Hermiona była bardzo zaskoczona, co było całkowicie zrozumiałe. Każdy by tak zareagował, gdyby niespodziewanie po lekcji profesor Binns wywołał go po właściwym nazwisku i oznajmił, że ma duży projekt za dodatkowe punkty. Dziewczyna stłumiła narastającą ekscytację i popatrzyła na ducha z podejrzliwością godną ślizgona.
- Na czym ten projekt miałby polegać, proszę pana?
Binns wyjął spod sterty pergaminów cienką i mocno podniszczoną książkę. Miała czerwoną okładkę i złotymi literami wygrawerowano na niej tytuł: Ryty zimowe. Brwi Hermiony powędrowały tak wysoko, że prawie zniknęły w burzy włosów. Siłą powstrzymała się przed wyrwaniem książki z przezroczystych dłoni ducha. Nie mogła uwierzyć, że znalazła się tak blisko niej. Bardzo dobrze wiedziała, o czym była ta pozycja. Profesor Snape miał w swoim prywatnym zbiorze Ryty letnie, które prawiły głównie o ziołach. Obie książki należały do czterotomowej serii i zostały całkowicie wycofane z obiegu przez Ministerstwo, ponieważ zawierały bardzo dokładne opisy świąt i rytuałów pogańskich, praktykowanych głównie przez czystokrwistych czarodziejów. Zapis obrządków całkowicie pozbawiony wszelkich mugolskich naleciałości. Prawdziwy skarb czarodziejskiej kultury.
- Projekt polegałby na odtworzeniu, oczywiście w całkowicie kontrolowanych warunkach, jednego z obrzędów. Musiałaby pani wziąć parę osób do pomocy i oni również otrzymają dodatkowe punkty. Całość przedstawilibyście przed przerwą świąteczną. Jednak wolałbym aby tylko pani miała dostęp do tej książki…
- Oczywiście. – Hermiona pokiwała z przejęciem głową. – Ale czy to nie jest sprzeczne z prawem?
Duch poruszył się niespokojnie i przez chwilę gryfonka miała wrażenie, że odpłynie lub zacznie znowu gadać o goblinach, tak jakby nic się nie stało. Ten nieobecny wyraz twarzy nie wróżył niczego dobrego.
- Dyrektor uzyskał jednorazowe pozwolenie od Ministra. Pokaz ma mieć charakter czysto edukacyjny, a ponieważ obrzęd zostanie przeprowadzony poza właściwym terminem i przez to pozbawiony magii, nie będzie stanowił żadnego zagrożenia.
Dumbledore uzyskał pozwolenie od Ministra? Hermiona zacisnęła usta i badawczo przyjrzała się duchowi oraz korcącej książce. Jeżeli dyrektor miał z tym coś wspólnego, to znaczyło, że musiał to robić z jakiegoś powodu. Zapewne była to również jego idea, ponieważ Binns był zbyt przejęty historią goblinów, by zawracać sobie głowę takimi sprawami jak czarodziejskie tradycje. Wzmianka o przerwie świątecznej podpowiadała, że chodziło tu o jakieś obrządki związane z przesileniem zimowym, ale Hermiona praktycznie niczego o nich nie wiedziała, więc nie miała żadnych podstaw, by nawet zacząć domyślać się planów starca. Po chwili wahania wpiła zdeterminowane spojrzenie w ducha.
- Z chęcią zajmę się tym projektem.
oOo
Harry i Neville czekali na Hermionę pod klasą. Binns na początku nie chciał rozstać się z książką, ale po tym jak dziewczyna obiecała, że nikt niepowołany jej nie zobaczy (w końcu jej też by się oberwało za posiadanie zakazanej lektury) i zabezpieczyła wszelkimi znanymi sobie zaklęciami, tak, że nawet w najmniejszym stopniu nie przypominała swojego prawdziwego wyglądu, duch pożyczył ją na czas projektu. Hermiona przypuszczała, że miało to więcej wspólnego z tym, że nie chciał, by zawracała mu głowę kilka razy dziennie chcąc zajrzeć do Rytów, ale nie chciał zostać egzorcyzmowany w razie złapania.
- Czego chciał? To było dziwne, gdy prawidłowo podał twoje nazwisko
- Ściśle tajna sprawa. Porozmawiamy o tym później. – Popatrzyła na nich znacząco. Chłopcy przytaknęli, chociaż wyraźnie nie wiedzieli, co o jej odpowiedzi myśleć.
Neville zaczął opowiadać o roślinach, które zakwitły w szklarni numer siedem, do której większość uczniów nie miała wstępu i razem z Hermioną pogrążyli się w dyskusji o zielarstwie. Harry szybko stracił zainteresowanie i zatopił we własnych rozmyślaniach.
Ostatnie dni były niesamowicie spokojne. Gang Ginny wciąż coś buczał i rozsiewał przeróżne plotki, ale ludziom wyraźnie temat zaczął się nudzić i nie zwracali na nich już takiej dużej uwagi. Najwyraźniej wyjście z ukrycia i pokazanie, że był w ciąży wystarczyło, by znaleźli sobie inne tematy. Jak na przykład liczba i płeć dzieci, w jakiej pozycji i gdzie doszło do zapłodnienia, jakim wielkim ogierem musiał być Malfoy. Harry czasami nie wiedział, czy się śmiać, czy płakać, gdy słyszał o czym rozmawiali uczniowie. Magia Hogwartu przestała słabnąć, ale też nie odbudowywała się, co go trochę martwiło. Myślał, że Dumbledore będzie na tyle mądry, by odnowić zaklęcia ochronne szkoły tak szybko, jak tylko ogniwa zostaną zlikwidowane, ale wyglądało na to, że się mylił. Severus też był tym zdenerwowany, zwłaszcza, że dyrektor na pytania odpowiadał, że wszystko będzie w swoim czasie. Najwyraźniej takich spraw nie można było przyspieszyć, a przynajmniej tak twierdził starzec. Nikt też wciąż nie wiedział jak grupce uczniów udało się uciec z cel Ministerstwa i to bez najmniejszego naruszenia ochrony. Wszystko zdawało się być zawieszone w bezruchu, jakby jakaś wyższa siła czekała w napięciu na wybuch i Harry'emu bardzo to się nie podobało.
Chłopak pomasował lekko brzuch. Przeklęte niekończące się korytarze Hogwartu. Już teraz musiał robić sobie krótkie przerwy na odpoczynek w czasie wędrówki z jednego końca zamku na drugi. Aż bał się pomyśleć co będzie za parę tygodni.
Będziesz wylegiwać się na kanapie w siedzibie Malfoyów, skrzaty będą ci usługiwać, a profesjonalny masażysta zajmie się twoimi stopami.
Harry zachichotał, słysząc w głowie głos Draco i jego obietnicę. Neville i Hermiona przerwali na chwilę rozmowę i popatrzyli na niego, po czym wrócili do dyskusji domyślając się, że któryś z mężów odezwał się do niego mentalnie.
Trzymam cię za słowo, aczkolwiek nie wiedziałem, że miałeś czas na zdobycie dyplomu masażysty.
Chciałbyś. Poza tym nie potrzebuję dyplomu, Malfoyowie we krwi mają doskonałe robienie wszystkiego.
Oczywiście, Draco.
Sarkazm nie pasuje do ciebie.
Harry prychnął, rozbawiony.
Ojciec pociągnął parę sznurków i szykuje razem ze stadem prawników pozew przeciwko Weasleyom i Dumbledore'owi. Powiedział, że niedługo powinieneś dostać sową parę dokumentów do podpisania. Nic nie zaczną dopóki tego nie zrobisz, ale wszystko już będzie przygotowane.
Harry zmarszczył brwi. Sam nie wiedział, czy chciał pozwać Weasleyów i dyrektora. Groził tym Ginny i miał wielką ochotę spełnić te groźby za każdym razem, gdy myślał o tym jak blisko był stracenia dzieci, ale nie był pewien, czy takie postępowanie było właściwe. Wciąż trwała wojna i ludzie potrzebowali Dumbledore'a jako ikony – przywódcy. Bał się, że jeżeli wywoła skandal, to Voldemortowi znacznie łatwiej będzie przejąć władzę i przypłacą to życiem. Z drugiej strony jeżeli wygrają wojnę i Dumbledore ją przeżyje, to najprawdopodobniej stanie się jednym z bohaterów i wyniesiony na piedestale jeszcze wyżej. Wówczas oskarżanie go i domaganie się czegokolwiek będzie tak właściwie niemożliwe.
Z kolei Weasleyowie byli postrzegani jako szablonowa rodzina jasnej strony. Liczna, otwarta na mugolską kulturą i pełna miłości i rodzinnego ciepła. Duża ilość dzieci tylko działała na ich korzyść, ponieważ każdy magiczny potomek był przez czarodziejów traktowany jak błogosławieństwo. Wyciągnięcie na wierzch brudów na pewno zniszczyłoby jeden z filarów jasnej strony i na dodatek mogło pogrążyć też tych Weasleyów, którzy z kontraktem i zgnilizną rodzinną nie mieli niczego wspólnego. Wiedział, że starsze rodzeństwo Rona w większości odcięło się od rodziny i chociaż nie zadeklarowało swojego poparcia wobec Harry'ego, nie chciał, by zostali ukarani przez społeczeństwo za nie swoje przewinienia.
Rozumiem, Harry, ale naprawdę za dużo nad tym myślisz.
Draco przerwał jego rozmyślania i Harry skupił się na jego głosie w swojej głowie, mając nadzieję na otrzymanie jakiejś dobrej porady, która pomoże mu rozwiązać ten wewnętrzny konflikt.
Owszem, Dumbledore straci trochę posłuchu, gdy ludzie dowiedzą się w jaki sposób wykonywał obowiązek jako twojego opiekuna. Wielu będzie zbulwersowanych narzucaniem kontraktu małżeńskiego takiej treści, ale jestem pewien, że uda mu się obrócić to w taki sposób, że jego pozycja przywódcy jasnej strony nie zostanie naruszona.
Więc jaki jest sens, Draco?
Wciąż będzie przywódcą, ale ludzie zaczną go postrzegać bardziej jak człowieka, a nie boga. Poza tym jestem pewien, że będziemy w stanie doprowadzić go do bankructwa i jeszcze zmusić, by do końca swojego życia płacił na dzieci lub jakąś organizację charytatywną ojca takie kwoty, by nie zostawało mu więcej niż pensja Filcha. Bez pieniędzy nawet bycie bohaterem nie da mu takich wpływów jak miał do tej pory i z czasem odpadnie z gry.
Harry skrzywił się lekko. Nie lubił jak Draco określał politykę i walkę o wpływy jako grę. To wszystko za bardzo namieszało w jego życiu, by mógł przypisać temu taką nazwę. Na chwilę skupił się bardziej na otoczeniu. Byli już tylko parę kroków od Wielkiej Sali i niektórzy uczniowie zerkali na nich dziwnie. Musiał nieco więcej uwagi poświęcić na zachowanie neutralnego wyrazu twarzy.
- W porządku?
Harry uśmiechnął się lekko i przytaknął.
- Tak, tylko… myślę o tym, co by powiedział Draco o pozwaniu Weasleyów i Dumbledore'a.
Hermiona skinęła głową ze zrozumieniem. Nie mógł nie zauważyć złośliwego błysku w jej oczach.
A co z Weasleyami?
Pozwiemy każdego z osobna i jasno damy do zrozumienia kto nie miał niczego wspólnego z całą sprawą. Są dorośli, bez problemu mogą odciąć się od reszty dając jakieś krótkie oświadczenie. Na ich miejscu zrzekłbym się nazwiska i przyjął inne. Mają prawo do nazwiska Prewett, a ta rodzina zawsze była szanowana. Sam nie wiem skąd w niej wyskoczyła ich matka... W każdym razie pozywamy tylko winnych. Reszta nie ma się czym martwić.
Pomyślę nad tym.
Wszystko będzie w dokumentach, które ci prześlemy. Przeczytaj je, jeżeli będziesz miał jakieś uwagi, to zawsze możemy je przedyskutować.
oOo
- Więc, o co chodziło Binnsowi?
Siedzieli w piątkę w salonie mistrza eliksirów. Severus zajmował się sprawdzaniem testów, podczas gdy czwórka uczniów zgromadziła się wokół stołu i przekąsek oraz herbaty. Hermiona rozpromieniła się, słysząc pytanie i wyjęła z torby książkę.
- Historia Urlika Groźnego? – Zabini zapytał z niedowierzaniem. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego tajemniczo i niemal teatralnym gestem stuknęła różdżką w książkę, która od razu zmieniła wygląd. – Dał ci Ryty zimowe?
Severus odłożył pracę i podszedł do nich, zaciekawiony. Ryty były bardzo trudne do zdobycia i zazwyczaj pilnie strzeżone przez staro magiczne rody. Rzadko kiedy rodzina posiadała więcej niż jedną część, o ile w ogóle. Swoje Ryty letnie odziedziczył po Prince'ach, jako ostatni z rodu i odnalazł tylko dlatego, że po zakończeniu szkoły bardzo dokładnie przeszukał całą zawartość skrytki w Gringotcie mając nadzieję na odkrycie ciekawych tekstów o eliksirach. Wiedział, że dla bezpieczeństwa powinien umieścić ją z powrotem pod ochroną goblinów, ale cały czas coś go powstrzymywało.
- Jestem pewna, że zrobił to z polecenia Dumbledore'a. Cały ten projekt… mam wybrać grupkę i przygotować pokaz dawnego obrzędu przesilenia zimowego. Binns powiedział, że wykonamy go przed przerwą świąteczną i dlatego będzie pozbawiony magii. Z tego powodu Ministerstwo dało jednorazowe pozwolenie.
Zabini prychnął.
- Nie kupuję tego.
- Ja też nie. – Severus skinął głową. – To prawda, że obrządek jest związany z czasem, ale wcale nie będzie pozbawiony magii. Po prostu przez brak przesilenia nie zostanie ona właściwie skierowana. Jeżeli jeszcze dodamy do tego obecność wszystkich uczniów… - Zmarszczył brwi, rozważając różne scenariusze. Co ten starzec znowu kombinował?
- To znaczy, że Dumbledore chce do czegoś wykorzystać magię uczniów? – Neville wyglądał na zaniepokojonego. – Nie możemy na to pozwolić. To znaczy…
- Nie mogę zrezygnować z tego projektu. Wtedy Binns znajdzie kogoś innego. – Hermiona przygryzała wargę, myśląc. Jej dłonie niemal nieświadomie gładziły z czułością czerwoną okładkę.
- Może uda się nieco zmodyfikować ten rytuał? Tak, żeby zrobić coś dobrego z całą tą uwolnioną magią i upewnić się, że nikt nie ucierpi. Dumbledore wciąż nie odbudował zaklęć ochronnych Hogwartu. Pomyślcie jakie stałyby się potężne, gdyby zostały wzmocnione taką magią.
Hermiona popatrzyła na Harry'ego wielkimi oczami.
- Jesteś genialny!
- Mam swoje momenty. – Uśmiechnął się i wzruszył ramionami. – Co powiecie na eklerka z keczupem?
oOo
Spokój w jego życiu nigdy nie trwał długo. Harry wiedział, że naprawdę powinien był się tego spodziewać, ale i tak atak go zaskoczył. Tylko na chwilę wyszedł z biblioteki, a ponieważ łazienka znajdowała się niemal dokładnie naprzeciwko niej, uznał, że zdecydowanie nie potrzebował obstawy. Dzieci wciąż nie kopały, a przynajmniej jeszcze ani razu nie udało mu się ich na tym przyłapać, ale i tak często lubiły siedzieć mu na pęcherzu i przez to bardzo szybko zaznajomił się z położeniem wszystkich toalet w szkole.
Łazienka była pusta, gdy do niej wchodził. W kabinie miał wrażenie, że usłyszał otwieranie i zamykanie drzwi, ale gdy nie usłyszał żadnych kroków, stwierdził, że mu się tylko wydawało. Dopiero przy umywalce zauważył, że coś było nie tak. Powietrze było jakieś inne. Następnie coś ugryzło go w łydkę.
- Co do…? – Odskoczył i rozejrzał po łazience, ale niczego nie zauważył. Z sercem bijącym niemal w gardle podciągnął nogawkę spodni, które były nienaruszone i popatrzył na łydkę. Drobne ranki po zębach tworzyły czerwone półokręgi. Coś małych rozmiarów rzeczywiście go ugryzło, ale niczego nie widział. Utykając zaczął przeszukiwać łazienkę zanim się zorientował, że to coś mogło być jadowite, albo przenosić jakieś zarazki. Lepiej zrobi, gdy zablokuje wszystkie wyjścia z łazienki i jak najszybciej poszuka medycznej pomocy…
Harry? Co się dzieje?
Sev, coś mnie ugryzło w łazience, ale niczego tu nie ma.
Pokuśtykał do drzwi i sięgnął dłonią, by je otworzyć, gdy nagle coś go w nią ugryzło. Odskoczył od drzwi, niemal przewracając się o własne nogi.
- Au!
Tym razem zęby wgryzły się głębiej i uszkodziły jedną z żył. Harry spróbował użyć zaklęcia, by zatamować krwawienie, ale nic się nie stało. Owinął więc dłoń szatą i znów rozejrzał po łazience. Cokolwiek to było, było niewidoczne i najwyraźniej nie chciało go wypuścić.
Znowu mnie ugryzło. Próbowałem otworzyć drzwi i mnie ugryzło w rękę!
Gdzie jesteś?
Łazienka obok biblioteki.
Tym razem coś nie tylko wgryzło się w jego nogę, ale też szarpnęło, wyrywając kawałek ciała. Harry zawył z bólu i upadł na posadzkę. Jak miał się bronić przed czymś czego nie widział, gdy na dodatek jego magia akurat wybrała tę chwilę, by przestać działać? Odsunął się pod ścianę, przez łzy rozglądając za czymkolwiek co mogłoby posłużyć jako broń. W łazience nie było niczego, a z doświadczenia wiedział, że większość rzeczy była specjalnie wzmocniona zaklęciami. Żeby nikt nie mógł wyrwać deski klozetowej czy wieszaka na torbę.
Ktoś szarpnął za klamkę, ale drzwi nie otworzyły się. Harry nie słyszał żadnych głosów z korytarza, więc ktokolwiek go tu zamknął z tym czymś, wszystko też wyciszył. Chłopak osłonił rękoma i nogami brzuch, by ochronić go przed ugryzieniem i kolejny raz zęby wgryzły się w ramię. Zamachnął się drugą ręką w miejsce, w którym powinno być to coś, ale albo było niesamowicie szybkie, albo nawet nie było materialne, ponieważ tylko uderzył nią w ścianę i został ugryziony w drugą dłoń. Ból był okropny i z każdą chwilą zdawał się narastać i Harry zaczął się naprawdę obawiać tego, że to coś nie tylko gryzło, ale było też jadowite.
Zaraz będę. Zostały tylko dwie barykady na drzwiach.
Harry wrzasnął z bólu. Był pewien, że potwór odgryzł mu palca u nogi. Czuł, jak but wypełnia się ciepłą krwią. To coś bawiło się nim zadając ból i zjadając go kawałeczek po kawałeczku. Zwinął się w kłębek na podłodze, trzęsąc się i płacząc. Potwór ugryzł go jeszcze w udo i ponownie w łydkę zanim drzwi w końcu się otwarły z hukiem i do środka wpadł spanikowany Severus, a za nim McGonagall i pielęgniarka. Zaklęcia wyciszające również musiały zostać zdjęte, ponieważ łazienkę wypełnił podniecony gwar zgromadzonych w korytarzu uczniów.
Severus szybko rzucał zaklęcia na łazienkę, podczas gdy Pomfrey uklęknęła obok Harry'ego, badając jego obrażenia i tamując krwawienie.
- Wyglądają na ugryzienia chochlików, ale są za duże.
Snape machnął różdżką niczym batem i w pomieszczeniu rozległ się trzask, a na posadzkę upadło z plaśnięciem coś białego. Harry'emu za bardzo kręciło się w głowie, by mógł skupić się na tyle, by zobaczyć jak dokładnie wyglądała istota, która go zaatakowała.
- W ranach jest jakaś toksyna. Musimy jak najszybciej zabrać go do skrzydła szpitalnego, a najlepiej do Mungo. Tam lepiej sobie poradzą z nieznaną substancją. – Ktoś zaczął go lewitować, ale Harry był otumaniony i zaczynał wszystko słyszeć jak przez tubę, więc go to nie obchodziło. Prawdę mówiąc czuł się w tej chwili tak odcięty od świata, że nic go nie obchodziło poza światełkami, które wirowały mu przed oczami i tym, że w końcu przestawało boleć. Ostatnie, co usłyszał, to głosy, chyba w jego głowie.
Harry, trzymaj się.
O~~o~~O~~o~~O
Ostatnio czytam dużo Stereka z fandomu Teen Wolfa, co chyba widać. To kąsanie i w ogóle… ;)
Dziękuję wszystkim za komentarze. I serie komentarzy. Zawsze miło jest poczytać o tym, że ktoś lubi twory mojej wyobraźni. Mam nadzieję, że spodobało się Wam takie urwanie rozdziału. hehehe Następny już się pisze, ale nie obiecuję, że będzie szybko. Myślę, że Voldemort zaatakuje Hogwart albo w nim, albo w kolejnym. Zależy ile się jeszcze wydarzy w związku z tym atakiem.
