Hogwart jest szkołą, której uczniowie są bardzo odizolowani od zewnętrznego świata. Zamek, ukryty za murami i ochronnymi zaklęciami, gdzieś w środku lasu. Rodziny, chociaż mają taką możliwość, praktycznie nie odwiedzają w niej swoich dzieci. Wiedzą, że szkoła jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc w magicznej Wielkiej Brytanii. Nawet profesorowie, zazwyczaj nieświadomie, wzmacniają odizolowanie robiąc wszystko, by uczniowie poświęcali czas studiom, a nie światu na zewnątrz. Jedynym źródłem informacji są sowy od rodziny i czarodziejskie gazety. Rodzina zazwyczaj nie chce niczym martwić swoich dzieci, a prasa od zawsze była kontrolowana przez Ministerstwo, nawet jeżeli przez większość czasu nikt by się tego nie domyślił biorąc pod uwagę to jak często dziennikarze mieszali polityków z błotem. Sami uczniowie również w swej naiwności i niewinności starają się nie myśleć o źle czającym się za murami zamku. W jakiś pokrętny sposób wierzą, że jeżeli o czymś nie myślą, to to nie istnieje, a nawet jeżeli istnieje, to nie dotyczy ich.

To wszystko sprawiło, że uczniom, a nawet niektórym nauczycielom, bardzo łatwo było zapomnieć o wojnie z Lordem Voldemortem. Zbyt skupieni na sobie i życiu towarzyskim Hogwartu, zapomnieli o tym, że Harry Potter miał znacznie większą rolę niż bycie tematem plotek lub wymarzonym kandydatem na męża.

Podczas gdy Albus Dumbledore był źródłem nadziei i inspiracji, to Harry Potter tak naprawdę trzymał ich przyszłość, ich życie, w dłoni.

Jednak oni o tym zapomnieli. Jak nie patrzeć nawet jeżeli złe rzeczy przydarzały się na świecie, to nigdy nie przydarzą się komuś tak wyjątkowemu jak oni, prawda?

oOOOo

Harry gładził się po brzuchu, relaksując w ciepłej kąpieli. Od momentu odesłania Draco wszystko zdało się nabrać tępa, a jednocześnie stanąć w miejscu. Wciąż był ukryty w komnatach Severusa, Hermiona go odwiedzała, nauczyciele podsyłali zadania i teksty do przeczytania, a Voldemort i Dumbledore siedzieli cicho. Z drugiej strony szkoła aż huczała od nagonek skierowanych w jego stronę i miał wrażenie, że gdy już wróci na zajęcia, to zostanie przez nich wszystkich pożarty żywcem. Hermiona mówiła mu, że nikt nie chciał słuchać jej głosu rozsądku i tak właściwie jedynymi neutralnymi osobami był Neville, który zawsze starał trzymać się z dala od wszelkich kłopotów oraz Luna, której głowa cały czas była w chmurach. Gryfonka nie była pewna, czy Lovegood w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, co się wokół niej działo. Profesorowie nawet jeżeli zauważyli nieciekawą atmosferę, to nic z tym nie robili, pozwalając uczniom nakręcać się jeszcze bardziej.

Sam zamek również wydawało się jakoś… inny. Harry nie wyczuwał już tak silnie jego magii i zastanawiał się czy było to spowodowane rosnącą niestabilnością jego magicznego rdzenia, czy naprawdę coś złego się działo z zaklęciami tętniącymi w murach Hogwartu. Może powinien poruszyć ten temat z Severusem…?

Jego mąż był zajęty eliksirami jeszcze bardziej niż zwykle, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. Mogło ono być wywołane również odczuwalnym brakiem pewnego blondyna, który wciąż był na nich zły i pokazywał to przez praktycznie całkowite odcięcie się od nich. Ledwo mogli wyczuć go przez więź. Draco odezwał się do nich od tamtego dnia tylko raz, podczas gry wstępnej Harry'ego i Severusa. Malfoy musiał wyczuć ich podniecenie, ponieważ ze złością nagle zaczął przeprowadzać bardzo szczegółowy opis tego jak wyglądałby stosunek między McGonagall a Dumbledore'em. Harry nigdy nie posądziłby swojego męża o posiadanie tak skrzywionej wyobraźni, chociaż nie był zaskoczony złośliwością. Może za jakiś czas będą się z tego śmiać, jednak obecnie wspomnienie wciąż wywoływało u niego ciarki.

Harry osunął się w wannie, zanurzając głowę i po chwili nasłuchiwania szumu w uszach wynurzył się, łapiąc oddech i wycierając wodę z twarzy. Sięgnął po szampon, czując lekkie poruszenie w dole brzucha. Było bardzo delikatne i nie był pewien czy to jego dzieci się poruszały, czy może było to wywołane nagłą zmianą pozycji. Chciałby, żeby to były dzieci. W prawdzie brzuch zdawał się rosnąć z każdym dniem, jego magia zachowywała się dziwnie i miał apetyt na rzeczy, które sprawiały, że nawet mistrz eliksirów się krzywił, jednak chciałby już je poczuć. To byłoby niczym ostateczny dowód na to, że naprawdę rozwijało się w nim nowe życie. Tak, wiedział, że to było głupie, jednak czasami miał wrażenie, że czegoś brakowało i pierwszy kopniak od dzieci będzie niczym piękna kropka nad i.

- Harry, w porządku?

- Tak – zawołał, nie chcąc, by Severus się niepotrzebnie denerwował. Mężczyzna był czasami tak bardzo nadopiekuńczy wobec niego, że nawet kilka chwil bez żadnego dźwięku z łazienki wywoływało u niego zaniepokojenie. Chociaż dzięki temu wiedział, że jego mąż wrócił już z pracowni.

- Zaraz do ciebie przyjdę.

- Okej. – Harry spojrzał na butelkę szamponu, którą wciąż trzymał w dłoni. Równie dobrze mógł chwilę poczekać na Severusa i poprosić go o pomoc, której może i nie potrzebował, ale mężczyzna miał niesamowicie utalentowane palce, a chłopak uwielbiał, gdy ktoś mu masował głowę, więc… tak, zdecydowanie poczeka. I będą mogli przy okazji porozmawiać o tej zmianie w magii zamku. Może Severus również ją wyczuł, albo zrobi to, gdy już ktoś zwróci na nią jego uwagę.

Mężczyzna wszedł do łazienki kilka minut później, rozpinając koszulę. Gdy zobaczył szampon i wielkie oczy męża, uśmiechnął się lekko. Wrzucił koszulę do kosza na brudy i zajął się włosami Harry'ego, ku wielkiej uciesze Gryfona.

- Mmm… jesteś najlepszy.

Severus parsknął rozbawiony.

- Cieszę się, że moje umiejętności przypadły ci do gustu.

Harry wyszczerzył się i zamknął oczy, rozkoszując masarzem. Jego myśli znów zaczęły błądzić, chociaż tym razem bardziej przypominały ciepłą papkę niż cokolwiek uporządkowanego. W końcu jednak pojawiła się ta o zmianie w magii Hogwartu. Chłopak zmarszczył lekko brwi, zastanawiając się jak podjąć temat.

- Severusie… zauważyłeś ostatnio coś dziwnego w Hogwarcie? – zapytał w końcu ostrożnie. Wiedział, że nikt z jego przyjaciół nie potrafił poczuć magii szkoły tak jak on i nie był pewien, czy jego mąż pod tym względem również się do nich zaliczał. Nigdy wcześniej nie rozmawiali o magii Hogwartu w ten sposób. Palce w jego włosach zatrzymały się na chwilę i Harry poruszył lekko głową, chcąc by przyjemne głaskanie trwało nadal.

- Pomijając wzrost poziomu głupoty mieszkańców, nie. – Mężczyzna wznowił bawienie się namydlonymi włosami. – Coś się stało?

- Nie wiem. To pewnie tylko moja magia zachowuje się coraz dziwniej… - Harry odsunął się od brzegu wanny, by mąż mógł zacząć spłukiwanie piany. – Mam po prostu wrażenie, że magia szkoły się zmienia, tak jakby staje się coraz… słabsza? Ale to przecież niemożliwe, prawda?

Mężczyzna znieruchomiał na wystarczająco długo, by Harry zaczął się niepokoić. Odwrócił się w wannie, by na niego popatrzeć. Severus nie wyglądał tak, jakby uważał, że osłabienie magii Hogwartu było niemożliwe.

- Severusie…?

- Poinformuję o tym później dyrektora. Dumbledore jest jedyną osobą tak naprawdę połączoną z zaklęciami obronnymi i może sprawdzić, czy nie zostały osłabione. – Mistrz eliksirów dokończył mycie jego włosów i przy okazji zajął się też plecami. Harry zastanowił się nad tym, co powiedział mu mąż. Jeżeli Dumbledore naprawdę był połączony z magią szkoły, to od razu powinien poczuć, że dzieje się z nią coś dziwnego. A może to połączenie wymagało od niego świadomego odszukania i zbadania lub coś takiego? Starzec przez ostatnie tygodnie był tak bardzo pochłonięty próbami zniszczenia mu życia, że mógł zaniedbać różne obowiązki, które uznał za mniej istotne. Jednak Harry nie był pewien, czy dyrektor naprawdę mógł być aż tak nieodpowiedzialny, by zaniedbaniem narazić życie wszystkich dzieci w szkole. Chociaż z drugiej strony… Jeżeli był zdolny do sprzedania go jako niewolnika, to może rzeczywiście był w stanie zrobić również coś takiego.

Po kąpieli Harry stwierdził, że woda naprawdę wszystko z człowieka wyciąga i zamówił sobie kolację w kuchni. Skrzaty domowe były już dobrze zapoznane z jego apetytem i już po chwili na stole pojawiła się mała uczta. Chłopak wymieszał jajka w majonezie z czekoladową roladą i krakersami i postanowił skupić się na rozkoszowaniu posiłkiem. Wiedział, że Severus zajmie się wszystkim i dopóki nie dowiedzą się czy z magią szkoły rzeczywiście było coś nie tak, nie było sensu by się tym niepotrzebnie zamartwiał. Jak nie patrzeć to nie było zdrowe dla dzieci. Wystarczyło, że martwił się zbliżającą konfrontacją z Voldemortem. I uczniami nakręconymi przez Ginny.

To zazwyczaj był moment, w którym pojawiał się Draco i swoimi uwagami odganiał od niego wszelkie ponure myśli. Jednak blondyna nie było i wyglądało na to, że również dzisiaj nie zamierzał się do nich odzywać, a Harry niestety wciąż nie potrafił sam nawiązywać telepatycznej rozmowy ze swoimi mężami.

Severus pojawił się znów odziany w swoje zwyczajowe czarne szaty i skierował do wyjścia. Z kamienną maską na twarzy popatrzył na to, co właśnie jadł jego najmłodszy mąż i po chwili zdecydował, że nie chce wiedzieć co dokładnie znajdowało się w mieszance tym razem. Odchrząknął.

- Wrócę tak szybko jak się da.

Harry przytaknął, uśmiechając się lekko na reakcję mężczyzny. W prawdzie nie była aż tak zabawna jak Draco, jednak samo to, że ktoś taki jak mistrz eliksirów patrzył w ten sposób na zawartość jego talerza było wystarczającą rekompensatą.

oOOOo

Hermiona miała ochotę rwać sobie włosy z głowy. Albo komuś innemu, najlepiej rudemu. Przebywanie w pokoju wspólnym Gryffindoru jeszcze nigdy nie było dla niej taką katorgą i aż bała się pomyśleć, co się stanie, gdy już Harry wróci na zajęcia. Nie wiedziała kiedy do tego dojdzie, jednak Draco nie było w Hogwarcie już od tygodnia i dziewczyna była pewna, że niedługo dyrektor zarządzi jego powrót.

Nikt nawet nie próbował jej słuchać. Na początku myślała, że znalazła oparcie chociaż w Neville'u, jednak chłopak za bardzo bał się własnego cienia i przejmował roślinami, by brać udział w obecnym poruszeniu. Młodsze roczniki nie chciały podskakiwać starszym, a nawet gdyby znaleźli się wśród nich odważni, to i tak większość wierzyła Weasleyom. Naprawdę nie rozumiała dlaczego wszyscy zachowywali się tak irracjonalnie. Już od dawna wiedziała, że logiczne myślenie nie było mocną stroną czarodziejów, ale żeby do tego stopnia…?

Ginny siedziała na swoim wózku, jak zwykle otoczona wianuszkiem przyjaciółek, które starały się wspierać ją w tak trudnych chwilach. Właśnie opowiadała o tym, że jej rodzina jest zbyt biedna aby kupować wystarczająco dużo maści, by można było jej używać na wszystkie blizny, a nie tylko rękę, która najbardziej ucierpiała. Jedna z mugolaczek z niższego roku zaproponowała utworzenie czegoś na kształt mugolskiej fundacji, która zajmowałaby się zbieraniem pieniędzy na pomoc Ginny. Przynajmniej do czasu aż ta nie zostanie panią Potter. Wszyscy byli święcie przekonani co do tego, że po tym, co się stało córce Weasleyów, Harry nie tyle powinien, co musiał się z nią ożenić. Wynagrodzenie cierpienia dziewczynie należało do jego obowiązku i zarzekali się, że zrobią wszystko aby go do tego przekonać.

Hermiona wiedziała, że patrzą na nią z wyrzutem, ponieważ jako jedyna odwiedzała Harry'ego i cały czas twierdziła, że cała sytuacja była winą Weasleyów, a jej przyjaciel nigdy nawet nie zamierzał się z Ginny żenić. Oni wszyscy po prostu nie przyjmowali do wiadomości tego, że Harry kochał Draco Malfoya od lat i nie podpisał żadnego kontraktu małżeńskiego z rudzielcami.

Ron również patrzył na nią krzywo i za każdym razem, gdy próbował się do niej odezwać, miała wielką ochotę przyłożyć mu prawym sierpowym.

- … słyszałem, że w przyszłym tygodniu wróci na zajęcia. – Końcówka dość głośnej wypowiedzi chłopca z trzeciego roku przyciągnęła jej uwagę. – Dyrektor i profesor McGonagall rozmawiali o tym.

Od razu wszyscy zaczęli rozmawiać z ożywieniem, wyrzucając mu, że powiedział im tak późno. Grupki bardziej nieprzyjemnie nastawionych uczniów zaczęły dyskutować od nowa plany nakłonienia Pottera do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Ktoś z siódmego roku krzyknął, wybijając się ponad panujący gwar.

- Ej, powiedzieli coś jeszcze?

Rozmowy przycichły, gdy wszyscy skupili się na trzeciorocznym. Chłopak był wyraźnie zadowolony z „bycia ważnym".

- Tylko, że nie jest w kondycji do wykonywania zaklęć.

Hermiona zbladła. Po szkole krążyły różne szalone plotki, jedną z nich było to, że Harry był w ciąży, chociaż oczywiście były różne otoczki wokół tego motywu. Nie trzeba było geniuszu by się domyślić, że najprawdopodobniej „kondycją" była właśnie ciąża. Zresztą i tak wszyscy się zorientują, gdy tylko przyjrzą się mu uważniej i zauważą brzuch. Jednak dziewczyna wiedziała, że większość osób skupi się na tym, że sławny Harry Potter nie będzie w stanie bronić się zaklęciami, gdy go zaatakują. To może doprowadzić do naprawdę wielkiej katastrofy…

Będzie musiała powiadomić o tym Harry'ego gdy odwiedzi go jutro. Może profesor Snape znajdzie sposób na przekonanie dyrektora, by ten jakoś załagodził sytuację tak, by nie zagrażała dzieciom.

oOOOo

- Naprawdę nie widzę powodu do niepokoju, mój drogi chłopcze.

Albus patrzył na mistrza eliksirów tym swoim dobrotliwym spojrzeniem, które miało przekonać każdego rozmówcę do tego, że miał rację i wszystko było jak najbardziej pod kontrolą. Severus obnażył lekko zęby, krzywiąc się na starca. Dlaczego nie mogli tego zrobić prostą drogą, tylko ciągle musieli kluczyć od jednego do drugiego zakłamania?

- Albusie, dlaczego po prostu nie sprawdzisz? To zajmie tylko chwilę i będzie po kłopocie. – Severus wskazał dłonią na ukrytą szafkę, w której dyrektor trzymał lustro połączone z magią Hogwartu. Tylko on mógł z niego korzystać, jako że w trakcie zaprzysiężenia jego magia była łączona z magią szkoły właśnie poprzez to lustro. Severus nie znał pełnej mocy zwierciadła, jednak podejrzewał, że w razie potrzeby pozwalało przejąć całkowitą kontrolę nad szkołą, a nawet pokazać co się działo w którymś jej miejscu. Mimo to był pewien, że Dumbledore nigdy nie użył go w ten sposób i jego jedynymi uszami i oczami były portrety oraz duchy. Może lustro potrafiło odczytać intencje użytkownika?

W końcu starzec westchnął i wyglądając tak, jakby robił mu wielką łaskę, zdecydował się sprawdzić stan zabezpieczeń szkoły. Nawet powiedział, że zrobi to przy nim, aby Severus mógł przekonać się na własne oczy, że wszystko było w jak najbardziej należytym porządku. Dumbledore wyjął z szafki lustro i położył je na biurku. Wykonał kilka skomplikowanych ruchów różdżką, pomruczał pod nosem, a na koniec dotknął palcem gładkiej powierzchni, która wydawała się wibrować. Zabrał dłoń i z lustra wynurzyła się mała kopia Hogwartu razem z błoniami. Po chwili zaczęły kształtować się wokół niej zaklęcia ochronne, przeplatając się ze sobą i tworząc wielokolorową kopułę. Sam zamek również tętnił kolorowymi światłami zaklęć i Severus przez chwilę podziwiał piękno wytworu magii, zanim zauważył coś dziwnego.

- Nie wydaje mi się, aby te dziury i przejaśnienia miały tu być – powiedział, podnosząc wzrok na staruszka, który wpatrywał się w hologram z niedowierzaniem i rosnącym niepokojem. Tak, Hogwart był najbezpieczniejszym miejscem w Wielkiej Brytanii, jednak bez swoich potężnych i wiekowych zaklęć ochronnych był tylko zwykłym starym zamkiem pełnym bezbronnych dzieci.

- To nie jest możliwe.

Zaklęcia wyglądały tak, jakby coś korodowało je od wewnątrz i miały się rozpaść przy najlżejszym podmuchu wiatru. Oczywiście w przenośni. Jednak Severus nie miał wątpliwości, że w tej chwili dostanie się Śmierciożerców i Voldemorta do zamku byłoby śmiesznie proste. Dumbledore jeszcze przez kilka minut uważnie obserwował model zaklęć, to jak się zmieniały warstwy. W końcu wyprostował się i popatrzył na mistrza eliksirów bardzo poważnie.

- Skontaktuję się z pozostałymi opiekunami domów. Mógłbyś udać się do tego – Albus wskazał miejsce na modelu zamku, który się powiększył, ukazując przekrój – miejsca w podziemiach i sprawdzić, czy nie ma tam żadnego podejrzanego przedmiotu? Poszukaj również tutaj i tutaj.

Severus przytaknął i ze zwinnością kota wstał i podszedł do drzwi.

- Nie potrafię zrozumieć jakim cudem jeden z moich uczniów zauważył zmianę, a ty tego nie zrobiłeś, Albusie. Jako dyrektor powinieneś być znacznie bardziej świadom tego, co się dzieje z Hogwartem. – Snape pokręcił głową, posyłając Dumbledore'owi ostatnie spojrzenie i opuścił gabinet. Przynajmniej starzec był w stanie wskazać miejsca, w których najprawdopodobniej znajdowały się przedmioty wyżerające zaklęcia ochronne. W prawdzie ich usunięcie niewiele im pomoże, jednak dzięki temu bariery do końca nie upadną. Może nawet uda się im je trochę odbudować zanim Voldemort zaatakuje, chociaż Severus wątpił by mieli aż tyle szczęścia. I tak dobrze, że Harry zauważył, że coś się dzieje. Wolał nie myśleć o tym co by się stało, gdyby pewnego dnia się obudzili całkowicie pozbawieni wszelkich zaklęć ochronnych.

o~~o~~o~~o~~o

Przepraszam, że zeszło tak długo. Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za to...? Przynajmniej aż nie zakończę tego opowiadania i może kilku innych...? ;)

Wojna już zaraz zapuka do bram Hogwartu i silnym kopniakiem sprowadzi do ponurej rzeczywistości. Strzeżcie się głupcy! Mwhahahahahahahahahaha!