Severus patrzył na mokry kawałek złożonego pergaminu, który był przyczyną ostatniego nieszczęścia, i ledwo powstrzymywał się przed spaleniem go. Harry został zaatakowany przez cholerne zaczarowane origami, dodatkowo nasączone toksycznym wywarem z ziół, które niestety były łatwo dostępne dla każdego ucznia. Wszystko użyte do wykonania tego było łatwo dostępne. Głupia kartka, zaklęcia z trzeciego i czwartego roku, parę liści ze szklarni numer pięć. Wszystko to połączone razem przez jakiś chory umysł w zabawkę, która niemal zabiła jego męża. Severus wiedział, że gdy znajdzie winnego, ten ktoś będzie się modlił o jak najszybszą śmierć.
Dumbledore jak zwykle próbował zamieść wszystko pod dywan i potraktować jak nieprzemyślany do końca dowcip, ale Poppy potrzebowała pomocy z Mungo aby poradzić sobie z toksyną i wezwała ją zanim dyrektor zdążył zareagować. Aurorzy zostali powiadomieni i niedługo ktoś miał przyjść po ten kawałek pergaminu. Mieli nadzieję odnaleźć na nim resztki magicznej sygnatury sprawcy ataku, ale Severus wiedział, że to się nie uda. Zniszczył go zbyt silnym zaklęciem i minęło za dużo czasu.
Harry obecnie był w Mungo. Uzdrowiciele pozbyli się toksyny, jednak ze względu na ciążę i to, że wciąż nie odzyskał przytomności, odmawiali przekazania go skrzydłu szpitalnemu. Severus z jednej strony czuł ulgę, ponieważ Poppy zapewniała go, że z jego mężem wszystko będzie w porządku, z drugiej strony jednak wolałby, żeby chłopak był w Hogwarcie. Był profesorem i nie mógł ot tak po prostu opuścić szkoły, by go odwiedzić w szpitalu. Na domiar złego Draco średnio co pięć minut pytał go, czy są jakieś wieści, kiedy Harry odzyska przytomność i czy mógł opuścić Fideliusa, by go odwiedzić.
- Nad czym tak myślisz?
Severus odwrócił się od przeklętego pergaminu i popatrzył na Poppy. Czarownica wyglądała na zmęczoną.
- Każdy uczeń mógł zrobić coś takiego, a w tej chwili istnieją dwie grupy, które byłyby do tego skłonne. Pozostali w zamku poplecznicy Mrocznego Pana i grupa, którą utworzyła Weasleyówna. Skłaniam się ku opcji drugiej.
Poppy przytaknęła, a jej twarz przybrała bardzo surowy wyraz.
- Albus nie był zadowolony, więc jeżeli to jej wina, przypuszczam, że niedługo się dowiemy. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że próbował powstrzymać nas przed skontaktowaniem z Mungo. Wolę nawet nie myśleć o tym co by się stało bez pomocy uzdrowicieli…
Severus też starał się o tym nie myśleć. Bardzo.
Drzwi do skrzydła szpitalnego otwarły się i do środka wkroczyło dwóch młodych aurorów oraz dyrektor. Na twarzy starca odmalowana była tak wielka troska o zdrowie ulubionego ucznia, że tylko dzięki umiejętnemu zrównoważeniu jej gniewem na winnego całość nie wyglądała przerażająco sztuczno.
- Tym zaatakowali Pottera? – Jeden z aurorów, niski brunet z bliznami po trądziku, patrzył z niedowierzaniem na złożony pergamin. Miny obu młodzików wyraźnie świadczyły o tym, że nie potrafili zrozumieć jakim cudem Harry Potter nie był w stanie pokonać głupiego, zaczarowanego kawałka papieru. Severus zgrzytnął zębami, widząc, że Dumbledore tylko potakuje ze smutkiem głową.
- Magia Pottera akurat była przekierowana na jego dziecko, więc był praktycznie bezbronny wobec niewidzialnego napastnika – wycedził, taksując ich spojrzeniem, pod którym skulili się w sobie do rozmiarów, które znał ze szkoły. Uczył tych dwóch gamoni parę lat temu. Obaj byli gryfonami i sam nie wiedział jakim cudem dostali się na jego zaawansowane zajęcia. – Dobrze, że jego przyjaciele zorientowali się, że coś było nie tak, ponieważ zaklęcia ochronne Hogwartu w ogóle nie zareagowały na to, że coś próbowało rozszarpać ucznia.
Ciężką ciszę przerwał Albus, uśmiechając się ze zmęczeniem.
- Ach, mój drogi Severusie, zawsze wszystkim powtarzam, że w głębi serca zależy ci na wszystkich uczniach tej szkoły. Może gdybyś nieco częściej stawał w obronie gryfonów… - zawiesił głos, a aurorzy prychnęli z rozbawieniem, w końcu zabierając się za zabezpieczanie pergaminu. Cały czas szeptali coś między sobą, najprawdopodobniej kąśliwe uwagi na temat znienawidzonego profesora eliksirów. Severus skrzywił się w ich stronę, następnie na Dumbledore'a i skierował do wyjścia.
- Murphiego uwarzę ci na jutro, Poppy – rzucił przez ramię. Wydawało mu się, że Harry zostawił w ich komnatach pelerynę niewidkę. Jeżeli się pospieszy, to będzie mógł odwiedzić Draco. Może nawet uda im się wśliznąć do Munga.
oOo
- Profesorze Snape!
Obecność Hermiony Granger na terenie ślizgonów o tej porze nie była dużym zaskoczeniem. Był powód, dla którego trafiła do Gryffindoru pomimo wielkiej miłości do książek i nauki. Severus zwolnił nieco kroku, by dziewczyna mogła go dogonić bez robienia niepotrzebnego hałasu.
- Tak, panno Granger?
- Czy są jakieś nowiny o Harrym? – zapytała z troską.
- Pół godziny temu pani Pomfrey otrzymała raport, według którego wszystko jest w porządku, ale przetrzymają go jeszcze parę dni na obserwacji. – Skręcili za róg i weszli w korytarz wiodący prosto do jego kwater. – Słyszała już pani jakieś plotki?
- Nie. Ginny tylko podziękowała głośno temu, kto to zrobił. Była święcie przekonana, że to ktoś z Gryffindoru. Ta cała jej banda… po prostu brak mi słów na głupotę niektórych ludzi. – Jęknęła sfrustrowana i Severus zgodził się z nią w duchu.
- Lepiej niech już pani wraca do dormitoriów.
Nawet w mroku korytarza widać było rumieniec, który wypłynął na jej policzki.
- Ach, tak. Zaraz mam obchód. Obowiązki i w ogóle. – Zmieszana wygładziła szatę. – To… dobranoc, profesorze. Mam nadzieję, że Harry szybko wróci do Hogwartu. – Uśmiechnęła się lekko i szybko oddaliła w stronę, z której przyszli. Severus pokręcił głową z niedowierzaniem. Harry coś wspominał o tym, że jego przyjaciółka chyba się w kimś zauroczyła, ale wtedy nie zwrócił na to zbyt dużej uwagi. Wyglądało na to, że nawet ona nie była odporna na lekkie ogłupienie wywołane hormonami i będzie musiał uważniej ją śledzić w czasie zajęć. Jeżeli będzie miała podobne problemy z koncentracją co reszta zakochanych nastolatków, to coś przez jej nieuwagę mogło wybuchnąć.
Pelerynę niewidkę znalazł tam, gdzie się spodziewał, że Harry ją zostawił. Na oparciu krzesła, na którym zwykle jego mąż siedział w czasie posiłków. Starannie złożył bezcenny materiał, rozważając, z którego wyjścia powinien skorzystać. Już miał ją włożyć do magicznie powiększonej kieszeni, gdy ogień na kominku rozbłysł zielonymi płomieniami i wydobył się z niego głos Dumbledore'a.
- Severusie, mógłbyś przyjść do mojego gabinetu? Mamy spotkanie.
Jęknął w duchu i odłożył pelerynę z powrotem na krzesło. Dlaczego ten starzec zawsze miał takie okropne wyczucie czasu?
- Spotkanie o tej porze? Kładłem się już do łóżka – warknął, nawet nie próbując maskować poirytowania.
- Dobrze wiesz, że wojna nie śpi. Wszyscy będą za dziesięć minut.
oOo
Severus już dawno nie był na żadnym spotkaniu Zakonu. Nie był im już tak potrzebny, gdy nie miał do przekazania żadnych informacji o poczynaniach Voldemorta. Na dodatek większość członków nie ufała mu i woleli nie omawiać niczego ważnego w jego obecności. Tym razem było inaczej i podejrzewał, że potrzebowali jego usług jako mistrza eliksirów.
Owalny gabinet dyrektora wypełniony był niemal po brzegi, ale dzięki magii każdy znalazł sobie miejsce, by usiąść. Severus zauważył parę młodych twarzy – nowe nabytki grupy. Większość z nich ukończyła Hogwart w tamtym roku i zdecydowanie nie nabyli jeszcze żadnych umiejętności, by stać się wartościowymi członkami. To mogło znaczyć, że Albus chciał zrobić zebranie na pokaz. Albo potrzebował mięsa armatniego do tego, co zaplanował.
Wszyscy wyglądali na zmęczonych. Widać było, że część została wyciągnięta z łóżka i ubrała się w pośpiechu w najwygodniejsze ubrania jakie mieli pod ręką. Jeżeli wezwanie przyszło nagle i w środku nocy, to najwyraźniej wymagało ich natychmiastowej interwencji. Być może zaraz Albus wyśle ich do obrony jakieś wioski przed Śmierciożercami.
- Dziękuję, że wszyscy tak szybko przybyliście. – Zgromadzeni mruknęli i wpatrzyli się w dyrektora wyczekująco. – Harry Potter został dziś zaatakowany.
- Co takiego? Czy wszystko z nim w porządku? – Słowa Remusa wybiły się ponad szmer zaskoczonych głosów i Severus popatrzył na wilkołaka, siedzącego po drugiej stronie gabinetu. Wyglądał gorzej niż zwykle, chociaż do pełni wciąż było daleko. Najwyraźniej misja, na którą ostatnio wysłał go Dumbledore, nie należała ani do łatwych, ani przyjemnych. Objął spojrzeniem resztę zgromadzonych. Na większości twarzy, które widział, odmalowywało się przejęcie, ale tylko nieliczne wyglądały na zmartwione. Zmrużył oczy, gdy zobaczył jak Molly łapie się za serce i odstawia teatrzyk pod tytułem zatroskanej przybranej matki.
- Albusie, mam nadzieję, że nic mu się nie stało. – Kobieta wyglądała na naprawdę przejętą i Severus podejrzewał, że była. Wciąż miała nadzieję, że jej córka zostanie lady Potter, a aby do tego doszło Harry musiał być żywy i w miarę zdrowy. Przekląłby ją, gdyby nie obecność Dumbledore'a, który niestety był dość niezły w wyczuwaniu rzucanych zaklęć i to, że był zbyt daleko od niej, by zrobić to dyskretnie.
- Do jego krwioobiegu dostała się toksyna, więc musieliśmy wysłać go do Mungo, ale uzdrowiciele powiedzieli, że wszystko z nim dobrze i po paru dniach na obserwacji będzie mógł wrócić do Hogwartu. – Kilka osób odetchnęło z ulgą. – Całe zdarzenie zwróciło jednak moją uwagę na to, że Harry w swoim obecnym stanie nie jest w stanie się obronić. Jego magia przez większość czasu jest teraz skupiona na ciąży…
- Potter jest w ciąży?! – Wszyscy popatrzyli na młodzika, który nagle się odezwał, ale nie tylko on wyglądał na poruszonego tą informacją i wkrótce oczy znów skupiły się na dyrektorze, czekając na wytłumaczenie. Severus starał się dyskretnie obserwować Lupina i Weasleyów. Wilkołak z niedowierzaniem gapił się w jakiś punkt przed sobą, Artur również wyglądał jakby to było dla niego nowością. Ciekawe… Albo był dobrym aktorem, w co Severus szczerze nie wierzył, albo Dumbledore i reszta Weasleyów trzymali go w niewiedzy.
- Ach, tak. Próbowaliśmy nie robić z tego sensacji, ale obawiam się, że w świetle dzisiejszych wydarzeń niedługo wieści trafią na pierwsze strony gazet… - Albus westchnął ze zmęczeniem i pogładził brodę, jakby próbując odpowiednio dobrać słowa. – Harry twierdzi, że się zakochał… w każdym razie niedawno wyszło na jaw, że wyszedł za Draco Malfoya i jest z nim w ciąży. Ojciec Draco był oczywiście bardzo z tego niezadowolony i zabrał go ze szkoły, ale jak do tej pory nie przekonał do rozwodu.
- Merlinie…
- Potter z Malfoyem?
- Przecież to śmierciożerca!
Severus skrzywił się, słuchając i obserwując rozemocjonowanych członków Zakonu. Dumbledore na razie nie robił niczego, by uspokoić tę zgraję, więc najwyraźniej chciał, by zgromadzeni chociaż trochę nastawili się przeciwko Harry'emu. Dlaczego miałby to robić, gdy do tej pory cały czas twierdził, że Harry jest bardzo ważny i jest jedyną nadzieją na pokonanie Voldemorta, mistrz eliksirów nie wiedział. Być może starzec myślał już o korzyściach jakie z tego osiągnie po wojnie?
- Moi drodzy, wszyscy wiemy, że młodzi ludzie pod wpływem emocji robią różne głupie rzeczy – Dumbledore w końcu przemówił, uśmiechając się lekko z politowaniem. Niczym dobry dziadek upominający psotliwe wnuczęta. Severus aż wzdrygnął się, ale na szczęście nikt tego nie zauważył. – W tej chwili ważniejsze jest zapewnienie Harry'emu bezpieczeństwa. Chcę, aby ci, co mogą, cały czas byli przy nim i pilnowali, by więcej do takiej sytuacji nie doszło. Teraz, gdy przez ciążę nie jest w stanie używać magii, nawet zwykły dowcip może okazać się być dla niego tragiczny w skutkach. Więc kto może poświęcić parę godzin dziennie na pilnowanie go?
Następne pół godziny minęło na zgłaszaniu się ochotników i ustalaniu grafiku dyżurów. Ponieważ większość zgromadzonych miała pracę, tylko niektórzy mogli codziennie pilnować Harry'ego. Severus starał się zapamiętać kiedy i kto będzie się kręcił przy jego mężu, zwłaszcza, gdy nie tylko Lupin, ale też Molly postanowiła wziąć w tym udział. Nie rozumiał dlaczego Dumbledore wezwał na zebranie osoby, co do których już z góry wiadomo było, że nie będą mogli wziąć udziału w tej akcji. Gdy już w gabinecie zapadła cisza, Albus znów przybrał poważny wyraz twarzy.
- Przejdźmy teraz do kolejnej sprawy. – Popatrzył na starszych członków Zakonu. – Proszę, żeby ci, którzy potrafią stawiać bariery ochronne, przybyli w sobotę o dwudziestej. Po ostatnich wydarzeniach doszedłem do wniosku, że musimy dodatkowo wzmocnić zabezpieczenia szkoły. Słyszałem, że Minister chce podesłać kilku aurorów do ochrony zamku? – Pytanie zostało skierowane do Kingsleya, który przytaknął. – Postaraj się, aby w skład grupy wchodzili albo członkowie Zakonu, albo nasi sympatycy. Ostatnie czego nam teraz trzeba, to utarczki z naszymi politycznymi przeciwnikami.
- Na koniec chciałbym, aby każdy ze zgromadzonych rozejrzał się za dogodnym miejscem do ulokowania drugiej siedziby Zakonu, która będzie spełniała głównie rolę dodatkowego miejsca odpoczynku oraz szpitala. Obawiam się, że niedługo będziemy tego potrzebować, a obecna siedziba nie jest tak do końca do tego przystosowana. – Severus rozbawiony prychnął cicho, słysząc to. Grimmuald Place miało wystarczająco dużo miejsca, by przystosować je do czegokolwiek akurat potrzebowali, ale po tym jak Harry przejął nad nim kontrolę, odciął Zakon od prawie wszystkiego i na dodatek zezwolił Stworkowi na dokuczanie im, mistrz eliksirów był zaskoczony, że Dumbledore dopiero teraz zaczynał szukać innego miejsca. Może w końcu zaczęło do niego docierać, że Harry przestał być jego marionetką i już nigdy nie odzyska nad nim kontroli?
oOo
Harry obudził się w obcym miejscu, nie bardzo pamiętając dlaczego się w nim znalazł, ale czując jak jedno z dzieci bawi się w boks z jego wnętrznościami. A może oboje się bawili? Zamarł na chwilę, nie mogąc uwierzyć w to, że w końcu naprawdę czuł jak się ruszają. Nie delikatne muśnięcia i wrażenie przesuwania, ale solidne kopniaki! Merlinie, gdzie byli jego mężowie, gdy chciał się podzielić tym niesamowitym przeżyciem? Rozejrzał się dookoła, marszcząc brwi. Pomieszczenie przypominało trochę prywatny pokój w skrzydle szpitalnym, ale powietrze było tu inne. Nie wyczuwał też ani odrobiny magii Hogwartu, a to znaczyło, że albo nagle cała magia zamku zniknęła, albo stracił zdolność wyczuwania magii, albo znalazł się poza murami zamku.
Severusie? Draco?
Cisza. Że też akurat teraz nie był w stanie się z nimi telepatycznie porozumieć. W takich chwilach naprawdę nienawidził swojego beztalencia do wszystkiego, co związane z magią umysłu. Nie bez trudu podciągnął się do pozycji siedzącej. Teraz był w stanie zobaczyć, że za oknem rozciągał się widok na miasto. Czyżby był w Mungo? Drzwi do pokoju otworzyły się i do środka wkroczyła uśmiechnięta kobieta w szatach uzdrowiciela.
- Witam, panie Potterze. Dobrze widzieć, że już się pan obudził.
- Hej. – Odchrząknął. Miał wrażenie, jakby ostatni raz używał głosu kilka dni temu. – Jestem w Mungo?
- Tak. Madame Pomfrey przekazała nam pana wczoraj tuż po tym, jak został pan zaatakowany przez to zaczarowane origami. Pozbyliśmy się toksyny i wszystko jest już w porządku. Przetrzymamy jeszcze pana parę dni, aby upewnić się, że nie ma żadnych skutków ubocznych. – Czarownica odhaczyła coś różdżką na karcie przymocowanej do łóżka.
- Zaatakowało mnie origami? – Harry zapytał z niedowierzaniem. Przypomniał sobie strach i ból, gdy coś niewidzialnego próbowało go zjeść i aż się wzdrygnął. To był jakiś cholerny kawałek papieru?
Uzdrowicielka przytaknęła.
- Paskudna robota. – Teraz sprawdzała coś w teczce, którą miała przy sobie. – Wyniki krwi w normie, magia silna i u pana, i u dzieci… - Zamknęła teczkę, która od razu się zmniejszyła i wsadziła ją do kieszeni szaty. – Wykonam jeszcze parę testów i zaraz ktoś przyniesie panu śniadanie.
- Okej.
Parę testów zajęło prawie piętnaście minut. Uzdrowicielka przez cały czas była bardzo mocno skupiona, więc Harry zdecydował się nie przeszkadzać jej niepotrzebnie pytaniami i cicho oczekiwał końca machania różdżką i świetlistych esów i floresów. Po wszystkim czarownica jeszcze raz zapewniła go, że wszystko było w jak najlepszym porządku i pośpieszyła do innych pacjentów zanim zdążył zasypać ją pytaniami. Harry niemal podskoczył zaskoczony w łóżku, gdy niespodziewanie na szafce nocnej obok pojawiła się taca z jedzeniem.
Harry?
Draco, nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię słyszę. Próbowałem się z wami skontaktować, ale znów mi nie wychodziło.
Z czasem się nauczysz. Jesteś sam?
Tak, a co?
…
Draco…?
Parę chwil później drzwi otworzyły się ponownie, a następnie zamknęły. Harry patrzył na nie przez chwilę, dobrze wiedząc, że nawet w czarodziejskim świecie drzwi nie otwierały się bez powodu. Powietrze obok łóżka zafalowało i pojawił się Draco z peleryną niewidką na ramieniu. Harry uśmiechnął się do niego szeroko i omal nie strącił z kolan tacy z jedzeniem.
- Co ty tu robisz?
- Odwiedzam mojego ciężarnego męża w szpitalu, a na co to ci wygląda? – Draco również się uśmiechał, ale szybko zdał się opanować i przybrał poważny wyraz twarzy. – Chociaż wiesz, wciąż jestem na ciebie i Severusa obrażony, że mnie tak wystawiliście i będziecie musieli jeszcze długo błagać mnie o przebaczenie zanim wam odpuszczę.
- Oczywiście. – Harry przytaknął, wciąż się uśmiechając. – Nie wiedziałem, że masz swoją pelerynę.
Draco usiadł na krawędzi łóżka i ukradł z talerza kawałek jabłka.
- Dostałem ją na dziesiąte urodziny. Przypomniałem sobie o niej, a skoro zaklęcia niewidzialności wciąż działają, postanowiłem ją wykorzystać. – Wzruszył ramionami. – Sev być może wpadnie wieczorem, ale niczego nie obiecuje. Wczoraj Dumbel zatrzymał go w szkole robiąc jakieś zebranie, ale nie powiedział mi o szczegółach.
- Pewnie nic ważnego się nie działo. Nie chcę teraz o tym wszystkim rozmawiać. Opowiedz mi lepiej jak ci mija czas z rodzicami? – Poruszył sugestywnie brwiami, na co blondyn jęknął i schował twarz w dłoniach.
- Nawet o nich nie wspominaj. Po tym jak przyłapałem ich w jadalni, posiłki jem tylko w swoim pokoju lub w kuchni. Nie mam pojęcia jak przeżyję święta i inne uroczystości wiedząc, co oni robili na tym stole. Może po prostu zniszczę go i będą musieli kupić nowy.
- Mhm – Harry przytaknął. – Wtedy będą mieli pretekst, by znów go ochrzcić.
- Robisz to specjalnie! – Draco szturchnął go lekko, krzywiąc się teatralnie. – Wywołujesz te okropne mentalne obrazy, przez które będę cierpiał do końca życia!
- Jestem pewien, że uda się nam cię z tego wyleczyć. Abstynencja zawsze wywołuje wyolbrzymianie tego typu problemów… - Nie dokończył, bo nagle Draco zerwał się z łóżka i zniknął pod peleryną. Do pokoju znów weszła uzdrowicielka.
- Ma pan wszystko zjeść, panie Potter. Chyba nie muszę panu mówić o wszystkich substancjach odżywczych, których pan teraz potrzebuje, prawda? – powiedziała, patrząc z niezadowoleniem na jego ledwo ruszone śniadanie. Chłopak pokręcił głową.
- Zjem wszystko, tylko na razie nie czuję się za bardzo głodny.
Przytaknęła lekko głową.
- Dwóch aurorów i kilku dziennikarzy czeka, żeby z panem porozmawiać. Czuje się pan na siłach, żeby ich przyjąć?
Aurorzy zapewne chcieli dowiedzieć się od niego, co się dokładnie wydarzyło i mieli nadzieję, że to pomoże im w śledztwie. Harry nie miał nic przeciwko rozmowie z nimi, ale jeżeli chodziło o dziennikarzy, to wolał w ogóle nie mieć z nimi do czynienia. Nie wiedział też, czy przyjmowanie aurorów było bezpieczne, gdy Draco chował się w pokoju pod peleryną niewidką.
Spokojnie, Harry. Jestem twoim mężem i mam prawo tu być, nawet jeżeli się chowam. Aurorzy nie mogą mi nic zrobić, a nawet jeżeli któryś okaże się współpracować ze śmierciożercami, to i tak w każdej chwili mogę użyć świstoklika.
- Panie Potter? – Uzdrowicielka patrzyła teraz na niego zmrużonymi oczami i już sięgała po różdżkę, najprawdopodobniej po to, by sprawdzić, czy wszystko było z nim w porządku.
- Erm, tak, aurorzy mogą przyjść.
- Jest pan pewien? Przez chwilę wyglądał pan, jakby miał zaraz odpłynąć.
- Tak, jestem pewien. I czuję się dobrze, naprawdę – zapewnił ją, gdy czarownica wciąż patrzyła na niego z powątpiewaniem. Przynajmniej jej ręka nie była już tak blisko różdżki. – Ale nie chcę rozmawiać z dziennikarzami – dodał pospiesznie. – Zdecydowanie nie czuję się na tyle silny, by zmierzyć się z nimi.
- W porządku. Przyprowadzę aurorów jak tylko skończy pan jeść śniadanie.
Uzdrowicielka znów opuściła pokój i po chwili Draco wyłonił się spod peleryny.
- Mało brakowało.
Uśmiechnęli się do siebie.
oOo
Składanie zeznania nie było dla Harry'ego miłym doświadczeniem. Nie chodziło nawet o to, że musiał szczegółowo opisać całe zajście. Dwóch młodych aurorów już od samego początku zdawało się mieć wyrobioną opinię i o nim, i o ataku i nawet nie próbowali się z tym ukrywać. Chłopak odetchnął z ulgą, gdy w końcu wyszli, a następnie wysłuchał dość długiego monologu Draco na temat idiotów zatrudnianych przez Ministerstwo. Jego mąż stworzył dość zabawne porównania, a w pewnym momencie nawet zaczął małpować zachowanie i wypowiedzi aurorów, znacznie poprawiając mu humor.
Po drugim śniadaniu w okno pokoju zapukała sowa.
- Przybyły papiery, które ci wysłaliśmy. – Draco wpuścił ptaka do środka, odwiązał przesyłkę i odesłał go z powrotem do siedziby Malfoyów.
- Te pozwy?
- Tak. Możemy teraz zacząć je analizować, jak masz ochotę. Pójdzie nam sprawniej niż gdybyśmy mieli robić to telepatycznie.
Harry przytaknął i zaczął przeglądać dokumentację. Już po pierwszych zdaniach napisanych tym okropnym prawniczym bełkotem wiedział, że przebrnięcie przez to nie będzie łatwe i pomoc Draco była konieczna. Całe szczęście nie musieli robić tego telepatycznie, bo całość zajęłaby im pewnie co najmniej tydzień.
oOo
Harry spędził w Mungo łącznie trzy dni zanim w końcu pozwolono wrócić mu do szkoły. Draco był z nim prawie cały czas, wykorzystując pomoc skrzatów domowych i różne triki, by nie zostać przyłapanym. Potter miał wrażenie, że jego uzdrowicielka wiedziała o tym, że ktoś go odwiedzał, ale ponieważ najwyraźniej nic złego się nie działo, postanowiła to przemilczeć. Severus rozmawiał z nim telepatycznie, dzięki czemu obaj wiedzieli o najnowszych planach Dumbledore'a i mogli opracować jakieś sposoby wywinięcia się spod ciągłej obserwacji.
Przez te trzy dni zdarzył się tylko jeden wypadek, gdy jeden z dziennikarzy postanowił przechytrzyć innych i dostać się do niego. Harry nie wiedział, czy facet był na tyle głupi, by myśleć, że odpowie mu na jakiekolwiek pytania, skoro wyraźnie nie chciał żadnego kontaktu z prasą. A może zadowoliłby się samym zdjęciem, a historię wyssał z palca, jak to zwykle z nimi bywało? Jak by nie było, dziennikarz został przyłapany przez skrzata Malfoyów i strącony z parapetu z czwartego piętra. Wylądował w sąsiednim korytarzu z obrażeniami, których wyleczenie zajmie co najmniej dwa tygodnie, a przynajmniej tak powiedziała mu uzdrowicielka.
Powrót do Hogwartu odbył się bez problemów, pomijając tradycyjne potknięcie przy wyjściu z kominka. Na szczęście Pomfrey była na to przygotowana i go złapała.
- Fiuu pana nie lubi? – Uśmiechnęła się do niego i szybko przywołała wiaderko, do którego Harry zwymiotował. Gdy skończył, poprowadziła go do łóżka i kazała chwilę odpocząć.
- Przeklęty czarodziejski wynalazek – wymamrotał pod nosem, próbując opanować mdłości. Kilka minut później doszedł do siebie na tyle, by rozejrzeć się po skrzydle szpitalnym. Pomfrey zostawiła go samego i wróciła do gabinetu. Łóżka były puste, ale i tak miał wrażenie, że ktoś cały czas go obserwuje. Zamknął oczy i odetchnął głęboko, wczuwając się w magię zamku. Była nieco silniejsza niż wcześniej, ale wciąż nie taka jak powinna być, a to znaczyło, że Dumbledore wciąż nie naprawił zaklęć ochronnych. Na co ten starzec czekał?
W większości przypadków czarodzieje byli zbyt słabi magicznie, by mógł ich wyczuć, ale po paru chwilach wsłuchiwania się w ciszę dosłyszał lekkie poruszenie po lewej stronie łóżka, na którym siedział. Tak jakby szelest szaty. Wyglądało na to, że jego „ochrona" już zajęła pozycję. Nie wiedział kto to był, ale miał szczerą nadzieję, że nie Molly Weasley.
oOo
- Harry! Tak się cieszę, że już jesteś i, że nic ci nie jest. Już nigdy nie puścimy cię samego do łazienki. Och, tak się martwiłam! – Hermiona podbiegła do niego i przytuliła mocno, gdy tylko wszedł do Wielkiej Sali na kolację. Dziewczyna poprowadziła go na koniec stołu Gryffindoru, gdzie siedziały głównie młodsze roczniki i dzieciarnia również przywitała go z wielkim entuzjazmem. Neville dosiadł się do nich i już po chwili pogrążyli się w dyskusji na temat wszystkich prac domowych, które Harry przegapił.
O dziwo jego powrót do Hogwartu nie stał się nie wiadomo jak wielką sensacją. Najwyraźniej uczniowie byli już zbyt przyzwyczajeni do tego, że ciągle coś mu się przytrafiało i lądował w skrzydle szpitalnym. Nikt się na niego nie gapił, nie szeptano między sobą i nie posyłano pseudo ukradkowych spojrzeń. To znaczy, nie bardziej niż w każdy inny normalny dzień. Harry uśmiechnął się, zadowolony z miłej odmiany, i z zapałem zaczął zajadać nową ulubioną mieszankę – truskawkowy jogurt wymieszany z sałatką grecką.
- Czytałam książkę, którą dostałam od profesora Binnsa i jest niesamowicie ciekawa. Wszystkie te zapomniane tradycje… - Hermiona zrobiła rozmarzoną minę i przez chwilę oddała się wzdychaniu do Wiedzy.
- Tak, coś już o tym wspominałaś. Parę… lub paręnaście razy. – Harry uśmiechnął się do niej, na co dziewczyna przewróciła oczami.
- Po prostu nie potrafisz docenić czegoś tak wspaniałego jak Wiedza.
- Och, wybacz mnie, maluczkiemu! – Harry chwycił się za serce, a parę osób dookoła opluło się tym, co akurat mieli w ustach, próbując powstrzymać chichot. Hermiona trzepnęła go lekko po głowie i, ignorując protest Pottera przeciwko przemocy, pogrążyła się w dyskusji z Nevillem. Coś o roślinach mających właściwości oczyszczające.
Pomijając szpiega, który dyszał mu za plecami, życie w Hogwarcie zdawało się wracać do względnej normy.
oOo
Następnego dnia spadł pierwszy śnieg i rano wszystko było białe. Zima w tym roku zaczynała się wcześniej niż zwykle, ale przynajmniej dzięki temu widok za oknem nie był już taki ponury. Harry ubrał się cieplej, dobrze wiedząc, że pomimo wspaniałej magii nikt jakoś nie wpadł na pomysł magicznego ogrzewania korytarzy lub chociaż uszczelnienia okien, by ciepło nagromadzone w pomieszczeniach z kominkami nie uciekało. Czarodzieje już po prostu tacy byli. Niemyślący.
Bardzo chciał porozmawiać z przyjaciółmi o dzieciach i o tym, że Draco go odwiedził, ale wiedzieli o jego niewidzialnej ochronie i z tego powodu trzymali się nudnych i bezpiecznych tematów. Spokój śniadania przerwało przybycie sowiej poczty. Harry już po paru chwilach od dostarczenia Proroka wiedział, że gazeta znów opublikowała jakiś szokujący artykuł z nim w roli głównej. Westchnął z niesmakiem i popatrzył na Hermionę, która właśnie rozkładała swój egzemplarz.
- O Merlinie – sapnęła, o dziwo pozytywnie podekscytowana, i szybko zaczęła czytać. Harry zaciekawiony nachylił się, by przez ramię przeczytać o co chodziło tym razem.
Harry Potter pozywa Albusa Dumbledore'a i Weasleyów!
Dobre kilka sekund patrzył na tytuł artykułu z pierwszej strony zanim się otrząsnął na tyle, by zerknąć, co takiego dziennikarz napisał poniżej. Nie spodziewał się, że wieści o pozwie tak szybko trafią do prasy.
Nasze źródła donoszą, że wczoraj rano do Wizengamotu wpłynęły pozwy podpisane przez samego Harry'ego Pottera. Co bardzo nas zaskoczyło, to osoby, które znany czarodziej pozywa, a mianowicie: Albus Percival Wulfryk Brian Dumbledore, Artur Weasley, Molly Weasley, Ronald Weasley, Ginevra Weasley. Rodzi się pytanie, co takiego członkowie dwóch znakomitych, jasnych rodzin zrobili, by zasłużyć sobie na proces? Jak się okazuje, według Pottera całkiem sporo.
Wszyscy pamiętamy wielką bitwę o prawo do adopcji małego Harry'ego tuż po tym jak pokonał Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Albus Dumbledore powierzył wtedy opiekę nad naszym Wybawcą mugolskiej rodzinie Lily Potter i zataił przed czarodziejskim światem jego miejsce zamieszkania. Chociaż wielu protestowało, nie godząc się z tym, że Harry Potter miałby dorastać z dala od społeczności, do której należy, to z czasem sprawa przycichła i na wiele lat zapomnieliśmy. Wierzyliśmy, że rodzina, którą wybrał sam Albus Dumbledore, otoczy małego Pottera miłością i zapewni mu szczęśliwe dzieciństwo. Dopiero teraz okazuje się, jak bardzo się myliliśmy! Mugolska rodzina naszego Wybawcy nienawidziła magii i traktowała go jak niechciane brzemię, a magiczny opiekun, który powinien pilnować, by do tego nie doszło, niczego z tą sytuacją nie zrobił! Wszyscy wiemy, że to Albus Dumbledore jest magicznym opiekunem Harry'ego Pottera i ja, drodzy czytelnicy, zadaję sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego ktoś, kogo uważamy za wspaniałego opiekuna naszych dzieci w Hogwarcie, skazał Harry'ego na życie w takim domu?
Ale to nie wszystko. Wszyscy znamy tradycję praktykowaną głównie przez czarno magiczne rody czystej krwi, a mianowicie aranżowanie małżeństw między dziećmi, gdy te są jeszcze małe. Na szczęście ta okrutna praktyka wychodzi już nawet w ich kręgach z użycia. Kto bowiem chciałby zostać pozbawiony szansy odnalezienia tej jednej osoby, którą pokocha całym sercem i, z którą będzie najszczęśliwszy? Wygląda na to, że Albus Dumbledore zdecydował, że Harry Potter nie zasługuje nie tylko na szczęśliwe dzieciństwo, ale też dalsze życie i podpisał z Weasleyami kontrakt małżeński i na dodatek nigdy nie poinformował o tym swojego podopiecznego. Harry miał poślubić Ginevrę, jedyną córkę Weasleyów, w dniu, w którym ta skończyła szesnaście lat. Nasze źródła donoszą, że warunki kontraktu były straszne. Harry straciłby wszystko na rzecz Weasleyów i Albusa Dumbledore'a, nawet swoją wolną wolę! Tak, drodzy czytelnicy, z naszego Wybawcy chciano zrobić niewolnika!
Na szczęście jednak do tego nie doszło, ponieważ Harry się zakochał.
Harry Potter nie jest już kawalerem!
Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Chłopiec, Który Przeżył odnalazł miłość swojego życia i chociaż wielu może powiedzieć, że to wciąż za wcześnie, związał się z Draco Malfoyem. Z najświeższych plotek wynika, że zakochani spodziewają się dziecka! Niestety nie wszyscy cieszą się z tego, że po tylu trudach i mimo przeciwności nasz Wybawca odnalazł szczęście. Harry i Draco związali się w sekrecie, co jest całkowicie zrozumiałe. Albus Dumbledore nic o tym nie wiedział, gdy w dniu urodzin Ginevry, razem z Arturem i Molly Weasley próbował narzucić na naszego Wybawcę nową więź. Świadkiem całego wydarzenia był Ronald Weasley, który niczego nie zrobił, by uratować go przed niechcianym małżeństwem. Mało tego, okazało się, że zdradził Harry'ego, który uważał go za swojego najlepszego przyjaciela! Więź między Harrym i Draco na szczęście okazała się silniejsza, a ponieważ Harry nowej nie chciał, rykoszet z odrzucenia poraził głównie Ginevrę, która do końca życia będzie oszpecona okropnymi, bolesnymi bliznami.
Historia jednak tutaj się nie kończy, ponieważ Harry już wtedy był w ciąży i eliksir oraz odrzucenie nowej więzi niemal doprowadziły do poronienia. Na szczęście szybka interwencja madame Poppy Pomfrey oraz mistrza eliksirów Severusa Snape'a, uratowała naszego Wybawcę i jego dziecko. Mimo to Harry spędził długie tygodnie dochodząc do siebie.
Ktoś mógłby zapytać, jak mogło do tego wszystkiego dojść w Hogwarcie, a mimo to nikt niczego nie usłyszał od naszych dzieci? Wygląda na to, że ktoś rzucił bardzo potężne zaklęcie sekretu na wszystko związane z Harrym Potterem i nasze dzieci dosłownie nie są w stanie poinformować o tych wydarzeniach nikogo spoza szkoły. Rodzi się pytanie: czy wydarzyło się coś jeszcze o czym nasze pociechy nie mogą mówić?
Hogwart nie taki bezpieczny jak myśleliśmy!
Cztery dni temu doszło do ataku na Chłopca, Który Przeżył. Atak można by uznać za źle wykonany dowcip, jednak wszyscy w szkole wiedzą o ciąży Harry'ego i o tym, że przez większość czasu jego magia nie działa (patrz wypowiedzi uzdrowicieli na temat męskiej ciąży, str. 4). Harry został zaatakowany przez zaczarowany i nasączony toksyną pergamin, gdy został na chwilę sam w łazience. Toksyna okazała się być tak mocna, że konieczna była pomoc uzdrowicieli i nasz Wybawca spędził trzy dni w Mungo, gdy profesjonaliści walczyli o zdrowie i życie jego, i nienarodzonego maleństwa. Dyrektor Dumbledore odmówił komentarza, ale nie wyglądał na zbyt przejętego tym, że ktoś w szkole dopuszcza się takich niebezpiecznych praktyk.
Zresztą to nie pierwszy raz, gdy pod opieką Dumbledore'a, nasze dzieci znalazły się w niebezpieczeństwie…
Dalej autor artykułu rozpisywał się o wszystkich wydarzeniach, które miały miejsce w czasie nauki Harry'ego, a nawet jeszcze wcześniej. Wygrzebał przypadki praktycznie z całej kariery Dumbledore'a jako dyrektora szkoły i podał statystyki, według których wyraźnie było widać, że w porównaniu z poprzednimi dyrektorami obecny stan bezpieczeństwa szkoły był karygodny. Harry podejrzewał, że Lucjusz miał wiele wspólnego z treścią całego artykułu i wcale by się nie zdziwił, gdyby się okazało, że napisał go ktoś praktycznie sponsorowany przez Malfoyów. Dziennikarz po prostu znał zbyt wiele szczegółów.
- Łał, Harry, dlaczego mi nic nie powiedziałeś, że w końcu wysłałeś pozwy do Wizengamotu? – Hermiona skończyła czytać i analizować artykuł z każdej strony i skupiła się znów na swoim przyjacielu. Wzruszył ramionami.
- Zrobiłem to, jak byłem w Mungo. Wiesz, miałem od groma czasu do zabicia tak tylko leżąc i czekając aż mnie wypuszczą.
- Mniejsza z tym. Widzieliście minę Dumbledore'a i Weasleyów? – Neville nachylił się do nich i zerknęli najpierw na stół nauczycielski, przy którym Dumbledore próbował zachowywać się normalnie, a następnie na Ginny i Rona, którzy zdecydowanie nie byli tacy spokojni. Parę osób odsunęło się od nich, gdy wzburzeni zaczęli psioczyć na niego i Draco.
Uważaj na Weasleyów. Nie chcę, żeby coś ci się stało, a wiesz, że często reagują na wszystko agresją.
Będziemy się pilnować, Severusie. Spokojnie.
Molly jutro będzie cię od rana pilnować. Mam prawo się martwić.
Wiem i też cię kocham, ale czuję, że wszystko będzie dobrze, wiesz?
O~~o~~O~~o~~O
Super długi rozdział. Mam nadzieję, że się podobał :) Od ponad miesiąca byłam bez laptopa, więc pisałam głównie po zeszytach, a teraz przepisuję to, co naskrobałam. Kolejny rozdział, chociaż już nie tak długi, wkrótce.
Mam dylemat. Czy Voldi powinien zaatakować Hogwart przed, w trakcie, czy po narodzeniu dzieci? Najbardziej się waham między 'przed' i 'po', ponieważ 'w trakcie' nadawałoby się bardziej do parodii. ;)
Jeżeli chodzi o "Ślizgońską Metodę", to obawiam się, że jest na końcu mojej listy opowiadań do dokończenia, więc o ile nie najdzie mnie nagły Wen na tłumaczenie, na kolejny rozdział trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
