Dojechanie do Londynu zajęło mu niecałe dwie godziny, gdyż autobus miał jeszcze kilka przystanków po drodze. Jednak nie nudziła go jazda, z chęcią wyłapywał nowe widoki za oknem. Jakoś nigdy nie miał okazji by dokładnie poprzyglądać się krajobrazom mijanym po drodze.
Gdy tylko wysiadł z pojazdu w centrum miasta, od razu skierował swoje kroki w stronę rodzinnego domu ojca chrzestnego. Wiedział, że tylko tam będzie mógł spokojnie się przespać mimo Czarnej Magii, która wypełniała starą posiadłość po brzegi.
Niestety nigdy nie mógł sobie tak swobodnie chodzić po ulicach Londynu; zawsze istniało ryzyko iż zostanie złapany w łapy śmierciożerców. Dlatego zazwyczaj udawali się na ulicę Pokątną lub na pociąg świstoklikiem,ewentualnie deportacją.
Także by dojść na Grimmauld Place musiał użyć mugolskiej mapy. Zajęło mu to wprawdzie dobre trzy godziny, gdyż Kwartera Zakonu Feniksa była prawie na samych obrzeżach miasta. Czuł się trochę dziwnie, gdy ludzie spoglądali na niego niepewnie. Wiedział, że nie wygląda na te dziesięć lat, które jeszcze miał ale nic nie mógł na to poradzić. Był już przyzwyczajony, że ciągle jest w centrum uwagi. Gdy w końcu dotarł do swojego celu i stanął przed dwoma budynkami, nie musiał długo czekać aż rezydencja Black'ów pod numerem dwanaście ukazała się w całej swojej wspaniałości.
Pewnym krokiem podszedł do drzwi, które już z ostrożnością otworzył. Jego oczom ukazał się duży, ciemny hol. Ten sam wieszak, o który ciągle potykała się Tonks. Postawił jeden krok w przód, a pochodnie na ścianach się zapaliły a przed nim pojawił się skrzat domowy.
- Co Panicz tu robi? - spytał skrzat, patrząc na niego gniewnie.
- Witaj, Stworku. Jestem tu, by dokończyć misję Regulusa Black'a.
- Mistrza Regulusa? Mistrz kazał Stworkowi zniszczyć złoty medalion.
- Wiem. Ja też planuję go zniszczyć. Przynieś mi go. - powiedział pewnie Harry i nie patrząc na stworzenie, wyminął je i ruszył do salonu.
Wszędzie leżały chmurki kurzu, a w pomieszczeniu unosił się zapach rozkładającego drzewa. Podłogi trzeszczały, a meble były pozakrywane białymi płachtami.
- Stworek przyniósł to o co Pani prosił. - ukłonił się skrzat, podając Harry'emu medalion Slyhterin'a. - Czy Stworek ma coś jeszcze zrobić dla Panicza...?
- Jestem Harry James Potter, Stowrku.
- Syn szlamowatej żony Lora Potter'a! - wykrzyknął skrzat.
- Jeszcze raz ją tak nazwij, a przysięgam, że nie obudzisz się następnego ranka. - warknął mały Potter. - Oczekuję od Ciebie szacunku.
- A nic nie zasłużył, półkrwi okularnik. - krzyknął piskliwym głosem skrzat, a na jego małej twarzy było widać obrzydzenie. - A na pewno nie powinien przebywać w domu szlachetnego i wspaniałego rodu Black'ów!
- Nie pozbędziesz się mnie stąd, Stworku. Jednak dla Ciebie drzwi stoją otworem.
- Stworek nie zostawi swojej Pani samej!
- W takim razie zapytajmy jej. - powiedział pewnie Harry. Razem ze skrzatem podeszli do wielkiego obrazu, zakrytego czarnym, grubym materiałem., które zielonooki szybko zerwał. Skrzat od razu padł na kolana.
- W końcu! - krzyknął obraz, po czym starsza kobieta spojrzała na chłopca. - Kim jesteś i co robisz w moim domu?
- Jestem chrześniakiem twojego syna, Syriusza.
- Nie wspominaj mi o tym zdrajcy! - twarz, tak bardzo podobna do Bellatrix wykrzywiła się z gniewu.
- W porządku. Nie będę. Jednak ja nie po to tu jestem. - powiedział twardym tonem.
- Więc dlaczego?
- Skrzat, Pani Black. Ten skrzat jest problemem. Przychodząc tu miałem nadzieję zobaczyć wspaniałą posiadłość, pełną wdzięku jak przystało na rezydencję Black'ów. A tu wszędzie jest brudno.
- Ty mała kanalio! - wydarła się czarnowłosa kobieta. - Jak śmiesz zaniedbywać mój wspaniały dom?!
- Wybacz moja Pani! - łkało stworzenie. - Stworek zacznie już sprzątać!
- Zacznij od salonu i kuchni, Stworku. - dodał cicho, Potter. Skrzat kłaniając się od razu zniknął. Zielonooki spojrzał na obraz. Walburga Black przyglądała mu się z ciekawością.
- Jesteś bardzo podobny do swojego ojca. Ale widzę też podobieństwo do swojej ciotki Dorea'y Potter. - odparła, po czym prychnęła. - Możesz zostać w moim domu, chłopcze. A teraz mnie zasłoń.
Zielonooki kiwnął głową, po czym spełnił prośbę... a właściwie żądanie Pani Black i ponownie zasłonił obraz. Miał nadzieję, że Stworek skończył sprzątać choć jedno pomieszczenie. Miał zamiar usiąść w spokoju i może pomyśleć nad jakimś jedzeniem. W drodze tutaj zjadł jedną małą bułeczkę, kupioną w sklepie a jego brzuch domagał się już czegoś jeszcze. Gdy wszedł ponowie do salonu, jego oczy ujrzały widok jaki chciał zastać na samym początku. Zawsze wiedział, że skrzacia magia jest niesamowita ale widząc jej efekty na własne oczy robiło jeszcze większe wrażenie.
Skrzat domowy zdążył już zdjąć biały materiał z mebli, zetrzeć kurz z podłogi i regałów a także kominek wyglądał już na sprawny do użytku. Potter rozsiadł się w jednym z fotelu i zapatrzył się na obraz na ścianie.
Musiał wymyślić plan działania. Nie miał zamiaru czekać znów do swoich siedemnastych urodziny by zabić Voldemort'a. Kluczem do wszystkiego były horkruksy. Dwa już miał. Na spotkanie ze Zgredkiem również nie chciał czekać do swojego drugiego roku, także zdobycie dziennika Tom'a Riddle'a będzie trzeba przyśpieszyć. Pozostawała sprawa kolejnych przedmiotów. Sam wszystkiego nie zdobędzie, a jedyną osobą, która była mu w stanie pomóc był Albus Dumbeldore. Do końca wakacji pozostało pięć tygodni. W tym czasie trzeba by było wszystko zorganizować.
Kolejną sprawą był jego chrzestny. Jego wspomnienie o Strażniku Tajemnicy jako Peterze mogło nie być bardzo pomocne, ale Parszywek mógłby zrobić dużą różnicę. Jednak to już plany na rok szkolny. Musiałby jakoś przekonać Ron'a by oddał mu swojego ukochanego szczurka. Jeśli Harry zagrałby typowego Ślizgona, Ron mógłby pobyć trochę w chwale czego zawsze pragnął i zazdrościł Potter'owi. Jak bardzo ta myśl mu przeszkadzała, Syriusz musiał jeszcze trochę posiedzieć w Azkabanie.
- Stworek. - zawołał Wybraniec, a skrzat się przed nim pojawił. - Czy mógłbyś zrobić mi coś do jedzenia? Coś jadalnego?
- Oczywiście, Paniczu. Czy coś jeszcze mam dla Panicza zrobić?
- Jak skończysz sprzątać kuchnię, naszykuj mi sypialnię. - odparł chłopiec.
- Jak sobie Panicz życzy. - szepnęło stworzenie, kłaniając się. Czy ten skrzat nie mógłby tak od razu, westchnął Harry.
Po zjedzonym posiłku w czystej kuchni, Harry zasiadł ponowie w salonie przed kominkiem, w którym delikatnie oświetlał pomieszczenie. To dziwne, ale zielonooki nigdy nie czuł się w tym domu tak swobodnie jak teraz. Całkiem możliwe, że to dlatego iż dostał pozwolenie od Pani tego domu. Nie czuł także tej przytłaczającej mrocznej magii, choć wiedział że ona nadal tu jest. Uśmiechnął się do siebie, gdyż przyszło mu go głowy, że tak powinien się czuć w siebie w domu.
Następnie w jego głowie powstawał plan na jutrzejszy dzień. I mimo iż obawiał się niektórych zdarzeń to nie mógł się doczekać tego co przyniesie jutro. Uspokojony blaskiem ognia, odpłynął do krainy Morfeusza nie zdając sobie sprawy z oplatających jego ciała ciemnych cieni.
