Przeczytałam od początku i zauważyłam coś strasznego – zupełnie zapomniałam o motywie Neville'a i Zabiniego i całej tej rozmowy z naszymi chłopcami w Hogsmeade. Miałam więc do wyboru albo napisać od nowa/poprzekształcać rozdziały od 9 do 18, albo napisać rozdział temu poświęcony. To chyba oczywiste, że wybrałam łatwiejszą drogę… Poniższy rozdział jest właśnie kawałkiem z punktu widzenia Neville'a i Zabiniego. Mam nadzieję, że się spodoba :)

O~~o~~O~~o~~O

Neville uśmiechnął się do ślizgona, który siedział na ławce pod ścianą szklarni i związywał wysuszone zioła w kępki, które później zaniesie do Snape'a. Odkąd zaczęli ze sobą chodzić Blaise bardzo często chował się z nim tutaj. Zazwyczaj czytał coś lub odrabiał lekcje, albo opowiadał o maniakach w Slytherinie. Lub tak jak dzisiaj, pomagał mu w pracy. Szklarnie były tak właściwie jedynym miejscem, w którym mogli się ze sobą spotykać bez narażania na niezadowolenie ich współdomowników. Zwłaszcza teraz, gdy na światło dzienne wyszło małżeństwo Harry'ego i Malfoya i jeszcze ta cała sprawa z okaleczeniem Ginny. Nie żeby jakoś było im przykro z powodu Weasleyówny. Znali prawdę i wiedzieli, że dziewczyna sama się wpakowała w bagno. Mogli mieć tylko nadzieję, że niedługo pociągnie za sobą również Dumbledore'a.

Na początku Neville próbował jakoś wpłynąć na swoich kolegów, jednak szybko się przekonał, że zaklęcia profesora Snape'a nie pozwalały mu nawet myśleć o ich trójkącie, gdy był w obecności ludzi, którzy o nim nie wiedzieli. To samo tyczyło się Zabiniego, który na dodatek musiał uważać na ślizgońskich popleczników Voldemorta. Oczywiście Blaise był znacznie bardziej przebiegły niż Neville i dlatego znalazł sposób na pomaganie Malfoyowi bez wyjawiania czegokolwiek. Longbottom żałował tylko, że przypominanie Gryfonom o tym, że Voldemort zawsze chce osobiście zajmować się zdrajcami nie odniosłoby równie dobrych rezultatów. Teraz jednak, gdy Malfoya nie było już w Hogwarcie, musieli podjąć jakieś inne kroki, aby pomóc Harry'emu i Snape'owi.

- Słyszałem, że Potter wraca w poniedziałek na zajęcia – przerwał ciszę Blaise. Neville na chwilę zatrzymał pędzelek nad pręcikiem ognistej lilii i przytaknął. – Nastroje w Gryffindorze wciąż paskudne?

- Z każdym dniem gorsze. – Głos Longbottoma była nieco zagłuszony przez maseczkę ochronną, którą miał na twarzy. Nawdychanie się pyłków tej rośliny mogło doprowadzić do samozapłonu, czyli czegoś, czego zdecydowanie nie chciał doświadczyć. – Tylko Hermiona wydaje się widzieć, że Weasleyowie kłamią. Nawet odwiedziła kilka razy Harry'ego.

- Parkinson coś o tym wspominała. – Blaise przytaknął, układając wiązki do koszyka. – Myślę, że powinniśmy iść do profesora Snape'a. Poprosić, by pozwolił nam rozmawiać o tym z Granger. W trójkę może uda się nam coś szybko wymyślić.

Neville przytaknął. Też tak uważał, ale nie miał odwagi iść samemu się zmierzyć ze źródłem swoich największych lęków w szkole. Rozumiał, że był mężem Harry'ego i musiał mieć w sobie coś dobrego jeżeli Potter się w nim zakochał, ale jednak mistrz eliksirów wciąż był dla Longbottoma okropnym postrachem na zajęciach i chłopak najprościej w świecie nie znał tej domniemanej lepszej, ludzkiej strony mężczyzny. Nawet to, co zobaczył w trakcie rozmowy w Hogsmeade nie wskazywało za bardzo na istnienie tej strony.

- Inni Ślizgoni nie zastanawiają się gdzie tak często znikasz? – Gryfon zerknął na chłopaka i zobaczył jak ten wzrusza ramionami.

- Nigdy nie byłem tak wysoko w hierarchii jak Draco, więc zazwyczaj nikt nie zwraca na mnie uwagi. Chyba, że chcą czegoś konkretnego, jak pomoc w odrabianiu lekcji, ale nawet wtedy nie jest to darmowe i przez to rzadko kiedy się na to decydują.

Poza tym w razie gdyby nie chcieli mu dać spokoju zawsze mógł schować się w swoim dormitorium. Nikt poza nim obecnie w nim nie mieszkał, więc nie stanowiło to problemu. Oczywiście nie było to najrozsądniejszym rozwiązaniem i odkładał je na naprawdę czarną godzinę jako ostateczność. Znacznie lepiej było zamydlić komuś oczy odpowiednimi słowami.

Neville skończył swoje zadanie i ostrożnie odłożył pędzelek na statyw wbity w ziemię obok grządki z liliami. Powoli przekroczył linię zaklęć ochronnych, zdjął zabezpieczającą maseczkę i odetchnął z ulgą. Kochał rośliny i był Gryfonem, jednak taka ilość adrenaliny była zdecydowanie nie na jego nerwy. Zdjął z siebie szaty ochronne i narzucił zwykłe szkolne. Gdy odwrócił się w stronę chłopaka, Ślizgon już jakimś cudem był przed nim z tym uśmieszkiem na ustach, od którego miękły mu kolana.

- Blaise? Co… mm…

Pocałunek był słodki i usta chłopaka smakowały jak czekoladki, które tak bardzo lubił. Gdyby Neville nie był tak zaabsorbowany językiem muskającym jego własny, pewnie zganiłby go za jedzenie w tak niebezpiecznym miejscu jak szklarnia wypełniona trującymi i wybuchowymi roślinami. Gdy pocałunek dobiegł końca, Neville był cały zarumieniony i oddychał ciężko, a Blaise patrzył na niego oczami błyszczącymi od pożądania.

- Pójdę porozmawiać ze Snape'em i dam ci znać, co z tego wyszło – powiedział Ślizgon, gdy Neville odchrząknął, przerywając to, co w tej chwili między nimi było. Gryfon przytaknął i skradł chłopakowi jeszcze jeden pocałunek, który bardziej przypominał muśnięcie warg, i uciekł ze szklarni. Wciąż takie rzeczy sprawiały, że palił się ze wstydu, chociaż uważał, że był znacznie odważniejszy niż na początku ich znajomości, kiedy to nawet najdelikatniejszy dotyk dłoni Zabiniego wywoływał u niego rumieniec i jąkanie.

oOo

Blaise zapukał do drzwi gabinetu profesora Snape'a i poprawił kosz z ziołami, który niósł w zgięciu drugiej ręki. Zazwyczaj nie trzeba było czekać zbyt długo na odpowiedź jego opiekuna domu, ale najwyraźniej tym razem był w swoich kwaterach lub laboratorium i trochę czasu mu zajęło dotarcie do gabinetu po usłyszeniu sygnału, że ktoś puka. Drzwi w końcu otwarły się po prawie pięciu minutach i Snape popatrzył beznamiętnie na stojącego przed nim ucznia.

- Przyniosłem ze szklarni wysuszoną diabelską trawę, proszę pana.

Profesor wpuścił go do środka i zamknął za nimi drzwi. Gestem wskazał na środkową półkę po prawej stronie.

- Postaw ją tam.

Blaise wykonał polecenie i gdy się odwrócił, Snape siedział już za swoim biurkiem wśród stosów esejów i sprawdzianów i patrzył na niego wyczekująco.

- Profesorze, słyszałem, że Potter wraca na zajęcia i chciałem wiedzieć czy mógłby pan nieco zmienić tę siatkę zaklęć, żebym mógł z Neville'em jakoś pomóc. – Zabini podszedł do biurka i usiadł na krześle przeznaczonym dla uczniów. Uważnie obserwował swojego profesora i był w stanie powiedzieć, że mężczyzna był zmęczony tak jakby od paru dni nie spał zbyt dobrze.

- Mogę to zrobić z panem, ponieważ wiem, że zna pan oklumencję na wystarczającym poziomie, jednak pan Longbottom to zupełnie inna sprawa – powiedział w końcu Snape i Blaise przytaknął. Wiedział o tym, że umysł Neville'a był otwarty dla wszystkich i na dodatek jego chłopak często niemalże wysyłał różne myśli do wszystkich w pobliżu, którzy potrafili je usłyszeć. Całe szczęście przez większość czasu przebywał z niedouczonymi Gryfonami i nikt nie był w stanie ich podsłuchiwać. Chociaż musiał przyznać, że lubił od czasu do czasu usłyszeć lub zobaczyć jak Neville myśli o nich robiących różne rzeczy… Odchrząknął.

- Rozumiem, proszę pana. Spróbujemy być zawsze blisko niego, aby nic mu się nie stało, jednak z tak silną blokadą Neville nie może praktycznie rozmawiać o Potterze i przez to jedynym głosem rozsądku w wieży Gryffindoru jest Granger. Neville powiedział mi, że pierwszacy i drugoroczni boją się wychylać, chociaż też są po stronie Pottera.

Severus zmarszczył brwi, myśląc nad tym, co powinien zrobić. Atak mógł nastąpić lada dzień i wobec tego lepiej by było, gdyby Longbottom miał nieco więcej możliwości manewru. Z drugiej strony Harry potrzebował kogoś więcej w Gryffindorze niż Granger nawet jeżeli Voldemort zdecyduje się nie wykonywać żadnych ruchów pomimo strasznego osłabienia zaklęć ochronnych Hogwartu. Poza tym, skoro w jakimś stopniu ufał Granger, która również nie znała oklumencji, to może mógł też Longbottomowi. W prawdzie chłopak nie był tak inteligentny jak ona…

Westchnął wewnętrznie i skupił na siatce zaklęć, które umieścił na Zabinim. Po kilku chwilach dostosował ją na tyle, by Ślizgon mógł wykorzystać wiedzę, ale wciąż nie mógł jej nikomu przekazać.

- Liczę na pana, panie Zabini, i mam nadzieję, że nie zawiedzie pan mojego zaufania. – Spojrzenie Snape'a wyraźnie dawało do zrozumienia, co się z nim stanie, jeżeli zawiedzie i Blaise przytaknął. – Zapewne ostrzeże pan Longbottoma, że wezwę go do siebie na dywanik?

- Oczywiście. – Zabini wstał, wiedząc, że profesor chce jak najszybciej wrócić do tego, co robił zanim mu przeszkodził. Zatrzymał się z ręką na klamce, gdy sobie o czymś przypomniał. – Słyszałem jak Parkinson mówiła o tym, że Krukoni sknocili coś ważnego, jakąś misję – powiedział i Snape przytaknął. Ślizgon wcale by się nie zdziwił, gdyby profesor już wiedział o co w tym chodziło. Ich opiekun miał dość niezdrowy zwyczaj wiedzenia o wszystkim, co się działo na terenie Slytherinu i dlatego większość sekretnych rozmów była przeprowadzana poza dormitoriami i pokojem wspólnym. – Dowidzenia, profesorze.

- Dowidzenia, panie Zabini. I dziękuję za przyniesienie trawy.

oOo

Neville szedł na kolację do Wielkiej Sali, mając nadzieję, że Blaise da mu jakiś znak odnośnie tego jak mu poszło spotkanie ze Snape'em. Uczniowie różnych domów mijali go, zazwyczaj idąc grupkami i rozmawiając między sobą radośnie. Myślał, że może uda mu się złapać Hermionę i razem z nią udać się na kolację, jednak dziewczyny nigdzie nie było i nie mógł za bardzo na nią czekać w pokoju wspólnym. Nie chciał niepotrzebnie natknąć się na Rona i jego bandę. Skręcił za róg w korytarz wiodący prosto do Wielkiej Sali i wpadł na kogoś idącego z przeciwnej strony.

- Uważaj jak idziesz, Longbottom! – Neville zamarł przerażony, słysząc ten straszny głos, który prześladował go czasami w koszmarach. Uniósł wzrok, by popatrzeć na odzianego w czerń profesora. – Szlaban po kolacji. Może trochę pracy fizycznej nauczy cię ostrożności.

- T… tak, profesorze S… Snape – wyjąkał. Profesor skrzywił się szyderczo i poszedł dalej, powiewając złowrogo szatami. Neville stał jeszcze tak przez kilka chwil. Jak ktokolwiek mógłby chcieć zostać mężem kogoś takiego? Może Snape miał jakieś rozdwojenie osobowości i prywatnie był człowiekiem, a dla całej reszty świata potworem? Jęknął na myśl o szlabanie i udając, że nie słyszy rozbawienia uczniów, którzy widzieli zajście, poszedł do Wielkiej Sali.

Blaise jak zwykle siedział pośród swojego rocznika, jednak widać było, że nie jest zbyt związany z tą grupą. Jadł spokojnie, czytając książkę, podczas gdy pozostali wokół niego pochłonięci byli jakimiś sztywnymi rozmowami dzieci arystokratów. Neville wcale mu się nie dziwił, że nie chciał brać udziału w tym przedstawieniu. Próbował obserwować swojego chłopaka ukradkiem, w nadziei na jakiś znak, ale Zabini był zaabsorbowany lekturą i jedzeniem i nie zwracał uwagi na nic co się wokół niego działo. Gryfon westchnął i ugryzł kanapkę z tuńczykiem. Hermiony nie było w Wielkiej Sali i zaczynał podejrzewać, że dziewczyna w ogóle nie pojawi się na kolacji. Może jadła posiłek z Harrym? Podobno odwiedzała go dość często w kwaterach Snape'a.

Zanim się obejrzał kolacja się skończyła i zrezygnowany udał się do podziemi, starając się nie rzucać za bardzo w oczy Ślizgonom. Zapukał do gabinetu Snape'a i po krótkim „Wejść!" otworzył drzwi. Już dawno nie był w tym pomieszczeniu, a dokładnie od momentu, w którym nie zdał eliksirów i dzięki temu nie musiał już płacić szlabanem za każdy stopiony lub rozsadzony kociołek. Ludzie mówili, że Harry dostawał najwięcej szlabanów w całym Gryffindorze, ale prawda była taka, że to Neville był na szczycie. Tylko czasami udawało mu się ominąć karę, gdy sknocony eliksir nie wyrządził żadnej szkody. Naprawdę nie chciał mieć niczego wspólnego z profesorem po tych wszystkich latach męki, ale był przyjacielem Harry'ego i wiedział, że będzie musiał znosić obecność Snape'a od czasu do czasu do końca swojego życia.

- Sądząc po pana minie, Longbottom, pan Zabini albo nie zdołał przekazać panu wiadomości, albo jest pan jeszcze głupszy niż sądziłem i przez to nie powiązał faktów. – Snape popatrzył na niego beznamiętnie i to ta obojętność, a nie słowa zdezorientowały Neville'a najbardziej. Przecież niecałą godzinę temu profesor patrzył na niego z nienawiścią tak, jak przez te wszystkie lata jego nauki w Hogwaracie i teraz taka nagła zmiana nastawienia sprawiła, że od razu zaczął poważniej się zastanawiać nad swoją teorią o rozdwojeniu jaźni Snape'a.

- Um… Blaise nic mi nie mówił – powiedział w końcu.

- Pan Zabini poinformował mnie, że razem chcecie pomóc Harry'emu i poprosił o modyfikację zaklęć, które na was rzuciłem, abyście mogli lepiej się z tego zadania wywiązać.

Neville przytaknął po chwili namysłu, a widząc potępiające spojrzenie profesora, udzielił też słownej odpowiedzi.

- Dziś w szklarni rozmawialiśmy o tym, p… proszę pana.

- Mogę już wejść? – Neville odwrócił się gwałtownie w stronę, z której dobiegł głos. Ta część gabinetu zawsze była spowita gęstszym mrokiem, jakby znajdowała się tam jakaś wnęka. Teraz z ciemności wynurzała się uśmiechnięta głowa Harry'ego. Neville był tym tak zaskoczony, że kilka długich sekund gapił się na przyjaciela. Snape wykorzystał ten czas na zmodyfikowanie siatki zaklęć. Przynajmniej dzięki temu Longbottom nie spanikował na widok wymierzonej w siebie różdżki profesora.

- Może przeniesiecie to do salonu? Mam trochę do roboty. – Wskazał na stos prac czekających na sprawdzenie i Harry przytaknął. Wyszedł z cienia cały i oczy Neville'a zrobiły się wielkie niczym spodki, gdy zobaczył jak koszulka opinała jego bardzo wyraźnie zarysowany brzuch. Nie widział Harry'ego od paru tygodni, ale nie spodziewał się, że różnica będzie aż tak drastyczna.

- Chodź, Neville. Przygotowałem już herbatę i skrzaty zrobiły naprawdę dobre rogaliki. – Harry pociągnął chłopaka w stronę zacienionej części ściany. Jak się okazało znajdowało się tam zakamuflowane przejście do prywatnych kwater nauczyciela eliksirów. Miejsca, które czasami pojawiało się w koszmarach Neville'a i było wtedy wypełnione kajdanami przymocowanymi łańcuchami do ścian i różnego rodzaju narzędziami tortur. Czasami nawet pojawiał się jakiś Puchon w kociołku. Chłopak wiedział, że w rzeczywistości na pewno mieszkanie profesora tak nie wygląda, przynajmniej nie wtedy, gdy mieszkał w nim również Harry, ale i tak był mile zaskoczony. – Hermiono, zobacz kogo przyprowadziłem.

Oczy Neville'a powędrowały do kanapy, na której siedziała Gryfonka.

- Severus już zmienił tę siatkę zaklęć na nim. – Harry usiadł obok przyjaciółki i od razu wziął rogalika z patery. Neville usiadł niepewnie w fotelu i popatrzył na dwójkę Gryfonów. Harry w ogóle nie zachowywał się tak, jakby już w ten poniedziałek miał się zmierzyć z całą szkołą. Czyżby nikt go jeszcze o tym nie powiadomił? Hermiona z drugiej strony, chociaż uśmiechnięta, wydawała się być lekko zestresowana. Nie tak bardzo jak przed egzaminami i zdecydowanie nie w takim stopniu jak wymagała tego sytuacja, ale był pewien, że o wszystkim wiedziała. W końcu przebywała często w pokoju wspólnym, a obecnie był to jeden z najczęstszych tematów rozmów w niektórych grupach. Po chwili dotarło do niego, co takiego powiedział Harry.

- Już to zrobił? Serio? Niczego nie poczułem…

- To dlatego, że byłeś zbyt zajęty gapieniem się na mnie, by zauważyć, że celował w ciebie różdżką. – Harry wyszczerzył się do niego, podał zarumienionemu Neville'owi herbatę i znów zajął pochłanianiem rogalików.

- Cieszę się, że będziesz teraz w stanie trochę mi pomóc. – Hermiona nagle zrobiła się znacznie poważniejsza. – Próbowałam coś robić, ale głos jednej osoby po prostu ginął. Nie cierpię tej bezsilności. Ale teraz, gdy mam ciebie, razem będziemy mogli zachęcać młodszych, którzy są po stronie Harry'ego, do mówienia o tym głośno. Będziemy też mieli większą siłę przebicia z siódmym rokiem.

Neville przytaknął i zaczął mówić dziewczynie o pomysłach Blaise. Jego chłopak z oczywistych powodów nie mógł bezpośrednio brać udziału w kampanii w Gryfindorze, jednak był wspaniałym Ślizgonem z wieloma planami. Neville wiedział, że w tej chwili Blaise zaczyna rozprowadzać nową falę plotek w celu zdyskredytowania Weasleyów i Dumbledore'a. Z tego co mówił, Ślizgoni powinni to podchwycić bardzo szybko i z chęcią rozprowadzić po reszcie szkoły. Do poniedziałku mieli bardzo mało czasu, ale chociaż uda się im zasiać kilka ziaren zwątpienia w historię Weasleyówny.

O~~o~~O

Myślę, że tyle o Neville'u i Blaise wystarczy. W następnym rozdziale wrócimy do Severusa, poszukiwania przedmiotów niszczących bariery ochronne Hogwartu. Kto wie, może nawet już zaraz Voldemort zaatakuje? ;)