyby tylko mogła, zabiłaby go gołymi rękoma i zrobiła z Harry'ego wdowca. Wtedy nic nie stanęłoby jej na przeszkodzie zostania panią Potter.

Po śniadaniu Ron podwiózł ją do biblioteki i poszedł na swoje zajęcia, obiecując, że przyjdzie po nią przed drugim śniadaniem. Dobrze było mieć tak dobrego starszego brata pod ręką od czasu do czasu. Zwłaszcza, że Ron przygotował jej wśród uczniów bardzo podatny grunt. Już wkrótce cała szkoła obróci się przeciwko Złotemu Chłopcu, naciskając na niego, by wywiązał się ze swojego obowiązku wobec zakontraktowanej rodziny. Nawet jeżeli mugolaki nie rozumieli za bardzo powagi tradycji kontraktów małżeńskich, to pójdą za przykładem czystokrwistych by nie zostać narażonymi na pośmiewisko z powodu swojej ignorancji. A gdy już Potter zostanie zostawiony samemu sobie, złamanie go będzie tylko kwestią czasu. Jeżeli się nie myliła, to nawet bardzo krótkiego czasu. Musiała teraz tylko znaleźć kilka przydatnych zaklęć…

oOOOo

Hermiona udała się do lochów zaraz po zjedzeniu śniadania. Nie mogła patrzeć na to jak wszyscy współczuli Ginny i skakali wokół niej, podczas gdy rudowłosa udawała wielce poszkodowaną męczennicę. Nawet ci, którzy wcześniej do całej sprawy podchodzili z rezerwą, widząc stan dziewczyny zdali się od razu zacząć coraz bardziej wierzyć w opowieść Rona. Miała nadzieję, że szybko przejrzą na oczy, ponieważ w przeciwnym razie życie Harry'ego w Hogwarcie stanie się naprawdę bardzo trudne, gdy już wypuszczą go z kwater profesora Snape'a. Zatrzymała się przed wejściem do nich i zapukała. Ochronne zaklęcia na jej umyśle nie dokuczały już jej tak bardzo, a to znaczyło, że przyzwyczajała się do „dwóch jaźni" i powinni jak najszybciej je usunąć. Nie będą mieli czasu teraz, jednak może po obiedzie…

Drzwi otworzyły się i profesor Snape zaprosił ją do środka.

- Dzień dobry, profesorze Snape. – Przywitała się i rozejrzała po saloniku w poszukiwaniu swojego przyjaciela, jednak nigdzie go nie było. – Harry jeszcze śpi? Przyniosłam mu trochę zadań do zrobienia z lekcji, których nie mamy ze Ślizgonami.

- Tak, nie mógł spać w nocy. – Profesor Snape narzucił na siebie wierzchnią szatę i podszedł do stolika pełnego pergaminów. – Połóż mu zadania na ten stos koło kanapy. Jak zaklęcie, panno Granger?

Hermiona wykonała jego polecenie, unosząc lekko brwi na widok różnych esejów, nad którymi Harry najwyraźniej się męczył. Część z nich była pomazana i zawierała uwagi zapisane nieznanym jej pismem. Czyżby Malfoy próbował pomagać mu w nauce?

- Już prawie go nie czuję, proszę pana. – Odwróciła się do niego i profesor zmarszczył brwi. Miał nadzieję, że będą mogli korzystać z niego trochę dłużej, co najmniej kilka dni. Jednak najwyraźniej umysł dziewczyny był zbyt miękki i podatny na tego typu manipulacje.

- Wieczorem się nim zajmiemy – obiecał i spojrzał na zegarek. – Zajęcia zaczynają się za dziesięć minut i jestem pewien, że nie chce się pani spóźnić, panno Granger.

- Tak, oczywiście. – Hermiona szybko do niego podeszła i razem opuścili komnaty. Uśmiechnęła się do niego trochę nerwowo. Może i mężczyzna był mężem jej przyjaciela i grzebał w jej umyśle, jednak wciąż czuła się przy nim równie nerwowo jak na pierwszym roku. Przy czym na pewno czuła się przy nim znacznie lepiej niż przy Malfoyu. Czasami wciąż miała wielką ochotę przyłożyć mu tak, jak na trzecim roku. – To do zobaczenia, profesorze.

- Do widzenia, panno Granger. – Snape wszedł do swojej pracowni, podczas gdy Hermiona udała się w stronę klatki schodowej by wyjść z lochów. Jeżeli się pospieszy, to będzie w klasie wystarczająco wcześnie by usłyszeć wszelkie rozmowy na temat pojawienia się Ginny i jej stanu zdrowia. Zawahała się, gdy uświadomiła sobie, że zapomniała powiedzieć profesorowi o reakcjach na pojawienie się rudowłosej w Wielkiej Sali, jednak od razu znów zaczęła iść dalej. Będzie mogła zdać ze wszystkiego relację wieczorem.

oOOOo

Lucjusz Malfoy znów pojawił się w ich kwaterach wieczorem następnego dnia. Wyglądał na bardzo z siebie zadowolonego, a jego szare oczy błyszczały prawie tak mocno jak oczy dyrektora. Harry'emu zajęło chwilę domyślenie się przyczyny tak dobrego nastroju mężczyzny, ale gdy już to zrobił, prychnął rozbawiony.

- Genialne uczucie, prawda? – Wyszczerzył się do arystokraty, dobrze pamiętając jak sam się czuł tuż po związaniu się ze swoimi mężami. To niesamowite uczucie spełnienia i bycia kompletnym. Jakby cały świat leżał u twoich stóp i nic nie mogło być w stanie powstrzymać cię przed wzięciem z niego tego, czego pragnąłeś.

- Muszę przyznać, że tak. – Lucjusz usiadł w fotelu i Harry podał mu herbatę. – Dziękuję. Draco i Severusa nie ma?

- Są w bibliotece. Powinni niedługo wrócić. – Chłopak usiadł na kanapie i zaczął wsypywać cukier do swojej herbaty. Jego uśmiech zmienił się w zadziorny, gdy przypomniał sobie o zakazie stosowania antykoncepcji w trakcie tworzenia Więzi. – Myślisz, że Draco powinien zacząć wyczekiwać pojawienia się małego braciszka lub siostrzyczki?

Lucjusz upił trochę herbaty i oparł się wygodnie w fotelu. Na jego twarzy malowało się samozadowolenie.

- Mam wielką nadzieję, że tak.

Przez kilka minut pili herbatę w miłej ciszy, przerywanej tylko trzeszczeniem płonącego w kominku ognia. W końcu mężczyzna odstawił swoją filiżankę i wyjął z kieszeni trzy naszyjniki i położył je na stoliku.

- To są świstokliki do naszego domu. Wiem, że chcecie wysłać tylko Dracona, jednak razem z Narcyzą uważamy, że będzie lepiej jeżeli każdy z was będzie miał swój świstoklik. Tak na wszelki wypadek.

Harry przytaknął i wziął jeden z naszyjników do ręki. Były zrobione ze srebrnego metalu i na środku owalnego medalionika znajdował się czerwony niczym krew kamień. Chłopak przypomniał sobie coś, co powiedział mu poprzedniego dnia Draco i przyjrzał się kamieniowi uważniej. Tak, gdy odpowiednio ustawił go pod światło, widać było, że tak naprawdę był przezroczysty i zawierał w sobie kilka kropel krwi. Jego mąż mówił mu, że nie będą mogli spotkać się ze Strażnikiem Tajemnicy, a to znaczyło, że do chronionego Fideliusem miejsca będą musieli dostać się dzięki świstoklikowi zawierającemu oddaną z własnej woli krew Strażnika i kogoś, kto cały czas znajduje się pod Fideliusem. Tą osobą musiała najwyraźniej być Narcyza.

- Gdy już je wam nałożę, będę jedyną osobą, która będzie mogła je zdjąć – Lucjusz powiedział, gdy Harry odłożył naszyjnik na stolik. Nagle zbliżające się wielkimi krokami odesłanie Draco stało się nie tylko pomysłem, a rychłą rzeczywistością, która lekko zaczęła go przytłaczać. Tak, będzie wciąż z nim Severus, jednak odkąd zaczęli ze sobą chodzić, jeszcze nigdy nie rozstawali się na tak… nieokreślony czas. Mogły minąć miesiące zanim znowu zobaczą blondyna, który na pewno będzie wściekły na nich i to bardzo. Zdusił w sobie te myśli, by przypadkiem nie zostały przez Draco telepatycznie podsłuchane.

- Hermiona, moja przyjaciółka, próbuje się zrehabilitować – powiedział Harry, chcąc zmienić temat na coś weselszego. – Nawet pozwoliła Severusowi zrobić coś ze swoją głową, żeby Dumbledore nie był w stanie jej czytać w myślach. Była dziś w czasie drugiego śniadania i powiedziała, że Ginny coś kombinuje, ponieważ większą część wolnego czasu spędza w bibliotece i czyta książki z zaklęciami modulującymi emocje.

Malfoy zgodził się na zmianę tematu bez mrugnięcia okiem.

- Myślisz, że robi to na polecenie Dumbledore'a?

Harry pokręcił głową.

- Nie wydaje mi się. Wcześniej też raczej nie wykonywała jego poleceń jak jakaś służąca. Ona chciała tego i myślę, że teraz też chce coś zrobić. Hermiona mówiła, że wygląda okropnie i wszyscy w szkole się nad nią litują i przez to stają po jej stronie. – Odchrząknął, wyglądając trochę niepewnie. – Mogą być naprawdę okropni, gdy wrócę na zajęcia.

- Rozmawiałeś już o tym z Severusem?

- Nie, nie miałem jeszcze okazji. Poza tym ma teraz naprawdę dużo na głowie, a to może poczekać. Chciałem tylko zapytać, czy znasz może jakiś sposób na pozbycie się kogoś tak… upierdliwego jak ona. – Harry uśmiechnął się lekko i ten właśnie moment wybrali jego mężowie na wejście do kwater. Draco niósł pod pachą kilka książek, podczas gdy Severus miał kilkanaście pergaminów. Uśmiech chłopaka rozszerzył się, gdy ich zobaczył i nie mógł się powstrzymać przed wstaniem i podejściem do nich, by się przywitać. Pocałował swoich mężów, czując się trochę jak dobra żona witająca swojego ukochanego, gdy ten wraca po ciężkim dniu pracy. Brakowało mu tylko fartuszka…

- Cześć, tato. – Draco odłożył książki na wolnej półce i zniknął w drzwiach sypialni, podczas gdy Severus usiadł na kanapie po pozbyciu się naręcza pergaminów.

- Nie spodziewałem się ciebie już dzisiaj, Lucjuszu – powiedział zmęczonym głosem. Harry zwinął się obok niego na kanapie i przytulił do jego boku, wywołując tym lekki uśmiech na twarzy Mistrza Eliksirów. Czarne oczy powędrowały do naszyjników leżących na stoliku. – Świstokliki?

- Tak. Omne trinum perfectum aktywuje je. Przeniosą was prosto do Błękitnego Salonu. – Severus przytaknął i pozwolił Malfoyowi założyć sobie naszyjnik na szyję i Harry poszedł w jego ślady. Draco wciąż jeszcze nie wrócił z sypialni, jednak bezpieczniej było nic nie mówić o ich planie. – Najlepiej będzie jak zrobicie to jutro rano.

Skinęli głowami i Lucjusz popatrzył łagodnymi oczami na brzuch Harry'ego, który w jego obecnym mugolskim stroju był wyraźnie zarysowany. Szaty bez problemu będą w stanie go ukryć, jednak raczej nie na długo. W końcu był w ciąży z bliźniętami i należało się spodziewać po nim dużego brzucha w stosunkowo krótkim czasie. Może już wkrótce Narcyza też ponownie będzie miała taki brzuszek. Prawdę mówiąc nie mógł się już tego doczekać, zwłaszcza, że jeżeli się pospieszą to dzieci będą wychowywać się razem. Nie będą tak samotne jak Draco. Będą bawić się ze sobą, rywalizować i razem pójdą do Hogwartu, który do tego czasu już na pewno nie będzie pod władzą Dumbledore'a. Kto wie, może to Severus zostanie nowym dyrektorem? Jako mąż Harry'ego Pottera i mający wsparcie głównego członka rady szkoły trzeba było przyznać, że miał większe szanse niż Minerwa.

Draco wrócił z sypialni i wcisnął się na kanapę obok Harry'ego.

- Coś przegapiłem? – zapytał, widząc ich zamyślone miny.

- Fidelius jest już gotowy i rano skorzystamy ze świstoklików, żeby się tam dostać – Severus odpowiedział, bardzo dobrze wiedząc, że Harry nie byłby w stanie dobrze skłamać bezpośrednio swojemu mężowi. Blondyn przytaknął i pozwolił swojemu ojcu nałożyć sobie naszyjnik.

- Merlinie, w końcu. Nie powiem, że bardzo będę tęsknić za tą porypaną szkołą. – Draco zjadł ciasteczko, wyraźnie się odprężając i Harry trzepnął go lekko w ramię.

- Hogwart jest wspaniałą szkołą. To nie jej wina, że jej niektórzy lokatorzy są tacy… porypani. – Stanął w obronie swojej ukochanej szkoły. Pomijając niektóre wydarzenia, jego pobyt w niej był najwspanialszym czasem w jego dotychczasowym życiu i za nic by tego nie zmienił. Ślizgoni dookoła niego prychnęli rozbawieni. – Mam nadzieję, że moje dzieci będą Gryfonami. W tej rodzinie jest zdecydowanie za dużo Ślizgonów – wymamrotał pod nosem, ku jeszcze większemu rozbawieniu zgromadzonych.

oOOOo

Dumbledore siedział w swoim zwyczajnym miejscu, podczas gdy wybrani członkowie Zakonu rozmawiali między sobą wokół stołu transmutowanego z jego biurka. Dzisiejsze zebranie odbywało się w jego gabinecie, ponieważ nie wymagało aż tak dużego miejsca. Wezwał dziś do siebie tych, których uważał za odpowiednik Wewnętrznego Kręgu Voldemorta. Oddani mu, chociaż trochę naiwni, Weasleyowie, Moody i Kingsley, Dodgy, Bones, Minerwa, Tronton i Smithowie. I oczywiście Trelawney. Tylko oni wiedzieli o jego planach odnośnie Harry'ego Pottera oraz powodach, dla których musiały one jak najszybciej wejść w życie. Tylko oni złożyli mu Wieczystą Przysięgę i prędzej popełnili samobójstwo niż go zdradzili. To dzięki nim i im podobnym zaszedł tak daleko i teraz miał zamiar znów ich wykorzystać do wykonania nie do końca moralnych zadań.

Tak, Albus Dumbledore zdawał sobie sprawę z tego, że to, co robili Harry'emu, było nie do końca zgodne z ogólnie przyjętymi w ich społeczeństwie zasadami moralnymi, jednak wiedział, że nie mieli zbyt dużego wyboru w tej kwestii.

Harry Potter musiał być kontrolowany przez jasną stronę, bo w przeciwnym razie dojdzie do prawdziwej katastrofy, którą można było przyrównać do zwycięstwa Voldemorta. To, że przy okazji niektórzy z nich chcieli na tym skorzystać było tylko mało znaczącym bonusem, bez którego mogli się spokojnie obyć. Chociaż oczywiście dodatkowe pieniądze zawsze mogły się przydać.

Przedstawił swoim wiernym jak mają się sprawy z Harry'm i teraz rozmawiali oni między sobą, próbując znaleźć jakieś dobre rozwiązanie, które sprowadziło by wszystko na właściwe tory.

- Nie ufam Snape'owi, Albusie – warknął Moody i kilka głów mu przytaknęło. – Nie dość, że jest cholernym szpiegiem, to jeszcze przysięgał swoją wierność Potterowi, a nie tobie. Powinniśmy podchodzić z dużą rezerwą do tego, co mówi.

- Poppy również wyraźnie jest po stronie Pottera. – Eleonora Smith popatrzyła znacząco na Weasleyów, którzy wyglądali tak, jakby od kilku nocy nie zaznali dobrego snu. Dumbledore przytaknął. Wiedział o tym wszystkim już od jakiegoś czasu i nie był zaskoczony wnioskami swoich popleczników. Wolałby, żeby powiedzieli mu coś, czego jeszcze nie wiedział.

- Wiem, że Ginny coś planuje. Razem z Ronem obrócili już praktycznie całą szkołę przeciwko Harry'emu i jeżeli to, co Severus mówił jest prawą i Malfoy naprawdę zostanie w weekend zabrany ze szkoły… może chłopak ugnie się pod naciskiem rówieśników i zacznie mówić. – Molly wciąż miała nutkę złości w swoim głosie i nikt się temu nie dziwił. W końcu chłopak oszpecił jej jedyną córkę, która od zawsze była oczkiem w głowie rodziców.

- Ale jeżeli Potter jest w ciąży… - Bones zabrała głos. – Czy to nie zniszczy wszystkiego? Na dodatek nie będziemy mogli usunąć ciąży, ponieważ wtedy chłopak będzie miał na rękach krew niewinnego. Teraz nie ważne jest związanie go, a raczej problem zachowania czystości jego magii. Dziecko ze związku z kimś takim jak Malfoy… ta rodzina od wieków nie stroniła od czarnej magii i ich magiczne rdzenie są nią skalane praktycznie już w brzuchu matki.

Zgromadzeni dookoła stołu zamruczeli ze zgodą, przytakując głowami. Trelawney odchrząknęła.

- A co z Sacryficum Abluo? – zapytała profesor wróżbiarstwa, przyciągając uwagę wszystkich. Patrzyli na nią zaskoczeni. Dlaczego sami na to wcześniej nie wpadli?

oOOOo

Harry bardzo chciał kochać się przez całą noc ze swoimi mężami, jednak wiedział, że byłoby to zbyt podejrzane, gdyby nagle zaczął się zachowywać z desperacją. Mimo wszystko ich seks był wyjątkowo przeładowany uczuciami nie tylko z jego strony, ale też Severusa. Obaj próbowali w niemy sposób przekazać blondynowi jak bardzo go kochają i może też poprosić, by nie gniewał się na nich za bardzo. Tym razem też, wyjątkowo, Draco spał pomiędzy nimi. Zazwyczaj było to miejsce Harry'ego, który uwielbiał być otoczony ich ciepłem, podczas gdy jego mężowie narzekali, że jest im zdecydowanie za gorąco. Ale tej nocy wyjątkowo, gdy już Draco zasnął zmęczony, Gryfon przemieścił się na jego drugą stronę, by również Severus mógł się bezpośrednio przytulić do ich męża.

- Jesteś tego pewien? – wyszeptał w ciemności Mistrz Eliksirów i Harry zacisnął usta w wąską linię. Musiał być tego pewny. Draco był teraz najbardziej zagrożony z nich wszystkich. Severus potrafił obronić się bez problemu, a Gryfon był zbyt ważny w tej wojnie by ot tak po prostu zniknąć. Poza tym może już wkrótce Voldemort zaatakuje Hogwart i w końcu odbędzie się ostateczna bitwa. Chłopak nie był głupi i wiedział, że za miesiąc nie będzie miał szansy na wygranie pojedynku z Mrocznym Panem. Będzie wtedy miał już zbyt duży brzuch i jego magia będzie za bardzo niestabilna. Miał po prostu nadzieję, że do tego czasu wszystko się w miarę w Hogwarcie ułoży i będzie mógł przekonać lub wmanipulować Dumbledore'a w pozwolenie mu na opuszczenie szkoły do końca ciąży. Jeżeli wszyscy będą wiedzieli, że wszystko z nim w porządku, to nie będą panikować i wtedy Voldemort nie będzie miał łatwej drogi do zwycięstwa.

- Tak – powiedział w końcu i poczuł ciepłą dłoń Severusa w swoich włosach. Uśmiechnął się lekko na tę pieszczotę i przytulił nieco bardziej do blondyna. Będzie mu go tak bardzo go brakować…

oOOOo

Ranek nadszedł zdecydowanie za szybko. Spakowali wszystko, co było im potrzebne i zmniejszyli swoje kufry, by nie przeszkadzały. Lucjusz miał czekać na nich przed bramą Hogwartu i o świcie wyszli ze szkoły, zmierzając w jego stronę. Harry, ukryty pod peleryną niewidką, odetchnął chłodnym powietrzem. Tej nocy było dość zimno i liście oraz trawa pokryte były niewielką warstwą zlodowaciałej rosy. Może już na Święta znów będą razem?

Ojciec Draco stał zamyślony tuż przy linii zaklęć ochronnych Hogwartu, nie chcąc jej przekroczeniem zaalarmować o swojej obecności dyrektora. Dumbledore i tak wiedział, że zabierał dziś swojego syna, jednak woleli by starzec nie był tego świadkiem. Nigdy nie można było być pewnym, że nie znajdzie sposoby na upewnienie się, że nie było z nimi kogoś pod peleryną niewidką lub jakimś zaklęciem niewidzialności.

- Dzień dobry – powiedzieli do siebie i Lucjusz uśmiechnął się nieco.

- Gdy tylko przejdziecie przez zaklęcia, aktywujcie świstokliki – polecił im starszy Malfoy i Severus i Draco przytaknęli. Harry chwycił mocniej ramię swojego najstarszego męża. Już tylko jeden krok… - Gotowi?

Draco i Severus przekroczyli linię, otwierając usta. Severus nie wypowiedział pełnego hasła i dlatego jego świstoklik się nie uaktywnił, podczas gdy Draco został zabrany do siedziby Malfoyów. Harry odetchnął ciężko, czując jak od strony Draco zaczynają napływać uczucia zdezorientowania, gdy pojawił się sam w swoim domu.

- Harry? Severusie?

- Lepiej już idź – powiedział Severus do swojego przyjaciela i Lucjusz przytaknął i zniknął z cichym pyknięciem. Znał sekret, więc mógł bez problemów aportować się na miejsce. Nie musieli czekać długo na falę złości, niedowierzania i zdrady.

- Wy cholerni… macie tu przybyć! Natychmiast!

o~~O~~o~~O~~o

Hehehe... Draco się wkurzył... i to porządnie ;) I co teraz będzie, gdy Harry i Severus zostali sami w Hogwarcie, Ginny planuje coś strasznego, Dumbledore coś jeszcze straszniejszego, a Voldemort nadciąga z jedną wielką katastrofą?

Jeżeli chodzi o to coś, co zaproponowała Trelawney... to taki niby łaciński twór. Nie chciało mi się za bardzo szukać w słownikach i translatorach czegoś bardziej prawdziwego...