Severus dokładnie badał korytarz, w którym miało znajdować się jedno z ogniw niszczących bariery ochronne Hogwartu. Nie było to ani łatwym, ani szybkim zadaniem. Musiał sprawdzać kamień po kamieniu, ponieważ mogło być ukryte dosłownie wszędzie. Jedno udało mu się znaleźć poprzedniej nocy. Ktoś podmienił kamień w podłodze opuszczonej pracowni. Severus siedział nad nim do rana, rozplatając sieć zaklęć, która była zdecydowanie zbyt zaawansowana jak na pracę Ślizgona, nawet z siódmego roku. Wyglądało na to, że również tej nocy nie zazna snu, chociaż wolałby ją spędzić w ciepłym łóżku z mężem. Na domiar złego Harry już za dwa dni wracał do Wieży Gryffindoru. Gdyby nie to, że te przeklęte ogniwa zagrażały zdrowiu i życiu mieszkańców szkoły, Severus porzuciłby ich poszukiwania i jak najszybciej wrócił do komnat i zestresowanego młodzieńca. Nagle usłyszał szybkie kroki zmierzające w jego stronę. Wstał z kolan i odwrócił akurat w porę, by zobaczyć jak Krukon z siódmego roku wyszedł zza rogu. Chłopak staną jak wryty, gdy zobaczył profesora.
- Panie Travers, można wiedzieć co pan robi tak daleko od swojej wieży o tej godzinie? – Severus zmierzył młodzieńca ostrym spojrzeniem. Krukon wyglądał jakby zaraz miał umrzeć ze strachu, co zdecydowanie nie pasowało do jego normalnego zachowania z lekcji eliksirów. Gdyby to był jakiś inny korytarz, to Snape uznałby, że zapewne chłopak umówił się z dziewczyną w jednej z nieużywanych klas, jednak tak głęboko w podziemiach były tylko zapuszczone lochy i stare magazyny. Travers odchrząknął, wyraźnie zbierając się w sobie.
- Bo ja… szukałem tej klasy… i się zgubiłem… - wydukał.
- Doprawdy? – Severus podszedł do niego i wbił podejrzliwe spojrzenie, które dodatkowo obiecywało długie godziny tortur na szlabanach do końca roku szkolnego. Niestety chłopak nie był w stanie go właściwie docenić, ponieważ ciągle unikał kontaktu wzrokowego, jakby próbując coś ukryć. Profesor zaczął mieć bardzo złe przeczucia, zwłaszcza, że przypomniał sobie słowa Zabiniego. – A może próbowałeś ukraść parę cennych składników eliksirów, które trzymam tutaj w magazynie, hm?
- Co? Ja… nie…
Ale Severus już go nie słuchał. W swoim zaskoczeniu chłopak popatrzył mu prosto w oczy i to wystarczyło, by zajrzeć do jego umysłu. Był tak przerażony i zestresowany, że bariery, które zbudował, by chronić swoje sekrety, prawie nie istniały. Wspomnienia były tak intensywne, że niemalże go zaatakowały.
Dwóch starszych Krukonów siedziało w alkowie nieopodal niego i rozmawiało o tym czego nauczyli się na ostatnim spotkaniu. Przeklinali obecnego dyrektora i Ministerstwo za tak wielkie ograniczenia w szkolnictwie. Travers słuchał tego zafascynowany.
Jeden z Krukonów z poprzedniego wspomnienia prowadził go ciemnym korytarzem do sali, którą Severus wciąż odwiedzał w swoich koszmarach.
- Zobaczysz, nigdy nie pożałujesz. Mroczny Pan pomaga naprawdę zdolnym ludziom w zdobywaniu wiedzy i rozwijaniu umiejętności. Popatrz tylko na profesora Snape'a. To właśnie dzięki niemu stał się jednym z najlepszych mistrzów eliksirów na świecie.
Kolejne wspomnienie, tym razem chłopak leżał na ziemi i drżał po Cruciatusie. Voldemort patrzył na niego tymi okrutnymi, czerwonymi oczami.
- Kara będzie znacznie surowsza jeżeli mnie zawiedziesz, Travers. W końcu nawet pierwszoroczny Puchon byłby w stanie wnieść parę rzeczy do Hogwartu…
Travers siedział w Wielkiej Sali. Patrzył na różne osoby, o których wiedział, że również dostały takie zadanie jak on i zastanawiał się jak mogli być tacy spokojni i beztroscy, gdy tak wiele od nich zależało. Nie było ich wielu, a może to on nie wiedział o wszystkich? Ostatecznie był tylko małym pionkiem, który jeszcze nie udowodnił swojej wartości. Mroczny Pan nie musiał mówić mu wszystkiego…
Znów wspomnienie Cruciatusa Voldemorta. Severus szybko je przeskoczył, nie chcąc przywoływać swoich własnych bolesnych wspomnień i wiedząc, że już dość długo siedzi w umyśle tego idiotycznego dzieciaka.
Chłopak krążył po ciemnych korytarzach, szukając odpowiedniego miejsca na ukrycie ogniw, które miał umieścić w tej części zamku. Jedno w opuszczonej pracowni. Nikt nie powinien go tam zauważyć pod taką ilością zaklęć maskujących, brudem i półkami na kociołki. Z drugim musiał być nieco bardziej pomysłowym. Korytarz był długi i chociaż prowadził do dużych zagraconych pomieszczeń i lochów, które znajdowały się niestety poza strefą, w której miał umieścić ogniwo, to jednak był tylko korytarzem. Bez żadnych klas czy nawet schowków na miotły. Musiał ukryć ogniwo jakoś inaczej…
Severus patrzył z niedowierzaniem na to, co wymyślił Krukon. Całe szczęście, że chłopak był wystarczająco głupi i przestraszony, że przyszedł sprawdzić, czy z jego ogniwami wszystko było w porządku. Gdyby nie to, mężczyzna szukałby tego przez parę dni zanim wpadłby na zdjęcie kawałka ściany pod niewielką wnęką mniej więcej w połowie korytarza. Wyszedł z umysłu Krukona, który wciąż próbował się tłumaczyć i westchnął. Travers miał już siedemnaście lat, więc nikt raczej nie powinien robić zbyt wielkich problemów jeżeli go teraz ogłuszy, zajmie się ogniwem, a następnie zabierze go do Dumbledore'a.
oOo
Albus siedział wśród grubych ksiąg próbując znaleźć najlepszy sposób na zażegnanie obecnego kryzysu związanego z ochroną szkoły. Pluł sobie w brodę, że wcześniej tego nie zauważył, ponieważ teraz zdecydowanie powinien zajmować się sprawą Pottera. Jak na razie poszukiwania ogniw prowadzili w tajemnicy po nocy, aby nikt się niepowołany się nie zorientował. Zapewne winni całego zamieszania już wiedzieli, że niszczą ich plan, ale reszta szkoły nie musiała o tym wiedzieć. Jeszcze powiadomiliby rodziców i wtedy dopiero wybuchłby prawdziwy Armagedon. Przez ostatnie dni udało im się zlokalizować i unieszkodliwić cztery z około dwudziestu sześciu ogniw. Wystarczająco dużo, by spowolnić destrukcję zaklęć ochronnych, ale za mało, by ją zatrzymać. Dumbledore zerknął ponownie na aktywną mapę barier. Kopuła wciąż wyglądała jak kolorowy, dziurawy ser szwajcarski. Musieli jak najszybciej zlikwidować resztę i znaleźć sposób na zacerowanie tego wszystkiego. Może mogliby wykorzystać do tego celu magię uczniów. Jakiś wspólny rytuał czy coś. Na przykład w trakcie zabawy. Tak, to mogłoby się udać. Naprawienie barier wymagało olbrzymich ilości magii i nawet z pomocą pozostałych profesorów wiedział, że mu się to nie uda. Ale jeżeli doda się do tego magię uczniów…
Drzwi do gabinetu otwarły się ze znajomym impetem i do środka wkroczył mistrz eliksirów, lewitując za sobą ucznia w szatach Ravenclawu.
- Co się stało? – zapytał, podnosząc się z fotela. Jeszcze tego im brakowało, by doszło do jakiegoś ataku na ucznia. Wtedy już na pewno nie udałoby się zatuszować całej sprawy.
- To Travers, jeden z uczniów, którzy podrzucili nam ogniwa. – Severus posłał chłopaka na stojącą w kącie wersalkę i popatrzył na dyrektora, który mierzył Krukona twardym spojrzeniem. – Przeszukałem jego wspomnienia. Chłopak zna parę innych osób, które też dostały to zadanie. Jeżeli ich przesłuchamy, to uda się nam znacznie szybciej wykryć większość, o ile nie wszystkie.
- Tak, zaraz wezwę Kingsleya i Tonks. – Dumbledore podszedł do feniksa i szepnął do niego parę słów. Z cichym trylem ptak zniknął. – Mam rozumieć, że lochy od strony północnej są już czyste?
- Zostało mi jeszcze jedno miejsce do przeszukania. Niestety ogniwo zostało podłożone przez kogoś innego, więc Travers nie był w stanie mi pomóc.
Dyrektor przytaknął. Pięć zlikwidowanych, jeszcze dwadzieścia jeden do znalezienia. Jak na tak krótki czas poszukiwań w tak wielkim zamku wynik wcale nie był zły. Byle tylko zdążyć zanim bariery zniszczą się to tego stopnia, że nie będzie można ich odbudować. Fawkes powrócił i parę minut później kominek rozświetliły zielone płomienie, z których wyszedł Kingsley. Chwilę po nim pojawiła się również Tonks. Jej włosy były w nieładnie i kolorze kanarkowym.
- Co się stało, profesorze Dumbledore?
- Grupka uczniów, prawdopodobnie pod komendą Voldemorta, sabotowała bariery ochronne Hogwartu – powiedział śmiertelnie poważnym tonem dyrektor. Dwójka Aurorów popatrzyła na wciąż nieprzytomnego ucznia.
- To jeden z nich?
- Tak, Severus przyłapał go przy jednym z ogniw niszczących bariery i wyciągnął z niego parę informacji, ale potrzebujemy Aurorów, by zastosować odpowiednie środki legalnie… - Dumbledore wykonał gest dłonią i zawiesił głos. Dwóch Aurorów mogło używać veritaserum do przesłuchania podejrzanego, jeżeli była to osoba dorosła i została przyłapana na gorącym uczynku wykonując coś, co mogło zagrażać zdrowiu i życiu innych. Przy takiej ilości dzieci w szkole nie było żadnej wątpliwości, nawet jeżeli Severus tak naprawdę nie przyłapał Traversa na niczym poza szwendaniem się po szkole w czasie ciszy nocnej.
- Czy ma pan veritaserum, profesorze? – Kingsley zapytał Snape'a, dobrze znając odpowiedź.
- Oczywiście. Zaraz przyniosę z magazynu.
Severus opuścił gabinet podczas gdy Aurorzy zajęli się umieszczeniem nieprzytomnego młodzieńca na krześle tak, by nie mógł uciec, ani narobić kłopotów, gdy już go ocucą.
oOo
Niedziela przyszła dość niespodziewanie. Przynajmniej w odczuciu Harry'ego, któremu wcale nie spieszyło się do poniedziałku i powrotu do normalnego szkolnego życia. Chociaż w jego przypadku normalność zdecydowanie odbiegała od średniej krajowej. Severusa znowu nie było przez całą noc i teraz mężczyzna odsypiał, więc Harry krążył cicho po ich komnatach, by go nie obudzić. Nerwy go zżerały i bardzo chciałby z kimś porozmawiać, albo chociaż zająć czymś, dzięki czemu będzie w stanie zapomnieć o zbliżającym się horrorze. Pomasował się po brzuchu i zdecydował przejść do gabinetu Severusa i pomóc mu w sprawdzaniu testów. Może uda mu się jakość wyładować część stresu pisząc cięte komentarze przy idiotycznych odpowiedziach uczniów. Musiał tylko pamiętać, by nie zabrudzić niczego jedzeniem i wszystko będzie w porządku.
oOo
Draco siedział zamknięty w swoim pokoju i starał się czytać książkę, jednak nie było to łatwe. Harry nie miał żadnej kontroli nad więzią między nimi i przez to, że starał się nie zakłócać snu Severusowi, całe swoje nerwowe rozmyślania wysyłał prosto do niego. Blondyn wiedział, że milcząc zachowywał się jak obrażone dziecko i powinien odezwać się i spróbować załagodzić stres ciężarnego współmałżonka. Naprawdę rozumiał dlaczego go wysłali do zabezpieczonego domu, a sami pozostali w Hogwarcie i teraz był bardziej zły na siebie niż na nich. Nie dość, że był z nich wszystkich najsłabszy, to jeszcze dał się tak łatwo wywieść w pole. Westchnął, gdy kolejna fala niepokoju wypełniła mu myśli i zamknął książkę. Lepiej zrobi jak porozmawia z Harrym. W końcu i tak nie miał tu niczego lepszego do robienia.
Przestań się tak denerwować. Nie dość, że to nie jest zdrowe dla dzieci, to jeszcze nabawię się przez ciebie migreny.
Draco?!
Ślizgon skrzywił się na krzyk, który zadudnił mu w głowie.
A któżby inny.
Już myślałem, że nigdy się do nas nie odezwiesz.
Wciąż się nie odzywam. Po prostu moje myśli gdzieś pobłądziły…
Harry prychnął rozbawiony i odłożył pióro. Nie chciał zrobić kleksa, gdy całkiem skupi się na telepatycznej rozmowie.
Co robisz?
Siedzę w pokoju i ogólnie robię wszystko, by unikać rodziców.
Dlaczego?
Po tym jak się związali wydają się przeżywać drugi miesiąc miodowy i ciągle zapominają, że nie są sami w domu. Przez ten tydzień natknąłem się na nich trzy razy i teraz prawie w ogóle nie wychodzę z pokoju. Wiesz, że to was obwiniam za całą tę traumę, prawda?
Jestem pewien, że nie jest aż tak źle.
Oczywiście, że jest. A jak tobie minął tydzień?
Szybko. Jutro wracam na zajęcia i naprawdę się tego boję. Wiesz, nastroje w szkole wcale nie są takie dobre, chociaż Hermiona i Neville robią co mogą. Nawet Blaise im pomaga, chociaż jestem pewien, że tak naprawdę nie robi tego dla mnie. Najwyraźniej bardzo się polubili z Nevillem.
Serio? A już razem mieszkają, czy jeszcze nie? Bo wiesz, Blaise ma teraz cały pokój tylko dla siebie. Pewnie jest mu tam bardzo smutno i samotnie…
Wątpię, czy pozostali Ślizgoni przyjęliby Neville'a z otwartymi ramionami. Wiesz, w końcu aby się dostać do normalnych dormitoriów trzeba przejść przez pokój wspólny. Może gdyby Blaise został prefektem i dostał pokój z dodatkowym zewnętrznym wejściem…
Musisz koniecznie powiedzieć o tym Severusowi.
Ktoś zapukał do drzwi gabinetu i Harry podskoczył w krześle, nagle wyrwany z rozmowy. Zerknął na słój znajdujący się nieopodal biurka. Severus zaczarował go tak, by w gęstej mazi pokazywał się obraz tego, kto czeka za drzwiami. Projekcję można było zauważyć tylko wtedy, gdy siedziało się dokładnie na miejscu mistrza eliksirów, więc nikt nawet nie wiedział, że coś takiego się w gabinecie znajdowało. Jakiś młody Ślizgon przestępował z nogi na nogę, czekając czy zostanie wpuszczony do środka. Będzie musiał później powiedzieć o nim Severusowi, by ten mógł się zająć tym, co najwyraźniej kłopotało chłopca. Po kilku minutach odszedł i obraz się rozpłynął.
Jesteś jeszcze?
Cały czas i obawiam się, że nie pozbędziesz się mnie do końca życia. Słyszałem, że są jakieś problemy z zaklęciami ochronnymi. To dziwne, że ten Krukon dał się złapać akurat wtedy, gdy było to potrzebne. Takie zbiegi okoliczności prawie nigdy się nie zdarzają.
Może po prostu mieliśmy szczęście, a on ogromnego pecha. Aresztowali już dziewięciu uczniów, ale wciąż jakoś reporterzy nie wywąchali, że coś się święci.
Wiesz, że jeżeli zaklęcia ochronne nie zostaną szybko odbudowane, to Severus wyśle cię prosto do mnie i nie będziesz miał nic do gadania.
Myślę, że do tego nie dojdzie. Mam jakieś takie przeczucie. Znowu ktoś puka.
Tym razem była to Hermiona, więc Harry otworzył drzwi i wpuścił ją do środka. Dziewczyna wyglądała na zmęczoną, ale wyraźnie bardziej zadowoloną niż wcześniej. Przytuliła go na powitanie, jak to miała w zwyczaju.
- Jak się czujesz? Mam nadzieję, że nie stresujesz się za bardzo jutrzejszym dniem – powiedziała, patrząc znacząco na jego zaokrąglony brzuch.
- Staram się, ale mi się nie udaje. Nic na to nie poradzę, że jak myślę o Weasleyach i tej całej reszcie, to mnie aż skręca. – Skrzywił się i poprowadził przyjaciółkę do salonu. Dochodziło południe i wiedział, że Severus chciałby zostać mniej więcej w tym czasie obudzony, więc odrobina hałasu nie zaszkodzi. – Kawy? Herbaty?
- Z chęcią napiję się tej z pigwą i pomarańczą. – Hermiona uśmiechnęła się, zajmując ulubione miejsce przy stoliku. Skrzaty domowe zazwyczaj podawały zwykłą czarną herbatę, sok z dyni lub kawę w trakcie posiłków w Wielkiej Sali, więc coś innego można było dostać tylko wtedy, gdy zamówiło się to bezpośrednio w kuchni. Przywilej posiadany tylko przez nauczycieli i osoby, które wiedziały gdzie skrzaty mają swoje królestwo i chciało się im do niego zachodzić.
- Coś się stało? Wydajesz się być mniej spięta niż zwykle. – Harry usiadł na swoim miejscu i po chwili na stoliku pojawiła się herbata i przekąski. Skrzaty domowe były wspaniałe.
- Wiesz, że Zabini zaczął rozprowadzać plotki o Weasleyach, prawda?
- Tak. O tym jak to chcieli się wzbogacić za pomocą kontraktu małżeńskiego, który przecież należy do tradycji rodów o czarno magicznych korzeniach. – Zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć o co dokładnie chodziło w drugiej plotce. – A, i o tym, że Ginny udaje, by wyżebrać pieniądze, których jej rodzina tak bardzo potrzebuje, ponieważ starsze rodzeństwo odcięło ich od gotówki po tym jak się okazało, że Artur wszystko przegrywał w karty.
- Dokładnie. – Hermiona pociągnęła zdrowo z filiżanki i zamruczała. Z jakiegoś powodu rozkochała się w tej herbacie i chłopak podejrzewał, że zakrawało to już na uzależnienie. – Wczoraj w bibliotece słyszałam jak grupka Puchonek rozmawiała o tym. Któraś słyszała o pomyśle utworzenia funduszu dla Ginny i potraktowały to jako potwierdzenie, że plotki muszą być prawdziwe. Razem z Nevillem upewniamy się, by każdy wiedział, że o kontrakcie między Weasleyami i Dumbledore'em nigdy nie wiedziałeś. W prawdzie jeszcze w Gryffindorze nie widać żadnych konkretnych efektów, ale nastroje w pozostałej części szkoły zmieniają się na twoją korzyść. I pomyśleć, że wszystko dzięki temu, że plotki wyszły z innego miejsca.
Harry poczuł jak robi mu się nieco lżej na sercu. Może jednak powrót na zajęcia nie okaże się takim koszmarem.
Mówiłem, żebyś się tak nie stresował.
Zignorował głos Draco w swojej głowie i popatrzył na Hermionę. Zamrugał. Nie tylko nastrój się u niej zmienił.
- Czy to makijaż? – zapytał uśmiechając się chytro. Dziewczyna zarumieniła się lekko.
- Może i makijaż. Ty mi lepiej powiedz co nowego w sprawie barier ochronnych. – Zmieniła temat i wybrała z talerzyka ciastko w czekoladzie.
- Nic nie wiem. Severus wrócił rano i wciąż jeszcze śpi. Był tak zmęczony, że nie chciałem go męczyć pytaniami, które mogą parę godzin poczekać. Ale myślę, że do świąt wszystko będzie z nimi w porządku.
Następnie rozmowa zeszła na prace domowe i plany świąteczne. Oboje świadomie zdecydowali się omijać temat ataku Voldemorta, do którego dojdzie najprawdopodobniej jeszcze przed świętami. Jeżeli Mroczny Pan chciał wykorzystać słabość zaklęć ochronnych, to musiał zaatakować zanim profesorowie zaczną je odbudowywać.
oOo
Harry obudził się w poniedziałek wcześnie rano, a raczej został obudzony przez swojego męża. Sewerus w końcu mógł przespać normalnie noc, ponieważ niemal wszystkie ogniwa zostały odnalezione, a te, które pozostały, nie stanowiły już żadnego zagrożenia. Mężczyzna leżał na boku, głowę opierając na jednej ręce, a drugą głaskając ciężarnego chłopaka po włosach.
- Dzień dobry.
- Mhm, dobry. Która godzina? – Harry patrzył na niego jednym okiem. Drugie wciąż nie chciało się otworzyć, upierając się, że jakakolwiek godzina by nie była, wciąż jest za wczesna na wznowienie pracy.
- Dziesięć po szóstej.
Oko miało rację. Chłopak jęknął cicho, zamknął drugie i zakopał głębiej w ciepło pierzyny.
- Mój mózg odmawia współpracy przed wybiciem siódmej trzydzieści. Dobranoc.
Severus miał czelność zachichotać, chociaż w jego wykonaniu było to raczej mrocznym dudnieniem, a nie wysokim piskiem tak popularnym wśród nastolatków. Gryfon podejrzewał, że mężczyzna zrobi coś, co nie pozwoli mu dłużej spać, ale i tak żywił nadzieję na jeszcze parę minut przyjemnego wylegiwania w łóżeczku. Dłoń zniknęła z jego włosów. Teraz przesuwała się po plecach.
- Tutaj się śpi.
Dłoń zawędrowała niebezpiecznie nisko i powoli zaczęła zmierzać do przodu. Harry powstrzymał chichot, gdy palce delikatnie musnęły bardzo wrażliwe na łaskotki miejsce. Powiercił się niespokojnie, próbując uciec przed nimi.
- Jak na śpiącą osobę jesteś bardzo ruchliwy – stwierdził Severus z rozbawieniem, podążając za uciekającym mężem. Już wkrótce Harry śmiał się, błagając go o litość. Mistrz eliksirów właśnie miał dać mu spokój, gdy nagle palce poraził mu lekki prąd, a chłopak krzyknął i złapał za brzuch w wyraźnym dyskomforcie.
- Harry? Wszystko w porządku? – Severus już sięgał po różdżkę, by zaklęciami sprawdzić co się stało. Młodzieniec oddychał głęboko, próbując się uspokoić. Nie było to pierwszym kopnięciem, którego tak bardzo wyczekiwał, tego był pewien. Miał wrażenie jakby nagle pod jego skórą zaburzała woda mocno gazowana. Uczucie trwało tylko chwilę i nie było bolesne, ale zaskoczyło go tak bardzo, że aż krzyknął.
- Myślę, że tak – powiedział w końcu, teraz próbując również uspokoić męża, który machał nad nim różdżką.
- Niższy poziom magii niż normalnie… - wyszeptał Severus i popatrzył na niego z mieszaniną rozbawienia i dumy. – Wygląda na to, że naszym dzieciom nie spodobała się taka ilość drgań i niezadowolenie postanowiły wyrazić swoim pierwszym wybuchem niekontrolowanej magii.
- To dobrze, prawda? Pomfrey mówiła, że lada chwila powinno do tego dojść – powiedział z uśmiechem, który jednak dość szybko zbladł. – To znaczy, że niedługo zrobię się gruby jak spasiona świnia…
- Jestem pewien, że do tego nie dojdzie. – Severus powiedział z niezwykłą pewnością w głosie i wstał z łóżka. Jego ciężarny mąż był blisko wpadnięcia w jeden z tych humorów i wolał nie być zbyt blisko jeżeli do tego dojdzie. Niestety zapewnienia nie zawsze działały. W nagłym przypływie inspiracji zaczął bardzo intensywnie myśleć o tym jak piękny jest Harry i na pewno stanie się jeszcze piękniejszy i promieniujący radością, gdy jego brzuch się jeszcze powiększy, ponieważ ich dzieci będą zdrowo rosły. Efekt był niemalże natychmiastowy. Harry niby przypadkiem usłyszał jego myśli, zarumienił się i jego nastrój uległ zdecydowanej poprawie. – Masz jakieś specjalne życzenia odnośnie śniadania?
- Przecież będziemy jeść w Wielkiej Sali.
- Ale to nie znaczy, że wcześniej nie możemy szepnąć elfom na co masz ochotę, by umieściły to w twoim pobliżu.
Harry też już wstał, wiedząc, że jest już zbyt rozbudzony, by wrócić do słodkiej krainy snów i jeszcze na parę minut zapomnieć o niemiłej rzeczywistości.
oOo
- Gotowy?
Chłopak wygładził czarną szkolną szatę, która chociaż obszerna, wcale nie ukrywała jego brzucha. Po chwili zastanowienia przytaknął. Nie mógł odciągać tego w nieskończoność, a Hermiona czekała na niego w Wielkiej Sali, tak samo jak Neville, a nawet Zabini. Był pewien, że ani oni, ani Severus nie pozwolą, by stała mu się krzywda, ale i tak wciąż czuł jak jego wnętrzności skręcają się ze stresu.
Severus otworzył drzwi i Harry po raz pierwszy od tygodni wyszedł na korytarz szkoły. Nic się nie zmienił, nikt też nie czekał na niego tuż za progiem by uraczyć klątwą. Skręcili za róg i dopiero wtedy natknęli się na pierwszych uczniów. Byli to oczywiście Ślizgoni, jednak poza spojrzeniami i szeptami nie zrobili niczego. Zapewne dzięki złowrogiej obecności Severusa przy jego boku.
Przez całą drogę z kwater do Wielkiej Sali nie rozmawiali ze sobą, chcąc zachować odpowiednie pozory. Harry starał się ukryć emocje, jednak dłoń mocno zaciśnięta wokół paska torby na książki i spięte ramiona zdradzały jego dyskomfort. W Sali Wejściowej było więcej uczniów i wielu z nich zatrzymywało się, by otwarcie wgapić w niego, a raczej w jego brzuch. Chociaż po szkole krążyły plotki o jego ciąży, nikt do tej pory nie był pewien ile w nich było prawdy. Teraz raczej nie powinno być żadnych wątpliwości.
- Harry! – Hermiona podbiegła do niego uśmiechnięta i przytuliła na powitanie tak, jakby od ich ostatniego spotkania minęły tygodnie a nie doba. – Dzień dobry profesorze.
- Dzień dobry, panno Granger. – Severus skinął do nich głową i poszedł dalej do stołu nauczycielskiego, podczas gdy dziewczyna zaczęła prowadzić Harry'ego do stołu Gryfonów. Neville trzymał im miejsce blisko nauczycieli, na wypadek, gdyby ktoś był na tyle głupi, by zrobić coś w Wielkiej Sali. Przy tej części stołu siedziały głównie osoby z pierwszego i drugiego roku, które były po stronie Pottera, więc było to dodatkowym zabezpieczeniem. Harry bardzo starał się nie zwracać uwagi na gapiących się na niego uczniów i szepty, które za nim podążały.
- … jego brzuch?
- … że to prawda!
- … co na to Weasleyowie.
Harry usiadł między Nevillem i Hermioną, czując jak opuszczają go resztki apetytu jakie jeszcze mógł posiadać. Nawet naleśniki z jagodami nie wyglądały już tak zachęcająco, ale nałożył je sobie na talerz. Skrzaty zrobiły je specjalnie dla niego i nie chciał robić im przykrości.
- Łał, naprawdę jesteś w ciąży. Gratuluję. I inni też chcą ci pogratulować i chcemy żebyś wiedział, że uważamy, że to co zrobili Weasleyowie to jedno wielkie świństwo. – Krótko ścięty chłopiec z drugiego roku, którego imienia Harry nie mógł sobie przypomnieć, skończył swoje przemówienie i uśmiechnął się niepewnie. Wszystkie dzieci dookoła przytakiwały głową na zgodę. Harry zamrugał zaskoczony i po chwili też się uśmiechnął.
- Um, dzięki.
- Nie wiedziałam, że czarodzieje mogą zajść w ciążę – powiedziała ruda dziewczynka w sposób, który bardzo przypominał Hermionę. Nawet patrzyła na niego z podobną fascynacją jak jego przyjaciółka na jakieś niesamowite magiczne zjawisko. – Oczywiście jak tylko pojawiły się plotki przeszukałam całą bibliotekę i wiem, że jeżeli nie użyje się eliksiru, osoby tej samej płci mogą począć dziecko tylko wtedy, gdy naprawdę się kochają i to jest takie romantyczne i niesamowite…
- Sylwia, nikt nie chce znać szczegółów, naprawdę. – Chłopiec siedzący obok niej szturchnął ją i dziewczynka zamilkła z lekko urażoną miną.
- Jeżeli chcesz, to później możemy o tym porozmawiać. Też dużo o tym czytałam…
Harry uśmiechnął się lekko pod nosem i zajął jedzeniem śniadania, podczas gdy Hermiona dalej w najlepsze rozmawiała ze swoją młodszą wersją. Nie spodziewał się, że ktoś tak otwarcie wyrazi poparcie dla niego oraz skrytykuje rodzinę Weasleyów. Myślał, że zostanie zasypany pytaniami i wszyscy będą chcieli, by potwierdził lub zaprzeczył plotkom, chociaż i tak mieli już swoje własne zdanie na ich temat. Do tej pory tak zazwyczaj było. Najwyraźniej kampania jego przyjaciół zdziałała znacznie więcej niż myśleli. Nagle poziom głosów w Wielkiej Sali zmienił się. Rozmowy przycichły i znów pojawiły się szepty. Harry przełknął żuty gryz naleśnika i rozejrzał w poszukiwaniu powodu zmiany. Nie musiał szukać długo. Grupka uczniów właśnie szła od strony drzwi do stołu Gryfonów, a w jej środku na wózku jechała Ginny.
Córka Weasleyów nie wyglądała aż tak strasznie jak sobie to wyobrażał na podstawie opisów przyjaciół i mężów. Przypomniał sobie o magicznym przedmiocie, który miała przy sobie i który miał optycznie redukować obrażenia, których doznała. Dlatego chociaż dwukolorowa, wyglądała raczej normalnie i Harry pomyślał, że wcale nie została aż tak surowo ukarana za narażenie życia jego dzieci. Ron popychał ją na wózku, jednocześnie lustrując spojrzeniem zgromadzonych w Sali. Razem z nimi była duża część piątego roku oraz Lavender, Parvati i Seamus. Na szczęście grupa zajęła miejsca na drugim końcu stołu i nie doszło do żadnej niemiłej konfrontacji. Jednak chłopak czuł ich ciężkie spojrzenia na sobie i wiedział, że ta sytuacja długo nie potrwa.
- Chcesz już iść na transmutację? – Hermiona wyszeptała, zerkając podejrzliwie na złowrogo nastawioną grupę.
- Wolę poczekać. Nie wiem co zrobią jeżeli znajdą nas w klasie bez profesora.
- Może tak będzie lepiej. – Neville przytaknął. – Wyglądają jak osy.
- Truteń też wydaje się być niezadowolony bardziej niż zwykle – powiedziała, wskazując głową na stół nauczycielski. Harry zmarszczył brwi, przez chwilę nie rozumiejąc o kim przyjaciółka mówiła i przesunął wzrokiem po profesorach. Wielu z nich miało marsowe miny…
Dumbledore, Harry. Wiesz, truteń, trzmiel, dumbledore…
Okej, Draco, zrozumiałem. I dzień dobry. Żałuj, że ominął cię pierwszy popis magii naszych dzieci.
Draco mruknął, że to ich wina, że go z nimi nie ma, a Harry wrócił do rzeczywistości i zaczął sobie robić kanapkę na wypadek gdyby zgłodniał między zajęciami. Nie miał ochoty patrzeć na dyrektora i zastanawiać się co tym razem wywołało u niego pochmurny nastrój. Zresztą jeżeli o niego chodziło, to niemalże wszystko co mieszało w szykach Dumbledore'owi było czymś dobrym.
oOo
- Nie wierzę, że on tak siedzi sobie i najzwyczajniej w świecie je śniadanko! – Ginny posyłała mordercze spojrzenie na drugi koniec stołu i robiła straszne rzeczy kiełbasce, którą miała na talerzu. Ron poklepał ją pocieszająco po ramieniu, mając nadzieję, że jego siostra zdoła się opanować przynajmniej do czasu aż opuszczą Wielką Salę. Dumbledore jasno im powiedział, że nie życzy sobie żadnych scen przed całą szkołą i miał zamiar tego dopilnować.
- Wiem, Gin, wiem, ale w tej chwili nie możemy niczego z tym zrobić – wyszeptał jej do ucha i popatrzył znacząco na jej przyjaciółki, aby też pomogły w uspokajaniu siostry. Dziewczyny niemal od razu zrozumiały przekaz i zaczęły złorzeczyć Potterowi i Malfoyom, obiecując jednocześnie, że już niedługo złapią Harry'ego na osobności i pomogą w zrozumieniu jak wielki popełnił błąd. Ginny wciąż nie wyglądała na zadowoloną, ale przynajmniej teraz zajęła się planowaniem i Ron mógł odetchnąć spokojniej.
Ginny miała już wszystko zaplanowane i teraz tylko powoli przedstawiała swoje pomysły pozostałym, jednak nigdy nie mówiła im wszystkiego. Wątpiła czy miałaby aż tylu pomocników gdyby ludzie się dowiedzieli z jakich magicznych sztuczek korzystała. Tak naprawdę ufać mogła tylko swojemu bratu, a cała reszta grupy była w mniejszym lub większym stopniu pod działaniem zaklęć. Nie było to nic czarno magicznego, co to, to nie. Nigdy nie zniżyłaby się do poziomu kogoś takiego jak Malfoyowie. Nie znaczyło to jednak, że jej zaklęcia były mniej skuteczne. Brakowało im wytrzymałości charakterystycznej dla czarnej magii, ale tak długo jak ludzie sami nie będą chcieli słuchać rozsądku i swojego sumienia, będą pod jej wpływem.
O~~o~~O~~o~~O
Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali w czekaniu na kolejny rozdział. Specjalnie postarałam się, żeby był najdłuższy z dotychczasowych, ponieważ tak długo czekaliście. Kolejny powinien pojawić się szybciej, zwłaszcza, że już wiem co się stanie przed Świętami i po Nowym Roku ;P
Wiecie, że Harry jest już na początku siódmego miesiąca? A ja wciąż nie mam pomysłu na imiona... Pomocy...?
