- Hermiona, musimy się pospieszyć...
- Wiem, ale nie chcę, żeby ktoś nas usłyszał.
- To Harry pożyczył ci tę pelerynę niewidkę?
- Tak, ale musiałam go o to prosić cały dzień.
Szepty stłumione przez materiał peleryny umilkły. Korytarze Hogwartu nocą spowijał mrok. Światło księżyca zaglądając przez okna, kreśliło cienie na kamiennych podłogach i wysokich, krętych schodach, których szczyt niknął w ciemności. Prowadziły na samą górę Wieży Astronomicznej. Gdyby jednak wsłuchać się bardzo dokładnie w ciszę zalegającą na korytarzach można by usłyszeć delikatny szelest dziewczęcych stóp. To Hermiona i Stella, w objęciach peleryny niewidki maszerowały ku szczytowi schodów. Podążały za złotym królikiem. Magiczny zwierzak roztrząsał dookoła lśniący pył i naprowadzał dziewczęta na drogę. Hermiona i Stella pokonały kolejne stopnie. Za długouchym przewodnikiem, cicho, bezszelestnie. Nagle królik stanął słupka
i zastrzygł nerwowo uszami. Jego oczy lśniące, czarne paciorki utkwione były w miejscu gdzie zaczynała się kaskada schodów. Obie dziewczyny odwróciły się i zobaczyły woźnego Filcha
z panią Norris, przy boku maszerującego holem. Filch wydawał gniewne pomruki, a jego kotka rozglądała się uważnie błyszczącymi oczami o barwie rubinów. Obie Gryfonki przywarły plecami do ściany, odprowadzając dozorcę wzrokiem. Hermionie wydawało się, że ich oddechy są głośne jak miech kowalski. Ale Filch i pani Norris niczego nie zauważyli. Złowróżbna dwójka zniknęła za załamaniem murów. Złoty królik zastrzygł uszami i pokicał w dalszą drogę, ku szczytowi schodów. Stella i Hermiona ruszyły za nim.
Stella powiedziała Hermionie o swoim pomyśle kilka dni wcześniej. Zapytała, czy koleżanka nie miałaby ochoty wybrać się razem z nią na Wieżę Astronomiczną. W nocy, naruszając zasady, do których przestrzegania byli zobowiązani uczniowie Hogwartu. Ale był powód, żeby je złamać.
- Żmijowa Noc zdarza się raz do roku. - opowiadała Stella z wyraźnym przejęciem, gdy siedziały razem na błoniach, wystawiając twarze na jesienne słońce. - Wtedy żmije spotykają się, wysoko
w chmurach. Pozdrawiają się i tańczą razem na niebie. Na pewno będzie wtedy burza. Ale z Wieży Astronomicznej może uda nam się je zobaczyć.
Hermiona nigdy nie widziała żmija. Dopóki nie poznała Stelli nie wiedziała nawet, że taki stwór istnieje. Dziewczyna opisywała go jako ogromnego, uskrzydlonego gada, żyjącego w chmurach, mającego władzę nad deszczem, płanetnikami i chmurnikami. Żmije były podobne do smoków, ale nie żyły z nimi w przyjaźni, za to były przychylnie nastawione do ludzi. Niegdyś wierzono że walki obu gatunków potężnych gadów mogą sprowadzić na ziemię susze, powodzie, czy huragany.
- To co, pójdziemy je zobaczyć...? - zapytała nieśmiało Stella. - Taka okazja zdarza się raz w roku. Tylko raz widziałam Żmijową Noc, kiedy odwiedzaliśmy rodzinę na wschodzie. Ale byłam wtedy bardzo mała. Później nie było jak. Mieszkamy z mamą i babcią na pierwszym piętrze.
- Wiesz, że uczniowie mają zakaz chodzenia nocą po szkole. - Hermiona starała się być jak zwykle głosem rozsądku. Ale brzmiała, jakby chciała przekonać samą siebie.
- Przecież mnóstwo razy chodziłaś w nocy po szkole. - Stella uśmiechnęła się szeroko. Niesforna grzywka znowu opadła jej na oczy. – Wszyscy mówią o przygodach twoich, Rona i Harrego.
- A jeśli Filch nas złapie?- Hermiona wysuwała kolejne argumenty.
- Nie złapie. Czarujesz najlepiej spośród wszystkich uczennic, ja też trochę potrafię. Mamy się bać tego starego charłaka? Pójdziemy, proszę?- dodała błagalnie.
Hermiona przygotowała w myślach stos gotowych odpowiedzi. Ze ona, Harry i Ron przemykali się nocą po zamku, gdy był ku temu naprawdę ważny powód. Na przykład ratowanie świata. Że to ryzykowne, niebezpieczne. Że ich dom może stracić za to punkty. Że jako prefekt Gryffindoru powinna dawać przykład.
- Harry ma coś, co może nam się przydać. Jeśli uda mi się to od niego wyciągnąć to pójdziemy.
Szczęście im sprzyjało. Po serii próśb i nalegań Harry pożyczył Hermionie pelerynę niewidkę. Siostry Sparkle znowu wyjechały na weekend do rodziców i Hermiona mogła spać w pokoju razem ze Stellą. W piątkowy wieczór wpatrywały się w siebie podekscytowane. Żeby nie zasnąć wypiły mnóstwo kawy i do późna rozwiązywały łamigłówki. W końcu zapadła noc i Hogwart okryła zasłona ciszy. Stella zsunęła się z łózka na podłogę i wyciągnęła różdżkę. Wykonała nią skomplikowany gest i wyszeptała.
- Duco animo vado.- wraz z jej słowami w pokoju rozbłysło światło. Hermiona przetarła oczy. Wpatrywała się w mieniącego się wszystkimi odcieniami złota królika. Zwierzak właśnie uformował się z lśniącej mgły na środku pokoju. Przyglądał się uważnie dwójce dziewcząt. Stella nachyliła się nad zwierzątkiem i wyszeptała mu coś do ucha.
- W porządku. - powiedziała do przyjaciółki. - Daj pelerynę. - On będzie nas prowadził.
- Ale przecież... wszyscy go zobaczą.
- Widzimy go tylko my. - uśmiechnęła się Stella.
Szczyt schodów, zakończonych drzwiami wejściowymi do obserwatorium Wieży Astronomicznej był coraz bliżej. Majaczył w ciemności, rozświetlanej złotym pyłem niczym obietnica nagrody. Już tylko kilka stopni dzieliło dziewczęta od masywnych, drewnianych drzwi o stalowych okuciach. Hermiona sięgała po różdżkę by rzucić zaklęcie otwierające Alohomora. Ale zanim zdążyła to zrobić, królik dokicał do drzwi i oparł się o nie łapką. Drewniane podwoje ustąpiły z cichym skrzypieniem. Zwierzak rzucił dziewczętom ostatnie spojrzenie czarnych, błyszczących oczu, po czym rozpłynął się w powietrzu. Hermiona przyglądała się zaskoczona jak złoty, futrzasty kształt rozmazuje się w smugach świetlistego pyłu gdy nagle posadami Wieży Astronomicznej zatrząsł grom.
- Zaczęło się. - wyszeptała nerwowo Stella. - Szybko!
Wpadły do obserwatorium, cicho zamykając za sobą drzwi. W okna Wieży Astronomicznej chlusnęły strugi deszczu. Powietrze rozświetliły błyskawice. Nad zamkiem i błoniami przetaczały się kanonady gromów. Stella przypadła do okna. Niemal przycisnęła twarz do szyby. W uszach szumiał im łoskot litrów wody uderzających o mury Hogwartu i błonia ścielące się u stóp zamku. Hermiona rozglądała się ostrożnie dookoła. Nieustająca kanonada burzy i to, że po raz kolejny łamała zasady panujące w szkole, odbierały jej nieco odwagę.
- Jest, jest widzę go! - Hermiona nie wierzyła, że młodsza z Gryfonek jest w stanie cokolwiek dostrzec w zalewach deszczu i mroku nocnego nieba. Stella przycisnęła nos i policzki do szyby. Wpiła łapczywie wzrok w ciemność za oknem.
- Stella, ty na pewno...
Błyskawica rozświetliła ponownie mrok, odbierając Hermionie mowę. Piorun na sekundę wydobył na światło, nawet najciemniejsze zakątki obserwatorium. Hermiona zamarła, porażona ogromem kształtu, który prześlizgnął się za oknem. Następny błysk utrwalił w jej pamięci, jak na negatywie fotografii zarys ogromnej postaci. Masywnej głowy, długiego ogona, grzbietu skrzącego się łuskami. Ciała o wężowych splotach, krążącego w powietrzu. Jego lot napędzały uderzenia pierzastych skrzydeł. Żmij oddalał się od okna niknąc w strugach ulewy. Hermiona podeszła do szyby. Poczuła pod palcami chłodną, szklaną powierzchnię. W kipieli deszczu przemykały ogromne sylwetki, poruszające się z niezwykłą gracją. Żmije unosiły się nad ziemią, wysoko, niemal dotykając chmur. Zbiły się w gromadę. Wydawało się, że pozdrawiają się wzajemnie. W ich ruchach nie było dzikości, właściwej smokom, tylko łagodna gracja. To spotkanie ogromnych stworzeń przypominało magiczny taniec.
- Są... piękne... - tylko te słowa przyszły Hermionie do głowy. Chłonęła niezwykły widok. Wiedziała, że może już nigdy więcej nie zobaczyć niczego podobnego.
Wściekły napór burzy ustał. Z wolna zmieniła się w miarową, jednostajną ulewę. Potoki wody spadały na rozmokłą ziemie, spływały po kamiennych murach Hogwartu. Pioruny nie rozcinały już nieba, umilkły pomruki grzmotów. Hermiona i Stella siedziały w obserwatorium, próbując przebić wzrokiem zasłonę ciemności i strug deszczu. Zobaczyć jeszcze raz ogromną sylwetkę żmija. Ale wraz z ustaniem siatki błyskawic niebo dookoła Hogwartu spowijał mrok. Dziewczęta wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Ich różdżki emanowały słabym światłem, ale zbyt nikłym, by przebić pokrywę ciemności obejmującą zamek i dalej przyglądać się Żmijowej Nocy.
- Dziękuję. - powiedziała Hermiona. - Dziękuję, że mi je pokazałaś.
- Drobiazg. - uśmiechnęła się Stella. - Tutaj mogłyśmy zobaczyć żmije, bo Wieża Astronomiczna jest bardzo wysoka.
- Lepiej wracajmy. - Hermionę znowu opadły natrętne wyrzuty sumienia. Przypominające, że jest prefektem, najlepszą uczennicą Gryffindoru. Że powinna dawać innym przykład. - Nic więcej nie zobaczymy.
Dziewczęta schroniły się pod peleryną-niewidką. Stella znowu wymówiła inwokację i na środku obserwatorium ze złotej mgły uformował się długouchy kształt. Spojrzał na dziewczyny
z wyrozumiałością.
Schodziły po schodach. Cicho, ostrożnie, bezszelestnie. W ciemności majaczyła sylwetka królika. Zmierzał ku dołowi schodów, one za nim. Plątanina stopni dobiegła końca. Dziewczyny ostrożnie postawiły stopy na podłodze korytarza. Powoli zmierzały ku swojej sypialni. Przed nimi pętle
i zakręty niezliczonych holów i przejść. A potem zostaje schronić się w ciepłych objęciach kołdry
i poduszki. Tylko nie dać się złapać, nie dać się złapać, nie dać się złapać.
Korytarze Hogwartu nocą sprawiały niepokojące wrażenie. Zewsząd dochodziły skrzypienia
i tajemnicze szelesty. Jakby zamek żył, oddychał, a nie spoczywał uśpiony. Cienie na podłodze, nakreślone księżycowym światłem przybierały rozmaite kształty. Hermionie przez moment przemknęło przez głowę, że nagle zza drzwi wyjdzie potwór, ożywający tylko nocą, by polować na nieposłusznych uczniów, którzy naruszają zakaz chodzenia po szkole po zmroku. Odpędziła od siebie te myśli. Emanujący złotym blaskiem zwierzęcy przewodnik dodawał jej otuchy. Prowadził dziewczyny przez rozległy korytarz. Niespodziewanie zastrzygł uszami i stanął słupka. Zawrócił. Zaczął biec w przeciwnym kierunku, tam skąd przyszły. Hermiona i Stella spojrzały po sobie, choć ledwo widziały zarys własnych twarzy w panującym mroku.
Kroki. Tupot stóp rozlegał się dookoła, brutalnie zakłócając ciszę. Ktoś biegł korytarzem w ich stronę. Dwie sylwetki, były coraz bliżej. Jeśli Hermiona i Stella zaczną uciekać może z nich spaść peleryna. Dziewczęta złapały się za ręce i przywarły plecami do chłodnej, kamiennej ściany. Kroki zadudniły tuż obok. Biegło dwóch chłopaków. Światło księżyca, wpadające przez okno prześlizgnęło się po ich twarzach i rozwianych włosach. Hermiona wstrzymała oddech. Nie, nie mogła się mylić. Fred i George. Znowu oni. Co tym razem wymyślili? To pewnie Filch ich ściga. Nagle Fred potknął się. Upadł, ze stłumionym przekleństwem na ustach. Prosto na dziewczyny. Cała trójka wylądowała na podłodze. Bezpieczna peleryna niewidka zsunęła się. Bliźniacy Weasley wpatrywali się w twarze Stelli i Hermiony, które zdawały się być ucięte na wysokości ramion. Barki dziewcząt okrywała dalej peleryna, wymazując ich ciała przed wzrokiem. Kolana i stopy wyrastały z podłogi, w miejscu, gdzie załamała się krawędź tkaniny.
- To wy...? - rozległ się zdumiony szept George'a. - Co tu robicie?
- Co wy tu robicie?- syknęła rozzłoszczonym tonem Hermiona.
- Łajdaki! Znajdę was! Nie ukryjecie się przede mną!- z końca korytarza dobiegł ich rozzłoszczony głos woźnego Filcha.
Nie było czasu do stracenia. Hermiona dostrzegła w załamaniu holu wnękę, która mogła pomieścić kilka osób. Popchnęła resztę towarzyszy w tamtą stronę.
- Zobaczy nas.- syknął Fred.
Różdżka Hermiony wykonała nieznaczny gest. - Wingardium Leviosa. - wyszeptała. - Evolvo peleryna. - dodała Stella.
Dziewczyny wepchnęły bliźniaków w gościnną niszę w ścianie. Przed nimi rozpostarła się peleryna niewidka. Odgradzała całą czwórkę od korytarza i wściekłych, węszących spojrzeń Filcha. Woźny pojawił się w holu, w asyście pani Norris. Dyszał gniewnie, po szybkim biegu i mamrotał przekleństwa.
Starali się nawet nie oddychać. Przed Filchem chroniła ich tylko peleryna niewidka. Jeśli w korytarzu powieje wiatr, woźny zobaczy stopy czwórki uczniów, próbujących się ukryć. Filch rozglądał się, mamrotał coś do siebie i uparcie węszył. Przeszedł obok nich, ale niczego nie zauważył. W końcu, gdy Hermiona poczuła, że całe jej ciało zdrętwiało od stania w tej samej pozycji, że brakuje jej tchu, bo cały czas płytko oddycha, woźny z przekleństwami na ustach opuścił korytarz.
Nie było czasu. Filch w każdej chwili może wrócić. Hermiona narzuciła pelerynę na siebie i Stellę.
- Przykro mi, ale nie schowamy się pod nią we czwórkę. Jest za mała. - skierowała słowa w stronę bliźniaków. Spod ochronnej tkaniny wystawała tylko jej twarz.
- Poradzimy sobie. - wzruszył ramionami Fred.
- Niezłe wdzianko. Skąd je macie?- George pogładził dłonią materiał,.
- Nie ma czasu. - ucięła gniewnie dyskusję Hermiona. Zaczęła już naciągać pelerynę na głowę.
- Dzięki.- usłyszały z ust bliźniaków.
- Tylko nam nie dziękujcie. - prychnęła gniewnie Hermiona.
Otuliły się materiałem. Królik niecierpliwie dreptał wskazując w którą stronę dziewczyny powinny się teraz udać. Znowu wyruszyły w cichą, powolną wędrówkę ku swojej sypialni. Hermiona odwróciła się, ale Fred i George zniknęli już w którymś z bocznych przejść. Co oni znowu wymyślili?
Obie Gryfonki przekradały się korytarzami Hogwartu, podążając za swoim złotym przewodnikiem. Przemierzały plątaninę schodów i zakamarków. Musiały obudzić Grubą Damę i spotkać się z litanią wymamrotanych przez obraz pretensji. Czemu włóczą się po nocy i co one sobie w ogóle myślą. W końcu Gruba Dama wpuściła je, wydymając malowane usta. Dopiero gdy Stella pogłaskała królika, a zwierzak pod jej dotykiem rozpłynął się w powietrzu, dopiero gdy schroniły się między kołdrą, a poduszkami Hermiona odetchnęła. Wyciągnęły się wygodnie. Można było wreszcie rozprostować kolana i przestać nerwowo wstrzymywać oddech. Dziewczęta wymieniły się spojrzeniami i uśmiechnęły się do siebie.
- Co ci Weasleyowie znowu wymyślili! - żachnęła się Hermiona. - Nie mogą usiedzieć spokojnie dwóch minut. - dodała.
- My też nie. - odparła z uśmiechem Stella.
- Dziękuje, że mnie zabrałaś na wieżę. Warto było. - Hermiona jeszcze raz przypomniała sobie niezwykły spektakl rozgrywający się pod nocnym niebem, w strugach deszczu.
- Drobiazg. - przyjaciółka odpowiedziała jej uśmiechem.
Obie dziewczyny wtuliły się w poduszki. W głowach migotały im przygody, jakie przeżyły tej nocy. Ciała żmijów, lśniące w niezwykłym tańcu, ucieczka przed Filchem, podążanie za złotym królikiem. Zasnęły z głowami pełnymi wspomnień.
Następne dni przyniosły naukę, naukę i jeszcze raz naukę. Hermiona przygotowywała się do SUM-ów. Stella pomagała jej jak mogła. Czasem spotykały się też z Harrym i Ronem, w Trzech Miotłach na butelkę piwa kremowego. Stella jaśniała z dumy, że ma znajomych, ze starszej klasy, w dodatku sławnych na cały Hogwart. W końcu przestała czerwienić się za każdym razem, gdy odezwał się do niej któryś z dwójki chłopaków.
Jeden z poranków zastał Hermionę, Rona i Harrego na korytarzu, w skłębionym tłumie uczniów. Przeciskali się między pierwszoroczniakami, starając się dotrzeć swojej do klasy. Uwagę całej trójki przyciągnęła grupa Puchonów, rozmawiająca ze sobą nerwowo i wyraźnie czymś przejęta. Do zgromadzenia dołączali kolejni uczniowie i uczennice, gestykulujący i zdenerwowani. Nagle na korytarzu pojawiła się okrągła postać profesor Sprout. Uczniowie ustępowali jej z drogi. Dotarła do swoich podopiecznych. Dwie pierwszoroczne Puchonki, z łkaniem schroniły się w objęciach jej solidnych, matczynych ramion. Atmosfera na korytarzu stała się napięta. Głosy uczniów zlewały się w jednostajny szum, zdenerwowane brzęczenie.
- O co tu chodzi?- zastanawiał się na głos Ron. Hermiona nie czekała dłużej. Pociągnęła za rękaw przechodzącą obok Hannę Abbot.
- Co się dzieje? - zapytała blondwłosej Puchonki. Hanna miała wyraz napięcia na twarzy, rozglądała się dookoła zdenerwowana. Nachyliła się szybko nad Hermioną i wyszeptała jej coś do ucha. Potem odeszła w stronę kłębiącej się gromady kolegów i koleżanek z jej domu. Profesor Sprout mówiła do nich, spokojnym, matczynym tonem, ale stojąca nieco dalej trójka przyjaciół nie była w stanie rozróżnić słów.
- Co ci powiedziała? - dociekał Ron.
- Powiedziała... powiedziała, że w nocy ktoś zbił lusterko w dormitorium Puchonów. To, które zawiesił Filch. - Hermiona wyglądała na wstrząśniętą.
Cała trójka spojrzała po sobie.
- Myślisz, że to... - Harry spojrzał na Hermionę, jakby szukając w jej twarzy potwierdzenia swoich obaw.
- Nie wiem. - rozłożyła bezradnie ręce. - Nie wiem, nie wiem...
Przez szkołę przetoczyła się fala paniki. Dziewczyny zawieszały nad łóżkami amulety mające chronić przed zmorą. Chłopcy umawiali się na spanie, na zmianę, żeby nie dać się zaskoczyć.
Z książek, rodzinnych notatek, opowieści babci wyciągnięto tysiące sposobów, jak bronić się przed zjawą. Wyglądało na to, że Stelli też udzielił się ten nastrój histerii. Dookoła swojego łóżka rozsypała jagody sercokrzewu. Namówiła Hermionę, żeby położyła woreczek
z suszonymi owocami na swojej szafce nocnej.
- Dla bezpieczeństwa...- przekonywała wciskając zawiniątko z jagodami w dłonie przyjaciółki. Miała zimne ręce i wystraszone spojrzenie.
Atmosfera niepokoju unosiła się w powietrzu. Profesor McGonagall przekonywała swoich podopiecznych, że nie ma się czym przejmować, że nauczyciele czuwają nad ich bezpieczeństwem i żeby lepiej wzięli się do nauki.
Hermiona starała się zbytnio mnie myśleć o tym, co mogło się stać w dormitorium Puchonów. Czuła się dobrze, niepokojąca senność nie wróciła. Uspokajała Stellę i inne Gryfonki, Parvati Patil czy Katie Brown. Skoro profesor McGonagall zapewnia, że nic im nie grozi to na pewno tak jest. Może ktoś zrobił głupi dowcip zbijając lustro. Ale następnego dnia...
- Hermiona... masz chwilę?
Znowu. Znowu George i Fred. Stali przed Hermioną na korytarzu pełnym uczniów. Wpatrywali się w nią z dziwnym, niepewnym wyrazem na twarzach. Bez codziennego uśmiechu w oczach
i głupich dowcipów spływających z ust.
- Teraz? - zapytała z wyrzutem. Na pewno znowu wymyślili coś idiotycznego. - Zaraz mam lekcje.
- Może być później. Ale chcieliśmy pogadać... na osobności. - dokończył ściszonym głosem George.
- Na długiej przerwie w łazience dziewcząt na drugim piętrze. - odpowiedziała o kilka tonów ciszej Hermiona. Głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- Serio? W łazience dla dziewcząt? Ty to masz pomysły...- w oczach bliźniaków znowu zagrały wesołe iskierki.
- To łazienka Jęczącej Marty, nikt nie będzie nam przeszkadzał. - ucięła dyskusję Hermiona.
Zniknęła w tłumie uczniów zmierzających na górę. Bliźniacy odprowadzili ją wzrokiem.
Łazienka dziewcząt na drugim piętrze przedstawiała przygnębiający widok. Na podłodze lśniły kałuże. Rzadko kto tu sprzątał. Uczniowie omijali to miejsce. Dziewczęta bały się spotkania
z Jęczącą Martą, albo po prostu nie chciały wysłuchiwać litanii pretensji ducha dawno zmarłej uczennicy.
Kiedy Hermiona weszła do pomieszczenia bracia już na nią czekali. Zmierzyli dziewczynę wzrokiem pełnym napięcia i wyczekiwania. Z rur w łazience kapała woda. Nerwowe kap, kap, kap z każdą kolejną kroplą.
- O co chodzi? - zapytała Hermiona. Najlepiej zakończyć to jak najszybciej. Odpowiedzieć na drażniące, niebezpieczne pytania Weasleyów i mieć to z głowy.
- No więc...- Fred i George wymienili spojrzenia. - Wpadliśmy na taki pomysł...Filch powywieszał te lusterka, w dormitoriach. Wymyśliliśmy, że zrobimy eliksir wielokrotnego odbicia...
- Wiesz, sprawia, że w jednej powierzchni odbija się to, co pokazało się w innej. Faceci używają go głównie, żeby podglądać co dzieje się w szatniach dziewczyn... Jak laski się przebierają... - George nagle zamilkł. Chyba uświadomił sobie co właśnie powiedział.
- Myśleliśmy, że dostaniemy odbicie zmory. Utrwalimy je i będziemy sprzedawać. Niektórzy sporo zapłacą, żeby się wystraszyć. Pomyśl, prawdziwa zmora, lepiej niż w tych tandetnych mugolskich horrorach... - Fred zasypał Hermionę potokiem słów, żeby odbiec od niebezpiecznego tematu.
- Kiedy w nocy spotkaliśmy się na korytarzu poszliśmy wysmarować eliksirem wielokrotnego odbicia lustro w dormitorium Puchonów. Filch prawie nas dorwał. Nieważne... Posmarowaliśmy to lustro, które zostało stłuczone. No więc... chyba powinnaś to zobaczyć. - zakończył George. Wyjął
z kieszeni małe zwierciadełko. - Zobaczysz w nim to, co odbiło się w lustrze w dormitorium Puchonów. Musisz tylko powiedzieć... Ostendo multum...- i dotknął kieszonkowego lusterka końcem różdżki.
Łazienkę na drugim piętrze obryzgała fontanna kropli. To Jęcząca Marta znów próbowała się zabić, wskakując do toalety. Pluskowi wody towarzyszyły jej zawodzenia. Ale Hermiona ich nie słyszała. Wpatrywała się w obraz, który zapamiętała błyszcząca powierzchnia w jej dłoni.
Na szklanej tafli utrwaliły się wizerunki uczniów krążących po dormitorium Puchonów. Zjawiali się, pojedynczo, lub grupkami, by po chwili zniknąć ze szklanej powierzchni. Potem, z nastaniem nocy na tafli lusterka malowała się tylko ciemność. A w końcu odbiła się twarz tego, kto pięścią zbił lustro.
To była drobna, ciemnowłosa dziewczyna z nieprzytomnym wyrazem w oczach. Pojawiła się znikąd w szklanej tafli. A potem, równie niespodziewanie zaciśniętą w pięść dłonią zakończyła życie lustra. Hermiona widziała ją przez mgnienie oka, ale nie mogła jej nie poznać.
Stella. To była Stella.
Objaśnienia:
Duco animo vado - Duco łac. - prowadzić, Animal łac. – zwierzę, Vadovas – lit. przewodnik. Zaklęcie przywołuje zwierzęcego przewodnika, który pomaga bezpiecznie dostać się w określone miejsce.
Evolvo łac. – rozpościerać. Zaklęcie mogące rozwinąć daną powierzchnię, np. zwój materiału.
Ostendo – łac. pokazywać. Multum - łac. wiele
