Sobota zbliżała się wielkimi krokami, a wraz z nią pierwsze przesłuchanie przed Wizengamotem. Harry wiedział, że miał rację i prawo stało po jego stronie, jednak to nie zmniejszało jego nerwów. Na domiar złego ze szkoły znikały kolejne osoby, a plotki głosiły, że również ich rodziny rozpłynęły się w powietrzu. Nikt nie wiedział, co się dzieje i uczniowie coraz bardziej się bali, że Voldemort mógł mieć z tym coś wspólnego.

Całe szczęście Weasleyowie i Dumbledore zostawili go w spokoju. Ron wiedział, że jakiekolwiek ataki na niego byłyby teraz dla niego wybitnie nie na rękę. Był pełnoletni, a to znaczyło, że Wizengamot mógł skazać go nawet na pobyt w Azkabanie. Ginny miała szesnaście lat, więc wciąż była chroniona, ale mimo to też unikała wszelkich konfrontacji. Podobno cały wolny czas dzieliła między swój własny pokój, a bibliotekę. Jeżeli chodziło o dyrektora, to jeżeli już się pojawiał, to jedynie w czasie obiadu, a i wtedy wyglądał na bardziej zajętego myślami niż tym, co akurat się wokół niego działo.

Harry podejrzewał, że gdyby sam wpakował się w takie bagno, też miałby wiele do przemyślenia.

Sowy przyniosły pocztę jak zwykle pod koniec śniadania i Hermiona szybko rozwinęła swój egzemplarz Proroka Codziennego, aby zobaczyć, czy w końcu pojawił się wywiad z Dumbledorem, o którym wcześniej poinformował ich Draco.

- Jest. – Rozłożyła gazetę na stole tak, by Harry i Neville mogli przeczytać artykuł razem z nią. Część strony zajmowało zdjęcie Dumbledore'a, zrobione przy Fawkesie w jego gabinecie.

Oskarżenia Pottera – Albus Dumbledore odpowiada!

Dyrektor Dumbledore po kilku dniach milczenia w końcu zdecydował się przedstawić swoją wersję wydarzeń, którymi tak zszokował czarodziejską społeczność kilka dni temu Harry Potter. Wszyscy wiemy o kontrakcie małżeńskim, złym traktowaniu przez mugoli oraz braku bezpieczeństwa w Hogwarcie. Co na to profesor Dumbledore?

Wygląda na to, że nie wszystko o kontrakcie zostało ujawnione. Parę wieków wcześniej rodziny Potterów i Weasleyów zawarły umowę. Według niej Potterowie mieli oddać półkrwi dziecko razem z należnym mu dobytkiem Weasleyom w zamian za Złoty Kielich, magiczny artefakt o potężnej sile uzdrawiania. Chciano uleczyć nim dziedzica rodu, który zapadł na nieuleczalną chorobę. Kielich został przekazany, jednak do ślubu nigdy nie doszło, ponieważ córka Potterów zginęła w eksplozji eksperymentalnego eliksiru. Od tamtej pory kontrakt wisiał nad Potterami, ale aż do rodziców Wybrańca, nie doszło w tej rodzinie do żadnego mieszanego małżeństwa.

Tego typu umowy zawsze mają pierwszeństwo i to dlatego w imieniu Harry'ego podpisałem z rodziną Weasleyów kontrakt małżeński. Jego rodzina miała go o wszystkim poinformować, ale niestety bardzo pomyliłem się w ich ocenie."

Co jednak z samymi warunkami kontraktu, który wyglądał bardziej jak umowa niewolnicza niż małżeńska? Jak się okazuje, profesor Dumbledore pomimo starań nie miał dużego wpływu na jej treść. Stare prawa, które dawno powinny zostać zmienione na bardziej cywilizowane, wyraźnie mówią o reperkusjach jakie musi ponieść rodzina, która celowo unika wywiązania się z umowy. Potterowie przez prawie czterysta lat nie mieli ani jednego potomka półkrwi, co przez Weasleyów zostało właśnie za to uznane. W związku z tym poza warunkami zapisanymi w pierwowzorze, mogli zażądać wszystkiego i właśnie to zrobili, chociaż z tego, co udało się nam dowiedzieć, wcale nie mieli zamiaru wcielać w życie wszystkiego, co było na papierze. Po prostu chcieli się w ten sposób zabezpieczyć. Dobrze wiemy, że ta rodzina już nie raz została przez inne wystrychnięta na dudka.

- Nie wierzę. – Harry aż czuł jak się w nim wszystko gotuje ze złości. – Skąd on wytrzasnął jakieś brednie o dawnej umowie i jakimś Kielichu?

- Chyba w każdej rodzinie się takie coś znajdzie, ale większość ludzi sobie odpuszcza, gdy minęły już dwa lub trzy pokolenia od podpisania umowy. Babcia kiedyś mnie straszyła, że jak nie będę się dobrze uczył, to powoła się na umowę z Crabble'ami. – Wzdrygnął się na myśl o małżeństwie z młodszą kuzynką Crabble'a z ich roku.

- Okropne!

- O Dursleyach pewnie też napisał, że nic nie mógł zrobić, bo miał związane ręce przez jakieś starożytne prawo. – Sarkazm w głosie Harry'ego był bardzo wyraźny.

- Tutaj zwala winę na Arabellę Figg. – Hermiona wskazała palcem dalszy fragment artykułu.

Pan Potter nie był pozostawiony w mugolskim świecie sam sobie. Wszyscy wiemy, że profesor Dumbledore pełni w czarodziejskim świecie wiele ważnych i czasochłonnych funkcji i przez to nie mógł osobiście nadzorować tego, co się działo w domu Dursleyów. Zamiast tego wynajął charłaczkę, Arabelle Figg, aby zamieszkała parę domów dalej i miała oko na naszego Wybawcę. Dyrektor udostępnił nam kilka z pokaźnego stosu raportów złożonych przez charłaczkę. Wszystkie one zostaną przedstawione Wizengamotowi jako dowód jego niewinności. Te, które mogliśmy przeczytać, nie wskazują na nic alarmującego. Czyżby Dursleyowie aż tak dobrze ukrywali się ze swoimi przestępstwami, czy może raczej to Arabella Figg odwracała wzrok za każdym razem, gdy działo się coś niepokojącego? Jeżeli tak, to dlaczego?

- Nie mogę już dłużej tego czytać. – Harry zdenerwował się jeszcze bardziej i odsunął od gazety. Jego przyjaciele doczytali artykuł do końca, a nawet kilka pokrewnych na dalszych stronach, zanim znów skupili się na nim.

- Od początku wiedzieliśmy, że Dumbledore jakoś się z tego wszystkiego wybroni. – Hermiona była jak zwykle głosem rozsądku. – To, że postanowił zrobić z siebie ofiarę i obarczyć winą swoich popleczników jest jednak zaskakujące. Po tym jak bardzo starał się udobruchać Weasleyów i w ogóle. To dziwne.

- Znowu coś kombinuje.

oOo

Zanim się obejrzeli już był piątek. Harry był już po zajęciach, więc próbował przygotować się do przesłuchania, które miało się odbyć następnego dnia oraz wywiadu, który zapewne będzie zmuszony udzielić. Ukrywał się w kwaterach Severusa. Chociaż nie mógł spotykać się w nich z przyjaciółmi tak jak wcześniej, to wciąż miał tu swój pokój, nawet jeżeli tak naprawdę z niego nie korzystał. Zaklęcia ochronne, którymi Severus zabezpieczył swoje kwatery były tak zmyślne, że nawet przy otwartych drzwiach zatrzymywały w progu każdego, kto nie miał pozwolenia na wejście. Dzięki temu chłopak mógł spokojnie odpocząć od ciągłego monitoringu. Jego obecny ochroniarz pewnie stał pod ścianą obok wejścia i przeklinał go na czym świat stoi.

Organizowanie myśli i wypisywanie na pergaminie wszystkiego, co chciał powiedzieć wcale nie szło mu dobrze. Draco i Severus zgodnie polecili mu tę metodę przygotowania, jednak za każdym razem, gdy już sformułował jakieś zdanie i je zapisał, musiał je skreślić, ponieważ na pergaminie wyglądało znacznie gorzej niż w jego głowie. Nie był mówcą ani politykiem. W tej materii jego mężowie zdecydowanie oczekiwali od niego niemożliwego.

Gdy kolejny zgnieciony pergamin trafił do kosza, Harry w końcu postanowił od tego odpocząć i zająć się czymś innym. Miał trochę prac domowych i dość dużo materiału do przeczytania, ale do tego nie miał ochoty. Wolałby jakąś ciekawszą lekturę. Albo odmóżdżającą grę komputerową. Hermiona, po skopiowaniu potrzebnego materiału, zostawiła tu Ryty Zimowe, aby przypadkiem nie wpadły w niepowołane ręce. Harry odszukał ją na regale i wziął do ręki. Czemu nie?

Dwie godziny później Severus wrócił z ostatniej w tym tygodniu lekcji eliksirów. Harry spał na kanapie z książką leżącą na jego klatce piersiowej. Na ławie leżały pergaminy i pióra, a obok stał kosz wypełniony zgniecionymi zapiskami. Cóż, przynajmniej jego mąż spróbował przygotować się do jutrzejszego wystąpienia zanim się poddał i postanowił uciąć sobie drzemkę. Całe szczęście Draco będzie cały czas przy nim.

Od jego przybycia minęło może dwadzieścia minut, gdy ktoś zapukał.

- Co się stało, panie Longbottom? – zapytał z odpowiednią ilością jadu w głosie. Kątem oka widział poruszenie powietrza w miejscu, gdzie stała obstawa Harry'ego.

- Czy Hermiona jest u Harry'ego? Mieliśmy się spotkać w bibliotece po zajęciach, ale nie przyszła, więc pomyślałem, że może wpadła najpierw do niego. – Neville nie miał aż tak bystrego oka, by dojrzeć w ciemnym korytarzu kogoś zakamuflowanego, ale zdawał sobie sprawę, że mają towarzystwo i muszą udawać, że nie znoszą się bardziej niż w rzeczywistości. Severus kazał chłopakowi poczekać i poszedł obudzić Harry'ego.

- Co się stało? Już po zajęciach? – zapytał wciąż lekko zamroczony snem.

- Granger nie pojawiła się na spotkaniu z Longbottomem. Widziałeś ją dzisiaj?

- Po obiedzie poszła na numerologię, a ja przyszedłem tutaj i od tamtej pory jej nie widziałem. Może zasiedziała się w bibliotece czy coś.

Normalnie to byłoby dobrym wytłumaczeniem, gdyby nie to, że Neville miał spotkać się z Hermioną właśnie w bibliotece. Nawet jeżeli została po lekcji, by przedyskutować coś z Vektor, to i tak przez pół godziny powinna była dotrzeć na miejsce. Severus zmarszczył brwi i wysłał męża do Longbottoma, który dalej czekał przy drzwiach. Sam zamierzał skontaktować się z nauczycielką numerologii by sprawdzić, czy dziewczyna opuściła jej zajęcia o normalnej porze. Zanim drzwi się zamknęły usłyszał jeszcze głos Harry'ego.

- Chodźmy jej poszukać.

oOo

Vector twierdziła, że Granger opuściła jej zajęcia razem z resztą klasy, ale chłopcy nigdzie jej nie znaleźli. Nie było jej też na mapie Huncwotów. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w szkole, Harry był na granicy paniki. Severus poinformował innych profesorów o zniknięciu uczennicy, ale nie mogli zrobić niczego więcej poza patrolowaniem korytarzy, ponieważ Dumbledore'a akurat nie było w zamku i nie można było skonsultować tego z monitoringiem zaklęć ochronnych. A raczej tego, co z nich zostało.

Był już późny wieczór. Harry spał uśpiony przemyconym w herbacie eliksirem, podczas gdy Neville siedział obok niego czekając na wieści i ciągle sprawdzając mapę. W pewnym momencie zobaczył, że na siódmym piętrze zbiera się większa grupka ludzi, a dokładniej profesorów. Następnie wśród nich pojawiła się kropka Hermiony i wszyscy szybko zaczęli się przemieszczać w stronę skrzydła szpitalnego. Nie trzeba było geniuszu, by domyślić się, co się stało. Neville popatrzył na śpiącego przyjaciela. Z jednej strony wiedział, że taki stres był bardzo niezdrowy dla jego dzieci, ale z drugiej jeżeli go nie obudzi i razem nie pójdą do skrzydła, Harry będzie bardzo na niego zły. Potrząsnął jego ramieniem i powiedział o wszystkim, co zobaczył, gdy tylko uznał, że jest wystarczająco przytomny. Eliksir uspokajający na szczęście wciąż działał i obyło się bez większych wybuchów emocji.

Obaj znów spojrzeli na mapę. Hermiona była już w skrzydle szpitalnym, a Severus i Pomfrey poruszali się wokół niej.

- Nikogo nie ma w gabinecie Pomfrey. Możemy się tam dostać fjuu. – Harry już wstawał, chowając mapę do kieszeni szaty. Neville podążył za nim i już wkrótce znaleźli się po drugiej stronie zamku. Nikt nie zauważył ich przybycia, za to oni niemal nienaturalnie wyraźnie słyszeli wszystko, co się działo w sali obok.

- … stabilna.

- Tutaj w ranach jest coś, co nie pozwala mi ich wyleczyć.

- Pachnie jak arnika, ale nie do końca. Poczekaj. – Szelest szat. Stukot. – Myślę, że można to spokojnie wymyć zwykłą wodą.

Harry zrobił się bledszy, gdy tylko padło słowo „rany". Teraz przez szparę w drzwiach próbował zobaczyć, co się dzieje. Nie chciał wchodzić i przeszkadzać mężowi i Poppy w uzdrawianiu przyjaciółki. Neville stał tuż przy nim, również próbując coś zobaczyć. Chłopak w stresie zaczął obgryzać paznokcie.

- Dobrze, teraz nogi.

Chłopcy siedzieli przez godzinę w gabinecie Pomfrey, słuchając jak ich przyjaciółka jest leczona. Z rozmowy profesora i pielęgniarki dostali bardzo dobry obraz obrażeń, jakich doznała Hermiona i dziwili się, że nikt nie wezwał uzdrowicieli z Mungo. Być może mimo rozległości, rany nie stanowiły zagrożenia dla jej życia. Harry cały ten czas siedział na krześle przy biurku, próbując zrozumieć, jak ktoś mógł zrobić Hermionie coś takiego. Wiedział, że już sama przyjaźń z nim narażała ją na niebezpieczeństwo, ale nawet po tym wszystkim, co mu się przytrafiło, nigdy by się nie spodziewał, że na terenie szkoły dojdzie do tak brutalnego ataku. Do tej pory cieszył się ze wsparcia oferowanego przez przyjaciół, ale może lepiej by zrobili, gdyby odsunęli się od niego? Albo ukryli się razem z Draco pod Fideliusem.

- Teraz musimy tylko poczekać aż się obudzi. – Głos Pomfrey przerwał ponure rozmyślania nastolatków. Wstali i, po wymianie pokrzepiających spojrzeń, cicho wyszli z gabinetu. Poppy niemal od razu ich zauważyła.

- Panie Potter, czy mogę wiedzieć, co takiego robiliście w moim gabinecie?

- Skorzystaliśmy z Fjuu, żeby się tu dostać z kwater Severusa. – Oczy Harry'ego od razu powędrowały do przyjaciółki leżącej na jednym z łóżek. Jeszcze nie otoczono jej parawanem, więc bez problemu mógł zobaczyć jej zabandażowaną głowę. Reszta ciała, zapewne również pokryta opatrunkami, była schowana pod kocem.

- Spokojnie, Poppy. Byli tu już od godziny. Przynajmniej siedzieli cicho i nie przeszkadzali nam w pracy. – Severus wrócił z naręczem eliksirów i ustawił je na szafce nocnej obok łóżka Hermiony.

- Wszystko będzie z nią dobrze?

Poppy westchnęła ciężko i poszła do swojego gabinetu. Była związana przysięgą uzdrowicielską i przez to nie mogła udzielić im odpowiedzi, której potrzebowali. Zamiast tego musiała w końcu skontaktować się z dyrektorem i rodzicami Hermiony. Zwykłe powiadomienie listowne byłoby co najmniej nie na miejscu, biorąc pod uwagę powagę ataku. Severus usiadł na jednym z pustych łóżek.

- Fizycznie powinna dojść do siebie po jakichś trzech dniach, chociaż pewnie będzie musiała spędzić w skrzydle szpitalnym pięć, tak na wszelki wypadek. Psychicznie jednak… O ile to wszystko nie zdarzyło się, gdy była nieprzytomna… Po takich torturach minie wiele miesięcy zanim będzie mogła wrócić do względnej normalności. – Potarł dłońmi twarz. Musiał być bardzo zmęczony. – W pewnym momencie otworzyła oczy i gdyby nie to, że w ogóle na nic nie reagowała, mógłbym przysiąc, że była przytomna.

Harry usiadł obok męża i uścisnął jego dłoń, podczas gdy Neville przysunął sobie krzesło i usiadł obok łóżka Hermiony.

- Na razie musimy czekać aż odzyska przytomność. Dopiero wtedy będziemy mogli podać eliksiry przeciwbólowe i nasenne. Większość obrażeń leczy się szybko, więc powinna się obudzić za jakąś godzinę lub dwie. – Odwzajemnił uścisk Harry'ego i wstał. – Muszę przygotować parę eliksirów stabilizujących, tak na wszelki wypadek. Myślę, że Poppy nie będzie miała niczego przeciwko, jeżeli tu z nią posiedzicie przez jakiś czas.

Przytaknęli. Nie pozostało im nic innego jak czekać.

oOo

Dumbledore wrócił do zamku w środku nocy. Poppy poinformowała ich o tym na parę minut zanim dyrektor pojawił się w skrzydle szpitalnym, więc mogli szybko przez Fjuu wrócić do kwater Severusa bez niepotrzebnego kontaktu ze staruszkiem. Hermiona wciąż nie odzyskała świadomości i chłopcy bardzo nie chcieli jej zostawiać, ale musieli. Poza tym wiedzieli, że jeżeli coś się zmieni, Poppy od razu poinformuje Severusa, a on ich. Neville zostawił małżonków samych, postanawiając spędzić resztę nocy z chłopakiem. Po ostatnich wydarzeniach potrzebował komfortu i pewności, że ze ślizgonem wszystko było w porządku.

Wszyscy mieli nadzieję, że następny dzień nie będzie tak koszmarny jak ten.

o~~O~~o~~O~~o

Szybki, krótki rozdzialik nr 25 specjalnie na zakończenie naszego ulubionego, 25 godzinnego dnia. Mam nadzieję, że się podobał i nie było zbyt wielu błędów oraz potworków mimo pośpiechu z jakim pisałam. Nie wiem, kiedy będzie kolejny, ale jak tak dalej pójdzie, to może wcześniej niż się spodziewacie ;)