Harry Potter. Nie załapałam się na potteromanię, kiedy na półkach księgarni pojawiały się pierwsze książki z cyklu o młodym czarodzieju. Nie pobiegłam do kina na ekranizacje, przenoszące świat Privet Drive i Hogwartu na szklany ekran. Oczywiście kilka faktów z tego uniwersum kołatało mi po głowie. Śledząc newsy ze świata sci-fi i fantasy ciężko nie wiedzieć kim jest Hermiona Granger, czy Severus Snape.
Aż w leniwy dzień, pewnie kiedy nie miałam wiele do zrobienia obejrzałam pierwszy film."Harry Potter i Kamień Filozoficzny". Potem, przy kolejnej okazji następne części. Zżyłam się z tym światem, z bohaterami, ich przygodami i perypetiami. W końcu przeczytałam wszystkie książki.
I choć wiele rzeczy w cyklu mnie denerwuje, a sam Harry wydaje mi się bezbarwną postacią to są inni bohaterowie, dla których z uśmiechem wracam do Hogwartu. Może chodzi o atmosferę magii, może o przyjaźń, łączącą głównych bohaterów, może o przeniesienie się w czasy dzieciństwa, kiedy wydawało się, że samemu można przeżywać niezwykłe przygody.
Pewnym podsumowaniem mojej przygody ze światem Harrego Pottera jest to opowiadanie.
To fan fiction, poświęcone postaciom, które w książkach o młodym czarodzieju lubię najbardziej – Hermionie Granger i bliźniakom Weasley- Fredowi i George'owi. Moją ambicją, tak jak często w przypadku twórców fanfików było stworzenie swego rodzaju alternatywnej historii. Całość zaczyna się w tym momencie kiedy „Harry Potter i Czara Ognia". Rozpoczyna się rok szkolny. Jednak nie odbywa się Turniej Trójmagiczny, nie pojawia się Voldemort. Wydarzenia biegną innym torem. W całym cyklu o Harrym Potterze najmniej przyciągał moją uwagę watek walki Chłopca Który Przeżył, ze swoim mrocznym antagonistą. O wiele bardziej interesowały mnie opisy magicznych stworzeń, czy barwne przygody bohaterów. Dlatego w fanfiku nie ma Czarnego Pana, nie pojawia się wątek walki z Wielkim Złem, zagrażającym światu. Jest magia, uczuciowe perypetie, sporo słowiańskich wierzeń i trochę historii. Historyczne fakty posłużyły mi za inspirację, ale nie trzymałam się sztywno wytyczonych ram dat, czy bitew.
Pisanie „Girl who kissed the fire" było dla mnie kolejna przygodą, puszczeniem wodzy fantazji. Okazją, by wymyślać własne magiczne stworzenia, czy zaklęcia. Dało mi możliwość, żeby pobawić się trochę światem znanym z cyklu o Harrym Potterze i przedstawić go we własnych barwach.
W tekście pojawiają się adnotacje, objaśniające pojęcia wymyślone przez mnie, czy zaczerpnięte z innych źródeł niż książki z cyklu o młodym czarodzieju. Stworzenie tej krótkiej historii dało mi wiele radości. Mam nadzieję, że chociaż część będę umiała przekazać czytelnikom.
